Weszłam na ten watek po raz drugi. Przeczytałam kilkanaście wzajemnych bluzgów wyżej i przypomniałam sobie z rozrzewnieniem watek (nie pamietam tytułu) o podtekście trochę erotycznym sprzed kilkunastu lat, którego autorką była "limonkowa nimfa". Było kilkadziesiąt tysięcy wejść i kilka tysięcy wpisów. Miło było poczytać i coś własnego dodać. To był - można powiedzieć - forumowy flirt z kulturą i polotem. A dziś?
Co się z wami ludzie stało? Co się z wami dzieje ! Przecież to jest jeden wielki rynsztok.
to chyba efekt tych freak figtow, tiktokow itp, teraz sie udaje kozakow w necie, i chlopczyki co chodza chylkiem po ulicach i boja sie zagadac do dziewczyny udaja w internecie kogos kim nie sa. Jaki amant taki watek.
Zabawne ze od " nie jestem zainteresowana i "pipeloka" az po "guilty pleasure" i bonza a na końcu kolejne prowokacje tym razem spod znaku oktagonu...Aż starych pomyśleć dokąd zmierza ta forumowa epopeja
Poza tym już ci mówiłem że tobie jedynie wydaje się że coś wiesz...
Do nikąd, Ja akurat stoję w tym samym miejscu od początku, czytam ludzi jak ulotki, tylko to potwierdzasz każdym kolejnym wpisem ;).
7.47 idz szukaj frajera do bombelkow na tinderze
07:47. Możesz sobie stworzyć dowolną wersję mnie na podstawie tego forum, ale nie myl własnej interpretacji z wiedzą... ja pokazuję tutaj dokładnie tyle, ile chcę pokazać - resztę po prostu sobie dopowiadasz :)
07:47 Możesz sobie stworzyć dowolną wersję mnie na podstawie tego forum, ale nie myl własnej interpretacji z wiedzą... ja pokazuję tutaj dokładnie tyle, ile chcę pokazać - resztę po prostu sobie dopowiadasz :)
07:47 Możesz sobie stworzyć dowolna wersję mnie na podstawie tego forum, ale nie myl własnej interpretacji z wiedzą... ja pokazuje tutaj dokładnie tyle ile chcę pokazać - resztę sobie dopowiadasz :)
21:04 kazdy potrafi ocenic w internecie, w realu takie jak ty pekaja ze strachu przy wielu rzeczach, byle nie wyjsc ze strefy komfortu,.. ultra normik
12:13 Dokladnie tak właśnie jest!
Tak. Jeśli masz na myśli mężczyzn, którzy odczuwają lęk przed kobietami — przed odrzuceniem, dominacją, bliskością, oceną czy seksualnością, to są takie książki.
- Avrum G. Weiss – Hidden in Plain Sight: How Men's Fears of Women Shape Their Intimate Relationships — chyba najdokładniej odpowiada temu, o co pytasz. Autor, psycholog kliniczny, analizuje m.in. lęk mężczyzn przed dominacją przez kobietę, uwięzieniem w związku, niewystarczalnością czy porzuceniem. Książki https://books.google.com/books?id=ePq3zgEACAAJ
https://books.google.com/books/about/Hidden_in_Plain_Sight.html?id=p7GczgEACAAJ
- Wolfgang Lederer – The Fear of Women (1968) — książka psychologiczno-antropologiczna poświęcona historycznym i kulturowym źródłom męczego lęku przed kobietami; analizuje m.in. lęk kastracyjny, seksualność, kobiecą władzę i ambiwalencję wobec kobiet.
https://books.google.com/books/about/The_Fear_of_Women.html?id=OENDAAAAIAAJ
- François Camoin – Why Men Are Afraid of Women — literatura piękna, zbiór opowiadań, w których relacje damsko-męskie i związane z nimi lęki oraz obsesje są centralnym motywem.
https://www.ugapress.org/9780820344621/why-men-are-afraid-of-women/
https://www.degruyterbrill.com/document/isbn/9780820379449/html?lang=en
- David D. Gilmore – Misogyny: The Male Malady — antropologiczne ujęcie lęku i wrogości mężczyzn wobec kobiet; autor łączy fascynację kobietami z lękiem przed ich seksualną i społeczną mocą.
https://www.publishersweekly.com/9780812236088
Polskich autorów dotyczących dokładnie tego tematu znalazłem znacznie mniej. Jeśli natomiast interesuje Cię konkretnie mężczyzna, który boi się kobiet w sensie społecznym/psychologicznym — np. nie umie podejść do kobiety, boi się odrzucenia, rozmowy, seksu albo związku — mogę poszukać 10 książek dokładnie o takim przypadku, również polskich.
---
Tak — i tutaj literatura jest nawet bliższa dosłownemu tematowi „kobiety boją się mężczyzn”:
- Margaret T. Gordon, Stephanie Riger – The Female Fear (1989) — bezpośrednio o lęku kobiet przed gwałtem i zagrożeniem ze strony mężczyzn oraz o tym, jak ten lęk wpływa na codzienne życie. Książka opiera się m.in. na wywiadach i badaniach ankietowych.
https://www.publishersweekly.com/978-0-02-912490-1
https://books.google.com/books/about/The_Female_Fear.html?id=MGCapzswEv8C
- Dee L.R. Graham – Loving to Survive: Sexual Terror, Men's Violence, and Women's Lives — analizuje lęk kobiet przed męską przemocą, w tym obawę przed gwałtem i przed wzbudzeniem gniewu mężczyzny.
https://nyupress.org/9780814730591/loving-to-survive/
- Susan Brownmiller – Against Our Will: Men, Women and Rape — klasyczna książka o gwałcie i jego wpływie na poczucie bezpieczeństwa kobiet; autorka przedstawia tezę, że groźba przemocy seksualnej może funkcjonować jako mechanizm zastraszania kobiet.
https://en.wikipedia.org/wiki/Against_Our_Will
- Vivek Shraya – I'm Afraid of Men — bardziej osobista autobiograficzna książka o strachu przed mężczyznami wynikającym z doświadczeń przemocy, agresji i narzucania określonych ról płciowych. To jednak perspektywa transkobiety, a nie typowej cis-kobiety.
https://www.penguinrandomhouse.com/books/576857/im-afraid-of-men-by-vivek-shraya/
https://vivekshraya.com/projects/books/im-afraid-of-men
Jeśli natomiast szukasz czegoś jeszcze bardziej konkretnego: „kobieta boi się mężczyzn jako takich, dlatego unika związków, seksu, randek i bliskości”, mogę znaleźć literaturę psychologiczną dokładnie o takim mechanizmie, a nie ogólnie o przemocy wobec kobiet.
Do 04:38 Czy jestes tym debilem ktory z nudow zasmieca forum tymi wysrywami AI? Skoro tak to masz już osobny watek wiec tam sie udzielaj trollu
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalnaItem 4 of 3
reklama
Teraz
+10°
Najnowsze i najciekawsze wiadomości z Krotoszyna, gminy i powiatu krotoszyńskiego w jednym miejscu. Codziennie ciekawe treści specjalnie dla Ciebie! Zobacz co się dzieje Dziś w Krotoszynie
Główna
Najnowsze
Logowanie
Najpierw przytwierdzone nakrętki, teraz butelki. Kolejne zmiany już nadchodzą
Opublikowano: poniedziałek, 28 wrz 2026 16:45
Autor: Marta Popławska
Najpierw przytwierdzone nakrętki, teraz butelki. Kolejne zmiany już nadchodzą - Zdjęcie główne
Autor: zdjęcie poglądowe | Opis: Najpierw przytwierdzone nakrętki, teraz butelki. Kolejne zmiany już nadchodzą
reklama
Udostępnij na:
Przeczytaj również:
Działkowcy świętowali.
„Cecylia” z Sulmierzyc na scenie w Pleszewie
Dwa groźne zdarzenia i pilny apel strażaków
WiadomościPrzytwierdzone nakrętki zdążyły już przyzwyczaić do siebie klientów. Teraz na sklepowych półkach może pojawiać się kolejna zmiana, którą łatwo zauważyć gołym okiem. Niektóre plastikowe butelki mogą być mniej przezroczyste, lekko szare albo mieć delikatnie inny odcień.
przepisyUnia Europejskanakrętkibutelkarecykling
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Reklama lokalna
Item 2 of 2
reklama
Plastikowe butelki mogą wyglądać inaczej
25 proc. recyklatu już obowiązuje
Od 2030 roku będzie 30 procent
Czy szara butelka oznacza gorszą jakość?
Najpierw nakrętki, teraz wygląd butelek
Nie każda butelka będzie wyglądała tak samo
reklama
Nie oznacza to jednak, że producenci będą musieli celowo zmieniać kolor opakowań. Chodzi o coś innego – coraz większy udział tworzywa pochodzącego z recyklingu.
Plastikowe butelki mogą wyglądać inaczej
Jeśli w przyszłości podczas zakupów zauważymy butelkę PET, która nie jest idealnie przejrzysta, nie musi to oznaczać, że mamy do czynienia z wadliwym opakowaniem.
Większa ilość wykorzystanego recyklatu może wpływać na wygląd tworzywa. W zależności od zastosowanego materiału i technologii przetwarzania plastik może być nieco bardziej szary, żółtawy lub po prostu mniej klarowny niż opakowania wykonane przede wszystkim z nowego tworzywa.
To efekt zmian, które mają zwiększyć wykorzystanie materiałów pochodzących z recyklingu.
reklama
25 proc. recyklatu już obowiązuje
Zmiana nie jest wyłącznie kwestią przyszłości. Od 2025 roku butelki na napoje, których głównym składnikiem jest PET, powinny zawierać co najmniej 25 proc. tworzywa pochodzącego z recyklingu.
Warto jednak zwrócić uwagę na istotny szczegół. Nie oznacza to, że każda pojedyncza butelka znajdująca się w sklepie musi mieć dokładnie 25 proc. recyklatu. Wymóg odnosi się do średniego udziału materiału pochodzącego z recyklingu w określonej grupie butelek wprowadzanych na rynek.
