Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.
            • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

              Odp.: MOPS http://www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/mops-8/s5/

              Początki Centrum Usług Społecznych...

              Jak się nie dowiedzą, co im przysługuje, to może nic nie wezmą? Roszczeniowi pracownicy ostrowieckiego MOPSu opowiadają o przysługujących Ostrowczanom świadczeniach, czyli o tym jak państwo polskie pomaga swoim obywatelom:

              [projekt mamut] 13 grudnia 2021 Akcja Aktywizacja - Organizowanie Społeczności Lokalnej w Ostrowcu Świętokrzyskim https://www.youtube.com/watch?v=3Pvof-D7w18

              No to pracownicy MOPSu (CUSu) rozdają ekologiczne reklamówki pod marketami? Na tym m.in polega ich praca i za to się im płaci? Przy kamerze dają dzieciom kieszonkowe / pieniądze do ręki :-)

              Odp.: Mapa rzemieślników w Ostrowcu. http://www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/mapa-rzemieslnikow-w-ostrowcu/s2/

              Czy jak za dużo pieniędzy miasto / powiat wyda z własnego budżetu na pomoc społeczną, to zostanie mniej pieniędzy na (coroczne?) nagrody pieniężne dla urzędników miejskich i powiatowych? Ile ile milionów złotych jest wydawane każdego roku na nagrody dla urzędników? naOstro pisało o tych nagrodach.

              Gość
              Zgłoś
              Odpowiedz
              • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

                W genialnej komedii Stanisława Barei „Miś", obnażającej absurdalną, ale i okrutną twarz PRL-u, jest scena, kiedy to reżyser filmów robionych na zamówienie reżimu używa rozróżnienia:

                „jest prawda czasu i jest prawda ekranu".

                No i możecie być jeszcze Państwo pewni, że o was też ktoś nakręci kolejnego „Misia”. W pełni na to zasłużyliście!

                Gość
                Zgłoś
                Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 5

      Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

      „Gdzie oraz w jakiej formie mieszkańcy województwa mogą zapoznać się z dorobkiem naukowym, badawczym i edukacyjnym RCNT w Podzamczu Chęcińskim? Czy Centrum posiada własne rozwiązania technologiczne, patenty, know-how lub projekty o potencjale komercjalizacyjnym, które mogłyby w przyszłości generować przychody i zwiększać stopień jego samofinansowania?”

      Albo bardziej kąśliwie, ale nadal „urzędowo-profesorsko”:

      „Czy Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne w Podzamczu Chęcińskim dysponuje autorskimi technologiami, patentami bądź wynikami badań posiadającymi potencjał wdrożeniowy i komercyjny, które pozwoliłyby tej instytucji w większym stopniu finansować własną działalność operacyjną, zamiast pozostawać podmiotem trwale zależnym od środków publicznych?”

      ---

      Podzamcze – wieś w Polsce, położona w województwie świętokrzyskim, w powiecie kieleckim, w gminie Chęciny. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa kieleckiego. We wsi znajduje się kompleks budynków Regionalnego Centrum Naukowo-Technologicznego. Do nich zaliczają się: zabytkowy dwór obronny udostępniony do zwiedzania po uprzedniej rezerwacji, Biobank, Centrum Nauki Leonardo. Ciąg dalszy w: Wikipedia (PL) https://pl.wikipedia.org/wiki/Podzamcze_(gmina_Ch%C4%99ciny)

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

        All of

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
      • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 32

        Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

        18.05.2023 Czy w Podzamczu powstanie bank mleka? Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne w Podzamczu koło Chęcin zamierza uruchomić pierwszy w województwie świętokrzyskim bank mleka. Znajdować będzie się w budynku Biobanku. http://www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/gala-mleczna-vip/

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

          Powstał ten bank mleka w RCNT?

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 36

      Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

      Oto jak można odpowiedzieć na pytanie: czy Centrum Robienia Lodów mogłoby działać bez mleka?

