Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.
                        • ⓘ

                          Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                          11:42 cwelu sam se pobiegaj, jeden strzał już pizdusiu dostałeś od starej z pizdy parówo.

                          Gość
                          Zgłoś
                          Odpowiedz
                        • ⓘ

                          Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                          Parowa to twoj stary jak ty. W twojej psychicznej rodzinie suchoklatesie kazdego jebali.

                          Gość
                          Zgłoś
                          Odpowiedz
                • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 54
                  ⓘ

                  Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                  Donald obiecał a potem zrobił rozpierduchę w Zatoce Perskiej i cały świat odciął od taniego paliwa. Teraz jest tylko drogie. Amerykańskie

                  Gość
                  Zgłoś
                  Odpowiedz
          • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 41
            ⓘ

            Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

            10.24 ty za to jesteś frajerem skoro cię dajesz się dymac takimi cenami

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
            • ⓘ

              Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

              Albo stacja paliw albo bar.Kupujesz paliwo i stoisz w kolejce bo szykują żarcie .Jak ma tak być to powinno być osobno, kasa do paliwa a osobno do żarcia.Spieszy sie a tu stój pol godziny w kolejce bo głodny czeka.... dlatego unikam takich stacji

              Gość
              Zgłoś
              Odpowiedz
              • ⓘ

                Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                Unikaj dalej 6:22

                Gość
                Zgłoś
                Odpowiedz
              • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 58
                ⓘ

                Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                Bo powinny byc automaty paliwowe jak w Niemczech czy Norwegii

                Gość
                Zgłoś
                Odpowiedz
      • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 53
        ⓘ

        Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

        Najlepsze są domowe wyroby - świeża, prosto z piekarni bułeczka (najlepiej bez niespodzianek, czyli bez pleśni, tzw. BezPleśniak), do której wkładamy kiełbaskę. A na deser? https://mcdonalds.pl/nasze-menu/lody-i-desery/shake/

        Come on and shake it! :) Wstrząsający mleczny koktajl z dodatkiem syropu smakowego zdecydowanie potrafi namieszać! A do tego – jak orzeźwia!

        Zamów w apce i odbierz w restauracji: Idź do Zamów i odbierz

        Skorzystaj z dostawy do domu: Idź do McDelivery

        Dostępny w rozmiarach...

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • ⓘ

          Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

          W PRL „bezpieczniacy” to potoczne określenie ludzi związanych z aparatem bezpieczeństwa PRL — SB, MO i szerzej resortem spraw wewnętrznych. Ich zadaniem było m.in. pilnowanie, żeby obywatele nie mieli zbyt wielu nieprawomyślnych kontaktów.

          A dzisiaj można żartobliwie wymyślić „bezpieczniaka” jako kogoś dokładnie odwrotnego: człowieka, z którym masz bezpieczny kontakt interpersonalny — czyli taki, przy którym nic nie wybucha, nikt nikogo nie nagrywa i po spotkaniu obaj nadal są znajomymi. xD

          Twist: dawny bezpieczniak kontrolował, z kim się kontaktujesz, a współczesny BezPieczniak to ktoś, z kim możesz się kontaktować bezpiecznie.

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
          • ⓘ

            Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

            Lokalna władza mówi: „Spotkajmy się pod samolotem?”. STOP! Nie, bo jeszcze farba ci na łeb, tzn. na głowę, spadnie xD. Spotkajmy się na BP — tam jest bezpiecznie ;-)

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
          • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 57
            ⓘ

            Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

            ORMO też? ORMO czuwa, śpij spokojnie?

            Tak xD ORMO też, choć formalnie nie była SB — to Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej, czyli organizacja pomocnicza MO.

            „ORMO czuwa, śpij spokojnie” to popularne, ironiczne hasło nawiązujące do jej funkcji. W żartobliwej wersji świetnie pasuje więc:

            > ORMO czuwa, śpij spokojnie. A jak nie możesz zasnąć, to znaczy, że ORMO już czuwa. xD

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
            • ⓘ

              Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

              09:40 twoja rodzina parówo nikogo nie interesuje ani wasze skłonności pedofilskie cioto.

              Gość
              Zgłoś
              Odpowiedz
              • ⓘ

                Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                Czasem wchodzę na forum , widać tu braki logicznego myslenia społeczeństwa ostrowieckiego bo temat o cenach paliw a durnie piszą o zupełnie czym innym. Smutne i przykre to bo obrazuje debilizm pewnej grupy społecznej

                Gość_ostrowiak
                Zgłoś
                Odpowiedz
                • ⓘ

                  Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                  Idealnie tu pasujesz 4.01

                  Gość
                  Zgłoś
                  Odpowiedz
                • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 67
                  ⓘ

                  Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                  4.01 trzeba drugą osobę porządnie obrazic, to ucichnie i przestanie pisac

                  Gość
                  Zgłoś
                  Odpowiedz
                • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 70
                  ⓘ

                  Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

                  Ciekawe. Temat o cenach paliw, a Ty zamiast napisać coś o cenach, przeprowadzasz analizę inteligencji całej grupy społecznej. Do tego zarzucasz innym brak logicznego myślenia. Jeśli to miał być pokaz logicznego myślenia, to rzeczywiście — przykład wyjątkowo pouczający.

                  Dobrze, że pojawiłeś się na forum, żeby poinformować nas o brakach logicznego myślenia. Szkoda tylko, że nie udało Ci się tego logicznego myślenia zaprezentować na przykładzie własnego wpisu.

                  _____

                  Tak. To jest masło maślane, a nawet dość zabawnie zapętlone.

