Ile to już mamy tłustych kotów? No tak trzy kadecje to można się dorobić majątku będąc w Samorzadzie.
Tłuste koty to nazwa własna ludzi z PiS których tropił Kaczyński. Nas Pisowców niewielu więc łatwiej szukać
Najbardziej utuczony kot to były starosta Duda. Proszę sprawdzić oświadczenia majątkowe. Nikt się z nim nie równa
Zdolności ale do czego? Wzorcowy pisowski typ - bezczelny, butny, mściwy a MBA to ci co go znają to bardzo wątpią w to jego "wiedzę". Porozmawiaj w pracownikami MEc-u. Jedyna działka w której może i coś wie to wędkarstwo. Kiedyś jak miał dylemat sesja absolutoryjna w powiecie czy zawody wędkarskie to wybrał to drugie !!!
Przywilej władzy, nawet lokalnej tej lokalnej dostęp do informacji, kontakty, możliwości, korzysci.
Bo inteligentny jest.
Ile kalorii ma ser półtłusty? Ile majątku zgromadziły półtłuste koty?
Oto stan polskiej debaty publicznej. Człowiek pyta o cenę sera, a po trzech komentarzach okazuje się, że chodzi o majątek kotów, moralność sąsiada i upadek cywilizacji zachodniej.
Schamieliśmy do tego stopnia, że bez metafory nie potrafimy już sklecić dwóch zdań. Wszystko musi być „rybą”, „kotem”, „bykiem”, „dziegciem” albo innym stworzeniem z encyklopedii zoologicznej.
Podejrzewam, że ludzie za dużo poezji czytają po nocach. Zamiast napisać wprost: „Nie zgadzam się”, wolą: „Nie utopisz mnie w łyżce dziegciu, ty półtłusty kocie!”
I tak oto Mickiewicz przewraca się w grobie, Słowacki robi facepalma, a zwykły czytelnik zastanawia się, czy kupić kilogram sera, czy wezwać weterynarza.
Tłusty kot brzmi bardziej uśmiechnięcie, niż złodziej, lub złodziejska mafia działająca na ‘legalnych’ zasadach, które sama sobie ustaliła. Bo dlaczego np. nie płacić dyrektorowi szpitala trzy bańki na rok? Uchwała odpowiedniego organu, i do koryta, bo prominenci niżej powinni brać mniej, ale adekwatnie do wierchuszki.
A kanar ratownik medyczny 10.08 do odwołania ale partia go wybroni,chłop ciągle na zwolnieniu a w radzie radzi
Może nie każdy o tym pamięta, ale wokół MOPS-u od lat krąży opinia o miejscu, w którym znajomości i polityczne układy potrafiły być równie ważne jak kwalifikacje. Praca dla swoich? Miejsce dla znajomego? Zatrudnienie dla osoby, która akurat potrzebowała przeczekać zawodowo trudniejszy okres? Takie pytania nie wzięły się znikąd.
Dziś MOPS jest już CUS-em, ale nazwa instytucji się zmieniła — dlatego warto sprawdzać, czy zmieniły się również standardy zatrudniania.
Jeżeli ktoś jest zatrudniany, gdy wcześniej wykazywał zasiłek z PUP, a następnie pojawia się w dwóch publicznych instytucjach/spółkach, to zamiast opowiadać o „przypadkach” wystarczy zadać kilka prostych pytań: na jakiej podstawie zatrudniono tę osobę, w jakim wymiarze czasu pracy, za jakie wynagrodzenie, w jakim trybie i jaki dokładnie ma zakres obowiązków?
Transparentność nie boli. Boli dopiero brak odpowiedzi na proste pytania o publiczne pieniądze i publiczne stanowiska.
A na koniec — brawa należą się również osobom odpowiedzialnym za politykę kadrową MOPS/CUS.
Bo jeżeli dziś mamy pytać, na jakiej podstawie zatrudniano poszczególne osoby, w jakim trybie, na jakich stanowiskach, za jakie pieniądze i z jakim zakresem obowiązków, to warto pamiętać również o tym, kto przez lata podejmował decyzje kadrowe w miejskich jednostkach i kto za te decyzje politycznie odpowiadał.
A mowa przecież o czasach, gdy prezydentem Ostrowca był Jarosław Górczyński, polityk PSL. Dziś wobec niego Prokuratura Krajowa prowadzi nadal postępowanie, w którym — według aktualnych informacji — przedstawiono mu już 21 zarzutów, w tym dotyczących korupcji, składania fałszywych oświadczeń majątkowych, wiarygodności dokumentów i przekroczenia uprawnień. Śledztwo zostało przedłużone do listopada 2026 r. [1]
I żeby była jasność: zarzuty nie są wyrokiem, a o winie może zdecydować wyłącznie sąd.
