"(...) Przemówienie z 23 października 2020, czyli drugiej krakowskiej demonstracji po wyroku trybunału konstytucyjnego
Walczymy nie dlatego, że chcemy przywrócenia aborcyjnego statusu quo, ponieważ nie jest ono ani zadowalające, ani sprawiedliwe. Walczymy, bo wiemy, że możemy mieć o wiele więcej niż minimum.
Od czterech lat wspólnie maszerujemy na Strajku Kobiet, przemawiamy, skandujemy, dyskutujemy, edukujemy i nie dajemy się uciszać. Budujemy siostrzaną społeczność, różnorodnych osób z własną historią i celem. Wierzę, że to, co nas łączy, to nie jakaś mistyczna “kobiecość”, nie to, co mamy między nogami albo w portfelach czy dokumentach. Wierzę, że łączy nas wspólna walka, wspólny opór wobec wszelkiego ucisku.
Wobec ucisku, którego same doświadczamy, a czasem również same zadajemy albo jesteśmy świadkiniami.
Wierzę w przewrotową siłę naszego niejednorodnego ruchu, w jego antyreżimowy i antytotalitarystyczny potencjał. Wiem, że wszyscy i wszystkie, które doświadczyły wykluczenia i znalazły się na marginesie, nie chcą wedrzeć się siłą do centrum, nie chcą zamieszkać w belwederze i usiąść na fotelach przewodniczących partii – wiem, że my, które doświadczamy wykluczenia, nie chcemy nikomu gotować podobnego losu, my chcemy zniszczyć centrum, wybić szyby w pałacach i spalić uprzywilejowane stołki!
Trudno jest jednak myśleć przeciwko hegemonii i jednocześnie posługiwać się językiem ciemiężcy, trudno przeciwstawiać się „ideologii LGBT”, „aborcji eugenicznej”, trudno być „lewactwem”, „feministką”, „pedałem”, w krainie, w której władza ustanawia każdy sens, porządek i definicję, monopolizuje język i prawdę.
W sytuacji, gdy nadzór władzy zagląda nam do łóżek i majtek, wkrada się przez ekrany do domów i mózgów, nie istnieje już przywilej liberalnego podziału na prywatne i polityczne. Każde nasze działanie jest polityczne, nasze języki są polityczne i nasze ciała są polityczne.
Nasze ciała są polityczne! Utrzymywany przez wieki podział rozumu i ciała, idealnie odpowiada rozdziałowi na mężczyzny i kobiety, a w końcu na podmioty i przedmioty.
Kobieta, umieszczona po stronie ciała, natury i przedmiotu; mężczyznadzierżawca rozumu, kultury, podmiot, człowiek.
Jak kobieta może stać się w tej strukturze podmiotem? Jeśli bycie podmiotem oznacza podejmowanie decyzji, to kobieta podmiotem nie jest! Jeśli bycie podmiotem oznacza kierowanie ciałem, to kobieta nim nie jest!
Jeśli kobieta chce być podmiotem, chce być człowiekiem, to jej ciało jest polem walki.
Wyrok trybunału konstytucyjnego to rękawica podniesiona przez patriarchalne władze. Nie zrozummy jej opacznie. To nie jest nasza przegrana, to nie jest wyzwanie rzucone nam z centrum. To my zaczęłyśmy swoją rewolucję, nasz opór i nasza walka postawiły władzy wyzwanie. Władza się nas boi, bo doskonale rozumie na jakim polu, na czyim podwórku, toczy się bój. Wszystko zależy od nas, siostry. Wczorajsza decyzja to rękawica podniesiona przez patriarchalne władze. To jest wojna.
Daria Salwerowicz"
No ale do CENTRUM Usług Społecznych się Pani wepchała (razem ze swoim chłopakiem), więc jak to Pani wytłumaczy mieszkańcom Ostrowca Świętokrzyskiego?
Wolność, aborcja, emancypacja
Published on Nov 2, 2020
Kolektyw Podżegaczki https://issuu.com/ada42/docs/aborcja_20zin_20do_20druku_20isuuu
Zin stworzony przez grupę feministek i feministów socjalnych z Krakowa, mający na celu wpłynąć na dyskurs powstały w czasie protestów przeciwko drastycznemu ograniczeniu praw reprodukcyjnych kobiet w Polsce.
https://pl.anarchistlibraries.net/library/wolnosc-aborcja-emancypacja
Oto dowcip z morałem, w lekkim tonie, ale z przymrużeniem oka:
Grupa aktywistów klimatycznych, znanych z tego, że przyklejali się do ulic w ramach protestu, postanowiła po latach znaleźć stałą pracę. W końcu trafili na ogłoszenie: „Ośrodek Pomocy Społecznej zatrudni osoby z determinacją i silnym przywiązaniem do spraw społecznych.”
