zarobki ponad 10000zl na osobe czyli 20000 razem-jesli para malzenstwo etc. Kredyt 1000 funtow czylo ok 5600 zl. . 1000 funtow to spora rata ale pewnie to zalezy od ceny domu, lokalizacji i na jaki okres. Przyklad:Dom warty 105000 wplata 10500 futow na 25 lat rata 425 funtow. Przy zarobkach na osobe ktore srednio miesiecznie wynoszo 1400 funtow )razem £2800) to naprawde niewiele
Odpowiadam tych o których piszę 12.58 maja na 16 lat,bo tak chcieli i będzie ich stać na splatę.A nas ?Więc nie bądzcie zazdrośni-nigdy!Mam mieszkanie i gdyby nie to,że zmarła osoba bliska nigdy nie stać byłoby mnie na jego splatę (to było 40 lat)
Mamy we dwoje 3500f splscamy kredyt 700f i jeszcze tysiac zostaje ....zyjemy normalnie bez szaleństw a na wczasy co roku tez jest....i dwa samochody tez utrzymujemy....a ze ciezko pracujemy ? Darmo nikt nie da
Spokojnie, tu nie chodzi o żadną zazdrość tylko o to, żeby wartościowi ludzie nie wyjeżdżali z kraju. Tylko jak to zrobić, jakieś pomysły? Jeden sposób to wyjazd do większego ośrodka, inny to założenie swojego biznesu - tu trzeba odpowiednio odwagi i pieniędzy, a zawsze umiejętności i determinacji. Pomińmy podpięcie się do budżetowego cycka. Przykładowo, w Stanach ludzie zmieniają miejsce zamieszkania średnio 8 razy w ciągu życia, a biznesmeni bankrutują przynajmniej 3 razy zanim coś osiągną. I to jest norma. Więc dlaczego nie możemy my?
A masz na tyle kasy,aby zalozyć biznes i jaki?Człowieku jeżeli masz ustawionego tatusia,wuja to tak,a jezeli jesteś dobrze wykształcony i nawet mieszkasz w dużym mieście,a nie masz kolesiów tatki to ok,a tak to sobie możesz..A tam docenią twoje kwalifikacje,wiedzę..Bankrutami to jesteśmy wszyscy.Moi znajomi to ludzie z wysokimi kwalifikacjami,ale bez "pleców"tam ich nie muszą mieć,bo UK ich docenia:)
Ekonomicznie - wyjazd za granicę bez dwóch zdań. W UK szacuję, że poziom życia za minimum jest plus minus taki jak u nas zarabiając ~3000zł netto.
Jestem przeciwnikiem przeliczania funtów na złotówki - to bez sensu. Lepiej patrzeć na same cyfry, bez jednostek walut. Mając 5-10 funtów robiłem spokojnie zakupy w sklepach typu Tesco, Lidl takie, że starczało mi na 2 dni. W Polsce za 5-10zł to tylko waciki. Do tego sklepy w stylu 'Wszystko po 1Ł', gdzie za funt kupisz mnóstwo rzeczy, np. chemię czy kosmetyki. Więc to nieprawda, że w UK 5x więcej zarabiasz, ale i wszystko kosztuje 5x tyle.
Elektronika, sprzęt sportowy, ciuchy kosztuje w przeliczeniu niewiele więcej niż w Polsce (niekiedy mniej), jedzenie powiedzmy 2.5x więcej niż w Polsce a zarobki około 3.5-4x większe niż w Polsce (Szkocki inżynier zarobi 2300Ł, Polski 3500zł).
Czy warto się ruszyć? Nie ukrywajmy, emigracja nie jest łatwa. Ja osobiście PODZIWIAM ludzi, którzy się na nią zdecydowali. Różne rzeczy się mówi, że tacy wyjechali, że śmacy. Ale jednak trzeba mieć jaja. I odwagę.
Mnie zastanawia co innego. Wątków takich jak ten widziałem dziesiątki nawet na tym forum już parę. Mam tu na myśli wątek w stylu: "wyjechałem do UK - w końcu dobrze zarabiam, żyje mi się lepiej - założę wątek i się pochwalę - w UK jest lepiej". Ani raz nie widziałem, żeby ktoś założył wątek "mieszkam Polsce, kupiłem mieszkanie/wybudowałem się, mam dobrą pracę, dobrą furę i nieźle zarabiam jestem szczęśliwy więc - założę o tym wątek i się pochwalę". I tak sobie myślę czym to jest spowodowane, że tylko wątki jak ten pierwszy powstają. Nie można powiedzieć, że nie takich osób, bo widzę, że dużej części społeczeństwa (na pewno jest to większa ilość osób niż tych na emigracji) jednak żyje się dobrze skoro - poparcie rządzącej partii od prawie 10 lat - 40%, nowe domy i osiedla wyrastają jak grzyby po deszczu, drogie, nowe samochody niezłych marek, pełne parkingi pod Galeriami... Mam wrażenie, że jest pewien syndrom emigranta. "Tu mi nie wyszło, wyjechałem udało się, więc muszę o założyć wątek i napisać". Jest to może jakaś forma leczenia kompleksów, dowartościowania się? Chęci przekazania innym, że jednak nie jestem gorszy? Może to kwestia wątpliwości i tęsknoty za krajem i próba racjonalizowania przed sobą samym, że dobrze zrobiłem wyjeżdżając? Nie wiem, ale naprawdę ciekawi fenomen takich wątków i chciałbym poznać wasze opinie.
