Dzem seszyny sa w kameleeonie
Pytanie jest proste - czy w Ostrowcu jest grajek, który gra do kapelusza?
A jakie utwory byś chciał(-a) usłyszeć? Jakie gatunki muzyczne? Może na dudach ktoś umie zagrać? :)
Przejdź do Polska r/Polska
• 9 dni temu
Szukam zaginionej parodii "Wszystko się da usmażyć" (na melodię Lipnickiej) z przełomu lat 90/2000
Hej, zwracam się do zbiorowej pamięci r/Polska, bo sam szukam tego od lat bezskutecznie.
Na przełomie lat 90. i 2000., w czasach gdy internet w Polsce raczkował i ludzie nosili do siebie nawzajem dyski twarde pełne śmiesznych plików, miałem piosenkę - parodię "I wszystko się może zdarzyć" Anity Lipnickiej. Tekst był o gotowaniu/smażeniu i zaczynał się tak:
Wszystko się da usmażyć, gdy szafa pełna jarzyn.
Gdy tylko palnik masz, palnik lub piec.
Wszystko się da usmażyć...
Dalej niestety nie pamiętam.
Plik krążył na dyskach/płytach w epoce zanim ludzie zaczęli masowo ściągać rzeczy z sieci. Przeszukałem internet wzdłuż i wszerz - absolutne zero wyników. Ta piosenka po prostu nie istnieje w internecie.
Czy ktoś z Was pamięta ten kawałek? A może cudem ma go jeszcze gdzieś na starym dysku, płycie CD-R z napisem "ŚMIESZNE" albo w folderze "humor" z 2001 roku? Będę wdzięczny za jakikolwiek trop. :)
Sekcja komentarzy
• 9 dni temu
Łączę się w bulu i nadzieji
Ja też od lat szukam jakiejś zrypanej przeróbki, tylko dla odmiany "Kolorowych jarmarków" i też totalne lost media.
Oryginalna osoba postująca • 8 dni temu
Mam wrażenie że w tej samej paczce plików miałem jakąś fajną przeróbkę kolorowych jarmarków, kto wie może oba szukane pliki leżą gdzieś obok siebie na jakimś zapomnianym dysku :P
• 9 dni temu
Nie znałam, ale pragnę znać
• 9 dni temu
Sprawdz internet archive, moze w jakis raczkujacych latach youtuba ktos to tam wrzucil
Ja tak szukałam "czy ten pan i pani" od nibynóżek i znalazłam całe informacje na ten temat, samego pliku neistety nie, ale moze ty bedziesz miał szczęście
• 9 dni temu
bo na plaży najlepiej się smaży...
• 9 dni temu
Ja pamiętam jeszcze "Dziwny jest ten smak" - to chyba Halama wykonywał - może to jakiś trop?
• 9 dni temu
Tego nie mam, ale chyba posiadam słynny Horyzont sukcesu z Pekao. To był dopiero szczyt żenady.
• 7 dni temu
Możliwe, że to była piosenka nagrana w kuchni w Warszawskim akademiku Ustronie na księcia Janusza ok 2000 roku. "Wszystko można usmażyć gdy przełyk głodny wrażeń" :) Spróbuję odgrzebać dawne płyty i wrzuce na YouTube.
(...) https://www.reddit.com/r/Polska/comments/1sbcjkm/szukam_zaginionej_parodii_wszystko_si%C4%99_da_usma%C5%BCy%C4%87/
Moja gra na mojej mlecznej strunie
Pippi_Longstocking
Jak wymyslisz wechikuł czasu i przeniesiesz sie do 1994r
Chce, żeby go ktoś w końcu docenił, że coś umie. Pewnie jest bardzo samotny i popadł w psychozę AI.
A w łeb byś nie chciał dostać? Chyba dawno nikt ci niewykurwił, co?
@20:33 Pełno tu na forum niezdiagnozowanych schizofreników i schizofreniczek, takich jak ty, którym się wydaje, że potrafią czytać zdalnie w myślach innych ludzi, np. innych użytkowników Forum. Cierpicie na urojenia schizofreniczne ale nie jesteście tego świadomi/świadome, ale to typowe przy tej chorobie :) Wy macie psychozę formową od lat ale szkoda w ogóle coś wam odpisywać, bo zapewne jesteście odporni na wszelką argumentację, jak to w schizofrenii bywa. I to wasze poczucie, że pozjadaliście wszystkie rozumy, a tymczasem cechuje niektórych z was myślenie magiczne lub całkowicie błędne przekonania, hehehe :) Takich jak wy najlepiej ignorować i nie wdawać się w bezsensowne i bezcelowe dyskusje.