Zgłosili się więc tłumnie na rozmowę kwalifikacyjną. Jeden z nich – Franek – wszedł pierwszy.
Dyrektor Ośrodka patrzy w CV, kiwa głową i pyta:
– Widzę, że przez kilka lat byłeś bardzo zaangażowany w działalność obywatelską. A co dokładnie robiłeś?
Franek z dumą odpowiada:
– Przyklejałem się do asfaltu, żeby zwrócić uwagę na zmiany klimatu.
Dyrektor unosi brwi.
– A czemu akurat do asfaltu?
– Bo wtedy ludzie naprawdę musieli się zatrzymać i posłuchać!
Dyrektor chwilę milczy, po czym mówi:
– Ciekawe… A jak z Twoją odpornością na stres?
Franek bez wahania:
– Proszę pana, przez trzy godziny leżałem w korku pod słońcem przyklejony do pasa ruchu. Widziałem więcej frustracji niż niejedna linia telefoniczna pogotowia społecznego.
Dyrektor się uśmiecha:
– No to witamy w zespole. Umiesz się przywiązać do sprawy i przetrwać presję. Tacy nam są potrzebni.
Morał?
Czasem to, co wygląda na oderwane od rzeczywistości, może być... świetnym przygotowaniem do pracy w systemie.
-
Oto dowcip z morałem, lekki, z szacunkiem, zbudowany na motywie rozmowy kwalifikacyjnej i języka inkluzywnego:
Troje aktywistów LGBTQ+, znanych z promowania języka inkluzywnego w przestrzeni publicznej, postanawia zmienić front – zamiast tylko edukować, chcą pomagać ludziom bardziej bezpośrednio. Trafiają więc na rozmowę kwalifikacyjną do ośrodka pomocy społecznej.
Pierwsza wchodzi osoba o imieniu Alex. Dyrektor czyta CV i mówi:
– Widzę, że prowadziłaś… prowadził… prowadziliście?
Alex uśmiecha się i mówi:
– Wystarczy: prowadziłom.
Dyrektor mruga, chwilę się waha, po czym z ciekawością kontynuuje:
– No dobrze. Prowadziłom warsztaty z języka inkluzywnego, tak? I jak to się sprawdzało?
– Świetnie! Uczyłom młodzież, dorosłych i seniorów, że każdy zasługuje na to, by się do niego zwracano z szacunkiem, nawet jeśli trzeba chwilę dłużej zastanowić się nad formą.
Dyrektor się uśmiecha:
– A jak z radzeniem sobie w trudnych sytuacjach? W naszej pracy bywa różnie.
– Proszę pana, kiedyś tłumaczyłom różnicy między „oni” a „one” grupie starszych panów z klubu brydżowego. Jeden mnie nazwał „słownikiem bez spinek”, drugi przyznał, że i tak nie rozumie wnuków. Ale na koniec powiedzieli: „W sumie fajnie, że ktoś chce, żeby każdy czuł się dobrze.”
Dyrektor kiwnął głową z uznaniem.
– No to zapraszam na pokład. Naszym zadaniem jest pomagać ludziom czuć się widzianymi i słyszanymi. Z tego co widzę – to wy macie już w tym doświadczenie.
Morał? Empatia, uważność na słowa i otwartość to nie tylko modne hasła. To konkretne umiejętności – bardzo przydatne, zwłaszcza tam, gdzie naprawdę trzeba pomagać ludziom.
Pani Daria Salwerowicz informuje na swojej stronie, że odbywała praktyki zawodowe w szpitalu psychiatrycznym w Morawicy koło Kielc.
podżegać «wzbudzać w kimś nienawiść do kogoś, namawiać kogoś do zrobienia czegoś złego»
Precz z podżegaczkami. Nie chcemy tu takich!
Można to zripostować spokojnie, analitycznie i bez wchodzenia w ideologiczne okrzyki. Najtrudniejsze do podważenia są riposty oparte nie na emocjach, tylko na wskazaniu błędów pojęciowych, uogólnień i nadużyć retorycznych. Na przykład:
> „To przemówienie jest retorycznie sprawne, ale miesza trzy różne porządki: biologiczny, prawny i filozoficzny.
>
> Fakt, że państwo reguluje pewne kwestie dotyczące ciała, nie oznacza automatycznie, że odbiera człowiekowi podmiotowość — bo państwo reguluje również szczepienia, narkotyki, transplantacje czy obowiązki alimentacyjne.
>
> Podmiotowość człowieka nie polega na absolutnej swobodzie dysponowania własnym ciałem, lecz na zdolności do działania w ramach relacji społecznych i norm prawnych, które dotyczą wszystkich obywateli.
