Czołem! :)
Mam 23 lata. Z góry zaznaczam, że nie jest to wątek matrymonialny. Raczej przeznaczony do rzeczowej dyskusji, poznania opinii i różnych punktów widzenia.
W Polsce (i nie tylko) funkcjonują osoby niepełnosprawne. Dzieci, młodzież, osoby dorosłe i w podeszłym wieku. Niepełnosprawność (trzymamy się PL) może mieć różny charakter i zależeć zarówno od dotkniętych inwalidztwem, jak i od nieodpowiedzialnych rodziców/opiekunów. Czasami dana osoba jest dotknięta tzw. niepełnosprawnością sprzężoną (czyli w orzeczeniu ma więcej niż jeden symbol niepełnosprawności).
I teraz pytanie: czy takie osoby są w stanie stworzyć związek z osobą płci przeciwnej nie mającej takich czy innych trudności? Jaki charakter niepełnosprawności wyklucza w Waszych oczach taką osobę z listy "potencjalny/a partner/ka"? Jakie trudności bylibyście w stanie zaakceptować? Spotykaliście się z takimi osobami? Jakie były wtedy Wasze doświadczenia? Są przyjazne czy raczej nie? Pomocą w odpowiedzi na niektóre pytania może być lista symboli niepełnosprawności obowiązująca w PL.
Jako rozpoczynająca ten wątek napisze o swoich doświadczeniach - te są niestety "raczej na NIE". Gdy osoba taka przyzna się do tego i owego - natychmiast lub co gorsza - drogą SMSową/mailową/GG - dostaje jasny przekaz, że "NIE ma szans" albo "Gdybyś miał/a o jedno mniej to wtedy tak".
Zapraszam do wypowiadania się i życzę udanego popołudnia!
M@T# :)
Serce nie sługa. Niepełnosprawność nie skreśla człowieka. Moja obrona byłaby tylko przed osobami chorymi psychicznie, niepanującymi nad swoimi czynami. Niepełnosprawność ruchowa, nie byłaby żadną przeszkodą, gdyby serce takiego człowieka wybrało :)
U mnie wyklucza faceta całkowicie jeśli jest mały, 170cm i mniej mnie odrzuca całkowicie.
mowimy o niepełnosprawnosci. Jaka trudnosc maja z zatrudnieniem osoby chore na epilepsje,przewaznie rzaden pracodawca który usłyszy dane schorzenie nie chce go zarudnić..a przeciez Ci ludzie tez chca zyc.Mysle ze mozna stwozyc zwiazek z osoba niepełnosprawną,ale wymaga to troszke wiecej wyrzeczen,przedewszystkim zrozumienia.
Owszem zgadzam się (jako dotknięta pewnymi przypadłościami), że szaleńca nikt by nie zechciał - no chyba, że sam na siebie bat chciałby ukręcić to wtedy tak. Dobrze, że gość z wczoraj z 20:04 poruszył tę kwestię - mówiąc "niepełnosprawny" nie mam na myśli np. faceta lejącego kobietę "bo zupa była za słona" i nie będącego na podwójnym gazie jednocześnie ani kobiety okładającej faceta patelnią w czasie gdy ten spokojnie siedzi przed TV czy coś czyta/majsterkuje/pisze/wpisać-co-się-podoba.
Zgadzam się z Anią - z wczoraj z 20:22.
Asiu - 170 cm to przecież nie niepełnosprawność. Taki wzrost zalicza się wg mnie do kategorii średnich. Chyba, że kobieta ma 175+ to wtedy można to tak postrzegać, że taki facet jest niski. Choć i to zależy od osoby. Jednak co do zasady - facet ma być wyższy od kobiety. A przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć przechadzając się po mieście - czy to Ostrowcu czy Warszawie czy innej Zapchajdziurze.
Co do wypowiedzi z dziś z 00:08 - epi to niestety przekleństwo. Ale można z tym żyć. Nie wiem czemu pracodawca miałby takiej osoby nie zatrudnić, gdy np. nie miała napadu padaczki od - powiedzmy - 10 lat. Już nawet nasz ustawodawca "kochany" dopuszcza takie osoby do ruchu drogowego, tj. prawa jazdy kategorii B (która w zasadzie wystarczy). Do wyrzeczeń i zrozumienia dodać należy jeszcze jedną, najistotniejszą kwestię - PO PROSTU DAWANIE SZANSY.
Ale właśnie - co składa się na to by dostać "szansę", która w przypadku osób z dysfunkcjami jest często niczym Atlantyda - każdy o niej słyszał a nikt nie widział? :D
Miłego wieczoru i dziękuję za odpowiedzi,
M@T# :)
Dawanie szansy- brzmi jak litowanie się nad osobą niepełnosprawną. Chyba nie o to chodzi. Nikt z nas nie ma wpływu na to, w kim się zakocha, z kim spędzi reszte życia. Znam 2 pary, w których jedna strona jest niepełnosprawna ruchowo. Są to bardzo udane małżeństwa, darzące się ogromnym szacunkiem i miłością. Przyjemnie się na takie pary patrzy i chyba Im zazdroszczę tego szczęścia :) Nie dziwi mnie widok par łączonych. Wręcz odwrotnie- kibicuję im, bo tam miłość jest jak najbardziej prawdziwa i wielka.
Takiego stanu życzę ci założycielko wątku. Na pewno na twojej drodze, jest ktoś, kto czeka gdzieś na ciebie ;)
Gościu z wczoraj z 21.05 - nie utożsamiam dawania szansy z litowaniem się i robieniem czegoś wbrew sobie. Jedno wyjście do baru czy innego lokalu z kimś nowym nikogo jeszcze nie zabiło (no chyba, że idziemy z mordercą czy innym gwałcicielem). W tym sensie dawać szansę. Dziwne, że większość ludzi od razu takie coś uważa za "bycie razem", "związek"... Tak przynajmniej wynika z mojego (lichego, bo lichego ale jednak) doświadczenia. Jak w takim razie się poznać?
Jeżeli sposób podany przeze mnie jest nieprawidłowy - to w jaki sposób ludzie tworzą związki? Kobieta widzi mężczyznę i vice versa, stwierdzają "to ta/ten", idą do łóżka i od następnego poranka są w związku a przy okazji dziecko w drodze i na zapowiedzi już dają? :D
Co do miłości - przemilczę tą kwestię. :)
albo nie dają,tylko żyją jak czworonogi na kartę rowerową.
Związki oparte na szacunku,zrozumieniu,przemyślane i z rozsądku zawsze są udane. Takie jak wyżej wspomnialaś,kierowane popędem i na dziecko branie to zawsze porażka.Moja sąsiadka ma męża na wózku i tyle lat razem i wszystko między nimi dobrze się uklada.Rozsądek przede wszystkim.