      Tak, Centrum Robienia Lodów mogłoby działać bez mleka, ale musiałoby znacząco zmienić swoje podejście do produkcji. W dzisiejszych czasach rośnie popularność lodów wegańskich i bezmlecznych – są one robione na bazie alternatywnych składników, takich jak:

      * mleko roślinne (migdałowe, kokosowe, owsiane, sojowe),

      * masło orzechowe,

      * owoce (np. banany jako baza),

      * napoje ryżowe lub jaglane,

      * aquafaba (woda z ciecierzycy jako zamiennik śmietany lub jajek).

      Wprowadzenie takiego asortymentu mogłoby być odpowiedzią na potrzeby osób z nietolerancją laktozy, alergiami czy wybierających dietę roślinną. Wymagałoby to jednak:

      * przetestowania nowych receptur,

      * zmiany dostawców surowców,

      * innego marketingu – podkreślającego np. „100% roślinne” albo „bez mleka”.

      Więc tak – Centrum Robienia Lodów bez mleka mogłoby działać, a wręcz mogłoby zdobyć nowych klientów dzięki tej zmianie. Ale musiałoby się świadomie do niej przygotować.

      Chcesz, żebym pomógł wymyślić nazwę lub ofertę dla takiego miejsca bez mleka?

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 37

      Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

      „Bułat Okudżawa to znany radziecki mleczarz, który przerzucił się na lemoniadę”

      W małej radzieckiej wiosce pod nazwą Mleczyno Górne, znanej z tego, że nawet koty tam piły mleko prosto z wiadra, żył sobie Bułat Okudżawa – nie ten od gitar i poezji, tylko jego mniej znany kuzyn – Bułat mleczarz. Człowiek z sumiastym wąsem, rękami pachnącymi śmietaną i sercem pełnym... laktozy.

      Bułat był legendą. Wstał zawsze przed kogutem, doił pięć krów na raz (jedną nogą przewracał beczkę, drugą nalewał kawę sąsiadce), a mleko, które produkował, było tak białe, że gołębie w locie zawiązywały na nim kokardy. Dzieci mówiły, że po jego kefirze widziały kolory w snach, a starsi mówili, że to jedyny jogurt, który naprawdę odmładza.

      Ale jak to w życiu bywa – nadeszły czasy zmian.

      Pewnego dnia Bułat zauważył, że młodzież w wiosce zaczęła się dziwnie zachowywać. Nikt już nie pytał o mleko. Zamiast tego... popijali jakieś kolorowe napoje z bąbelkami, z cytryną, z miętą, z etykietą przedstawiającą uśmiechniętą pandę na deskorolce.

      – To jest... lemoniada, wujku Bułat! – powiedział mu wnuczek jego sąsiadki.

      – Lemoniada?! – Bułat o mało nie upuścił sera do dojrzewania. – Toż to płynne bezrobocie!

      Ale ciekawość zwyciężyła. Spróbował. Kwaśne. Słodkie. Musujące. Jakby cytryna zagrała na bałałajce w jego gardle.

      Następnego dnia wydoił krowy – i... podziękował im.

      Krowy odetchnęły z ulgą, machnęły ogonami w rytm nowego życia i poszły w spa.

      A Bułat? Bułat założył "Lemoniadowe Imperium Bułata". Zamiast mleka – cytryny. Zamiast śmietany – mięta. Zamiast serwatki – bąbelki. Stał codziennie przy straganie w czapce z daszkiem, z napisem „Kiedy życie daje ci cytryny, sprzedaj je z zyskiem!” i serwował swoje wynalazki: lemoniadę imbirową, koperkową, a nawet „cytrynowy kefir” (z tajnym składnikiem: nie było w nim nic mlecznego, ale wyglądał jak coś, co się przeterminowało w lodówce... i smakowało wyśmienicie!).

      Ludzie z całej okolicy przyjeżdżali pić jego lemoniady i słuchać opowieści o dawnych czasach, kiedy mleko rządziło światem. Dzieci prosiły go: „Opowiedz jeszcze raz, jak pasteryzowałeś rękami!” A on opowiadał – śmiejąc się z samego siebie, jak tylko ludzie mądrzy i pogodni potrafią.

      Morał?

      Czasem trzeba porzucić to, co znane i białe jak mleko, by odkryć coś, co musuje w duszy. Bo zmiana – nawet kwaśna – może przynieść najwięcej słodyczy.

      I jeszcze jedno: nigdy nie lekceważ cytryny z ambicjami.