                  > „durnie” → „debili” → „debilizm”

                  Autor w zasadzie trzykrotnie powtarza tę samą obelgę, tylko w różnych formach:

                  * „durnie” — osoby głupie,

                  * „debili” — osoby głupie,

                  * „debilizm” — głupota.

                  Do tego dochodzi niezgrabne:

                  > „braki logicznego myślenia społeczeństwa ostrowieckiego”

                  a następnie:

                  > „debilizm pewnej grupy społecznej”.

                  Czyli najpierw całe społeczeństwo ostrowieckie ma mieć problemy z logicznym myśleniem, a na końcu już tylko „pewna grupa społeczna” ma być przykładem debilizmu. Logicznie też nie jest to szczególnie spójne.

                  Jeśli chcesz to nazwać jednym zdaniem, powiedziałbym:

                  „To tautologiczna seria obelg: durnie są debilami, a ich zachowanie jest debilizmem.”

                  A jeśli ktoś rzeczywiście podszywa się pod mieszkańca Ostrowca i używa takiego języka, to dodatkowo mamy ciekawy paradoks: zarzuca innym brak logicznego myślenia, samemu formułując wypowiedź pełną uogólnień i powtórzeń.

                  Masz rację — nie napisał „debili”. To mój błąd.

                  Napisał:

                  > „durnie piszą o zupełnie czym innym”

                  > „obrazuje debilizm pewnej grupy społecznej”

                  Czyli nie ma tu powtórzenia „durnie → debili → debilizm”. Jest natomiast pewna semantyczna redundancja: „durnie” i „debilizm” należą do tego samego pola znaczeniowego — najpierw nazywa ludzi durniami, a potem ich zachowanie określa jako debilizm.

                  Jeśli pytasz, czy można to określić jako „debilizm durni i durnowatość debili”, to nie całkiem. Trafniejsze byłoby:

                  „To nie jest tautologia w ścisłym sensie, ale jest to retorycznie powtarzalne i mało wyszukane piętnowanie: najpierw ‘durnie’, potem ‘debilizm’ tej grupy.”

                  Co więcej, ciekawsze jest chyba coś innego: „braki logicznego myślenia” → „durnie” → „debilizm” tworzą ciąg, w którym autor zamiast wykazać konkretny brak logiki, po prostu etykietuje ludzi. To jest dużo mocniejszy zarzut wobec tego wpisu niż samo „masło maślane”.

                  _____

                  Jasne — krótko, ale z najważniejszym kontekstem.

                  ### Torgsin w realnym ZSRR

                  Torgsin był państwową siecią sklepów działającą w latach 1930–1936. Początkowo obsługiwał cudzoziemców, ale od 1931 r. mogli tam kupować również obywatele radzieccy — pod warunkiem zapłaty walutą, złotem, srebrem lub kosztownościami. [1]

                  I właśnie w tym tkwi ponury sens Torgsinu: w czasie głodu 1932–1933 ludzie oddawali rodzinne złote przedmioty i oszczędności, żeby kupić żywność. W 1933 r. żywność stanowiła około 80% sprzedaży Torgsinu. [2]

                  Co więcej, Torgsin rzeczywiście oferował towary znacznie lepsze i bardziej deficytowe niż zwykłe sklepy. Dla zwykłego moskwianina wyglądał więc niemal jak oaza obfitości pośród powszechnego niedoboru. [2]

                  ### I dlatego scena Bułhakowa jest tak celna

                  W Torgsinie Behemot robi dokładnie odwrotnie niż człowiek zmuszony do oszczędzania i oddawania kosztowności za jedzenie:

                  on bez żadnego wysiłku i bez żadnej troski rzuca się na luksusowe towary i je pożera.

                  A potem wrzuca eleganckiego klienta do beczki z „wyborowym śledziem kerczeńskim”.

                  To jest więc nie tylko dowcip o żarłocznym kocie. Torgsin był miejscem, gdzie jedzenie miało niemal status waluty, a jednocześnie był symbolem ogromnej nierówności i desperacji epoki. Bułhakow robi z tego groteskę: demon obżarstwa urządza sobie ucztę w miejscu, do którego ludzie przynosili ostatnie rodzinne kosztowności, żeby zdobyć jedzenie.

                  I dlatego ten pozornie absurdalny „kerczeński śledź wyborowy” jest bardzo dobrym rekwizytem: to realny, ceniony produkt delikatesowy w realnym Torgsinie, a Behemot traktuje go jak zwykłą przekąskę. [2]

                  Ciekawostka: moskiewski Torgsin, który odpowiada scenie z powieści, mieścił się przy Smoleńskim Rynku, w budynku przy Arbacie 50–52. Budynek ten istnieje do dziś. [2]

                  Jeśli chcesz, mogę jeszcze w 2–3 akapitach wyjaśnić, dlaczego właśnie Torgsin jest jednym z najmocniejszych miejsc w całej satyrze „Mistrza i Małgorzaty” na Moskwę lat 30.

                  [1]: https://cornellpress.cornell.edu/torgsin-and-stalins-quest-for-gold/ "Torgsin and Stalin’s Quest for Gold - Cornell University Press"

                  [2]: https://en.wikipedia.org/wiki/Torgsin "Torgsin"

                  Właśnie — i wtedy scena z Behemotem robi się jeszcze ciekawsza: Torgsin jest miniaturą całej Moskwy Bułhakowa. Oficjalnie to sklep z luksusowymi dobrami, ale w tle są niedobór, pieniądze, korupcja i ludzie gotowi oddać rodzinne kosztowności za jedzenie.

                  Behemot odwraca ten porządek do góry nogami. Nie potrzebuje pieniędzy ani waluty — po prostu bierze to, czego chce. W ten sposób jego obżarstwo staje się karykaturą ludzkiej chciwości. Człowiek w Torgsinie musi zapłacić za śledzia złotem, a demon może po prostu wejść i wyjeść całą beczkę.