>
> Dodatkowo przedstawianie społeczeństwa jako prostego układu ‘ciemiężca–uciśnieni’ jest filozoficznie redukcjonistyczne. W realnym państwie demokratycznym istnieje konflikt równorzędnych wartości i praw, a nie wyłącznie walka dobra ze złem.
>
> Dlatego problem aborcji nie sprowadza się do pytania, ‘czy kobieta jest podmiotem’, lecz do pytania, jak pogodzić autonomię kobiety z ochroną życia prenatalnego — i to jest spór etyczny, a nie dowód na totalitaryzm.”
To działa, bo:
* nie zaprzecza faktom,
* nie obraża,
* nie opiera się na memicznych kontrach,
* punktuje konkretne błędy logiczne:
* fałszywą dychotomię („albo pełna autonomia, albo brak podmiotowości”),
* nadużycie pojęcia „totalitaryzm”,
* mieszanie metafory politycznej z analizą prawną,
* redukcję całej rzeczywistości do konfliktu opresji.
Możesz też użyć krótszej, bardziej „akademickiej” wersji:
> „Silna retoryka nie zastępuje precyzji pojęć. Z faktu, że państwo ogranicza pewne decyzje dotyczące ciała, nie wynika jeszcze uprzedmiotowienie człowieka. W przeciwnym razie każda norma prawna byłaby formą totalitaryzmu.”
Albo jeszcze bardziej chłodno:
> „To przemówienie operuje językiem rewolucji, ale argumentuje głównie przez metafory i emocje, a nie przez spójne rozróżnienia filozoficzne czy prawne.”
Tego typu odpowiedzi są trudne do zbicia, bo nie próbują „wygrać ideologii”, tylko porządkują pojęcia.
Można ostro, ale najlepiej ostro w sensie intelektualnym, nie prostackim. Najmocniejsze riposty to takie, które brzmią jak chłodna sekcja logiczna, a nie jak komentarz spod filmiku. Na przykład:
> „To przemówienie jest dobrym przykładem współczesnej retoryki aktywistycznej: dużo wielkich słów, mało precyzji. ‘Totalitaryzm’, ‘hegemonia’, ‘patriarchat’, ‘centrum’, ‘opresja’ — pojęcia używane bardziej jako emocjonalne symbole niż narzędzia opisu rzeczywistości.
>
> Problem polega na tym, że kiedy wszystko staje się ‘przemocą’, ‘wojną’ i ‘uciskiem’, to te słowa przestają cokolwiek znaczyć. Państwo demokratyczne z niezgodnym wyrokiem nie jest jeszcze totalitaryzmem, tak samo jak spór moralny nie jest automatycznie dowodem tyranii.
>
> Najbardziej ironiczne jest jednak to, że przemówienie deklaruje walkę z ‘językiem ciemiężcy’, jednocześnie używając dokładnie tego samego mechanizmu: dzielenia ludzi na moralnie czystych i moralnie podejrzanych. To nie jest dekonstrukcja władzy — to próba przejęcia jej języka.”
Albo bardziej brutalnie:
> „To nie jest analiza polityczna, tylko mitologia rewolucyjna przebrana za filozofię. Wystarczy wrzucić kilka słów Foucaulta, trochę Butler, trochę marksistowskiego słownika i każdą niezgodę można ogłosić ‘opresją systemową’. Problem w tym, że slogan nie staje się argumentem tylko dlatego, że brzmi akademicko.”
Albo bardzo krótko i celnie:
> „Im słabszy argument, tym większa pokusa, żeby nazwać przeciwnika ‘totalitaryzmem’.”
Ewentualnie:
> „Kiedy ktoś mówi, że ‘wszystko jest polityczne’, to zwykle oznacza, że nie potrafi już odróżnić filozofii od agitacji.”
To są riposty ostre, ale nadal trudniejsze do podważenia niż zwykłe wyzwiska, bo atakują:
* inflację pojęć,
* emocjonalizację języka,
* pseudoakademicki styl,
* redukowanie złożonych sporów do narracji „uciskani kontra opresorzy”.
Odnośnie tego ZIN-a (magazynu / ang. magaZINe):
Tam jest sporo fragmentów, które można bardzo mocno zripostować właśnie „profesorsko”, bo wiele tekstów opiera się bardziej na języku mobilizacji politycznej niż na precyzyjnym rozumowaniu. [1]
Najłatwiejszy do rozłożenia logicznie jest tekst **„Nie przegrajmy tej walki”** autorstwa Dominiki Bremer. Tam są bardzo mocne tezy, ale też dużo miejsc podatnych na kontrę.
Najmocniejszy fragment do riposty to ten:
> „Tu nie chodzi o obalenie PiSu, ale o obalenie nieefektywnej, wykluczającej i nie mającej nic wspólnego z inkluzywnością formą demokracji i państwa, w którym żyjemy – to właśnie należy obalić.”
