Pierwszy raz w najnowszej historii Polski , grupa przestępcza działała dla dobra społeczeństwa ,,samochody strażackie , dofinansowanie, kół gospodyń , czy stowarzyszeń seniora ,etc , etc etc , ostatnio taka grupa przestępcza ,, gdy ,, działała okradła Polaków z,,,, OFE , ale to było za poprzednich rządów PO PSL ,
To już nie robienie z gęby szmaty...to schizofrenia..
Afera to sprzedanie nas wszystkich jako konsumentów/niewolników i przyszłe pokolenia..to jest przekręt a nie jakieś tam VATowskie podkradanie
@19:26, Twoja metafora o sprzedaży (bo niewolnictwo jakby zanikło) nas wszystkich jest OK.
Ale realną bazą współczesnych form zniewalania (wg. lewackich ideologii, walka z KK) i czynienia ludzi głównie konsumentami, jest wszechobecna kradzież:
majątku wspólnego (złodziejska prywatyzacja, afery gospodarcze i finansowe), uszczuplanie dochodów państwa (przekręty VAT, akcyza), środków do rozwoju (blokowanie i/lub trwonienie dla swoich kasy z KPO), pozbawianie środków na życie (pracy), na zdrowie itd. itp. oraz gigantyczne zadłużanie.
Państwo golców z długami, nie podskoczy światowej finansjerze i trade-kosmopolitom, o czym przekonała się premier Meloni i ostatmio pokochala Merkosur.
Nie wybielisz złodziei. Mogli prywatne pieniądze rozdawać strażakom w kampanii a nie kraść na ten cel publiczne
Chyba zaczadziło Cię to czyste powietrze z programu o tej nazwie. Przewietrz zwoje.
KPO rozjebane na kluby dla swingersow, jachty dla "naszych" i dotacje na bzdury, jak chociazby stoisko do waty cukrowej w solarium na kwotę 500.000zł. Masowo skupywane spolki słupy w celu wyłudzenia dotacji. Rezydencja rudego w Hiszpanii nabytego ze środków KPO!
Ściemniasz z jachtami.
Jachtów ni ma i nie bedzie..jak i Marynarki Wojennej..spójrzcie co mamy : kilka łajb a rzucamy się np.do Ruskich jakbyśmy parę lotniskowców mieli i dlatego śmieją się z nas i naszych ambicji..zresztą już kiedyś Tusk określił kim/czym jest Polska
My tu wszyscy o Grenlandiach, Iranach i Trumpach, a tymczasem nasz czerwony marszałek pojechał do Berlina i jakoś zastanawiająco cicho o tym, co tam mówił. A na to pozwolić nie mogę, bo mówił tam rzeczy z punktu widzenia Polaka po prostu obrzydliwe. Nie dziwne, że media wiadome tak kunsztownie milczą.
Niemieckie media bardzo doceniają wizytę Czarzastego w Berlinie. Chłopina tak sprawnie wsunął się między helmutowskie pośladki, że aż musiała mu się młodość przypomnieć, jak w sweterku próbował tego samego manewru na partyjnych towarzyszach ze szkoleniami w Moskwie. Moja mama mówi, że jak ktoś się k...ą urodził, to kanarkiem nie będzie. Nie kłócę się, bo to prawda. Ha tfu!
To, że Włodzimierz sam dementował tam potrzebę wypłaty Polsce reparacji w bilionach złotych, to jeszcze nic. Wiecie jaki on rzucił tam pomysł na poprawę relacji polsko-niemieckich? Zacytuję: "Czy jeżeli dajecie miliardy na zbrojenia, to nie możecie tym ludziom zadośćuczynić? Ja nie mówię o bilionach, ja mówię o zadośćuczynieniu, o dotknięciu, o uśmiechu, o przytuleniu, o powiedzeniu: pamiętamy o was, szanujemy was".
Czy Wy to słyszycie? Dotknąć? Uśmiechnąć? Przytulić? To może ta policjantka z Piaseczna też powinna się po prostu teraz przytulić do tego komendanta? Może rodziny górników z kopalni Wujek powinny były zwyczajnie uśmiechnąć się do Jaruzelskiego?
I to jeszcze nic. Czarzasty rzucił do Niemców, że muszą znaleźć balans tylko w jednej sprawie. Budowy w Berlinie trwałego pomnika dla polskich ofiar wojny. Trwałego, bo przypomnę, że ten kamień co tam rzucili, jest tylko tymczasowy. Dla nich w ogóle cała Polska i wszyscy Polacy od tysiąca lat są tymczasowi. Od tysiąca lat zajmują się naszą tymczasowością.
Tu również pan marszałek przyszedł z pomocą. Zaproponował, że skoro ten pomnik mają budować aż 4 lata, to może po prostu wybudują mniejszy szybciej? "Złapcie balans w tej sprawie" – apelowało kacapskie.
A na koniec czerwony kaznodzieja wygłosił rozgrzeszenie, że Niemcy nie muszą mieć kompleksów, bo nie tylko oni dali się oszukać Rosji. "My też uważaliśmy przez pewien czas, że Rosjanie przemyśleli swoją politykę i są bliżej Europy. Nikt nie powinien mieć o to do was pretensji, że mieliście taką politykę. Robiliście to, według mnie, w dobrej wierze" – mówił. Zaraz... my? My to znaczy kto? Ja robiłem reset z Rosją? Ja umarzałem długi Gazpromowi? Ja chciałem przedłużać z Moskwą umowę jamalską na gaz do 2037 roku? Ja podpisywałem dokumenty o współpracy naszych służb z FSB? Ja oferowałem im sprzedaż Lotosu i innych spółek skarbu państwa? Co to znaczy my?
Proszę, powiedzcie mi, jak to możliwe, że naród bohaterów, kilkadziesiąt lat później tak doszczętnie upadla się sam? Jak to możliwe, że jedną z najważniejszych osób w państwie jest komunista? Jak to możliwe, że wicepremierem w trakcie toczącej się obok wojny jest oderwany granatem od śpiewania Międzynarodówki absolwent technikum kolejowego? Jak to się stało, że ubecja dzięki temu rudemu bydlakowi znów dostaje wyższe emerytury za katowanie Polaków w czasach młodości? Jak mogliśmy do tego dopuścić? Co się z nami stało?
Drodzy! Polska nie przegrywa dziś dlatego, że jest słaba, tylko dlatego, że ma zbyt wielu ludzi gotowych ją reprezentować na kolanach. Nie z braku odwagi – z wygody. Z potrzeby bycia pogłaskanym po głowie w obcym salonie, z nadziei na uśmiech, dotyk i przytulenie w zamian za rezygnację z godności. To nie Berlin jest tu problemem, ani Moskwa, ani nawet historia.
Problemem jest to, że wciąż znajdują się w Warszawie ludzie, którzy uważają, że Polska jest czymś, co można "zbalansować", "pomniejszyć", "odroczyć" – byle było miło, byle było cicho, byle gospodarze byli zadowoleni.
Narody nie upadają wtedy, gdy są bite. Upadają wtedy, gdy zaczynają przepraszać za to, że domagają się sprawiedliwości, i gdy pozwalają, by mówiono w ich imieniu: "nie przesadzajmy, nie róbmy problemów, weźmy mniejszy pomnik, szybszy, skromniejszy" – jakby pamięć dało się złożyć na raty.
To jest właśnie ta chwila, w której bohaterowie stają się kłopotem, ofiary – przeszkodą, a historia – elementem wystroju, który można przestawić, jeśli nie pasuje do układu mebli w Berlinie.
I dlatego pytanie "jak mogliśmy do tego dopuścić?" nie jest pytaniem o Czarzastego. To pytanie o nas. O to, ile jeszcze razy zgodzimy się, żeby w naszym imieniu mówiono "my”, choć nigdy w tym "my" nie byliśmy. I czy wreszcie zrozumiemy, że państwo, które pozwala komunizować swoją pamięć i infantylizować swoją krzywdę, nie jest ofiarą historii – tylko statystą idiotą w teatrze historii.
Znowu wklejasz z Lemingopedii nie podając źródła. To aż takie trudne?
Bo Polska to taka Wenezuela tyle że na wschodzie i nigdy nie będziemy równorzędnym partnerem do rozmów politycznych..no chyba że "uległych"
Jak myślicie kto tu ma największy interes..
Czy prezydent jest zakładnikiem środowiska bandycko-kibolskiego? Nie patrzcie na mnie. Ja jestem zdrowy na umyśle. Natomiast do takiej konkluzji doszła redaktor Biedrzycka w rozmowie prof. Pietrzyk-Zieniewicz. Takim chłamem karmi się Polaków w ich własnym kraju za ich własne pieniądze.
Pytanie padło w kontekście dyskusji na temat pielgrzymki kibiców na Jasną Górę, w której wziął udział prezydent Nawrocki. Obie panie prześcigały się w krytyce. Nie wiem jak Wy, ale ja mam naprawdę absmak, jak oglądam i widzę, z jakim trudem udaje się pani profesor nie zrzygać na podłogę redakcji, obryzgując stół tą nienawiścią do Polaków z innymi poglądami - w tym wypadku kibiców.
Zacytuję: "Postawmy sprawę jasno że taki, no nie wiem, kibol, bandyta, szemrana postać za przeproszeniem wybaczcie państwo, obszczymur ostatni, że przecież on może zacząć mówić. A naprawdę to koleżeństwo było bardzo bliskie. Jest takie porzekadło w polityce, że niektórzy ludzie z pewnego typu życiorysami nie powinni kandydować na bardzo ważne urzędy w państwie, a to dlatego, że zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że wygrają" - mówiła Pietrzyk-Zieniewicz. "Pani uważa że bardzo prawdopodobne jest to, że prezydent naszego kraju może być zakładnikiem środowisk bandycko-kibolskich?" - dopytała Biedrzycka. "Cóż może nie postawiłabym sprawy aż tak ostro" - odpowiedziała profesor. "Powiedziała pani, że mogą zacząć mówić, no to..." - docisnęła redaktor. "Tak, ale no, no mogą zacząć mówić" - dopowiedziała profesor.
Mnie to zwyczajnie dziwi. Ja też jestem po studiach humanistycznych i mnie uczono innych zachowań badawczych: Nie znasz czegoś? To poznaj, zainteresuj się, zaciekaw. Idź, rozmawiaj, zderz się z tym, wejdź w czyjeś buty, zrozum, a przynajmniej postaraj się zrozumieć drugą stronę. I to było budujące. W czasie protestów KOD-u chodziłem pod Sejm, żeby z tymi ludźmi rozmawiać. Poznać ich perspektywę. I szybko zrozumiałem, że byli wyciągnięci, stworzeni, nie rozumiejąc nawet, po co właściwie wyszli. Pani profesor! Rozmawiała pani kiedyś z kibolami, którzy pojechali na pielgrzymkę na Jasną Górę? Domyślam się, że nie. A proszę wierzyć, że mają wiedzę i perspektywę znacznie szerszą niż pani uczniowie na Uniwersytecie Warszawskim, którzy w tym samym czasie próbują odpowiedzieć na pytanie, jakiej są dzisiaj płci.
Pani profesor! Zadam przewrotne pytanie. Czyim zakładnikiem jest facet, który umarza miliardy długu Gazpromowi, zgadza się na współpracę polskich służb z FSB, oferuje strategiczne spółki skarbu państwa Rosjanom, oferuje że ofiary same spłacą reparacje zamiast Niemców? Czyim jest zakładnikiem?
I wiecie co? Problemem nie jest nawet to, że oni się mylą. Problemem jest to, że oni nienawidzą. I nawet już nie próbują tego ukrywać. To nie są elity twórcze, intelektualne ani moralne. To są elity pogardy, które Polaków traktują jak wstydliwy balast przyczepiony do własnej kariery. Jak brud na bucie, który trzeba otrzepać w studiu telewizyjnym, najlepiej cudzymi słowami o "bandytach", "kibolach" i "obszczymurach".
Prawdziwa elita bada rzeczywistość. Ta jej nie bada. Ta ją oskarża. Prawdziwa elita stawia pytania. Ta wydaje wyroki. Prawdziwa elita próbuje zrozumieć świat takim, jaki jest. Ta chce go przerobić na własne widzimisię, a gdy się nie da, opluwa i dehumanizuje. I robi to za publiczne pieniądze, z miną kogoś, kto uważa się za ostatnią wyspę rozumu pośród barbarzyńców.
To jest język kolonialny w czystej postaci. Metropolia mówi o prowincji. Salon o plebsie. "Oni mogą zacząć mówić?". Olaboga! Pani profesor, przecież to już nie te czasy, że wystarczy rzucić odchodem w kogoś i patrzeć, jak lud naśladuje. Właśnie dlatego przegraliście wybory, a pani nadal tego nie rozumie. Przegraliście z facetem, który wyszedł i pokazał Polakom, że nie jest idealny. Pokazał, że jest taki jak oni, ale będzie walczył o ich interes nawet wbrew wszystkim. Że czuje podobnie jak oni. Że Polska zasługuje na więcej.
Pani profesor! Problem jest w tym, że Polacy przestali być niemi. Przestali się wstydzić i zauważyli, że mogą przestać słuchać profesorów, redaktorów i samozwańczych kapłanów nowoczesności. A to jest dla Was scenariusz najgorszy. Bo w tej chwili runęła cała konstrukcja Waszej wyższości - zbudowana nie na mądrości, lecz na obrzydzeniu do własnego narodu.
I dlatego dziś w Polsce nie ma elit. Są tylko ludzie z tytułami, którym brakuje jednego: elementarnej ciekawości drugiego człowieka. A bez niej nie ma myślenia, nie ma kultury, nie ma odpowiedzialności. Jest tylko ślina, szydera i paniczny lęk, że ci z Jasnej Góry, z trybun, z ulic i mniejszych miast okażą się bardziej dojrzali, bardziej świadomi i bardziej wolni niż ci, którzy od lat mówią Polakom, kim wolno im być.
To nie prezydent jest tu zakładnikiem. Zakładnikami jesteście Wy - własnej pogardy, własnej pychy i własnej nienawiści do Polski, która nie chce już przepraszać za to, że istnieje.
Wchodzisz na TVP w likwidacji, słuchasz dziennikarzy siłowo usadzonych przed kamerami i się denerwujesz. Po co?