Kolejny próg został już wyznaczony.
Od 2030 roku będzie 30 procent
Od 2030 roku wymagany poziom wykorzystania tworzywa pochodzącego z recyklingu w odpowiednich butelkach PET wzrośnie do 30 proc. Oznacza to, że producenci będą musieli w coraz większym stopniu wykorzystywać materiał, który wcześniej znajdował się już w obiegu.
reklama
Zmiany są częścią szerszych działań związanych z gospodarką o obiegu zamkniętym. Chodzi o to, aby zużyte tworzywa nie kończyły swojego życia jako odpad, lecz mogły zostać ponownie wykorzystane do produkcji kolejnych opakowań.
Czy szara butelka oznacza gorszą jakość?
Niekoniecznie. Sam wygląd plastikowego opakowania nie mówi o jakości znajdującego się w nim napoju.
Materiały pochodzące z recyklingu, które mają być wykorzystywane w opakowaniach przeznaczonych do kontaktu z żywnością, muszą spełniać wymagania dotyczące bezpieczeństwa. Procesy recyklingu PET przeznaczonego do takich zastosowań podlegają odpowiednim ocenom.
Dlatego mniej przejrzysta butelka nie musi oznaczać, że producent zastosował gorszy materiał. Jej wygląd może być po prostu efektem wykorzystania większej ilości tworzywa pochodzącego z recyklingu.
reklama
Najpierw nakrętki, teraz wygląd butelek
To nie pierwsza zmiana, którą konsumenci zauważyli w przypadku plastikowych butelek.
Od lipca 2024 roku w Unii Europejskiej obowiązuje wymóg, zgodnie z którym jednorazowe plastikowe pojemniki na napoje o pojemności do 3 litrów muszą mieć nakrętki lub wieczka przytwierdzone do opakowania. Rozwiązanie miało ograniczyć sytuacje, w których nakrętki oddzielają się od butelek i trafiają do środowiska jako osobne odpady.
Dla wielu klientów była to początkowo dość irytująca nowość. Dziś przytwierdzone nakrętki stały się już codziennością.
Teraz zmianę możemy zauważyć także w samym wyglądzie opakowań.
Nie każda butelka będzie wyglądała tak samo
Rosnący udział recyklatu nie oznacza, że wszystkie butelki nagle staną się szare czy żółte. Ostateczny wygląd opakowania zależy między innymi od jakości wykorzystanego materiału i technologii produkcji.
Możliwe jest jednak, że na sklepowych półkach coraz częściej będziemy spotykać butelki, które różnią się wyglądem od tych, do których przyzwyczailiśmy się przez lata.
Dla klienta będzie to najbardziej widoczny efekt zmian dotyczących wykorzystania plastiku z recyklingu. Ich cel pozostaje jednak mniej widoczny – chodzi o zwiększenie ilości materiałów, które mogą ponownie trafić do obiegu, zamiast stawać się kolejnym odpadem.
SONDA
Co sądzisz o przytwierdzonych nakrętkach w butelkach?
Głosy można oddawać do 28.10.2026 do godz 10:24
Google News
OBSERWUJ KROTOSZYNSKA.PL
Google News
reklama
Polecane artykuły:
Działkowcy świętowali.
„Cecylia” z Sulmierzyc na scenie w Pleszewie
Dwa groźne zdarzenia i pilny apel strażaków
Onkologia w Krotoszynie jednak zawieszona.
Poniedziałek pod znakiem słońca.
Ważny komunikat dla mieszkańców
Udostępnij na:
wróć na stronę główną
ZALOGUJ SIĘ
Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM
hasło
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE
Najnowsze i najciekawsze wiadomości z Krotoszyna, gminy i powiatu krotoszyńskiego w jednym miejscu. Codziennie ciekawe treści specjalnie dla Ciebie! Zobacz co się dzieje Dziś w Krotoszynie
Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ BEZPŁATNIE
Ten płуn рowoduje rakа, а my рijemу gо codziеnniе.
touchgenerator
|
Sponsorowane
Tragiczny wypadek w Krotoszynie. 40-latek zginął po potrąceniu przez samochód
Do tragicznego wypadku doszło w nocy z wtorku na środę na drodze krajowej nr 15 w Krotoszynie. Samochód osobowy potrącił 40-letniego mężczyznę. Pieszy zginął na miejscu.
Budzisz się w nocy, żeby siusiać? To nie od nadmiaru wody – to przez to
|
Sponsorowane
Jeśli pozwalasz kotu spać w łóżku, oto co się dzieje.
|
Sponsorowane
Niezwykła metoda wаlki z nietrzymаniеm moсzu
Dziennikzdrowia
|
Sponsorowane
Ważny komunikat dla Wielkopolski. Drugi i trzeci stopień alarmowy. Służby apelują do mieszkańców
Podwyższone środki bezpieczeństwa nadal obowiązują w całej Polsce. Mieszkańcy Wielkopolski powinni liczyć się ze zwiększoną czujnością służb, szczególnie w rejonie kolei, ważnych obiektów i infrastruktury krytycznej.
Krotoszynska.pl: Wiadomości z Krotoszyna. Z ostatniej chwili, dzisiaj w Krotoszynie
Ten płyn рowоdujе raka, а my рijеmy gо сodzienniе.
touchgenerator
|
Sponsorowane
MOST POPULAR
Ewelina walczy o zdrowie i życie. Chce być przy swoim synu jak najdłużej
Krotoszynska.pl: Wiadomości z Krotoszyna. Z ostatniej chwili, dzisiaj w Krotoszynie
Jеśli mаsz cukrzycę, zapisz tеn przepis, zаnim go usuną!
Zdrowa Opieka
|
Sponsorowane
Komentarze (0)
reklama
Przeczytaj jeszcze
Kultura
Działkowcy świętowali.
Wiadomości
„Cecylia” z Sulmierzyc na scenie w Pleszewie
Wiadomości
Dwa groźne zdarzenia i pilny apel strażaków
Wiadomości
Onkologia w Krotoszynie jednak zawieszona.
Copyright © 2007 - 2025
OS MEDIA GROUP
Redakcja portalu krotoszynska.pl
Tel. 509 082 650
email: redakcja@krotoszynska.pl
Biuro reklamy i promocji:
Zuzanna Ożóg | tel. 602 367 873 | z.ozog@osmedia.pl
OS MEDIA GROUP jest wydawcą portali:
wiadomości Gostyń | wiadomości Jarocin | wiadomości Krotoszyn | Magazyn ONA | wiadomości Rawicz | wiadomości Pleszew | wiadomości Wielkopolska
Najnowsze i najciekawsze wiadomości z Krotoszyna, gminy i powiatu krotoszyńskiego w jednym miejscu. Codziennie ciekawe treści specjalnie dla Ciebie! Zobacz co się dzieje Dziś w Krotoszynie
Reklama
Zamknij
Reklama: 11 s
Wiadomości
Lublin: Ciężarówka przewróciła się na budowie. Kierowca trafił do szpitala
Lublin: Ciężarówka przewróciła się na budowie. Kierowca trafił do szpitala
Redakcja Lublin112.pl
28 września 2026, 19:38
Skomentuj
Fot. LicencjodawcaFot. Licencjodawca
Kierowca dokonywał rozładunku, a pojazd znajdował się na nierównym terenie. Kiedy przestrzeń ładunkowa uniosła się do góry, ciężarówka przewróciła się na bok.
REKLAMA
KONIEC REKLAMY
Treść pochodzi od naszego partnera i została opublikowana w ramach programu WP Kreator
Do wypadku doszło w poniedziałek, 28 września, na lubelskiej Ponikwodzie. Przed godziną 13 służby ratunkowe zostały zaalarmowane o przewróceniu się ciężarówki. Na miejscu interweniowały zespół ratownictwa medycznego, straż pożarna oraz policja.
Jak nam przekazano, wszystko wydarzyło się na budowie nowej drogi, będącej przedłużeniem ul. Trześniowskiej do powstającego węzła przesiadkowego przy przystanku PKP Ponikwoda. Ze wstępnych ustaleń funkcjonariuszy kierowca dokonywał rozładunku, a pojazd znajdował się na nierównym terenie. Kiedy przestrzeń ładunkowa uniosła się, ciężarówka przewróciła się na bok.
DLA CIEBIEWybory podzieliły Kraków. "Polacy są jeszcze tacy głupi"
W wypadku poszkodowana została jedna osoba. Kierowca trafił pod opiekę ratowników medycznych, następnie przetransportowano go do szpitala. Wiadomo już, że nie doznał on poważniejszych obrażeń ciała.
Obecnie prowadzone są czynności wyjaśniające w tej sprawie.
Redakcja Lublin112.pl
Skomentuj
Wybrane dla Ciebie
Coraz mniej miejsc na starcie Biegu dla Jaj w Poznaniu. Nie czekaj z rejestracją
Coraz mniej miejsc na starcie Biegu dla Jaj w Poznaniu. Nie czekaj z rejestracją
Toruń: Koty chorej seniorki już w nowym domu. Pomogło nagłośnienie historii w "Nowościach"
Toruń: Koty chorej seniorki już w nowym domu. Pomogło nagłośnienie historii w "Nowościach"
Szkoły czeka wielka demograficzna zmiana. MEN już szykuje system
Szkoły czeka wielka demograficzna zmiana. MEN już szykuje system
Chorzów: Oddala się budowa wieżowca przy Parku Śląskim. Urzędnicy są przeciw, ale deweloper się nie poddaje i idzie do sądu. "Odwołujemy się"
Chorzów: Oddala się budowa wieżowca przy Parku Śląskim. Urzędnicy są przeciw, ale deweloper się nie poddaje i idzie do sądu. "Odwołujemy się"
Polska największym producentem dyni w UE. Coraz więcej dyniowych plantacji w Kujawsko-Pomorskiem
Polska największym producentem dyni w UE. Coraz więcej dyniowych plantacji w Kujawsko-Pomorskiem
UKW w Bydgoszczy laureatem konkursu na najlepsze praktyki antymobbingowe i antydyskryminacyjne
UKW w Bydgoszczy laureatem konkursu na najlepsze praktyki antymobbingowe i antydyskryminacyjne
Były dumą regionu, a co dziś dzieje się z naszym przemysłem? Miliony zobowiązań w kujawsko-pomorskich fabrykach
Były dumą regionu, a co dziś dzieje się z naszym przemysłem? Miliony zobowiązań w kujawsko-pomorskich fabrykach
Handel z Rosją może słono kosztować. Skarbówka wkroczyła do kujawsko-pomorskich firm! Będą milionowe kary?