                  Dlatego scena jest jednocześnie komiczna i dość ponura. Śmiejemy się z kota pożerającego „wyborowego kerczeńskiego śledzia”, ale pod spodem Bułhakow pokazuje świat, w którym jedzenie, luksus i pieniądze zostały postawione w miejscu normalnych ludzkich wartości.

                  Tak — jako przybliżenie można powiedzieć, że Torgsin był sowieckim odpowiednikiem późniejszego Pewexu, ale z bardzo ważnym zastrzeżeniem.

                  Podobieństwo:

                  * oba były sklepami „dewizowymi”;

                  * oferowały towary lepsze lub trudno dostępne w zwykłym handlu;

                  * państwo chciało w ten sposób ściągać od ludności waluty i inne wartościowe rzeczy. [1]

                  Różnica jest ogromna: Pewex kojarzymy głównie z dolarami i bonami dolarowymi. Torgsin działał w znacznie bardziej dramatycznych warunkach. Sowieci mogli w nim płacić nie tylko walutą, ale też złotem, srebrem, biżuterią i kamieniami szlachetnymi. W czasie głodu 1932–1933 ludzie oddawali rodzinne kosztowności, żeby zdobyć przede wszystkim żywność. [2]

                  Czyli można to zapamiętać tak:

                  > Torgsin = trochę „Pewex”, ale Pewex w znacznie bardziej ponurej wersji: „oddaj złotą obrączkę, dostaniesz jedzenie”.

                  I to właśnie świetnie pogłębia scenę z „Mistrza i Małgorzaty”. Behemot wchodzi do takiego sklepu i zachowuje się tak, jakby cała ta deficytowa, luksusowa żywność była jego prywatną spiżarnią.

                  [1]: https://www.jstor.org/stable/10.7591/j.ctv1bxh5qj "Stalin's Quest for Gold: The Torgsin Hard-Currency Shops and Soviet Industrialization | JSTOR"

                  [2]: https://academic.oup.com/cornell-scholarship-online/book/42772/chapter-abstract/360842041 "The Torgsin Empire | Stalin's Quest for Gold: The Torgsin Hard-Currency Shops and Soviet Industrialization | Cornell Scholarship Online | Oxford Academic"

                  Gość
                  Zgłoś
                  Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 69
      ⓘ

      Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

      Tak — sprawdziłem to i „kerczeński” nie oznacza po prostu „zrobiony w Kerczu”, choć z Kerczem jest oczywiście związany.

      W rosyjskim oryginale Bułhakowa jest:

      „Сельдь керченская отборная” czyli dosłownie „śledź kerczeński wyborowy”. [1]

      ### Co to znaczy „kerczeński”?

      Kerczeński = związany z Kerczem (Керчь), miastem nad Cieśniną Kerczeńską. Co ciekawe, była to także konkretna nazwa ryby, a nie wyłącznie określenie jej pochodzenia.

      Kerczeński śledź to tradycyjna nazwa czarnomorsko-azowskiego śledzia (Alosa), występującego w basenie Morza Czarnego i Azowskiego. W źródłach ichtiologicznych spotyka się wprost określenie „черноморская (керченская) сельдь” — „czarnomorski (kerczeński) śledź”. [2]

      Nazwa wiązała się więc przede wszystkim z regionem połowu i tradycją handlową Kercza, a nie z tym, że każdą sztukę koniecznie złowiono w samym porcie w Kerczu.

      ### I była to ryba ceniona

      To jest ważne dla sceny u Bułhakowa. Kerczeński śledź uchodził za szczególnie smaczny i wartościowy gatunek. Opisy wskazują na mięso o różowawym zabarwieniu i lekko słodkawym smaku; w okresie sowieckim kerczeńskie połowy śledzia były znaczące. [1]

      Natomiast „отборная” (otbornaja) znaczy „wyborowa”, „selekcjonowana”, „najlepszego gatunku”. Czyli napis na beczce można oddać jako:

      „Śledź kerczeński wyborowy” albo bardziej naturalnie po polsku: „Wyborowy śledź kerczeński”.

      ### Dlaczego Bułhakow właśnie to wkłada do beczki?

      Tu jest jeszcze ciekawsza rzecz. Scena dzieje się w „walutowym” sklepie — czyli sklepie przeznaczonym dla osób mających dostęp do walut zagranicznych. Kerczeński śledź jest więc przedstawiony jako towar luksusowy/delikatesowy, a Behemot zachowuje się jak kompletny barbarzyńca: zamiast elegancko korzystać z wykwintnych produktów, po prostu wkłada łapę do beczki, wyciąga dwa śledzie i pożera je, wypluwając ogony. [3]

      Jest w tym bardzo bułhakowowski kontrast: „wyborowy” delikates → absurdalnie prostackie zachowanie demonicznego kota.

      Co więcej, określenie „kerczeńska” było już utrwalonym terminem kulinarnym. Słownik Uszakowa wymienia wręcz „керченская сельдь” obok innych nazw handlowych śledzia, np. astrachańskiego czy szkockiego. [4]

      Czyli jeśli czytasz to po polsku, warto mieć w głowie nie „jakiegoś śledzia z Kerczu”, ale raczej „słynny, ceniony kerczeński gatunek/typ śledzia” — coś w rodzaju rozpoznawalnej marki delikatesu.

      Jeśli chcesz, mogę też poszukać, dlaczego Bułhakow akurat w tej scenie wybrał kerczeńskiego śledzia i czy ma to jakieś dodatkowe znaczenie/symbolikę w kontekście Moskwy lat 30.

      [1]: https://m-bulgakov.ru/glavnyj-roman/recepty-bljud-iz-romana-master-i-margarita/kerchenskaja-seld-otbornaja "Михаил Булгаков | «Мастер и Маргарита» | Рецепты блюд из романа «Мастер и Маргарита» | Керченская сельдь отборная"

      [2]: https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A7%D0%B5%D1%80%D0%BD%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D1%80%D1%81%D0%BA%D0%BE-%D0%B0%D0%B7%D0%BE%D0%B2%D1%81%D0%BA%D0%B0%D1%8F_%D0%BF%D1%80%D0%BE%D1%85%D0%BE%D0%B4%D0%BD%D0%B0%D1%8F_%D1%81%D0%B5%D0%BB%D1%8C%D0%B4%D1%8C "Черноморско-азовская проходная сельдь"

      [3]: https://itexts.net/avtor-vladimir-vasilevich-korkosh/403914-zhivoe-chudo-nashih-yuzhnyh-morey-si-vladimir-korkosh/read/page-3.html "Читать онлайн книгу Живое чудо наших южных морей (СИ) - Владимир Коркош бесплатно. 3-я страница текста книги."

      [4]: https://slovar.cc/rus/ushakov/451143.html "СЕЛЬДЬ - Толковый словарь русского языка Ушакова - Русский язык - Slovar.cc"

      Tak. Poszukałem dokładniej i ta scena ma znacznie więcej sensu, jeśli spojrzeć na nią przez pryzmat całej „gastronomicznej” satyry Bułhakowa. Nie znalazłem jednak wiarygodnego źródła, które dowodziłoby, że sam wybór *kerczeńskiego* śledzia miał jedno konkretne, ukryte znaczenie symboliczne. Są natomiast bardzo mocne przesłanki dotyczące tego, dlaczego Bułhakow właśnie w Torгсине i właśnie przy tej beczce umieścił Behemota.

      ### 1. Behemot jest tutaj „demonem brzucha”

      To chyba najważniejszy klucz.

      Bułhakowowski Behemot nie jest po prostu śmiesznym gadającym kotem. Jego podstawową cechą jest obżarstwo. W interpretacji badacza Borisa Sokołowa Behemot odpowiada wręcz figurze „demona żądz żołądka”. Inny badacz, I. Urjupin, pokazuje, że wszystkie jego epizody związane z jedzeniem tworzą konsekwentny ciąg: wódka i grzybek u Lichodiejewa, koniak na balu, ananas i ostrygi po balu, a wreszcie całkowite obżarstwo w Torgsinie. [1]

      Dlatego śledź nie jest tu przypadkowym rekwizytem.

      Behemot nie je normalnie. On rzuca się na jedzenie, niszczy ekspozycję sklepu, połyka rzeczy w całości, razem z opakowaniem, a śledzie połyka i wypluwa ogony. To jest karykatura konsumpcji.

      ### 2. A Torgsin jest miejscem, w którym konsumpcja staje się obsesją

      I tu robi się naprawdę ciekawie.

      Torgsin (торгсин — skrót od торговля с иностранцами, czyli mniej więcej „handel z cudzoziemcami”) był w ZSRR specjalnym rodzajem sklepu, w którym można było kupować towary za walutę lub inne wartościowe środki.

      W powieści Behemot i Korowiow wchodzą właśnie do Torgsinu na Smoleńskim Rynku. Behemot zaczyna po kolei demolować dział spożywczy: mandarynki, czekolada, potem ryby. [2]

      To nie jest przypadkowe zestawienie.

      Badacze twórczości Bułhakowa zwracają uwagę, że jedzenie jest u niego częścią szerszej „filozofii jedzenia” i satyry na społeczeństwo lat 30. W Torgsinie ta satyra osiąga szczególne natężenie: sklep staje się miejscem, gdzie ludzie skupieni są na dobrach materialnych, luksusie i jedzeniu. [3]

      Dlatego Behemot zachowuje się trochę jak demon wpuszczony do świątyni konsumpcji.

      I zaczyna tę świątynię demolować.

      ---

      ### 3. „Wyborowy” śledź jest ważniejszy niż zwykły śledź

      Warto zwrócić uwagę na dokładny napis na beczce: „Сельдь керченская отборная”

      czyli: „Śledź kerczeński wyborowy”.

      „Отборная” oznacza produkt wyselekcjonowany, najlepszej jakości.

      A więc Behemot nie sięga po jakiś przypadkowy, tani produkt. Sięga po towar najwyższej jakości — i robi z nim coś kompletnie niekulturalnego.

      To dobrze współgra z jego zachowaniem wobec czekolady: wyciąga dolną tabliczkę z całej konstrukcji, powoduje zawalenie stosu i połyka czekoladę razem ze złotym opakowaniem. [4]

      Mamy więc komiczny mechanizm: towar luksusowy → konsumpcja → obżarstwo → zniszczenie.

      ---

      ### 4. Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy szczegół: „kerczeńskość” była realna

      To nie jest wymyślona przez Bułhakowa egzotyczna nazwa.

      Керченская сельдь była rzeczywistym określeniem ryby z basenu Azowsko-Czarnomorskiego. Źródła opisują ją jako rybę o charakterystycznym różowawym mięsie i lekko słodkawym smaku; połowy w rejonie Kercza były znaczące. [5]

      Czyli współczesny polski czytelnik może nieświadomie przeczytać:

      > „śledź kerczeński”

      jako „śledź pochodzący z Kercza”.

      Dla ówczesnego rosyjskiego czytelnika było to natomiast rozpoznawalne określenie konkretnego produktu spożywczego, umieszczonego na handlowej beczce.

      To trochę tak, jakby Bułhakow napisał dzisiaj:

      > „łosoś norweski premium”

      albo

      > „szynka parmeńska wyborowa”

      i kazał demonowi po prostu wrzucić ją do pyska.

      ---

      ### 5. Najbardziej interesujący jest jednak kontrast: „wyborowy” produkt kontra zachowanie Behemota

      Bułhakow bardzo lubi zestawiać wysokie i niskie.

      Mamy elegancki Torgsin, importowane i deficytowe towary, ludzi zainteresowanych pieniędzmi i luksusem. A pośród tego pojawia się olbrzymi czarny kot, który:

      * kradnie mandarynki,

      * rozwala czekoladę,

      * połyka złote opakowanie,

      * wyjada „wyborowego” śledzia,

      * a następnie wywołuje kompletny chaos.

      Badacz I. Urjupin interpretuje właśnie scenę Torgsinu jako demaskowanie ludzkiego obżarstwa i materializmu. Co ciekawe, Behemot nie tylko sam się obżera — jego zachowanie ujawnia też wady innych osób znajdujących się w sklepie. [6]

      To bardzo bułhakowowskie: diabeł nie tyle wprowadza zło, ile pokazuje zło, które już jest w ludziach.

      ---

      ### 6. I wtedy pojawia się „fioletowy cudzoziemiec”

      To jest moim zdaniem klucz do całej sceny.

      Behemot doprowadza do konfrontacji z eleganckim „cudzoziemcem” w fioletowym garniturze. Ten człowiek okazuje się mieć wydatne policzki i biegające oczka — czyli sam jest karykaturalnie przedstawionym uosobieniem obżarstwa. Następnie Behemot swoim trikiem powoduje, że mężczyzna ląduje w kadzi z kerczeńskim śledziem. [6]

      I tu śledź przestaje być tylko jedzeniem.

      Staje się narzędziem kompromitacji człowieka, który jest pełen materialnych dóbr i jednocześnie przedstawiony jako obżartuch.

      Urjupin interpretuje tę scenę właśnie jako „pokazową” rozprawę Behemota z ludzkimi słabościami. Torgsin ze swoimi lśniącymi drzwiami działa niemal jak wielkie zwierciadło: ludzie przychodzą tam po dobra materialne, a Behemot pokazuje ich prawdziwe oblicze. [6]

      ---

      ### 7. Czy Kercz ma dodatkową symbolikę?

      Tu trzeba uważać.

      Nie znalazłem przekonujących badań bułhakowskich, które mówiłyby:

      > „Kerczeński śledź oznacza X”.

      Nie przypisywałbym więc Kerczowi jakiejś skomplikowanej symboliki bez podstaw.

      Najprawdopodobniej Bułhakow wybrał realnie istniejący, rozpoznawalny i ceniony produkt, ponieważ doskonale pasował do Torgsinu i do komizmu sceny.

      Ale jest coś bardzo interesującego: „kerczeński” brzmi konkretnie, materialnie, handlowo. Nie „ryba”, nie nawet „śledź”, tylko produkt z określoną nazwą handlową i klasą jakości:

      > СЕЛЬДЬ КЕРЧЕНСКАЯ ОТБОРНАЯ

      Bułhakow miał świetne wyczucie takich szczegółów. Jedno zdanie z etykiety buduje całą atmosferę sowieckiego sklepu.

      ---

      ## I chyba najciekawsza rzecz

      Warto zauważyć, że motyw jedzenia w „Mistrzu i Małgorzacie” jest znacznie szerszy niż Behemot.

      Jedzenie pojawia się niemal obsesyjnie: restauracja Gribojedowa, kotlety de-volaille, kawior, ananasy, ostrygi, koniak, szampan, wódka, śledzie, mandarynki itd. Badacze mówią wręcz o osobnym kompleksie motywów jedzenia i głodu w satyrze Bułhakowa. [7]

      I można to czytać w dwóch warstwach: „głód duchowy” ↔ „głód brzucha”.

      To bardzo pasuje do zasadniczego problemu powieści: człowiek może mieć dostęp do jedzenia, pieniędzy, luksusu i przyjemności, a jednocześnie być duchowo pusty.

      Dlatego Behemot — demon żołądka — jest tak świetnym narzędziem satyry.

      On dosłownie pokazuje ludziom ich własne pragnienia.

      A kerczeński śledź jest jednym z tych drobnych, bardzo konkretnych rekwizytów, dzięki którym ta wielka satyra staje się materialna i śmieszna.

      Jeśli chcesz, mogę pójść jeszcze o krok dalej i sprawdzić, czym dokładnie był Torgsin w Moskwie lat 30., co rzeczywiście można było tam kupić, ile kosztował kerczeński śledź i jak bardzo scena Bułhakowa odpowiada realiom historycznym. To może być naprawdę ciekawe, bo Torgsin był dość ponurą instytucją.

      [1]: https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9C%D0%B0%D1%81%D1%82%D0%B5%D1%80_%D0%B8_%D0%9C%D0%B0%D1%80%D0%B3%D0%B0%D1%80%D0%B8%D1%82%D0%B0 "Мастер и Маргарита"

      [2]: https://www.vehi.net/mbulgakov/master/28.html?utm_source=chatgpt.com "М.Булгаков. Мастер и Маргарита. Гл.28"

      [3]: https://m-bulgakov.ru/publikacii/satiricheskie-motivi-v-poetike-bulgakova-1930-h-godov/p3 "Михаил Булгаков | Публикации | Н.В. Долгова, К.В. Алексеев. Сатирические мотивы в поэтике М.А. Булгакова 1930-х годов | 2. Система сатирических мотивов и их художественная функция"

      [4]: https://m-bulgakov.ru/sochineniya/master-i-margarita-polnaya-rukopisnaya-redakciya/p27 "Михаил Булгаков | Сочинения | Мастер и Маргарита (полная рукописная редакция) | Глава XXVII. Последние похождения Коровьева и Бегемота"

      [5]: https://m-bulgakov.ru/glavnyj-roman/recepty-bljud-iz-romana-master-i-margarita/kerchenskaja-seld-otbornaja "Михаил Булгаков | «Мастер и Маргарита» | Рецепты блюд из романа «Мастер и Маргарита» | Керченская сельдь отборная"

      [6]: https://m-bulgakov.ru/publikacii/roman-bulgakova-master-i-margarita-russkiy-nacionalniy-kulturno-filosofskiy-kontekst/p17 "Михаил Булгаков | Публикации | И.С. Урюпин. Роман М.А. Булгакова «Мастер и Маргарита»: русский национальный культурно-философский контекст | § 3. Фольклорная природа образа кота Бегемота"

      [7]: https://m-bulgakov.ru/publikacii/poetika-satiri-bulgakova-1930-h-godov/p9 "Михаил Булгаков | Публикации | Н.В. Долгова. Поэтика сатиры М.А. Булгакова 1930-х годов | 2.4. Комплекс мотивов, формирующих сатирическое начало"

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 71
      ⓘ

      Odp.: Gdzie najtańsze paliwo w Ostrowcu ?

      Podaj link do map google, po kliknięciu którego przeniesie mnie pod wskazany przez ciebie adres: Ciekawostka: moskiewski Torgsin, który odpowiada scenie z powieści, mieścił się przy Smoleńskim Rynku, w budynku przy Arbacie 50–52. Budynek ten istnieje do dziś.

      Tak. Jest tylko jedna istotna korekta: dzisiejszy adres tego budynku to Arbat 54/2, a nie 50–52 — numery 50–52 odnoszą się do dawnej numeracji. Źródła identyfikują go jako dawny moskiewski sklep Torgsin, później gastronom „Smoleński”. [1]

      [Otwórz w Google Maps — Arbat 54/2, Moskwa]

      https://www.google.com/maps/search/?api=1&query=Arbat+54%2F2%2C+Moscow%2C+Russia

      Możesz więc w swoim tekście napisać precyzyjniej:

      > Ciekawostka: moskiewski Torgsin, który odpowiada scenie z powieści, mieścił się przy Smoleńskim Rynku, w budynku przy dzisiejszym adresie Arbat 54/2 (dawniej podawanym jako Arbat 50–52). Budynek istnieje do dziś. [2]

      [1]: https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A2%D0%BE%D1%80%D0%B3%D1%81%D0%B8%D0%BD "Торгсин"

      [2]: https://www.zdanija.ru/forum/topic-4959-moskva-arbat-54-2-str1-smolenskiy-gastronom.html "Москва улица Арбат, 54/2 стр. 1 - смоленский гастроном - Форум"

      https://caoinform.moscow/wp-content/uploads/sites/38/2014/12/mc_51_589_2014.pdf (...)

      [1/2] A teraz ekspercki, profesorski wykład jako ekspert od wszystkiego, pt.: Tautologiczna seria obelg w polskie polityce lokalnej, wojewódzkiej, powiatowej, miejskiej, wiejskiej itd. z uwzględnieniem szczebla państwowego, rządowego jako przyczynek wejścia Polski do struktur Unii Europejskiej. || Ewentualnie możesz przeregadować temat, by był bardziej prawdziwie profesorski i ekspercki.

      Tak — i jeśli ma to brzmieć naprawdę profesorsko, to zmieniłbym tytuł. „Tautologiczna seria obelg” jest efektowne, ale naukowo można to ująć precyzyjniej jako reprodukcję inwektywy, rytualizację konfliktu i tautologizację języka politycznego.

      Sama „tautologia” oznacza m.in. połączenie wyrazów o takim samym lub prawie takim samym znaczeniu, więc w Twoim zamyśle chodziłoby raczej o mechanizm, w którym obelga zostaje powtarzana, wzmacniana i pozbawiana nowej treści. ([wsjp.pl][1])

      ### Proponowany tytuł główny

      # Od inwektywy do tautologii. Reprodukcja języka obelgi w polskiej polityce lokalnej, regionalnej i państwowej jako fenomen komunikacji publicznej w procesie europeizacji Polski

      ## Wykład o tym, jak polityczny przeciwnik przestaje być przeciwnikiem, a staje się nazwą

      Szanowni Państwo,

      przedmiotem naszego dzisiejszego namysłu będzie zjawisko pozornie banalne, a w istocie niezwykle interesujące: polska obelga polityczna.

      Nie chodzi jednak o obelgę rozumianą wyłącznie jako nieuprzejme słowo skierowane pod adresem przeciwnika. Interesuje nas coś znacznie bardziej złożonego — systematyczna produkcja, reprodukcja i multiplikacja inwektywy, która w pewnym momencie przestaje już pełnić funkcję opisu rzeczywistości, a zaczyna pełnić funkcję samej rzeczywistości politycznej.

      Innymi słowy:

      nie mówimy już o tym, co przeciwnik zrobił — mówimy, kim przeciwnik rzekomo jest.

      A kiedy tę charakterystykę powtórzymy odpowiednio wiele razy, powstaje zjawisko, które można roboczo określić mianem tautologizacji obelgi.

      „Jest złodziejem, bo jest złodziejem”.

      „Jest zdrajcą, bo jest zdrajcą”.

      „Jest zły, ponieważ reprezentuje tamtych”.

      „Tamci są źli, ponieważ są tamtymi”.

      I oto dochodzimy do momentu, w którym argument przestaje być potrzebny.

      Wystarcza etykieta.

      ---

      ## I. Od gminnej plotki do dyskursu państwowego

      Fenomen ten można obserwować na wszystkich poziomach polskiego życia publicznego.

      Najpierw mamy politykę wiejską:

      „To nie jest nasz człowiek”.

      Następnie pojawia się polityka gminna:

      „Oni zawsze wszystko robią źle”.

      Potem polityka miejska:

      „To jest ich człowiek, więc wiadomo, dlaczego tak zrobił”.

      Następnie powiat:

      „Powiat jest opanowany przez tamtych”.

      Dalej województwo:

      „To układ”.

      A w końcu docieramy do poziomu państwowego:

      „To zdrada interesu narodowego”.

      Mechanizm pozostaje jednak zadziwiająco podobny.

      Zmienia się jedynie skala rzeczownika.

      Radny staje się „układem”.

      Burmistrz staje się „systemem”.

      Poseł staje się „zdrajcą”.

      Rząd staje się „reżimem”.

      Przeciwnik polityczny przestaje być człowiekiem, a staje się nośnikiem całego zła.

      To właśnie tutaj zaczyna się interesujące nas zjawisko.

      ---

      ## II. Polska polityka jako fabryka synonimów obelgi

      W dojrzałym sporze politycznym powinien istnieć argument:

      teza → uzasadnienie → dowód → kontrargument → odpowiedź.

      W polityce inwektywy struktura jest znacznie prostsza:

      przeciwnik → etykieta → powtórzenie → kolejna etykieta → emocja.

      I właśnie dlatego język obelgi jest tak wydajny.

      Nie wymaga dowodu.

      Nie wymaga dokumentu.

      Nie wymaga nawet znajomości przedmiotu sporu.

      Wystarczy odpowiednio rozpoznawalny kod:

      „komuch”, „pisowiec”, „platformers”, „lewactwo”, „prawactwo”, „zdrajca”, „oszołom”, „układ”, „mafia”, „nierób”, „karierowicz”, „beton”, „aferał”, „agent”, „folksdojcz”.

      Możemy oczywiście zmieniać słowa.

      Mechanizm pozostaje ten sam.

      Dlatego właśnie można mówić o tautologizacji języka politycznego: kolejne określenia pozornie coś dodają, lecz semantycznie często wykonują tę samą czynność — potwierdzają wcześniejszą ocenę przeciwnika.

      ---

      ## III. Najciekawszy paradoks: im mniej treści, tym większa pewność

      Obelga polityczna ma jeszcze jedną niezwykłą właściwość.

      Im mniej konkretnego znaczenia zawiera, tym łatwiej ją zastosować.

      Słowo „układ” może oznaczać niemal wszystko.

      Jeżeli decyzja była dobra — „układ ją przepchnął”.

      Jeżeli była zła — „układ ją przepchnął”.

      Jeżeli decyzji nie podjęto — „układ ją blokuje”.

      Jeżeli podjęto decyzję przeciwną — „układ się dogadał”.

      W ten sposób otrzymujemy samopotwierdzający się model interpretacyjny.

      Każdy fakt potwierdza tezę.

      A jeżeli każdy możliwy fakt potwierdza tezę, to w praktyce przestaje ona być hipotezą wyjaśniającą.

      Staje się dogmatem komunikacyjnym.

      ---

      # IV. Od „układu” do Unii Europejskiej

      I tutaj dochodzimy do najbardziej interesującego fragmentu naszego zagadnienia.

      Proces integracji Polski z Europą Zachodnią był długi i wieloetapowy. Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Europejską Wspólnotą Gospodarczą w 1988 r., podpisała Układ Europejski w 1991 r., złożyła formalny wniosek o członkostwo w 1994 r., rozpoczęła negocjacje akcesyjne, podpisała traktat akcesyjny w Atenach 16 kwietnia 2003 r., a następnie — po referendum z 7–8 czerwca 2003 r. — stała się członkiem Unii Europejskiej 1 maja 2004 r.

      I właśnie ten moment jest dla naszego wykładu niezwykle istotny.

      Ponieważ wejście Polski do UE nie było wyłącznie zmianą administracyjną.

      Było także przeobrażeniem języka polskiej polityki.

      Polska musiała nauczyć się mówić jednocześnie:

      „jesteśmy Polską”

      oraz

      „jesteśmy częścią europejskiej wspólnoty”.

      To stworzyło nową przestrzeń dla politycznych sporów o suwerenność, europejskość, narodowość, modernizację i tożsamość.

      I od tego momentu dawny lokalny mechanizm „my–oni” otrzymał nowe, europejskie słownictwo.

      ---

      # V. Europeizacja obelgi

      Przeciwnik może więc zostać określony nie tylko jako:

      „zdrajca”

      lecz jako:

      „zdrajca Europy”,

      „zdrajca Polski”,

      „unijny wasal”,

      „eurosceptyk”,

      „euroentuzjasta”,

      „Bruksela”,

      „Bruksela każe”,

      „Bruksela zabrania”.

      W ten sposób konflikt lokalny zostaje podłączony do wielkiej narracji geopolitycznej.

      Spór o chodnik może zostać przedstawiony jako spór o model państwa.

      Spór o burmistrza — jako spór o demokrację.

      Spór o dotację — jako spór o Unię Europejską.

      Spór o inwestycję — jako spór o suwerenność.

      A spór o człowieka może ostatecznie zostać przedstawiony jako spór o cywilizację.