Czekamy z niecierpliwością na wątek"Zostaję w Ostrowcu Św., w mieście perspektyw."Powiodło mi się ,nie mam zamiaru wyjeżdżać z tak pięknego miejsca.Mam super pracę, dobrze zarabiam na poziomie jaki podaje GUS, jestem szczęśliwy.......CD.. dopiszcie sobie sami...)
Myślę, że to jest głębsza sprawa. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, a stado akceptuje tylko podobnych do siebie. Także jakby ktoś się czymś pochwalił na gruncie polskim, zostałby przez stado odrzucony. Taka jest też przyczyna słynnego "polskiego narzekania". Lepiej narzekać, wtedy jest się bardziej swoim. Dodatkowo wciąż pokutuje pogląd, że jak ktoś dorobił się na interesie to po pierwsze pewnie oszust, a po drugie wyzyskiwacz u niego pracujących. Dobrze mogą mieć tylko ci, którzy zawsze mieli dobrze - lekarze, prawnicy, kierownicy, dyrektorzy, urzędnicy, nauczyciele. Oni zresztą należą do swojego, odrębnego stada.
A w międzyczasie zmieniliśmy ustrój z socjalizmu na kapitalizm i pojawiły się nowe możliwości.
Ludzie mieszkający za granicą piszą ze szczegółami jak im się dobrze wiedzie. I ok, gratuluje. Wspominają też trochę o tęsknocie za krajem, rodziną itp., ale to już mniej szczegółowo. A każdy kto nie był na emigracji nie ma pojęcia co to jest życie na obczyźnie, za to umie liczyć.
Pamiętam w jakich warunkach jeszcze przed Unią mieszkali Polacy za granicą. Strasznych. Ale jak przyjeżdżali do kraju to byli panami przestworzy, a o życiu tam opowiadali w samych superlatywach. Teraz na pewno trochę się zmieniło, ale nikt przyjeżdżając na urlop do kraju nie zająknie się o minusach życia na emigracji. To tak jak z samochodami - mój jest najlepszy, najmniej pali i był najtańszy, za to w najlepszym stanie na całej giełdzie, więc kto mi podskoczy? A prawda jaka jest każdy kto ma trochę oleju w głowie wie.
I taki obraz angielskiego i polskiego sukcesu się rysuje.
Nie ma wątków o tym " jak mi się dobrze żyje w Polsce, jestem szczęśliwy i dużo zarabiam" bo autor takiego wpisu zostałby natychmiast zmieszany z błotem przez rodaków. Zostałby posądzony o to że dorobił się na cudzej krzywdzie, ma plecy/bogatych rodziców ewentualnie że kłamie. I zaraz posypały się pytania gdzie pracuje, ile zarabia. A potem "życzliwe " rady żeby uważał i się tak nie cieszył bo szczęście się może odwrócić.
BTW - mnie się bardzo dobrze powodzi w Polsce ( w Ostrowcu), stać mnie na wszystko, rata kredytu hipotecznego na dom ( we frankach) stanowi 1/15 moich zarobków i ani mi się śni wyjeżdżać. I takich osób jest naprawdę sporo tylko się tym nie chwalą z powodów wyżej wymienionych :)
Konkluzja - wyjeżdżają ci co muszą wyjechać i dobrze, że jest taka możliwość.
ha ha "rata kredytu hipotecznego na dom ( we frankach) stanowi 1/15 moich zarobków" - toż to wyjątkowy jesteś bardzo pogratulować
No i widzicie - już pojawiło się pierwsze "ha , ha " podszyte niedowierzaniem :)) A naprawdę są ludzie zarabiający 15 - 20 tysięcy złotych, tylko niektórym niedowiarkom najwyraźniej nie chce się to w głowie pomieścić. Dokładnie tak jak napisał gość z wczoraj z 09.12
Oczywiście że są ludzie zarabiający 15-20 tysięcy miesięcznie. Jednak w skali kraju jest ich może 1-2 % gościu 11:25.
Ciekawe skąd masz takie dane, że 1-2%? Ja sądzę, że tych osób jest o wiele więcej. Nie tak dawno była sonda na forum "ile zarabiasz w Ostrowcu ".
Sprawdziłem - 9% osób zarabia powyżej 6000 zł netto czyli do ręki. To brutto ok.9000 zł. Zaznaczam że dolna granica dla tego przedziału to 6001 zł, górnej nie było. Takie wyniki sondy w Ostrowcu - 9%, znacznie więcej niż 1-2 %. Myślę, że w skali kraju tten procent jest dużo wyższy, biorąc pod uwagę zarobki w dużych miastach i regionach bogatszych niż nasze świętokrzyskie. Sądzę więc, że się mylisz, gościu 13.15
Bierzesz tu pod uwagę właścicieli firm lub urzędników na wysokim stanowisku .Bo każdy inny ma za mało by żyć normalnie jak w kraju cywilizowanym.Ale tu się nikt nie przejmuje biednymi .A ponoć jesteśmy w Unii.
A to przepraszam - czyli właściciele firm i urzędnicy to według ciebie nie są zwyczajni ludzie? Tylko jakiś odrębny gatunek, tak? I ich w statystykach nie powinno się brać pod uwagę? To właśnie typowe polactwo. Zamożniejszy człowiek to musi być biznesmen albo wysoki urzędnik - co za schematyczne myślenie.
Nie tylko przedsiębiorcy i urzędnicy dużo zarabiają. Jest jeszcze dużo osób biorących bardzy godziwe wynagrodzenie - specjalistów w jakiejś dziedzinie czy wykonujących wolny zawód. Robiących kariery w dużych firmach. Specjalistów w branży IT. I wielu innych.