Handel z Rosją może słono kosztować. Skarbówka wkroczyła do kujawsko-pomorskich firm! Będą milionowe kary?
Szczecin: Trwa dramat mieszkańców kamienicy przy ul. Hożej. Budynek wciąż nie został zabezpieczony
Szczecin: Trwa dramat mieszkańców kamienicy przy ul. Hożej. Budynek wciąż nie został zabezpieczony
W bydgoskiej Samochodówce otwarto siłownię. Pokazowy trening poprowadził Mariusz Lewandowski
W bydgoskiej Samochodówce otwarto siłownię. Pokazowy trening poprowadził Mariusz Lewandowski
Sezon grzewczy zbliża się wielkimi krokami. Ceny opału w regionie słupskim
Sezon grzewczy zbliża się wielkimi krokami. Ceny opału w regionie słupskim
Krwawy finał porachunków narkotykowych w Bydgoszczy. 18-letniemu Antoniemu J. grozi 20 lat więzienia
Krwawy finał porachunków narkotykowych w Bydgoszczy. 18-letniemu Antoniemu J. grozi 20 lat więzienia
Droga S11 Bobolice – Szczecinek z nowymi dokumentami. Trasą pojedziemy na pewno w tym roku
Droga S11 Bobolice – Szczecinek z nowymi dokumentami. Trasą pojedziemy na pewno w tym roku
Ciężarówka przewróciła się w Michowie. Jedna osoba trafiła do szpitala
Ciężarówka przewróciła się w Michowie. Jedna osoba trafiła do szpitala
Kongres i 1800 zł za szkolenie dyrektorów podlaskich szkół. Kuratorium: do niczego nie zmuszamy
Kongres i 1800 zł za szkolenie dyrektorów podlaskich szkół. Kuratorium: do niczego nie zmuszamy
Końskie: Spotkanie o mikrograntach dla organizacji z powiatu koneckiego
Końskie: Spotkanie o mikrograntach dla organizacji z powiatu koneckiego
Miliony pasażerów, rekordowe inwestycje i najnowocześniejsze wyposażenie. W Kraków Airport są specjalne skanery, a będą również roboty
Miliony pasażerów, rekordowe inwestycje i najnowocześniejsze wyposażenie. W Kraków Airport są specjalne skanery, a będą również roboty
Trafić do celu z ponad 1 kilometra. Przemyślanin strzela tam, gdzie wiatr potrafi zmienić wszystko
Trafić do celu z ponad 1 kilometra. Przemyślanin strzela tam, gdzie wiatr potrafi zmienić wszystko
Mocno spada frekwencja budżetów obywatelskich w Gdańsku i Gdyni. Co można z tym zrobić?
Mocno spada frekwencja budżetów obywatelskich w Gdańsku i Gdyni. Co można z tym zrobić?
Które miasta na Opolszczyźnie są najstarsze? Wcale nie Opole
Które miasta na Opolszczyźnie są najstarsze? Wcale nie Opole
Portfel Studenta 2026: jakie są dziś wydatki żaka i jaki ma na to budżet?
Portfel Studenta 2026: jakie są dziś wydatki żaka i jaki ma na to budżet?
Nao Victoria – historia żaglowca, który jako pierwszy opłynął Ziemię
Nao Victoria – historia żaglowca, który jako pierwszy opłynął Ziemię
Kraków: Historyczna pamiątka dla kibiców. Wyjątkowe bluzy trafią na licytację
Kraków: Historyczna pamiątka dla kibiców. Wyjątkowe bluzy trafią na licytację
Wrocław: Pasibus z dwiema statuetkami Food Business Awards 2026. Burgery i Festiwal Pasibrzucha zachwyciły jury
Wrocław: Pasibus z dwiema statuetkami Food Business Awards 2026. Burgery i Festiwal Pasibrzucha zachwyciły jury
Nasze serwisy
Inne nasze serwisy
Polecane
Artykuły
WIĘCEJ TEMATÓW
© WP Info
· Regulamin
· Reklama
· O nas
· Zgłoś temat
· Polityka prywatności
· Ustawienia prywatności
Pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie lub jakiekolwiek inne wykorzystywanie treści dostępnych w niniejszym serwisie - bez względu na ich charakter i sposób wyrażenia (w szczególności lecz nie wyłącznie: słowne, słowno-muzyczne, muzyczne, audiowizualne, audialne, tekstowe, graficzne i zawarte w nich dane i informacje, bazy danych i zawarte w nich dane) oraz formę (np. literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne, programy komputerowe, plastyczne, fotograficzne) wymaga uprzedniej i jednoznacznej zgody Wirtualna Polska Media Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie, będącej właścicielem niniejszego serwisu, bez względu na sposób ich eksploracji i wykorzystaną metodę (manualną lub zautomatyzowaną technikę, w tym z użyciem programów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji). Powyższe zastrzeżenie nie dotyczy wykorzystywania jedynie w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz korzystania w ramach stosunków umownych lub dozwolonego użytku określonego przez właściwe przepisy prawa.
Szczegółowa treść dotycząca niniejszego zastrzeżenia znajduje się tutaj.
Skomentuj
Odkryj
Najnowsze
06:54 Przyglup i debil w jednym oby admin zrobil z toba porzadek trollu
szukaj tytułu, autora, motywów…
polski
Deutsch
English
español
français
italiano
lietuvių
polski
русский
українська
Zaloguj się / Załóż konto
Katalog
Lektury szkolne
Książki
Autorki i autorzy
Audiobooki
Kolekcje tematyczne
NOWOŚCI
Motywy literackie
Katalog DAISY
Podkasty o książkach
Włącz się
Wesprzyj Wolne Lektury
Współpraca z firmami
Zapisz się na newsletter
Przekaż 1,5%
Zgłoś błąd
Zgłoś brak utworu
Aktualności
Nowy audiobook na Wolnych Lekturach: „Granica” Zofii Nałkowskiej
Dr Aleksandra Korczak została nową Ambasadorką Wolnych Lektur
Nowy audiobook w Wolnych Lekturach: „Palę Paryż” Brunona Jasieńskiego
Wystartował konkurs literacki dla uczniów!
Julian Tuwim: poeta, który nie bał się prawdy. Nowy audiobook „Bal w operze” na Wolnych Lekturach
Blog
Lektury szkolne i klasyka literatury do słuchania dla uczennic i uczniów z niepełnosprawnościami
E-kolekcja lektur szkolnych i literatury do słuchania dla uczennic i uczniów z niepełnosprawnościami
Feministyczne inspiracje. Popularyzacja skandynawskiej literatury feministycznej
Ręce pełne poezji
Kolekcje edukacyjne twórców przechodzących do domeny publicznej, lektur szkolnych oraz Starego Testamentu
Odkurzamy bohaterów
Szkoła Poezji Wolnych Lektur
Narzędzia
Mapa Wolnych Lektur
Leśmianator
Przewodnik dla piszących i czytających
API
OAI-PMH
Widget Wolnych Lektur
Przypisy
Katalog
Katalog w formacie PDF
O nas
Kontakt
O projekcie
Zespół
Zasady wykorzystania Wolnych Lektur
Logotypy
Materiały promocyjne
Polityka prywatności
Regulamin biblioteki
Dane fundacji i sprawozdania finansowe
Regulamin darowizn
Informacja o treściach wrażliwych
Deklaracja dostępności
Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej
Wpłać
32 dni 16:16:59
300 000 zł
Strona główna
Informacje
Spis treści
Szacowany czas do końca: 1 h 50 min
Michaił Bułhakow, Fatalne jaja
Michaił Bułhakow
Fatalne jaja
tłum. Edmund Jezierski
Michaił Bułhakow
Fatalne jaja
tłum. Edmund Jezierski
Rozdział I. Profesor Piersikow
16 kwietnia 1928 r., wieczorem, profesor zoologii IV uniwersytetu państwowego i dyrektor zooinstytutu w Moskwie, Piersikow, wszedł do swego gabinetu, mieszczącego się w zooinstytucie, przy ul. Hercena. Profesor zapalił górną matową lampkę i obejrzał się.
Jako początek przerażającej katastrofy należy właściwie uważać ten nieszczęsny wieczór, jak również za pierwszą przyczynę tej katastrofy należy uważać właśnie profesora Włodzimierza Ipatiewicza Piersikowa.
Miał on akurat 58 lat. Głowa interesująca, z sensem, łysa, z kępkami żółtawych włosów, sterczących po bokach. Twarz gładko wygolona, dolna warga wysunięta naprzód, skutkiem czego twarz Piersikowa nosiła pewien cokolwiek kapryśny wyraz. Na czerwonym nosie staromodne maleńkie okulary w srebrnej oprawie, oczki błyszczące, niewielkie, wzrost wysoki, przygarbiony. Mówił skrzypiącym, cienkim, kwakającym głosem i wśród innych dziwactw miał takie: kiedy mówił cokolwiek ważnego i pewnego, palec wskazujący prawej ręki zakrzywiał w haczyk i mrużył oczki. A że mawiał zawsze z przekonaniem, gdyż erudycję w owej dziedzinie posiadał wprost doskonale fenomenalną, to haczyk bardzo często pojawiał się przed oczami rozmawiających z profesorem Piersikowem. A poza swoją dziedziną, tj. zoologią, embriologią, anatomią, botaniką i geografią, profesor Piersikow prawie o niczym nie mówił.
Gazet profesor Piersikow nie czytał, do teatru nie chodził, a żona profesora uciekła od niego z tenorem opery Zimina w 1913 r., pozostawiając notatkę takiej treści:
„Nie do zniesienia drżenie wstrętu budzą we mnie twoje żaby. Całe życie będę przez nie nieszczęśliwą”.
Profesor więcej nie ożenił się i dzieci nie miał. Był bardzo zapalczywy, lecz łatwo zapominający urazy, lubiał herbatkę z malinami, mieszkał na Preczystenkie, w mieszkaniu pięciopokojowym, z których jeden zajmowała chudziutka staruszka, gospodyni Maria Stiepanowna, pilnująca profesora jak niańka.
W r. 1919 profesorowi z 5 pokoi zabrali 3. Wtedy oznajmił Marii Stiepanownie:
— Jeżeli nie zaprzestaną tych nieprzyzwoitości, Mario Stiepanowno, wyjadę zagranicę.
Nie ulega wątpliwości, że gdyby profesor wykonał ten plan, bardzo łatwo udałoby mu się uzyskać katedrę zoologii w każdym uniwersytecie świata, gdyż był uczonym pierwszorzędnym, a w tej dziedzinie, która tak czy inaczej dotyczy ziemnowodnych lub nagich gadów, równych sobie nie miał z wyjątkiem profesorów Wiliama Weeckly w Cambridge i Giacomo Bartolomeo Beccari w Rzymie. Wykładał profesor w czterech językach, oprócz rosyjskiego, a po francusku i po niemiecku mówił jak po rosyjsku. Zamiaru swego co do zagranicy Piersikow nie wykonał i dwudziesty rok był jeszcze gorszy od dziewiętnastego. Zaszły wypadki i przy tym jeden za drugim. Wielką Nikitską przemianowali na ulicę Hercena. Potem zegar, wprawiony w ścianę domu na rogu Hercena i Mochowej, zatrzymał się na 11 z 1/4 i w końcu, w terrariach instytutu zoologicznego, nie przeniósłszy wszystkich perturbacji znakomitego roku, zdechło początkowo 8 wspaniałych egzemplarzy ropuch, potem 15 zwykłych żab i w końcu wyjątkowy egzemplarz żaby surinamskiej.
Bezpośrednio w ślad za żabami, które opustoszyły ten pierwszy oddział gołych gadów, który zgodnie ze sprawiedliwością nazwany był klasą gadów bezogonowych, przeniósł się do lepszego świata niezmienny stróż instytutu, stary Włas, nie zaliczony do klasy gołych gadów. Powód śmierci jego zresztą był ten sam, co i u biednych gadów, i Piersikow określił go od razu:
— Brak pokarmu!
Uczony miał zupełną słuszność: Własa trzeba było karmić mąką, a żaby robakami mącznymi, lecz gdy tylko zginęła pierwsza, znikły i drugie. Piersikow pozostałe 20 egzemplarzy ropuch spróbował przenieść na karmienie karaluchami, lecz i karaluchy gdzieś przepadły, wykazując przez to swój złośliwy stosunek do wojennego komunizmu. W ten sposób i ostatnie egzemplarze trzeba było wyrzucić do śmietnika na podwórzu instytutu.
Wpływ śmierci, a w szczególności żaby surinamskiej, na Piersikowa nie da się opisać. W śmierciach tych całkowicie oskarżał ówczesnego narkoma oświaty.
Stojąc w czapce i kaloszach na korytarzu zamarzającego instytutu, Piersikow mówił do swego asystenta Iwanowa, wytwornego gentelmana z ostrą blond bródką:
— Wszak za to jego, Piotrze Stiepanowiczu, zabić mało! Cóż oni robią? Wszak oni zgubią instytut! Co? Niezrównany samiec, wyjątkowy egzemplarz, Pipa americana, długości 13 centymetrów…
Dalej poszło jeszcze gorzej. Po śmierci Własa okna w instytucie przemarzły na wskroś tak, że kwiecisty lód siedział na wewnętrznej powierzchni szyb. Zdechły króliki, lisy, wilki, ryby, i wszystkie co do jednego węże. Piersikow począł milczeć całymi dniami, potem zachorował na zapalenie płuc, lecz nie umarł. Kiedy przyszedł do sił, przychodził 2 razy w tygodniu do instytutu i w okrągłej sali, gdzie było zawsze, dlaczegoś niezmieniając się, 5 stopni mrozu, niezależnie od tego, ile na ulicy, wykładał w kaloszach, w czapce z nausznikami i w szaliku, oddychając kłębami pary, 8 słuchaczom cykl wykładów na temat „Pełzające stron tropikalnych”. Cały pozostały czas Piersikow leżał u siebie na Preczystienkie na otomanie, w pokoju do sufitu zapełnionym książkami, pod pledem, kasłał i patrzał w paszczę ognistego piecyka, w którym złoconymi meblami paliła Maria Stiepanowna i wspomniał żabę surinamską.
Lecz wszystko na świecie się kończy. Skończył się 20 i 21 rok, a w 21 zaczął się jakiś ruch powrotny. Po pierwsze: na miejsce zmarłego Własa zjawił się Pankrat, jeszcze młody, lecz rokujący wielkie nadzieje stróż zoologiczny, instytut poczęto opalać po trochu. A latem Piersikow, przy pomocy Pankrata, złapał w Klaimie 14 sztuk wulgarnych żab. W terrariach znów zakipiało życie. W 23. r. Piersikow już wykładał 8 razy na tydzień, 3 godziny w instytucie i 5 w uniwersytecie, w 24. roku 13 razy na tydzień i oprócz tego w rabfakach, a w 25., wiosną, wsławił się tym, że na egzaminach obciął 76 osób studentów i wszystkich na gołych gadach:
— Jak to, wy nie wiecie, czym odróżniają się gołe gady od pełzających? — pytał Piersikow: to po prostu śmieszne, młody człowieku. Miedniczek nerkowych nie ma u gołych gadów. One nie istnieją. Tak jest. Wstydźcie się. Wyście, prawdopodobnie, marksista.
— Marksista — gasnąc, odpowiadał obcięty.
— Tak więc, proszę bardzo, jesienią — grzecznie mówił Piersikow i rześko krzyczał do Pankrata: następnego!
Na podobieństwo tego, jak amfibie odżywają po długiej suszy przy pierwszym obfitym deszczu, ożył i profesor Piersikow w 1926 roku, kiedy połączona amerykańsko-rosyjska kompania wybudowała, poczynając od rogu zaułka Gazetowego i Twierskoj, w środku Moskwy, 15 piętnastopiętrowych domów, a na krańcach 300 robotniczych willi, każda po 8 mieszkań, raz i na zawsze skończywszy z tym strasznym i śmiesznym kryzysem mieszkaniowym, który tak gnębił mieszkańców Moskwy w lata 1919–1925.
W ogóle było to szczególne lato w życiu Piersikowa, i czasami z cichym i pełnym zadowolenia chichotem zacierał ręce, przypominając, jak się gnieździł z Marią Stiepanowną w 2 pokojach. Teraz profesor otrzymał wszystkie 5 z powrotem, rozszerzył się, rozłożył 2 1/2 tysiąca książek, wypchane zwierzęta, diagramy, preparaty, zapalił na stole w gabinecie zieloną lampę.
Instytutu też poznać nie było można: wymalowano go kremową farbą, przeprowadzono wodę specjalnym wodociągiem do pokoju gadów, zamieniono wszystkie szyby na lustrzane, przysłano 5 nowych mikroskopów, szklanne stoły preparacyjne, lampy po 2000 świec z odwrotnym światłem, reflektory, szafy muzealne.
Piersikow ożył i cały świat niespodziewanie dowiedział się o tym, gdy tylko w grudniu 1926 roku wyszła w świat broszura:
Jeszcze w kwestii rozmnożenia blaszkonośnych albo chitonów 126 str. „Wiadomości IV uniwersytetu”.
A w 1927, jesienią, kapitalna praca o 350 str., przetłumaczona na 6 języków, w tej liczbie japoński:
Embriologia pip, czesnocznic i żab. Cena 3 rb. Gosizdat!
A latem 1928 r. zaszło to nieprawdopodobne, straszliwe…
Rozdział II. Barwny lok
Zatem profesor zapalił lampę i obejrzał się. Zapalił reflektor na długim stole eksperymentalnym, włożył biały fartuch, pobrzęczał jakimiś instrumentami na stole…
Wiele z 30 tysięcy ekwipaży mechanicznych, mknących w 2. roku po Moskwie, przebiegło przez ulicę Hercena, szeleszcząc po gładkim bruku, i co minuta z hukiem i zgrzytem staczał się z ulicy Hercena ku Mochowej tramwaj 16, 22, 48 lub 53. linii. Odblaski różnobarwnych ogni wpadały przez lustrzane szyby gabinetu i daleko i wysoko widoczny był obok ciemnej i ciężkiej kopuły świątyni Chrystusa, mglisty, blady sierp księżyca.
Lecz ani on, ani gwar wiosennej Moskwy nic a nic nie zajmowały uwagi profesora Piersikowa. Siedział na śrubowym trójnogim taborecie i pożółkłymi od tytoniu palcami kręcił wizjer wspaniałego Zeissowskiego mikroskopu, w który był założony zwykły, niezabarwiony preparat świeżych ameb. W tej chwili, kiedy Piersikow zmieniał powiększenie z 5 na 10 tysięcy, drzwi uchyliły się, ukazała się szpiczasta bródka, skórzany napierśnik i asystent rzekł:
— Włodzimierzu Ipatiewiczu, ustawiłem wnętrzności, czy niechcecie spojrzeć?
Piersikow szybko zsunął się z taboretu, porzuciwszy wizjer na półdrodze, i, powoli kręcąc w palcach papierosa, przeszedł do gabinetu asystenta. Tam, na szklannym stole, na wpół zaduszona i obumarła ze strachu i bólu żaba była rozpostarta na korkowym statywie, a jej przezroczyste galaretowate wnętrzności wyciągnięte z zakrwawionego brzucha w mikroskop.
— Bardzo dobrze — rzekł Piersikow i przyłożył oko do okularu mikroskopu.
Widocznie coś bardzo ciekawego można było zauważyć w wnętrznościach żaby, gdzie jak na dłoni widoczne, po rzekach naczyń żwawo biegły żywe kulki krwi. Piersikow zapomniał o swoich amebach i w przeciągu półtorej godziny na zmianę z Iwanowym przykładał oko do szkła mikroskopu. Przy tym obydwaj uczeni zamieniali ożywione, lecz niezrozumiałe dla zwykłych śmiertelników słowa.
Wreszcie Piersikow odsunął się od mikroskopu, oznajmiając:
— Krew się zsiada, nic nie poradzisz.
Żaba ciężko poruszyła głową i w jej gasnących oczach były wyraźne słowa: „kanalie z was, ot co….”
Rozprostowując zdrętwiałe nogi, Piersikow wstał, wrócił do swego gabinetu, ziewnął, przetarł palcami wiecznie rozpalone powieki i, usiadłszy na taborecie, zajrzał do mikroskopu, położył palce na wizjerze i już zamierzał przekręcić śrubkę, lecz nie poruszył jej. Prawym okiem widział Piersikow mętną białą tarczę i na niej martwe blade ameby, a pośrodku tarczy siedział barwny lok, podobny do loku kobiecego. Ten lok i sam Piersikow, i setki uczniów jego widzieli wielokrotnie i nikt nie zainteresował się nim, a i nie było czego. Barwny pęczek światła tylko przeszkadzał obserwacji i pokazywał, że preparat nie jest w ognisku. Dlatego też bezlitośnie ścierano go jednym przekręceniem gwintu, oświetlając pole równym, białym światłem. Długie palce zoologa już ściśle legły na nacięcie gwintu i naraz drgnęły i zsunęły się. Przyczyną tego było prawe oko Piersikowa, naraz stał się czujnym, zdumiał się, przepełnił się nawet trwogą. Nie niedołężna pośredniość siedziała przy mikroskopie. Nie, siedział profesor Piersikow! Całe życie, pomysły jego skoncentrowały się w prawym oku. Pięć minut w kamiennym milczeniu wyższa istota obserwowała niższą, męcząc i naprężając oko nad stojącym poza ogniskiem preparatem. Wokoło wszystko milczało. Pankrat zasnął już w swoim pokoju w westybulu i jeden raz tylko muzykalnie i delikatnie zadzwoniły szyby w szafkach — to Iwanow, wychodząc, zamknął swój gabinet. Jęknęły za nim drzwi wejściowe. Potem już dał się słyszeć głos profesora. Kogo on zapytywał — nie wiadomo.
— Co takiego?… Nic nie rozumiem…
Spóźniony samochód ciężarowy przejechał przez ulicę Hercena, zatrząsłszy starymi ścianami instytutu. Płaska szklanna czarka z pincetami zadźwięczała na stole. Profesor zbladł i podniósł rękę nad mikroskopem, zupełnie jak matka nad dzieckiem, któremu zagraża niebezpieczeństwo. Teraz nie mogło być i mowy o tym, ażeby Piersikow poruszył gwint, o nie, obawiał się, ażeby jakakolwiek postronna moc nie wypchnęła z pola widzenia tego, co zobaczył.
Był w całej pełni biały poranek ze złotą smugą, przecinającą kremowy ganek instytutu, kiedy profesor odszedł od mikroskopu i podszedł na zdrętwiałych nogach do okna. Drżącymi palcami nacisnął guziczek i czarne grube story zasłoniły ranek i w gabinecie ożyła mądra uczona noc. Żółty i natchniony Piersikow rozstawił nogi i przemówił, utkwiwszy w podłodze załzawione oczy:
— Lecz jakżeż to tak?… Wszakżeż to potworne!… To potworne, panowie — powtórzył, zwracając się do żab w terrarium, lecz żaby spały i nic nie odpowiedziały.
Milczał przez chwilę, podszedł potem do wyłącznika, podniósł storę, zgasił wszystkie światła i zajrzał do mikroskopu. Twarz jego stała się naprężoną, zsunął krzaczaste żółte brwi.
— Uhu, uhu — zamruczał: przepadł. Rozumiem. R-o-o-zumiem! — przeciągnął, obłąkańczo i z natchnieniem patrząc na zagasłą kulę nad głową: — to proste.
I znów opuścił syczące story, i znów zapalił kulę. Zajrzał do kuli, radośnie i jakby drapieżnie uśmiechnął się.
— Ja go złapię — tryumfalnie i z powagą wyrzekł, podnosząc palec do góry: złapię. Być może i od słońca.
Znów podniosły się story. Słońce teraz było istotnie. Oto zalało ono ściany instytutu i ukosem położyło się na bruku Hercena. Profesor patrzał przez okno, kombinując, gdzie będzie słońce w dzień. To odchodził, to zbliżał, leciutko przytańcowując, i w końcu brzuchem położył się na desce okiennej.
Przystąpił do ważnej i tajemniczej roboty. Szklannym dzwonem nakrył mikroskop. Na błękitnawym płomieniu lampki roztopił kawałek laku i brzegi dzwonu przypieczętował do stołu, a na plamach lakowych odcisnął swój wielki palec. Zgasił gaz, wyszedł, i drzwi gabinetu zamknął na angielski zamek.
Półmrok panował w korytarzach instytutu. Profesor dotarł do pokoju Pankrata i długo i bez powodzenia stukał do nich. W końcu za drzwiami dało się słyszeć mruczenie, jakby psa łańcuchowego, charkanie i beczenie, i Pankrat w kalesonach w paski, zawiązanych w kostkach, stanął w jasnej plamie. Oczy jego dziko utkwione były w postaci uczonego, leciutko jeszcze poziewał ze snu.
— Pankrat — rzekł profesor, patrząc na niego przez okulary: przepraszam, że cię obudziłem. Ot co, mój przyjacielu, do mego gabinetu jutro rano nie wchodź. Pozostawiłem tam robotę, której poruszyć nie można. Zrozumiałeś.
— U-u-u, zro-zro-zrozumiałem — odpowiedział Pankrat, nic nie rozumiejąc. Chwiał się i ziewał.
— Nie, słuchaj, ty się obudź, Pankrat — mówił zoolog i leciutko tknął Pankrata w żebro, skutkiem czego na twarzy tegoż odbiło się przerażenie i pewien cień zrozumienia w oczach: Gabinet zamknąłem — ciągnął Piersikow: więc sprzątać go nie trzeba do mojego przyjścia. Zrozumiałeś?
— Słucham — zaskrzypiał Pankrat.
— No więc i pięknie, kładź się spać.
Pankrat zawrócił, znikł w drzwiach i zaraz runął na łóżko, a profesor zaczął ubierać się w westibulu. Włożył szare letnie palto i miękki kapelusz, potem przypomniawszy sobie obraz w mikroskopie, utkwił wzrok w swoich kaloszach i przez kilka sekund patrzał na nie, jakby je widział po raz pierwszy. Potem włożył lewy i na lewy chciał włożyć prawy, lecz ten nie właził.
— Jaki potworny przypadek, że on mnie odwołał — rzekł uczony: inaczej bym go tak i nie zauważył. Lecz co to obiecuje?… Wszak to obiecuje diabli wiedzą co takiego!…
Profesor uśmiechnął się, zmrużył oczy na kalosze i lewy zdjął, a prawy włożył: Boże mój! Wszak nawet wyobrazić sobie nie można wszelkich następstw… — Profesor z pogardą pchnął lewy kalosz, który drażnił go, nie chcąc wchodzić na prawy, i poszedł ku wyjściu w jednym kaloszu. Tutaj zgubił chustkę do nosa i wyszedł, trzasnąwszy ciężkimi drzwiami. Na ganku szukał długo w kieszeni zapałek, uderzając się po bokach, znalazł i poszedł ulicą z niezapalonym papierosem w ustach.
Ani jednego człowieka nie spotkał uczony aż do samej cerkwi. Tam profesor, zadarłszy głowę, wpatrywał się w złoty hełm. Słońce przyjemnie lizało go z jednej strony.
— Jak to, żem wcześniej go nie widział, jaki przypadek?… Pfuj, dureń — profesor nachylił się i zamyślił, patrząc na różnie obute nogi: — hm… Co robić? Do Pankrata się wrócić? Nie, jego nie rozbudzisz. Rzucić go, podły, szkoda. Trzeba będzie nieść w ręku. — Zdjął kalosz i z obrzydzeniem niósł go.
Na starym samochodzie z Preczystienki wyjechało troje. Dwóch pijaniusieńkich i na kolanach ich jaskrawo umalowana kobieta w jedwabnych szarawarach według mody 28. roku.
— Ech, papciu! — zawołała niskim ochrypłym głosem: cóżeś ty drugi kalosz przepił!
— Widocznie w Alkazarze wstawił się staruszek — zawył lewy pijaniusieńki, prawy zaś wysunął się z samochodu i zawołał:
— Ojciec, czy nocna na Wołchowce otwarta? My tam!
Profesor surowo popatrzał na nich ponad okularami, wypuścił z ust papierosa i natychmiast zapomniał o ich egzystencji. Na bulwarze Preczystienskom rodziły się słoneczne smugi, a hełm Chrystusa zaczął płonąć. Wzeszło słońce.
Rozdział III. Piersikow złapał
Sprawa cała polegała oto na czym. Kiedy profesor zbliżył genialne oko swoje do okularu mikroskopu, po raz pierwszy w życiu zwrócił uwagę na to, że w różnobarwnym loku szczególnie jaskrawo i grubo wydzielał się jeden promień. Promień ten był jaskrawoczerwonej barwy i z loku wypadał jak malutka osobna, no, powiedzmy, jak igiełka, czy co.