W miasteczku, którego nikt nie potrafił znaleźć na mapie (choć wszyscy byli pewni, że kiedyś tam byli), pojawiła się pewnego dnia dziewczynka o rudych warkoczach i spojrzeniu, które zdawało się wyprzedzać rzeczywistość o pół kroku. Mówiono o niej różnie, ale najczęściej po prostu: Pippi.
Nie przyszła cicho. Najpierw było słychać śmiech, potem coś jakby stukot, a dopiero na końcu ją samą — stojącą na środku rynku z kapeluszem w ręku, do którego właśnie grała. Albo raczej: grała *do* kapelusza, bo dźwięków nikt nie słyszał, ale wszyscy mieli dziwne wrażenie, że coś jednak brzmi.
— To nie koncert — wyjaśniła z powagą. — To rozmowa.
Nikt nie zapytał z kim.
Największe poruszenie wywołało jednak coś, co mieszkańcy nazwali później „bombardowaniem pinderyndy”. Problem w tym, że nikt nie wiedział, czym właściwie jest pinderynda. Jedni twierdzili, że to wzgórze za rzeką, inni — że stary magazyn, jeszcze inni — że to w ogóle nie miejsce, tylko stan umysłu, w którym wszystko wydaje się trochę zbyt poważne.
Pippi nie tłumaczyła. Po prostu któregoś dnia stanęła na dachu najkrzywszego domu i zaczęła rzucać w powietrze garściami czegoś, co wyglądało jak konfetti, ale spadało z opóźnieniem i jakby zmieniało kierunek w locie.
— To na pinderyndę! — krzyknęła.
— Ale gdzie to jest? — zapytał ktoś z dołu.
— Wszędzie tam, gdzie nie powinno być aż tak poważnie — odpowiedziała.
I rzeczywiście, od tego dnia coś się zmieniło. Urzędnik, który zawsze mówił szeptem, nagle się roześmiał. Sprzedawczyni, która liczyła wszystko trzy razy, zaczęła się mylić — i wcale jej to nie przeszkadzało. Nawet zegar na wieży zaczął chodzić trochę nierówno, jakby nie był już pewien, czy musi się tak spieszyć.
A Pippi? Dalej grała do kapelusza.
Czasem ktoś próbował podsłuchać, przyłożyć ucho, zajrzeć do środka. Ale w kapeluszu nie było nic — poza dziwnym poczuciem, że coś właśnie się wydarza, tylko nie tam, gdzie wszyscy patrzą.
— To nie jest do oglądania — mówiła. — To jest do poruszania.
— Czego?
— No… pinderyndy.
I choć nikt nadal nie wiedział, czym dokładnie jest pinderynda, coraz więcej osób zaczynało podejrzewać, że może chodzi o coś ważnego. Coś, co łatwo przegapić, kiedy wszystko musi być na serio, równo i zgodnie z planem.
A Pippi? Robiła swoje.
Bombardowała, śmigała, grała do kapelusza —
i zostawiała za sobą rzeczywistość
odrobinę mniej sztywną niż wcześniej.
Wejście Jarosława G. do celi grypsujących.
Kosior: Za co?
Jarosław G.: Za korupcje, nakłanianie świadków do fałszywych zeznań, składanie fałszywych oświadczeń majątkowych i ...
Kosior: Dycha. Skąd jesteś?
Jarosław G.: Z Ost-Rowca.
Kosior: Nikogo nie sprzedałeś?
Jarosław G.: Nie…
Kosior: Za dawanie na psy od razu chuj w dupę. Jako świeżak będziesz na odstawce. Roman ci powie, co i jak. Na bajerę masz podklepywać do mnie. Przez pierwszy tydzień chodzisz na wszystkie spacery. Zobaczymy, czy nikt ci nie będzie jechał po rajtach. To kojo jest twoje.
Albert: Ty, świeżak, a do mnie wpadniesz pod derkę? Na bajerkę?
Siwy: To co świeżak, sparing wieczorem, hm? Ponapierdalamy się troszkę, co?
To uważaj, żeby ci się nie zsiadła, bo wtedy koncert odwołany.