Przykre jest to, co czytam o n-lach.Moja mama jest nauczycielką,nie uczy 3 godz.dziennie.Codziennie jest w pracy od 8 a wraca po 13 lub 14.Ma wywiadówki,choinki.rady-po południu.Nie przynosi do domu prezentów-oprócz kwiatów czy czekoladek,ale za to dyktanda,testy i zeszyty.Wieczorami siadamy razem-ona sprawdza a ja odrabiam lekcje.Ciągle jest zajęta i przejmuje się swoimi uczniami.A ja cieszę się,że jest b.lubiana i cieszę się,że są wakacje bo nareszcie będę mogła spędzić z nią trochę czasu.W ciągu roku szkolnego niestety moja mama go nie ma.
Skoro Twoja mama jest takim dobrym nauczycielem, to zapewne jest lubiana przez uczniów, a to jest największy miernik tego, czy ktos jest naprawdę dobry.
W szkole mojej córki odchodzi teraz na emeryturę pani, która uczyła ich w klasach 1-3. Świetna nauczycielka, robiąca o wiele więcej niż nakazywał program ( dodatkowe zajęcia dla chętnych, różne teatrzyki dla rodziców itp).
Efektem tego jest , ze dzieci z klasy córki są otwarte na świat, śmiałe, chętne do wszelkich występów na akademiach itd.
A w podziękowaniu za to, że je uczyła wykonały same album ze zdjęciami z tych lat, pięknie ozdobiły i podpisały się.
Wiemy, że taki prezent przyjmie, bo zawsze lubiła jak dzieci robiły coś same.
Dlatego życzę wszystkim takich nauczycieli i takich uczniów.
Buahaha, jakbyś miała mamę lekarkę, pielęgniarkę, kasjerkę, sprzedawczynią czy biznes woman itd itp to byś jej nie widziała od 12 i w wakacje, święta, weekendy. Nie klep bo to żałosne. A jak dyktanda, które pisze dzieciak są dla niej za trudne to jej pomagaj sprawdzać. Tyle i 10latek rozgarnięty umie.
Żenada!!! Tzn. że nic Pan/Pani nie wie o zawodzie nauczyciela.
Współczuje nauczycielom, którzy uczą Pańskie dzieci.
szkoda gościu z 9.56 że nie miałeś takiej nauczycielki może inaczej patrzyłbyś na świat. A jeśli uważasz ze to takie łatwe - cudze dzieci uczyć - to sam idź i ucz. Będziesz miał i pieniądze i czas i jeszcze prezenty i 10 -ciolatków, którzy sprawdzą za ciebie dyktando:)
Tylko uważaj bo wykorzystywanie dzieci do pracy jest karalne.
toja jestem córką nauczycielki i o dziwo walczyła, żebyśmy się nie przemęczały i szły w jej ślady, więc?
Czytam tak i dochodze do wniosku ,ze ludzie sami sobie robia problemy.Moja siostra jest nauczycielka z dosc pokaźnym stazem i nie narzeka ,że ciezko pracuje kocha to co robi widze ile czasu poswieca na wyszukiwanie roznych materialow do zabaw,gier ,edukacji widze jak uklada rozne scenariusze na przedstawienia itd.Ale o co mi chodzi nigdy w życiu nie wziela od rodzicow drogich prezentow i zawsze kiedy bieze kolejne wychowawstwo na wywiadowkach zaznacza ze nie uznaje czegos takiego jak obdarowywanie drogimi przentami jej na zakonczenie roku,ze nie zyczy sobie tego typu prezentow poniewaz ona za wykonywana prace ma placone a najwiekszym prezentem bedzie efekt koncowy pracy z uczniami.Aaaa tak na prawdę z tego co moja siostra mi podpowiada to fakt iż nauczycielom NIE WOLNO przyjmować drogich prezentow typu biżuteria,serwisy do kawy czy wycieczki itd w razie gdyby ktoś taki fakt zglosil do kuratoriu dany nauczyciel mialby powazne problemy tak że uważajmy co robimy
Na szczęście już po zakończeniu roku. Nauczyciele odetchną od "nagonki" do następnego czerwca. Teraz kolej na jakąś inną grupę zawodową.
Rodzice, przemawia przez Was hipokryzja. Nie dalej jak wczoraj, podeszla do mnie mama z corka I czekoladkami, dziekujac za pomoc dziecku. Podziekowania przyjelam, a czekoladek nie. Dziecko rozplakalo sie a mama powiedziala "widzi pani?" Inni rodzice na to patrzyli. Rozpakowalam czekoladki I poczestowalam sie, reszte dalam dziecku. Mama wyjela pudelko z rak dziecka I wlozyla je w moje rece. Mialam Was z tylu glowy. I wiecie co? Jako nauczyciel zarabiam tak dobrze, ze stac mnie na slodycze, ale niekiedy sama kupie dla kogos bombonierke, bo chce w ten sposob podkreslic swoja wdziecznosc. Jest mi milo, gdy ta osoba przyjmie moj malenki podarek, bo jest z serca I mojej wlasnej potrzeby.