Czy według Was coś takiego jak związek na odległość ma sens? Czy wytrzymuje próbę czasu? Czy dzielący dystans (np. około 200-300km) i nieczęste weekendowe spotkania nie podkopują takiego związku? Jakie są Wasze doświadczenia z tym związane?
Pan z pewnością 99% prowadzi podwójne życie. Wtedy taki związek może być nawet "szczęśliwy", bo mąż ma wyrzuty sumienia i jest opiekuńczy, a żona szczęśliwa, że jak mąż taki, bo to na pewno ją kocha. I wszyscy zadowoleni.
To zależy od ludzi nie od odległości.
jak partner(ka) ma zdradzić to zrobi to mieszkając razem, a jak jest w porządku to i tysiące kilometrów nie przeszkadzają
taki związek nie ma szans przetrwania,bo on swoje i ona swoje na odległość
Moim zdaniem to na dłuższą mete nie ma to sensu. Na początku jest jakaś fascynacja sobą, a później chce się stabilizacji, częstego widywania. Ale to moje skromne zdanie. Pozdrawiam
mój niestety nie przetrwał próby odległości. Ja w ostrowcu zostałam on dostał dobrą pracę w warszawie. Na początku oczywiście było super długie rozmówy codziennie przez telefon zapewnienia ze się kochamy itd bo tak było. Z czasem niestety rozmowy stały się krótsze on opowiadał o firmie był zachwycony ja o swojej pracy ale okazało się że żyjemy juz w 2 innych światach.
Postanowiliśmy zerwać i zostać przyjaciółmi i tak jest. Żadne z nas nie ma pretensji do drugiego poprostu stało się i koniec oddaliliśmy się od siebie. Ja mam super faceta on dziewczynę zycie toczy się dalej. Ale życzę Tobie powodzenia
Wyszłam za człowieka z którym spotykałam się ponad 3 lata. Widywaliśmy się tylko w weekendy. Wydawał się idealny. Niestety poślubie okazało się że nie jest. Ciężko poznać prawdziwe oblicze człowieka w takiej relacji.
siwi masz rację. Potem okazuje sie ze to nie ten sam człowiek z ktorym spotykalismy się od czasu do czasu.Mój okazał sie skapcem jakich mało. Nie oszczędny a po prostu skapiec. Na wszystko mu zal pieniędzy. To ja opłacam rachunki -zarabiam niezle, to ja robie zakupy bo on podobno oszczędza. NA CO? Mamy mieszkanie 3 pokoje. W mieszkaniu wszystko od rodziców. Ja mam 26 lat , najwyzsza pora na dziecko a on twierdzi , ze nie stac nas. No prosze... Jestesmy 4 lata po slubie a ja coraz czesciej myslę o rozwodzie. Boje sie ze mnie stłamsi tak , ze nie dam sobie potem rady.
i się nie zastanawiaj nad rozwodem bo miną ci najlepsze lata przed nosem,dopóki nie ma dzieci to życie sobie odmienisz na lepsze
Przysłowia ludowe mądrością narodów.Rozłąka mały ogień gasi a duży rozpala i jest to prawdą.Pytanie na jak długi czas trwa rozłąka,jeśli na lat więcej niż kilka to w tym układzie to przysłowie nie ma prawa bytu