Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.

Wyzysk pracodawców. Pracownicy żyją na granicy ubóstwa

Ilość postów: 5 | Odsłon: 1277 | Najnowszy post
  • Wyzysk pracodawców. Pracownicy żyją na granicy ubóstwa

    Dlaczego polscy przedsiębiorcy mają się świetnie, a pracownicy żyją na granicy ubóstwa?

    Czytaj link w następnym poście.

    Gość
    Zgłoś
    Odpowiedz
    • Odp.: Wyzysk pracodawców. Pracownicy żyją na granicy ubóstwa

      http://biznes.newsweek.pl/zarobki-polakow-zarobki-w-polsce,artykuly,356195,1.html#utm_source=rasp&utm_medium=click&utm_campaign=alertSG

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Wyzysk pracodawców. Pracownicy żyją na granicy ubóstwa

        Coś ten link nie wchodzi.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Wyzysk pracodawców. Pracownicy żyją na granicy ubóstwa

          http://biznes.newsweek.pl/zarobki-polakow-zarobki-w-polsce,artykuly,356195,1.html#utm_source=rasp&utm_medium=click&utm_campaign=alertSG

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
          • Odp.: Wyzysk pracodawców. Pracownicy żyją na granicy ubóstwa

            źródło: Fotolia

            Pracodawcy mają pieniądze na podwyżki, ale wolą trzymać je w bankach niż podzielić się z pracownikami. Powód? Wysokie bezrobocie.

            Zawieszenie niemieckich przepisów o płacy minimalnej, które uderzyłyby w polskie firmy transportowe rząd przedstawia jako swój sukces. Związkowy widzą w tym raczej obronę prawa przedsiębiorców do wyzysku pracowników. Sprawa jest niejednoznaczna, wszak konstrukcja kontrowersyjnych niemieckich przepisów wyraźnie zdradza, ze powstały one nie dla obrony interesów robotników tylko tamtejszego biznesu. Z drugiej strony protesty naszych firm transportowych wieszczących falę bankructw po podniesieniu płacy do 8,5 euro za godzinę (tylko na obszarze Niemiec) przypominają niewesołą prawdę o polskiej gospodarce, która jest konkurencyjna za granicą tylko dzięki temu, że Polacy zarabiają mało.

            Ze wszystkich statystyk międzynarodowych (Eurostat, OECD, MFW) jasno wynika, że Polacy wśród obywateli cywilizowanego świata należą do czołówki nacji spędzających w pracy najwięcej czasu. I są w ogonie jeśli chodzi o wynagrodzenia.

            Ze wszystkich statystyk międzynarodowych (Eurostat, OECD, MFW) jasno wynika, że Polacy wśród obywateli cywilizowanego świata należą do czołówki nacji spędzających w pracy najwięcej czasu. I są w ogonie jeśli chodzi o wynagrodzenia. W ujęciu netto singiel zarabiający średnią krajową w Polsce dostaje o kilka, kilkanaście procent więcej niż Węgier czy Rumun, ale o 10 – 30 proc. mniej niż Słowak, Czech czy Łotysz. O dystansie płacowym do Niemiec, Danii czy nawet Włoch szkoda wspominać. Dlaczego tak mało zarabiamy?

            Najprostszą odpowiedzią jest niska wydajność. Nie ma w tym winy pracowników, raczej pracodawców. Przeciętne miejsce w pracy jest słabo doinwestowane, brakuje nowoczesnych maszyn a i pod względem organizacji pracy wyraźnie odstajemy od europejskiej czołówki. Ale to tylko częściowo tłumaczy zaskakująco niski poziom płac w Polsce. Przecież magazynier czy kelner w Polsce wykona w ciągu dniówki podobną pracę jak jego koledzy po fachu z Niemiec, wydajność jest podobna, a jednak dostanie czterokrotnie niższe wynagrodzenie (przeciętnie).

            Przedsiębiorcy z każdej właściwie branży podkreślają że Polska jest rynkiem ceny. Czy chodzi o sprzedaż kanapek, butów czy mebli klienci jak Polska długa i szeroka szukają przede wszystkim tanich towarów i usług.

            Zbijając ceny przedsiębiorcy oszczędzają na czym się da. A że nie bardzo da się przyciąć koszty energii czy wynajmu biura to oszczędzają na wynagrodzeniach. Wachlarz dostępnych instrumentów jest szeroki. Jedne firmy zastępują doświadczonych ale droższych pracowników gorzej wykształconymi, ale za to tańszymi. Inne przenoszą etatowców na tzw. umowy śmieciowe, a jeszcze inne po prostu zwalniają część pracowników zwiększając zakres obowiązków pozostałym. Nawet te firmy które inwestują w modernizację, kupują maszyny robią to głównie z myślą o ograniczeniu kosztów. Dlatego zakup nowej linii technologicznej to często nie przyczynek do rozwoju i ekspansji, tylko ograniczenia kosztów pracowniczych i zwolnień.

            W ujęciu netto singiel zarabiający średnią krajową w Polsce dostaje o kilka, kilkanaście procent więcej niż Węgier czy Rumun, ale o 10 – 30 proc. mniej niż Słowak, Czech czy Łotysz. O dystansie płacowym do Niemiec, Danii czy nawet Włoch szkoda wspominać.

            Pracodawcy mogą sobie na takie praktyki pozwolić, bo sytuacja na rynku pracy jest marna. Kilkunastoprocentowe bezrobocie utrzymuje się od lat, i nie ma widoków na poprawę w tym zakresie. W Polsce rezerwy w wydajności pracy są tak ogromne, że bezrobocie zaczyna spadać dopiero kiedy wzrost gospodarczy wyraźnie przekracza 3 proc. Dodatkowo na rynek pracy płynie rzesza młodych ludzi po studiach i szkołach średnich i rośnie aktywność zawodowa kobiet.

            Więc nawet te przedsiębiorstwa, którym wiedzie się dobrze, przynoszą spore zyski ograniczają fundusz płac jak mogą. Praca to towar jak każdy inny, a skoro podaż przewyższa popyt to po co przepłacać?

            Owszem przeciętne wynagrodzenia w Polsce rosną, statystyczny zatrudniony zarabia już prawie tysiąc euro. Szkopuł w tym, że wydajność przeciętnego pracownika rośnie znacznie szybciej. To znaczy, że efekty coraz wyższej wydajności pracodawcy zostawiają dla siebie i nie zamierzają się nimi dzielić z załogami. Widać to bardzo wyraźnie w statystykach. Dekadę temu łączne wydatki na wynagrodzenia były równe 58 proc. naszego PKB. Teraz to już tylko 46 proc.

            Wniosek z tego taki, że pracodawcy korzystając z korzystnej dla nich sytuacji na rynku pracy wyciskają swoich pracowników jak cytrynę. Pieniądze na podwyżki mają – na lokatach bankowych firmy zgromadziły już 220 mld zł. To zamrożony kapitał, wskazówka, że przedsiębiorcy nie bardzo wierzą w rozwój swoich biznesów, albo nie mają na to pomysłu.

            Szansa na poprawę sytuacji pracowników pojawi się tylko wtedy kiedy wzrost gospodarczy przyspieszy, zacznie przybywać miejsc pracy. Na impuls prowzrostowy z Zachodu nie ma co liczyć, nasi najwięksi partnerzy gospodarczy z UE balansują na granicy recesji. A rodzimi konsumenci nie ruszą na zakupy dopóki będą tak słabo zarabiać.

            Co zrobić, żeby się w Polsce dorobić? Zobacz sondę "Newsweeka":

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
2 posty w tym wątku zostały wyłączone z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -