Dziś usłyszałam - miłość to taki stan, w którym bardziej martwimy się o kogoś, niż o siebie.
Nie dawno jacyś naukowcy stwierdzili że miłość to choroba psychiczna , słyszałem w radio
Miłość raczej nie ale zakochanie tak - odmienny stan mózgu , podobny do tego jaki osiąga się na haju po amfie lub kokainie - mózg dosłownie zalewają substancje takie jak dopamina , noradrenalina i fenyloetyloamina , pobudzając tzw. ośrodek nagrody. Zakochanie to ostra psychoza na tle seksualnym , tak to określają niektórzy psychiatrzy :)) dlatego człowiek w takim stanie nie myśli racjonalnie. Szczęśliwie z czasem mija, bo by się człowiek wykończył :)
Nieraz przeradza się w trwałe przywiązanie (oksytocyna) co skutkuje długoletnim związkiem.
Uczcie się chemii , kochani - chemia rządzi !
To było łatwe. Dawaj następne.
każdy ma swoją filozofię miłości :)
Miłość to bul rzekł zając jeża ściskając.
haha to tak na poprawienie humorku
"Kocha się za nic, nioe istnieje żaden powód do miłości"
Co za negatyw! Zmieniłbym na: miłość to taki stan, w którym bardziej cieszymy się kimś niż sobą. Ale to też nie oddaje istoty sprawy. A zmieniłbym, bo martwienie się ściąga nieszczęścia, daje smutek i lęk. Cieszenie się daje radość.
Co z Ciebie za filozofka. Zmień nick na gaduła lepiej.