Po prostu już takie nieszczęście, że na kilka sekund promień ten pozyskał doświadczone oko wirtuoza.
W nim — w promieniu, profesor dojrzał to, co było o tysiąc razy znaczniejsze i ważniejsze od samego promienia, nietrwałego dziecięcia, zrodzonego wypadkowo przy poruszaniu lusterka i obiektywu mikroskopu. Dzięki temu, że asystent odwołał profesora, ameby przeleżały półtorej godziny pod działaniem tego promienia i oto co się otrzymało: podczas gdy na tarczy poza promieniem ziarniste ameby leżały zwiędłe i bezradne, w tym miejscu, gdzie padał czerwony zaostrzony miecz, odbywały się dziwne zjawiska. W czerwonej smużce kipiało życie. Szarutkie ameby, wypuszczając swe macki, ciągnęły się z całej mocy ku czerwonej smudze i w niej (zupełnie jakby w sposób czarodziejski) nabierały życia. Jakaś moc tchnąła w nie ducha życia. Lazły stadem i walczyły jedna z drugą o miejsce w promieniu. Odbywało się w nim szalone, inne słowo dobrać trudno, rozmnożenie. Łamiąc i obalając wszystkie prawa, znane Piersikowowi jak swoje pięć palców, rozmnażały się w jego oczach z błyskawiczną szybkością. Rozkładały się na części w promieniu i każda z części w przeciągu 2 sekund stawała się nowym i świeżym organizmem.Organizmy te w kilka chwil osiągały wnet i dojrzałość li tylko na to, ażeby ze swojej strony natychmiast dać nowe pokolenie. W czerwonej smudze, a potem i na całej tarczy zrobiło się ciasno i wszczęła się nieunikniona walka. Nowonarodzone wściekle rzucały się jedne na drugie i rwały na strzępy i połykały. Wśród narodzonych leżały trupy tych, które zginęły w walce o egzystencję. Zwyciężały lepsze i silniejsze. I te lepsze były straszne. Po pierwsze objętością przewyższały przypuszczalnie dwukrotnie zwykłe ameby, a po wtóre odznaczały się jakąś specjalną złośliwością i rześkością. Ruchy ich były błyskawiczne, macki ich znacznie dłuższe od normalnych i pracowały nimi, bez przesady, jak ośmiornice swymi mackami.
Już drugi wieczór profesor, wymizerowany i pobladły, bez jedzenia, podniecając się tylko grubymi, kręconymi w palcach papierosami, badał nowe pokolenie ameb, a na trzeci dzień przeszedł do praźródła, to jest do czerwonego promienia.
Gaz cichutko syczał w palniku, znów na ulicy panował ruch i profesor, zatruty setnym papierosem, przymknąwszy oczy, oparł się o plecy fotela na śrubie.
— Tak — teraz wszystko wyraźne. Ożywił je promień. To nowy, niezbadany przez nikogo, przez nikogo nie wynaleziony promień. Pierwsze, co trzeba będzie wyjaśnić, to — czy powstaje on tylko od elektryczności, czy także i od słońca — mruczał Piersikow do samego siebie. I w przeciągu jeszcze jednej nocy wyjaśniło się to. W trzy mikroskopy Piersikow schwytał trzy promienie, od słońca nic nie schwytał i wyraził się tak:
— Należy przypuszczać, że w spektrum słońca go nie ma… hm… no, jednym słowem, należy przypuszczać, że wydobyć go można tylko ze światła.
Miłośnie popatrzał na matową kulę w górze, w natchnieniu pomyślał i zaprosił do swego gabinetu Iwanowa. Opowiedział mu wszystko i pokazał ameby.
Prywat-docent Iwanow był zdumiony, zupełnie przygnieciony: jakżeż taka prosta rzecz, jak ta cieniutka strzała, nie była zauważona wcześniej, niech diabli wezmą! I przez kogokolwiek, i chociażby przez niego, Iwanowa, i rzeczywiście to potworne! Wy tylko popatrzcie!…
— Wy popatrzcie, Włodzimierzu Ipatiewiuczu! — mówił Iwanow, w przerażeniu lgnąc okiem do okularu: co się robi?! One rosną w moich oczach… Spójrzcie, spójrzcie…
— Obserwuję je już trzeci dzień — w natchnieniu odrzekł Piersikow.
Potem wynikła między dwoma uczonymi rozmowa, sens której polegał na tym, co następuje: prywat-docent Iwanow podejmuje się sporządzić przy pomocy ścianek i luster kamerę, w której można będzie otrzymać ten promień w postaci powiększonej i poza mikroskopem. Iwanow spodziewa się, a nawet jest zupełnie pewien, że jest to nadzwyczaj proste. Promień otrzyma, Włodzimierz Ipatiewicz może o tym nie wątpić. Tu zaszła mała wątpliwość.
— Ja, Piotrze Stiepanowiczu, kiedy ogłoszę pracę, napiszę, że kamera została zbudowana przez pana — wtrącił Piersikow, czując, że kłopot należy rozstrzygnąć.
— O, to nieważne… Zresztą, ma się rozumieć…
I kłopot zaraz został rozstrzygnięty. Od tego czasu promień pochłonął i Iwanowa. Podczas gdy Piersikow, chudnąc i wyczerpując się, przesiadywał dnie i połowy nocy przy mikroskopie, Iwanow krzątał się w błyszczącym od lamp gabinecie fizycznym, kombinując ścianki i lustra. Pomagał mu mechanik.
Z Niemiec na zapotrzebowanie komisariatu oświaty przysłali Piersikowowi trzy posyłki, zawierające w sobie lustra podwójnie wypukłe, podwójnie wklęsłe i nawet jakieś wypukło-wklęsłe szkła szlifowane. Skończyło się na tym, że Iwanow sporządził kamerę i w nią rzeczywiście schwytał czerwony promień. I należy oddać sprawiedliwość, schwytał po mistrzowsku: promień wyszedł gruby, z 4 centymetry w średnicy, ostry i silny.
1 czerwca kamerę ustawiono w gabinecie Piersikowa i chciwie rozpoczął doświadczenia z ikrą żab, oświetloną przez promień. Doświadczenia dały wstrząsające wyniki. W przeciągu dwóch dni z ikry wylęgły się tysiące kijanek. Lecz to mało, w przeciągu jednej doby kijanki wyrosły niezwykle na żaby i do tego tak złe i żarłoczne, że połowa z nich zaraz na miejscu pożarta została przez drugą połowę. Za to pozostałe przy życiu poczęły bez żadnych określonych terminów składać ikrę i w 2 dni, już poza wszelkim promieniem, wywiodły nowe pokolenie i przy tym już zupełnie niezliczone. W gabinecie uczonego zaczęło się dziać diabli wiedzą co: kijanki rozpełzły się z gabinetu po całym instytucie, w terrariach i wprost na podłodze, we wszystkich zakątkach, kwakały monotonne chóry, jak na błotach. Pankrat, i tak bojący się Piersikowa jak ognia, teraz uczuwał w stosunku do niego jedno uczucie: śmiertelne przerażenie. Po tygodniu i sam uczony poczuł, że dostaje szału. Instytut napełnił się zapachem eteru i cjanku kalium, którym nieomal że nie otruł się Pankrat, który nie w porę zdjął maskę. Rozmnożone pokolenie błotne udało się w końcu wymordować truciznami, gabinety przewietrzyć.
Do Iwanowa Piersikow rzekł tak:
— Wie pan, Piotrze Stiepanowiczu, że działania promienia na deuteroplazmę i w ogóle na komórki jajek są zdumiewające.
Iwanow, zimny i powściągliwy gentelman, przerwał profesorowi niezwykłym tonem:
— Włodzimierzu Ipatiewiczu, co pan tam opowiada o drobnych detalach, o deiterplazmie. Będziemy mówić wprost: pan wynalazł coś niesłychanego — widocznie z wielkim natężeniem, lecz mimo to Iwanow wydławił z siebie słowa: profesorze Piersikow, pan wynalazł promień życia!
Blady rumieniec ukazał się na bladych, nieogolonych policzkach Piersikowa.
— No-no-no — zamruczał.
— Pan — ciągnął Iwanow: pan zdobędzie takie imię… Mnie aż kręci się w głowie — ciągnął dalej namiętnie: Włodzimierzu Ipatjiczu, bohaterowie Wellsa w porównaniu z panem po prostu głupstwo… A Ja myślałem, że to bajki… Pan pamięta jego Pokarm bogów ?
— A to romans — odpowiedział Piersikow.
— No tak, Boże, znany przecież!…
— Zapomniałem go — odrzekł Piersikow: pamiętam, czytałem, lecz zapomniałem.
— Jakżeż pan nie pamięta, niechżeż pan spojrzy — Iwanow podniósł za nóżkę z szklannego stołu nieprawdopodobnych rozmiarów żabę z rozpuchłym brzuchem. Na pysku jej nawet po śmierci widoczny był złośliwy wyraz: przecież to potworne!…
Rozdział IV. Popadia Drozdowa
Bóg wie dlaczego, czy Iwanow był tu winien, czy też dlatego, że wiadomości sensacyjne rozchodzą się powietrzem same przez się, lecz tylko w olbrzymiej kipiącej Moskwie poczęto naraz mówić o promieniu i o profesorze Piersikowie. Prawda, jakoś pobieżnie i bardzo mgliście. Wiadomość o cudotwórczym wynalazku skakała, jak ptak postrzelony w błyszczącej stolicy, to niknąc, to znów pojawiając się do połowy lipca, kiedy na 20 stronicy gazety „Izwiestia”, pod nagłówkiem „Nowości nauki i techniki” pojawiła się krótka notatka, traktująca o promieniu. Powiedziane było głucho, że znany profesor IV uniwersytetu wynalazł promień, nieprawdopodobnie podwyższający życiową działalność niższych organizmów i że promień ten wymaga sprawdzenia. Nazwisko, ma się rozumieć, było zełgane i wydrukowane: „Piewsikow”.
