To będzie nas wszystkich bardzo dużo kosztowało. Zmiana podstawy programowej , wydrukowanie nowych podręczników - ktoś na tym sporo zarobi , zapłaci jak zwykle podatnik. Spora grupa nauczycieli straci pracę ( a dołóżmy jeszcze fakt wycofania że szkół sześciolatków ).Gimnazja tak naprawdę dopiero okrzepły a tak to będzie wielkie zamieszanie przez następnych kilka lat. I bałagan , który jak zwykle sprzątać już będzie musiała następna ekipa rządząca. Wcale nie jestem pewna czy to będzie z korzyścią dla naszych dzieci. Mam dwoje dzieci ( liceum i gimnazjum) i do tej pory przynajmniej wiedziałam czego się spodziewać . Teraz będzie zamieszanie kosztem dzieci jako królików doświadczalnych.
Nie masz racji. Krolikami doswiadczalnymi byly dzieci z pierwszych rocznikow gimnazjum. Wiadomo, ze system sie nie sprawdzil. Teraz tylko bedzie powrot do tego co było i było dobre. Twoje dzieci pojda starym systemem. Bac sie moze jedynie czesc nauczycieli, tych słabszych, bez pasji wykonywania zawodu, bo bedzie wieksza konkurencja. I dobrze.
Bardzo bym chciała, żeby tak było. Tylko czy nie szkoda tych budynków, wybudowanych i wyposażonych za pieniądze podatników? Dopiero co w Ostrowcu było larum, że dwie podstawówki zamykają. A jak zamkną 4 gimnazja, to będzie cicho , sza, bo tak trzeba?
Nasze gimnazjum"na prowincji"mieści się akurat w tym samym budynku co podstawówka. Nie ma żadnych większych animozji pomiędzy podstawówką a gimnazjum. Dzieci z naszego zespołu szkół rok w rok mają coraz lepsze wyniki egzaminów i po podstawówce i po gimnazjum( najlepsze w powiecie). Dlatego na przykładzie naszego zespołu szkół nie widzę żadnego problemu z gimnazjami. Może u was w mieście młodzież chce być mądrzejsza, doroślejsza, myślę że z tego to wynika. U nas tego się nie obserwuje.
Sadowie to fenomen
Zapewne jednych i drugich. Dzieci bo często nie przestrzegają podstawowych zasad kultury wobec osób dorosłych nie tylko nauczycieli. Nauczycieli bo w pogoni za pracą zatracili wszelkie granice w podlizywaniu się uczniom, rodzicom i dyrektorom. Niestety często do zawodu trafiają ludzie z polecenia, którzy jeśli się sprawdzają w zawodzie to ok, ale jeśli nie potrafią uczyć to i tak nikt ich nie ruszy. Często zwalnia się nauczyciela dobrego, a zostawia miernego, ale wiernego.
Nauczyciele też kończą "jakieś" studia.
Jak każdy, np krawcowa. Dziś bez studiów nie ma ludzi.
W szkołach podstawowych uczą jeszcze nauczyciele, którzy byli tam podczas nauki 8 - letniej. Jeśli ilość dzieci zmalała to naturalne, że uczniowie na pewno się w tej szkole zmieszczą :) Uczono na 2 zmiany? Czy to coś strasznego?
Co z tego, że nauczyciele ci sami jak program nauczania jest inny. Zmieniły sie też realia społeczne. Gminy sa odpowiedzialne za dowóz do szkoły dzieci mieszkających dalej niz 4 km.Dzieci nieraz dojeżdzaja kilkanaście km do szkół podstawowych. Sama w latach 80tych uczyłam się do 5 wieczorem i wracałam po ciemku do domu ale to były inne czasy - z jednej okolicy w klasie było nas kilkoro. Dzis mieszkam niedaleko Ostrowca i mój syn w klasie jest jedyny z naszej miejscowości.