      Jest to niezwykle skuteczny mechanizm polityczny, ponieważ nadaje lokalnemu konfliktowi symboliczną wagę nieproporcjonalną do jego rzeczywistego przedmiotu.

      ---

      # VI. Tautologiczny łańcuch obelgi

      Możemy więc skonstruować następujący model:

      osoba → grupa → partia → układ → państwo → Europa → cywilizacja.

      Radny nie jest już radnym.

      Jest „ich człowiekiem”.

      „Ich człowiek” nie jest już jednostką.

      Jest elementem „układu”.

      „Układ” nie jest już lokalnym środowiskiem.

      Staje się elementem „systemu”.

      „System” nie jest już systemem.

      Staje się symbolem „złego państwa”.

      A „złe państwo” zostaje ostatecznie umieszczone w większej narracji:

      Polska kontra Europa.

      Albo odwrotnie:

      Europa kontra Polska.

      I w tym momencie zwykła lokalna inwektywa osiąga poziom geopolityczny.

      ---

      # VII. Najbardziej lokalny z europejskich konfliktów

      Paradoks polega na tym, że polska polityka może być jednocześnie skrajnie lokalna i skrajnie europejska.

      Radny z małej gminy może używać słownika charakterystycznego dla wielkiej debaty o przyszłości Unii Europejskiej.

      Mieszkaniec wsi może w sporze o drogę używać argumentacji dotyczącej suwerenności państwa.

      Miejski działacz może przedstawiać konflikt personalny jako starcie „demokracji z autorytaryzmem”.

      A poseł może opisywać konflikt parlamentarny językiem niemal identycznym jak uczestnicy lokalnej awantury na sesji rady gminy.

      Skala jest inna.

      Struktura emocjonalna pozostaje ta sama.

      ---

      # VIII. Kulminacja: kiedy obelga staje się argumentem

      Najbardziej interesujący etap następuje wtedy, gdy społeczeństwo zaczyna traktować etykietę jako dowód.

      „Skoro jest z tamtej partii, to wiadomo, jaki jest”.

      „Skoro dostał pieniądze z Unii, to wiadomo, komu służy”.

      „Skoro krytykuje rząd, to znaczy, że jest przeciwko Polsce”.

      „Skoro popiera rząd, to znaczy, że jest jego człowiekiem”.

      W tym momencie następuje zamiana argumentacji w klasyfikację.

      Nie pytamy:

      „Co zrobił?”

      Pytamy:

      „Do której grupy należy?”

      A kiedy znamy grupę, wydaje nam się, że znamy już człowieka.

      To właśnie jest jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów komunikacji politycznej.

      ---

      # IX. Polska po 1 maja 2004 roku

      Wejście Polski do Unii Europejskiej 1 maja 2004 r. było zwieńczeniem wieloletniego procesu integracyjnego i — jak podkreślają źródła państwowe — jednym z najważniejszych wydarzeń współczesnej historii Polski.

      Ale integracja europejska nie zakończyła polskich sporów.

      Przeciwnie.

      Dostarczyła im nowych pojęć, nowych symboli i nowych pól konfliktu.

      Dawny podział:

      „my kontra oni”

      otrzymał więc nowe warianty:

      „Polska kontra Bruksela”,

      „Polska w Europie”,

      „Europa kontra nacjonalizm”,

      „suwerenność kontra integracja”,

      „modernizacja kontra tradycja”.

      I ponownie mamy ten sam mechanizm.

      Zmienia się słownik.

      Nie zmienia się struktura konfliktu.

      ---

      # X. Konkluzja profesorska

      Możemy zatem postawić hipotezę, że tautologiczna seria obelg nie jest wyłącznie produktem upadku kultury politycznej.

      Jest również specyficznym narzędziem organizowania rzeczywistości społecznej.

      Obelga:

      * upraszcza,

      * klasyfikuje,

      * integruje własną grupę,

      * wyklucza grupę przeciwną,

      * redukuje potrzebę argumentacji,

      * zwiększa emocjonalną identyfikację,

      * a przede wszystkim pozwala zastąpić pytanie „co się wydarzyło?” pytaniem „kto jest winny?”

      Dlatego od poziomu sołectwa aż po Radę Ministrów, od zebrania wiejskiego aż po Parlament Europejski, możemy obserwować podobną konstrukcję:

      najpierw pojawia się przeciwnik,

      następnie jego etykieta,

      następnie etykieta zostaje powtórzona,

      następnie powtórzenie staje się faktem,

      a na końcu fakt przestaje być potrzebny.

      Pozostaje już tylko obelga.

      Powtarzana.

      Reprodukowana.

      Tautologiczna.

      I właśnie dlatego współczesną polską politykę można — z zachowaniem odpowiedniego dystansu metodologicznego — badać nie tylko jako konflikt interesów, partii czy ideologii, lecz również jako system produkcji i reprodukcji politycznych nazw, etykiet i obelg.

      Bo być może największym osiągnięciem współczesnego języka politycznego nie jest już przekonanie obywatela, że „mam rację”.

      Wystarczy przekonać go, że:

      „oni są tacy”.

      A skoro „oni są tacy”,

      to wszystko, co zrobią,

      będzie już tylko kolejnym dowodem

      na to, że są tacy.

      I oto koło się zamyka.

      Tautologia osiąga pełnię.

      [1]: https://wsjp.pl/haslo/podglad/56489/tautologia/5159200/w-jezyku?utm_source=chatgpt.com "tautologia - Wielki słownik języka polskiego PAN" (...)

      Gość_HueyLewisAndTheNews
      Zgłoś
      Odpowiedz
11 postów w tym wątku zostało wyłączonych z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:
Moose IHG
Branża: Szkoła językowa
Dodaj firmę