Będą wybory w PiS , czy uciekać do Prezydenta czy do Konfederacji.
Trudne wybory.
A, jeszcze na Węgry, co niektórzy
Nic podobnego. Już trwają analizy pod jaką nową nazwą ma startować pisowskia ekipa.
Nikt nie chce tej głupiej nazwy z kościelnych tekstów.
Będzie nazwa kojarząca się z nowoczesną prawicą, żeby kupić młodych. No i dziadek do mauzoleum bo bez młodych partia nie pociągnie.
Partia Prawdziwych Polaków będzie
Będzie znacznie więcej pisów niż obecnie. Że trzy albo cztery. I jeden PiS na Węgrzech.
Dlaczego w PiS uczą się węgierskiego?
Święta kradzież po polsku - czyli jak PiS zamienił państwo w sektę.
Kradli, bo mogli. Kradli bez wstydu, z różańcem w dłoni i biało-czerwoną flagą w klapie. Kradli, bo w ich głowach to nie była kradzież, tylko nagroda za służbę. Przecież „im się należało”. Państwowe spółki zamieniono w rodzinne folwarki, a instytucje w prywatne skarbonki. Wystarczyło mieć odpowiedni żar w oczach, mówić o Bogu, narodzie i zdradzie Tuska - a reszta sama się układała.
Nie był to zwykły nepotyzm. To była ideologia. „Swoi” mieli prawo do więcej, bo reprezentowali „prawdziwych Polaków”. Wrogowie - wszyscy inni - mogli tylko patrzeć z boku, jak system pożera państwo od środka. Władza PiS-u stworzyła moralność na opak: kradzież przestała być złem, jeśli służyła partii. Z kłamstwa uczyniono narzędzie patriotyzmu. Z telewizji - ambonę. Z polityki - katechezę o nienawiści.
Dziś, gdy kolejne afery wychodzą na jaw, gdy taśma goni taśmę, a miliony z publicznych pieniędzy znikają w szemranych fundacjach i dotacjach, słyszymy wciąż to samo: „to atak”, „to zemsta”, „to wina Tuska”. Widzimy ludzi, którzy z powagą powtarzają, że wszystko to manipulacja. Nawet jeśli złapano ich za rękę, twierdzą, że to nie ich ręka.
Najgorsze jednak nie jest to, że kradli. Władza zawsze kusiła. Najgorsze jest to, że część społeczeństwa przestało to obchodzić. Że po ośmiu latach nieustannej propagandy Polacy podzielili się na tych, którzy kradzież widzą, i tych, którzy w nią nie wierzą. A ci drudzy są najwierniejszymi obrońcami złodziei.
Bo PiS nie ma już wyborców - ma wyznawców. Partia stała się sektą, a Jarosław Kaczyński jej duchowym przewodnikiem. Każde jego słowo jest objawieniem, każdy gest - znakiem z nieba. Gdy mówi, że Zachód zagraża Polsce, tłumy kiwają głowami. Gdy oskarża sędziów, nauczycieli, artystów, lekarzy - to oni są winni, nie partia. Gdy twierdzi, że Polska stoi nad przepaścią, jednocześnie sam ją tam popycha.
W tym wszystkim najbardziej przeraża skuteczność tej propagandy. Wystarczy włączyć telewizję Republika, by zobaczyć świat alternatywny: tam PiS to rycerze dobra, walczący z bezbożnym Zachodem i zdrajcami z opozycji. W tej rzeczywistości miliony złotych z publicznych funduszy to drobiazg, bo przecież „inni kradli więcej”. Tam patriotyzm mierzy się ilością mszy i nienawiści do Niemiec.
Tak właśnie wygląda współczesny polski autorytaryzm. Nie potrzebuje czołgów, tylko mikrofonu i mediów. Nie strzela, tylko ogłupia. Uczy, że złodziej w krzyżu jest lepszy od uczciwego liberała. Że władza, nawet skorumpowana, jest święta, jeśli mówi w imię Boga i ojczyzny.
Polska potrzebuje odczarowania. Potrzebuje obudzenia ludzi z tego zbiorowego snu o „dobrej zmianie”, w którym złodziej staje się bohaterem, a ofiara - zdrajcą. Bo Polska przestanie być państwem obywateli. Zostanie z niej jedynie parafia, w której ksiądz polityk błogosławi złodziei, a lud bije brawo, bo „naszym wolno więcej”.
Piotrek K.