Ciekawe jaka tutaj jest prawda goście z 5:40 i 13:38.
Donald Tusk stanie przed komisją śledczą? To może być początek kłopotów byłego premiera
Po dwóch nieudanych próbach Prawo i Sprawiedliwość powoła komisję śledczą ws. Amber Gold. Przypomnijmy, że w wyniku tej afery oszczędności życia straciło blisko 20 tysięcy osób tracąc łączną kwotę ok. 850 mln złotych. Wszystko wskazuje także na to, że komisja przesłucha byłego premiera Donalda Tuska.
Rzecznika klubu PiS, poseł Beata Mazurek uzasadniając taka ewentualną decyzję mówi: – Był premierem rządu i odpowiada za funkcjonowanie instytucji kierowanych przez swoich przedstawicieli w tamtym rządzie.
– Za bezpieczeństwo w znacznym stopniu odpowiadają służby specjalne, które bezpośrednio podlegają premierowi. W moim przekonaniu służby również nie wykonały tego, co powinny, albo wykonały, ale tej wiedzy nie spożytkowały – dodaje Stanisław Piotrowicz z PiS.
W aferę Amber Gold poważnie zamieszany był również syn Donalda Tuska – Michał.
Czy oznacza to początek prawdziwych problemów byłego premiera?
Straszenie PiSem do wielu lat jest głównym, a być może i jedynym punktem programu Platformy Obywatelskiej. Z ust polityków PO co chwilę słyszymy, że PiS będzie nas zamykać w więzieniach, inwigilować, nakazywać chodzić do kościoła, ocenzuruje internet i inne podobne głupoty. Przoduje w tym prowincjonalna lekarka, była premier, Ewa Kopacz, która w niedawnym wywiadzie dla onetu stwierdziła, że PiS odbierze im wolność!
Najwyraźniej nie jesteś w stanie ogarnąć na czym polegają demokratyczne reguły prawne i czym różnią się od dyktatorskich zapędów niektórych posłów.
To chyba Ty nie jesteś w stanie tego ogarnąć gościu 07:30. Żadnej dyktatury póki co nie widać. Co najwyżej trzęsienie portkami tych, którzy mają coś na sumieniu.
Naprawdę wierzysz w to że w cywilizowanym kraju w środku Europy może powstać dyktatura?Naprawdę w to wierzysz?
Naprawdę w to wierzę!!!!!!-do gościa z 10:46
TWARZĄ TEGO UGRUPOWANIA JEST :NIBY PROFESOR: TO JEST DOPIERO SORT WYBRANY PRZEZ CIEMNY LUD>
Przypomnijmy jak TK robił dobrze Platformie i zalegalizował wątpliwą podwyżkę składek ZUS. Wtedy nie było "ustaw pozornych"
Pod koniec 2011 r. ekipa Tuska, uciekając przed katastrofą budżetu, w trybie "pilnym" (w ciągu 8 dni) przyjęła ustawę o podniesieniu składki rentowej. Problem w tym, że prawo zakazuje zwiększać ludziom obciążeń fiskalnych w takim trybie. Ustawa została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Po 18 miesiącach (!) od momentu wniesienia skargi TK łaskawie stwierdził, że ekspresowe podniesienie Polakom składki rentowej było jednak zgodne z prawem. Oto jak wyglądała współpraca władzy z TK w szczytowym okresie demokracji...
Przypomnijmy, że w grudniu 2011 roku w życie weszła ustawa podwyższająca składkę rentową dla przedsiębiorców aż o 1/3, z poziomu 6 proc. do 8 proc. podstawy wymiaru. Szacunki projektodawców tego rozwiązania mówiły, iż z kieszeni podatników zniknie w ten sposób około 7 miliardów zł w skali roku. Z ustawą był jednak pewien problem - została bowiem ona przyjęta w tzw. trybie pilnym (8 dni trwało jej procesowanie przez rząd, Sejm, Senat i Prezydenta), a zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem ustaw o charakterze podatkowym nie wolno wprowadzać przy użyciu takiego trybu.
PiS postanowił zaskarżyć przedmiotową ustawę do Trybunału Konstytucyjnego wskazując, iż przeprocesowanie jej przez ekipę PO-PSL w trybie pilnym było sprzeczne z obowiązującym w naszym kraju prawem (posłami sprawozdawcami byli wówczas Przemysław Wipler oraz Andrzej Duda). Co zrobił zarządzany przez sędziego Rzeplińskiego TK? - Po 18 miesiącach od momentu wniesienia skargi stwierdził łaskawie, że składka rentowa - mimo tego, że jest obowiązkową daniną publiczną - to jednocześnie nie jest podatkiem w klasycznym tego słowa rozumieniu, a tym samym jej podwyższenie mogło zostać przeprowadzone przez rząd PO-PSL w trybie pilnym.
Orzeczenie TK było dla rządu Tuska wybawieniem od bardzo poważnych problemów. Jeśli bowiem sędziowie uznaliby, że składki ZUS mają charakter podatkowy, a tym samym ich podniesienie w trybie "pilnym" byłoby nielegalne, to ekipa PO-PSL musiałaby się liczyć z falą pozwów. Szacowane roszczenia za okres od początku 2012 roku do lipca 2013 roku (kiedy TK wydał orzeczenie) mogłyby wynieść nawet 12 miliardów złotych (licząc z odsetkami). Upolityczniony, wybrany przez posłów PO-PSL skład Trybunału postanowił jednak uratować ekipę swoich mocodawców i wydał kuriozalny wyrok o tym, że obowiązkowa danina publiczna podatkiem nie jest.
Nie mam wątpliwości, że ten sam upolityczniony, wybrany przez posłów PO-PSL skład Trybunału będzie robił wszystko, aby zaszkodzić rządowi Beaty Szydło. Jeśli obecnej ekipie rządowej nie uda się szybko zaorać tej instytucji (np. poprzez zmianę Konstytucji), to musi się liczyć z tym że TK uzna za "niekonstytucyjne" wszystkie sztandarowe ustawy PiS (np. wprowadzające podatek bankowy czy ograniczające emerytury byłym SB-kom).
Wszystko mogę zrozumieć. OK poprzednio było źle ale czy to usprawiedliwia kolejne łamanie prawa w tym postępowanie wbrew konstytucji? Może PIS powinno raczej nawiązać do swojej własnej nazwy? Czy można kierować się logiką typu - sąsid złamał prawo to i mnie też wolno?
A kiedy to PIS niby złamał prawo,wykładnie prawną poproszę.