Ale właśnie dlatego pytania o standardy zarządzania miejskimi instytucjami są dziś chyba bardziej zasadne niż kiedykolwiek.
MOPS zmienił nazwę na CUS. Nazwa się zmieniła. Pytanie brzmi: czy zmieniły się również standardy?
Bo jeśli publiczne stanowiska mają być obsadzane transparentnie, to mieszkańcy mają prawo wiedzieć: kto, kiedy, w jakim trybie, za ile i na jakiej podstawie zatrudnił konkretną osobę.
A jeśli odpowiedzi są banalnie proste — tym lepiej.
Wystarczy je po prostu pokazać.
[1]: https://www.money.pl/gospodarka/21-zarzutow-dla-bylego-prezydenta-ostrowca-swietokrzyskiego-prokuratura-przedluza-sledztwo-7304652013717920a.html "21 zarzutów dla byłego prezydenta Ostrowca Świętokrzyskiego. Prokuratura przedłuża śledztwo"
Zakręcone zimnioki były nienajgorsze, ale po tej fasoli to w tyłku się pirdoli...
Nie od dziś wiadomo, że kuchnia ludowa potrafi człowieka zarówno pocieszyć, jak i wystawić jego układ trawienny na próbę, której nie przewidział nawet najstarszy gospodarz. Ziemniak, zwany na wsi swojsko zimniokiem, jest stworzeniem poczciwym. Można go ugotować, usmażyć, ugnieść, przypiec, zakręcić, a nawet podać w sposób tak osobliwy, że człowiek przez chwilę zaczyna się zastanawiać, czy nadal je obiad, czy uczestniczy w doświadczeniu naukowym.
Zakręcone zimnioki były zatem nienajgorsze. Miały odpowiednią chrupkość, przyjemny kolor i tę charakterystyczną właściwość, że po pierwszym kęsie człowiek mówił „o, całkiem dobre”, po drugim zaś przestawał zadawać pytania. Było w nich coś swojskiego. Coś, co przypominało niedzielny obiad, wiejską gospodę i kuchnię, w której nikt nie liczy kalorii, dopóki talerz nie zostanie pusty.
Prawdziwe problemy zaczęły się jednak wraz z fasolą.
Fasola, jak wiadomo, jest pożywna, zdrowa i pełna wartości odżywczych. Teoretycznie wszystko się zgadza. W praktyce jednak człowiek, który zbyt entuzjastycznie podejdzie do tego daru natury, może po pewnym czasie dojść do wniosku, że natura ma wyjątkowo osobliwe poczucie humoru.
Pierwsza porcja nie wzbudzała podejrzeń. Druga również. Dopiero później pojawiło się niepokojące uczucie, że w brzuchu odbywa się zebranie wszystkich sił nieczystych naraz. Jelita rozpoczęły działalność bez konsultacji z właścicielem, a człowiek zaczął spoglądać na drzwi z miną żołnierza oczekującego odwrotu.
I wtedy właśnie okazało się, że zakręcone zimnioki były nienajgorsze.
Bo zimniok człowieka nie zdradza.
Ziemniak leży sobie spokojnie. Jest przewidywalny. Nie urządza w brzuchu orkiestry dętej. Nie podejmuje nocnej rebelii. Nie zmusza gospodarza do zastanawiania się, czy bezpieczniej będzie spać przy otwartym oknie.
Fasola natomiast ma charakter.
Można ją lubić, można ją szanować, można nawet twierdzić, że jest fundamentem rozsądnego żywienia. Ale trzeba też przyznać, że po pewnej ilości potrafi człowieka nauczyć pokory. I właśnie dlatego stare przysłowie kuchenne powinno brzmieć: wszystko z umiarem, szczególnie fasola, jeśli następnego dnia masz zamiar przebywać wśród ludzi.
Ostatecznie jednak każdy taki kulinarny eksperyment czegoś nas uczy. Ziemniak daje bezpieczeństwo, fasola daje doświadczenie, a człowiek po całej przygodzie zyskuje mądrość, której nie znajdzie w żadnej książce kucharskiej.
Dlatego dziś, wspominając tamten obiad, można powiedzieć jedno:
Zakręcone zimnioki były nienajgorsze. Fasola również miała swoje zalety. Tylko tyłek, niestety, miał na ten temat zupełnie inne zdanie.