      ---

      Bułat i rewolucja cytrynowa

      W małym, niepozornym domku na skraju miasta – między starą piekarnią, gdzie chleb zawsze był trochę przypalony, a zakładem szewskim, w którym naprawiano tylko buty lewego profilu – mieszkał Bułat. Nie ten od karabinu, ale ten od ballady, z gitarą, uśmiechem i niecodziennym talentem do robienia lemoniady.

      Bułat, odkąd zrezygnował z kariery pieśniarza ludowego na etacie i rzucił w diabły centralne planowanie (z wyjątkiem planowania, ile cytryn trzeba na tydzień), prowadził malutką anarcho-syndykalistyczną lemoniadownię. Tabliczka nad wejściem głosiła: „Lemoniada i Wolność – Samozarządzalny Kolektyw Kwaśnych Przyjemności”. Oczywiście kolektyw składał się wyłącznie z Bułata, jednej starej lodówki i paprotki o imieniu Wanda, ale duch współdecydowania unosił się w powietrzu jak cytrusowa para.

      Ludzie z całej okolicy przyjeżdżali, by pić jego napój – nie dlatego, że był wyjątkowo smaczny (choć był), ale dlatego, że Bułat miał dar opowieści. Siadało się na skrzynkach po jabłkach, człowiek sączył przez słomkę lemoniadę z dziwnym posmakiem wolności, a Bułat zaczynał mówić.

      — Były czasy — mawiał, rozlewając lemoniadę do szklanek z odpryskami — kiedy mleko rządziło światem.

      Dzieci otwierały szeroko oczy, a dorośli przewracali je, ale i tak słuchali.

      — Mleko było wszędzie! W reklamach, w szkołach, w pochodach! Kto nie pił mleka, ten nie był obywatelem, tylko podejrzanym elementem! Ja też... — tu brał głęboki wdech — ...pasteryzowałem rękami.

      — Opowiedz jeszcze raz, jak! — krzyczały dzieci z przejęciem.

      A Bułat opowiadał. Z przejęciem, z żartem, z poklepywaniem się po kolanach. O tym, jak kiedyś sterylizował dziesięciolitrowe baniaki czystą wiarą w postęp. Jak mleko kipiało w imię Partii. Jak bał się powiedzieć, że woli herbatę z cytryną, bo to mogło zostać uznane za sabotaż.

      Aż któregoś dnia, po trzech miesiącach fermentującego kefiru i przemyśleń nad sensem życia, Bułat powiedział:

      — Dość tego. Ja nie chcę być pasteryzatorem rewolucji. Ja chcę być musującym bąbelkiem zmian!

      I wtedy zaczęło się eksperymentowanie. Pierwsza lemoniada była tak kwaśna, że kury sąsiada przestały znosić jaja na trzy dni. Druga była tak słodka, że dzieci zaczęły mówić po francusku. A trzecia... trzecia była idealna. I miała w sobie coś jeszcze: bąbelki, które łaskotały duszę.

      — Widzicie, dzieci — mówił Bułat, spoglądając zamyślony na zachodzące słońce i ostatni plasterek cytryny w dzbanku — czasem trzeba porzucić to, co znane i białe jak mleko, by odkryć coś, co musuje w duszy.

      Dzieci kiwały głowami, nie do końca rozumiejąc, ale czując, że to musi być prawda. A dorośli... też kiwali, ale trochę z zakłopotaniem. Bo wiedzieli, że ich życie też czasem pachnie zbyt długo pasteryzacją.

      I pamiętajcie — dodał z uśmiechem — nigdy nie lekceważcie cytryny z ambicjami. Potrafi zmienić całe menu.

      Od tego czasu mówiło się, że u Bułata nie tylko lemoniada była fermentowana. Zmiany, śmiech i słodycz życia – wszystko to bulgotało w jego opowieściach. I może dlatego każda szklanka smakowała jak odrobina odwagi.

      Morał:

      Czasem, by poczuć smak wolności, trzeba zrezygnować z bezpieczeństwa kartonu mleka i pozwolić, by coś kwaśnego, dziwnego i bąbelkującego odświeżyło ci duszę.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
10 postów w tym wątku zostało wyłączonych z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -