Normalnie się jeździło tylko wolniej trzeba było, zachować ostrożność jak to przy opadach śniegu. Nie widziałem żeby ktoś utknął w zaspie lub jakiego kolwiek innego "dramatu". Ot zwykła zima. Zima zawsze wszystkich zaskakuje, bo chyba najpierw musi spaść śnieg a potem się odśnieża, nie na odwrót, a jak już śnieg spadnie (tym bardziej jak pada jeszcze), to wiadomo że nie dojadą wszędzie w jednej chwili.
Kiedyś byly stluczki jak byl lód np.na wiadukcie,ale w latach 90 tych i wczesniej jezdziło sie na letnich i w dodatku lysych oponach w zimie.Trzeba bylo sie wykazac nielada kunsztem w prowadzeniu pojazdu.A teraz maja nowoczesne nowe zimowki i sie zderzają jak troche sniegu popada.Tzw.teoretycy gawedziarze znaja przepisy i gdzie gaz i hamulec w wiekszości zero umiejetności
Jak popada sniegu trochę i jest lod pod spodem to nie lato że sie pędzi i hamuje,troche pojęcia
Tak jest a dawniej była jeszcze gorsza do -20
Nie lubię czepiać się ale przypomniałem sobie jak Łakomiec publicznie z fanfarami oznajmił że jesteśmy przygotowani do zimy..cóż została ta gotowość
Czym wtedy można było zaszarżować? Syreną , trabantem czy fiatem 125p? To niestety inne pokolenie pojazdów. W dodatku więcej było zaprzęgów konnych na ulicach jak aut. Wiem bo byłem właśnie użytkownikiem jednego z tych pojazdów z tamtych lat
Serio, dziś w lokalnym ostrowieckim radyjku słuchacze dziękowali służbom za doskonałe odśnieżanie.
Jak w PRL-u:)
Miałem w tamtych czasach fiata 126 p,nie było żadnych zimówek.Przy większych opadach auta stawały,a ja bez problemu śmigałem.