Iwanow przyniósł gazetę i pokazał Piersikowowi notatkę. — „Piewsikow” — zauważył Piersikow, krzątając się przy kamerze w gabinecie: skąd ci świstacy wszystko wiedzą?
Ale zełgane nazwisko nie uratowało profesora od wypadków i zaczęły się one zaraz następnego dnia, od razu naruszając całe życie Piersikowa.
Pankrat, uprzednio zastukawszy, zjawił się w gabinecie i wręczył Piersikowowi wspaniały atłasowy bilet wizytowy.
— On jest tamój — nieśmiało dodał Pankrat.
Na bilecie było wydrukowane wytwornym drukiem:
ALFRED ARKADJEWICZ
BRONSKIJ
Współpracownik pism moskiewskich — „Czerwony Ognik”, „Czerwony Pieprz”, „Czerwony Tygodnik”, „Czerwony Prożektor” i gazety „Czerwona Moskwa Wieczorna”.
— Przepędź go do diablej matki — monotonnie rzekł Piersikow i zrzucił bilet pod stół.
Pankrat zawrócił, wyszedł i po pięciu minutach wrócił z męczeńską miną i z drugim egzemplarzem tegoż samego biletu.
— Ty cóż to, drwisz sobie? — zaskrzypał Piersikow i stał się strasznym.
— Z gepeju oni mówią… — blednąc, odpowiedział Pankrat.
Piersikow jedną ręką schwytał za bilet, omal go nie przedarł na połowę, a drugą rzucił pincetę na stół. Na bilecie dopisane było okrągłym pismem:
„Proszę bardzo i przepraszam, przyjąć mnie, wielce szanowny profesorze, na trzy minuty w sprawach społecznych prasy i współpracownik satyrycznego pisma „Czerwony Kruk”, wydawnictwo GPU”.
— Zawołaj go tutaj — rzekł Piersikow i zatchnął się.
Spoza pleców Pankrata natychmiast wynurzył się młody człowiek z gładko wygoloną lśniącą twarzą. Zdumiewały wiecznie podniesione, zupełnie jak u Chińczyka, brwi i pod nimi ani na sekundę nie patrzące w oczy rozmówcy agatowe oczy. Młody człowiek był ubrany zupełnie bez zarzutu i modnie. W wąską i długą aż do kolan marynarkę, możebnie najszersze spodnie jak dzwon i nienaturalnej szerokości lakierowane trzewiki z nosami, podobnymi do kopyt. W rękach młody człowiek trzymał trzcinę, kapelusz szpiczasty i block-notes.
— Co panu potrzeba? — spytał Piersikow takim głosem, że Pankrat momentalnie uciekł za drzwi — wszak panu powiedziano, że jestem zajęty.
Zamiast odpowiedzi młody człowiek pokłonił się profesorowi dwa razy na lewy bok i na prawy, a potem oczki jego kółeczkiem przebiegły po całym gabinecie i natychmiast młody człowiek zrobił w block-notesie znak.
— Jestem zajęty — rzekł profesor, ze wstrętem patrząc na oczki gościa, lecz żadnego efektu nie osiągnął, gdyż oczki te były nieuchwytne.
— Proszę tysiąckrotnie o przebaczenie, głęboko szanowny profesorze — przemówił młody człowiek cienkim głosem — że wtargnąłem do pana i zabieram drogocenny czas pański, lecz wiadomość o pańskim światowym wynalazku, rozbrzmiewająca po całym świecie, zmusza nasz dziennik prosić pana o jakiekolwiek wyjaśnienia.
— Jakie tam znów wyjaśnienia po całym świecie — zajęczał Piersikow piskliwie i pożółkł: nie jestem obowiązany dawać panu wyjaśnień i nic takiego… Jestem zajęty… strasznie zajęty.
— Nad czym pan pracuje? — słodko spytał młody człowiek i postawił drugi znak w blocknotesie…
— Lecz ja… pan co?… Chce pan wydrukować coś?
— Tak — odpowiedział młody człowiek i naraz zaczął szybko pisać w block-notesie.
— Po pierwsze, nie mam zamiaru nic opublikować, dopóki nie skończę pracy… tym bardziej w tych waszych gazetach… Po drugie, skąd pan to wszystko wie?… — I Piersikow naraz poczuł, że traci grunt pod nogami.
— Czy prawdziwą jest wiadomość, że pan wynalazł promień nowego życia?
— Jakiego tam nowego życia? — rozwścieczył się profesor: czego pan głupstwa plecie! Promień, nad którym pracuję, jeszcze daleko nie jest zbadany i w ogóle nic jeszcze nie wiadomo! Możebne, że podwyższa życiową działalność protoplazmy…
— O ile razy? — spytał spiesznie młody człowiek.
Piersikow ostatecznie stracił grunt pod nogami… „No, typek. Przecież to diabli wiedzą co takiego!”
— Co za obywatelskie zapytania? Przypuśćmy, że powiem, no, w tysiąc razy!…
W oczkach młodego człowieka błysnęła drapieżna radość.
— Otrzymują się gigantyczne organizmy?
— Ależ nic podobnego! No, prawda, organizmy, otrzymane przeze mnie, większe są od zwykłych… No, posiadają niektóre nowe właściwości… Lecz przecież tu główną jest nie wielkość, a nieprawdopodobna szybkość rozmnażania — rzekł na swoje nieszczęście Piersikow i natychmiast przeraził się. Młody człowiek zapisał całą stronicę, odwrócił ją i zaczął smarować dalej.
— Niech pan nie pisze! — poddając się i czując, że znajduje się w rękach młodego człowieka, w rozpaczy zasyczał Piersikow: co pan takiego pisze?…
— Czy to prawda, że w przeciągu dwóch dób z ikry można otrzymać 2 miliony kijanek?
— Z jakiej ilości ikry? — znów rozwścieklony zawołał Piersikow: czy pan widział kiedykolwiek ziarnko ikry… no, powiedzmy, ropuchy?
— Z pół funta? — niezmieszany zupełnie spytał młody człowiek.
Piersikow zaczerwienił się.
— Któż tak mierzy? Pfuj!… Co pan takiego mówi? No, rozumie się, jeżeli wziąć pół funta żabiej ikry… wtedy, przypuśćmy… czort, no, około tej ilości, a, być może, i znacznie więcej!…
Brylanty zapłonęły w oczach młodego człowieka i za jednym zamachem zasmarował jeszcze jedną stronicę.
— Czy to prawda, że wywoła to przewrót światowy w hodowli zwierząt?
— Co to za gazeciarskie zapytanie — zawył Piersikow: i w ogóle nie daję panu pozwolenia na pisanie głupstw. Widzę z pańskiej twarzy, że pisze pan jakąś obrzydliwość!…
— Pańską fotografię, profesorze, najuprzejmiej proszę — mówił młody człowiek i zatrzasnął block-notes.
— Co? Moją fotografię? To do waszych pisemek? Razem z tą diabelszczyzną, którą pan tam pisze. Nie, nie, nie… I ja jestem zajęty… poproszę pana!…
— Chociażby starą. Zwrócimy ją panu momentalnie.
— Pankrat! — zawołał profesor w szale.
— Mam zaszczyt kłaniać się — rzekł młody człowiek i zniknął.
Zamiast Pankrata dał się słyszeć za drzwiami miarowy skrzyp maszyny, jednostajny stuk w podłogę i w gabinecie zjawił się niezwykłej grubości człowiek, ubrany w bluzę i spodnie, uszyte z sukna kołdrowego. Lewa, mechaniczna noga jego szczękała i grzmiała, a w ręku trzymał teczkę. Wygoloną, okrągłą twarz jego, nalaną żółtawą galaretą, rozjaśniał uprzejmie uśmiech. Ukłonił się profesorowi po wojskowemu i wyprostował, skutkiem czego noga jego zaszczękała sprężynami. Piersikow oniemiał.
— Panie profesorze — zaczął nieznajomy przyjemnym ochrypłym głosem: niech pan daruje prostemu śmiertelnikowi, który naruszył pańską samotność.
— Pan reporter? — spytał Piersikow: — Pankrat!!
— Zupełnie nie, panie profesorze — odpowiedział grubas — pan pozwoli się przedstawić — kapitan dalekiej żeglugi i współpracownik gazety „Goniec Przemysłowy” przy radzie komisarzy ludowych.
— Pankrat!! — histerycznie zawołał Piersikow i jednocześnie w kącie wysunął się czerwony sygnał i łagodnie zadzwonił telefon: Pankrat! — powtórzył profesor: słucham.
— Verzeigen Sie bitte, Herr Professor — zaskrzypiał telefon po niemiecku: das ich schere. Ich bin mittarbeiter des „Berliner Tageblatts”…
— Pankrat! — zawołał w słuchawkę profesor: bin momenten sehr beschäftigt und kann sie deshalb jetzt nicht empfangen!… Pankrat!!…
A przy głównym wejściu do instytutu w tej chwili rozpoczęły się dzwonki.
*
— Koszmarne zabójstwo na ulicy Bronnej!! — wyły nienaturalne ochrypłe głosy, kręcąc się w gęstwinie ogni między kołami i wybuchami latarni na rozpalonym czerwcowym bruku: koszmarne zjawienie się choroby kur u wdowy popadii Drozdowej z jej portretem! Koszmarny wynalazek promienia życia profesora Piersikowa!!
Piersikow szarpnął się tak, że omal nie wpadł pod samochód na Mochowej i wściekle schwytał gazetę.
— 3 kopiejki, obywatelu! — zawołał chłopiec i wciskając się w tłum na trotuarze znów zawył: „Czerwona Gazeta Wieczorna”, wynalazek iks-promieni!
Oszołomiony Piersikow rozwinął gazetę i przytulił się do słupa latarni. Na drugiej stronicy w lewym rogu w grubej ramce spojrzał na niego łysy, z szalonymi i niewidzącymi oczyma, z obwisłą dolną wargą, człowiek, owoc artystycznej twórczości Alfreda Brońskiego. „W. I. Piersikow, który wynalazł zagadkowy czerwony promień”, głosił podpis pod rysunkiem. Niżej, pod nagłówkiem „światowa zagadka”, zaczynał się artykuł słowami:
„Niech pan siada — uprzejmie rzekł nam poważny uczony Piersikow… ”
Pod artykułem widniał podpis „Alfred Bronskij (Alonso)”. Zielonkawe światło wzniosło się nad dachy uniwersytetu, na niebie wyskoczyły ogniste słowa „Mówiąca gazeta” i natychmiast tłum zapełnił Mochową ulicę.
„Niech pan siada!! — zawył naraz przez tubę na dachu nieprzyjemny cienki głos, zupełnie podobny do spotęgowanego o tysiąc razy głosu Alfreda Brońskiego — uprzejmie rzekł nam poważny uczony Piersikow! Dawno już chciałem poznajomić moskiewski proletariat z wynikami mego wynalazku…”
Cichy, mechaniczny skrzyp dał się słyszeć za plecami Piersikowa i ktoś pociągnął go za rękaw. Obejrzawszy się, zobaczył żółtą okrągłą twarz właściciela nogi mechanicznej. Oczy jego zwilżone były łzami i usta drgały.
— Mnie, panie profesorze, pan nie chciał poznajomić z wynikami swego zdumiewającego wynalazku — rzekł smutnie i głęboko westchnął: Przepadły moje półtora czerwońca.
Tęsknie patrzał na dach uniwersytetu, gdzie w czarnej paszczy szalał niewidzialny Alfred. Piersikowowi dlaczegoś zrobiło się żal grubasa.
— Ja — wybąknął, z nienawiścią chwytając słowa z nieba — żadnego „niech pan siada” mu nie mówiłem! To po prostu zuchwalec niezwykłego rodzaju! Pan mi daruje, proszę bardzo — lecz, doprawdy, kiedy pracujesz i wpadają… Nie o panu, ma się rozumieć, mówię…
— Być może, pan mi, panie profesorze, da choć opis swej kamery? — przypochlebnie i żałośnie mówił człowiek mechaniczny: wszak panu teraz wszystko jedno…
— Z pół funta ikry w przeciągu 3 dni wykluwa się taka ilość kijanek, że ich nie ma możności nawet policzyć — ryczał niewidzialny przez tubę.
— Tu — tu — głucho krzyczały samochody na Mochowej.
— Ho-ho — ho… Patrz — no, ho-ho — ho — szumiał tłum, zadzierając głowy.
— Jaki łotr? Co? — drżąc z oburzenia syczał Piersikow do mechanicznego człowieka: jak się to panu podoba? Toż ja na niego skarżyć się będę!
— Oburzające! — zgodził się grubas.
Oślepiający promień fiołkowy uderzył w oczy profesora i wszystko wkoło zapłonęło: słup latarni, kawałek bruku ulicy, żółta ściana, ciekawe twarze.
— To pana, panie profesorze — z zachwytem szepnął grubas i zawisnął na rękawie profesora, jak ciężar. W powietrzu coś zatrzeszczało.
— A no ich wszystkich do diabła! — z oburzeniem zawołał Piersikow, przedzierając się z ciężarem przez tłum: Hej, taksówka. Na Preczystienkę!
Obdrapana, stara maszyna, konstrukcji 24. roku zawarczała przy trotuarze i profesor wsiadł do landa, usiłując odczepić się od grubasa.
— Pan mi przeszkadza — syczał i zakrywał się pięściami przed fioletowym światłem.
— Czytaliście?! Co tam wrzeszczą?… Profesora Piersikowa z dziećmi zarżnęli na Małej Bronnej!… — krzyczeli wokoło w tłumie.
— Żadnych ja dzieci nie mam, sucze syny — zawrzeszczał Piersikow i naraz wpadł pod obiektyw czarnego aparatu, który schwytał go profilem z otwartymi ustami i wściekłymi oczyma.
— Koh… tu… koh… tu — zawarczał taksometr i werżnął się w tłum.
Grubas siedział już w landzie i grzał bok profesorowi.
Rozdział V. Kurza historia
W powiatowym, zapadłym miasteczku, byłym Troicku, a obecnie Stiekłowsku, Kostromskiej guberni, Stachłowskiego powiatu, na ganeczek domku na byłej Sobornej, a obecnie Personalnej ulicy, wyszła przewiązana chusteczką kobieta w szarej sukni z perkalowymi bukietami i rozpłakała się. Kobieta ta, wdowa po byłym sobornym protojereju byłego soboru, Drozdowa, płakała tak głośno, że wkrótce, z domku położonego przez ulicę, przez okienko wysunęła się babska głowa w puchowej chustce i zawołała:
— Cóż ty, Stiepanowna, alboż jeszcze?…
— Siedemnasta! — rozpływając się w łkaniach, odpowiedziała była Drozdowa.
— Achti-ch-ti-ch — zaskowyczała i pokiwała głową baba w chustce: przecież, cóż to takiego? — Rozgniewał się Bóg, szczere słowo! Czyżbyż jednak zdechła?…
— A ty spójrz, spójrz, Matrena — mruczała popadia, sapiąc głośno i ciężko: ty spójrz, co z nią się dzieje!
Trzasnąła szara pochylająca się furteczka, babskie bose nogi zaczłapały po pełnych pyłu garbach ulicy, i mokra od łez popadia poprowadziła Matrenę do swego kurnika.
Należy powiedzieć, że wdowa ojca protojereja Sawwatja Drozdowa, zmarłego w 26 roku skutkiem zmartwień antyreligijnych, nie opuściła rąk, a urządziła godną uwagi hodowlę kur. Zaledwie tylko wdowie interesy poszły w górę, nałożono na wdowę taki podatek, że hodowla kur omal nie została przerwaną, gdyby nie dobrzy ludzie. Nauczyli wdowę, ażeby złożyła władzom miejscowym deklarację o tym, że ona, wdowa, zakłada robotniczą kooperatywę hodowli kur. W skład kooperatywy weszła sama Drozdowa, wierna sługa jej Matreszka i głucha siostrzenica wdowy. Podatki nałożone na wdowę skasowano i hodowla kur rozkwitała o tyle, że w 2. roku u wdowy, na pełnym pyłu podwórku, otoczonym kurnikami, chodziło do 250 kur, w liczbie których były nawet kochinchinki. Wdowie jajka co niedziela ukazywały się na rynku w Stiekłowie, wdowimi jajkami handlowali w Tambowie, a zdawało się, że ukazywały się one i w szklannych witrynach magazynu byłego „ser i masło Czyczkina w Moskwie”.
I oto siedemnasta według liczby od rana bramaputra, ulubiona czubatka, chodziła po podwórzu i wymiotowała. „Er… urł… urł… koko-ko” — wyprawiała czubatka i zataczała smutne oczy na słońce tak, jakby widziała je po raz ostatni. Przed dziobem kwoki w kucki wytańcowywał członek kooperatywy Matreszka z miseczką wody.
— Czubatka, mileńka… cyp-cyp-cyp… napij się wody — błagała Matreszka i goniła dziób czubatki z miseczką, lecz czubatka pić nie chciała. Szeroko otwierała dziób, zadzierała głowę do góry… Potem zaczęła wymiotować krwią.
— Panie Jezusie! — zawołał gość, klapnąwszy się po biodrach: cóż to takiego się robi? Sama czysta krew. Nigdy nie widziałam, żebym z miejsca nie zeszła, żeby kura, jak człowiek, cierpiała na żołądek.
Były to ostatnie pożegnalne słowa dla biednej czubatki. Naraz przewróciła się na bok, bezradnie poruszyła pył dziobem i zamknęła oczy. Odwróciła się potem na plecy, obydwie nogi zadarła do góry i została nieruchomą. Basem zapłakała Matreszka, wylewając wodę z miseczki, i sama popadia — przewodniczący kooperatywy, a gość nachylił się do jej ucha i zaczął szeptać:
— Stiepanowna, ziemię jeść będę, że kury twoje popsuli. Gdzież to widziane! Wszak takich kurzych chorób i nie ma! Twoje kury ktoś zaczarował!
— Wrogowie życia mego! — zawołała popadia do nieba: cóż oni mnie ze świata chcą zgładzić?
Na słowa jej odpowiedziało głośne pianie koguta i potem z kurnika wyrwał się jakoś bokiem, zupełnie jak awanturniczy pijak z piwiarni, obskubany chudy kogut. Zwierzęco wytrzeszczył na nie oczy, podreptał na miejscu, rozpostarł skrzydła, jak orzeł, lecz nigdzie nie odleciał, a począł biegać po podwórzu, w koło, jak koń na lince. Przy trzecim kole zatrzymał się i zemdliło go, potem zaczął charkać i chrypieć, napluł wokoło siebie krwawe plamy, przewrócił się i łapy jego wyciągnęły się ku słońcu jak maszty. Wycie kobiet rozbrzmiało na podwórzu. I w kurnikach odpowiedziało mu niespokojne gdakanie; klapanie i zamęt.
— No, nie zepsuty? — zwycięsko spytał gość — wołaj ojca Sergieja, niech odprawia.
O godz. szóstej wieczorem, kiedy słońce siedziało ognistą twarzą między twarzami młodych słoneczników, na podwórzu hodowli kur ojciec Siergiej, proboszcz cerkwi sobornej, ukończywszy nabożeństwo, wyłaził z epitrachili. Ciekawe głowy ludzi sterczały nad starym parkanem i w jego szczelinach. Żałośliwa popadia, ucałowawszy krzyż, gęsto zmoczyła kanarkowy porwany rubel łzami i wręczyła go ojcu Siergiejowi, na co ten, wzdychając, zauważył, że to z powodu tego, że ot
07:51 Baranie, nikt nawet tego gowna twojego nie czyta tylko scrolluje :)))