To jest wręcz idealne do chłodnej, niszczącej odpowiedzi, bo:
* autorzy jednocześnie używają języka praw człowieka i demokracji,
* a chwilę później postulują obalenie samej demokracji liberalnej,
* przy czym nie definiują, co miałoby ją zastąpić.
Riposta „profesorska” mogłaby brzmieć tak:
> „To charakterystyczny paradoks współczesnego aktywizmu radykalnego: język emancypacji używany do delegitymizacji instytucji, które tę emancypację umożliwiły.
>
> Autorzy korzystają z wolności słowa, pluralizmu, praw obywatelskich i demokratycznej przestrzeni protestu, by dowodzić, że demokracja jest formą opresji wymagającą obalenia. Problem polega na tym, że nie przedstawiają żadnego spójnego modelu ustroju, który miałby zastąpić system liberalno-demokratyczny — poza mglistą retoryką ‘inkluzji’, ‘oddolności’ i ‘walki’.
>
> Historia polityczna pokazuje natomiast dość jasno, że ruchy definiujące rzeczywistość wyłącznie jako konflikt opresor–uciskani bardzo często kończyły na produkowaniu nowych hierarchii i nowych form przymusu.
>
> Rewolucyjny język brzmi atrakcyjnie aż do momentu, w którym trzeba zacząć definiować zasady odpowiedzialności, prawa i granice władzy.”
To jest trudne do zbicia, bo:
* nie neguje emocji,
* nie sprowadza wszystkiego do „lewactwa”,
* tylko pokazuje niespójność między deklarowanym pluralizmem a antydemokratyczną retoryką.
Drugi świetny fragment do riposty:
> „Zakazy i nakazy prowadzą do tworzenia się systemowych patologii i nadużyć władzy. Zawsze.”
Tu można odpowiedzieć bardzo ostro i logicznie:
> „Słowo ‘zawsze’ jest tutaj intelektualną katastrofą.
>
> Każde państwo, każda cywilizacja i każdy system prawny opiera się na zakazach i nakazach. Zakaz kradzieży, przemocy czy korupcji również jest ‘nakazem systemowym’.
>
> Jeśli każdy zakaz jest opresją, to samo pojęcie prawa traci sens. Autorzy nie proponują więc reformy systemu, lecz retoryczne unieważnienie samej idei norm społecznych.”
Albo krócej:
> „Gdy ktoś mówi, że wszystkie zakazy są przemocą, zwykle kończy na tym, że jego własne poglądy mają stać się jedynym wyjątkiem od tej zasady.”
Bardzo mocny jest też fragment:
> „To właśnie należy obalić.”
Tu można przywalić akademicko:
> „Najłatwiej mówić o ‘obalaniu systemu’, kiedy nie trzeba jeszcze odpowiadać za to, co powstanie po jego obaleniu. Historia XX wieku jest pełna ludzi przekonanych, że niszczą opresję. Większość z nich po prostu zmieniała dekoracje władzy.”
Albo ultra-krótko:
> „Rewolucyjna retoryka staje się niebezpieczna dokładnie wtedy, gdy przestaje odróżniać reformę od destrukcji.”
I jeszcze jedna bardzo celna kontra wobec całego zina:
> „Największym problemem tych tekstów nie jest radykalizm, tylko inflacja pojęć. Jeśli wszystko jest ‘faszyzmem’, ‘przemocą’, ‘opresją’ i ‘wojną’, to język przestaje opisywać rzeczywistość, a zaczyna służyć wyłącznie mobilizacji emocji.”
Źródło tekstu: [Wolność, aborcja, emancypacja – Anarcho‑Biblioteka] https://pl.anarchistlibraries.net/library/wolnosc-aborcja-emancypacja
Czy ktoś wie, dlaczego w Ostrowcu Świętokrzyskim nie ma jawnej listy pracowników MOPS/CUS, skoro w wielu innych jednostkach samorządowych takie informacje są normalnie dostępne?
To nie jest prywatna firma, tylko instytucja finansowana z pieniędzy mieszkańców. W innych miejscach takie dane są publikowane bez problemu – więc pytanie jest proste: dlaczego tutaj nie?
Panie Prezydencie, mieszkańcy mają prawo do przejrzystości. I nie chodzi o żadne „teorie”, tylko o podstawową jawność działania instytucji publicznych.
---
Interpelacja / pytanie do władz miasta Ostrowca Świętokrzyskiego
Szanowny Panie Prezydencie,
zwracam się z pytaniem dotyczącym przejrzystości zatrudnienia w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej / Centrum Usług Społecznych w Ostrowcu Świętokrzyskim.
W wielu jednostkach samorządowych w Polsce publikowane są jawne informacje o strukturze zatrudnienia oraz kadrach – przykładowo w powiatach ościennych czy w jednostkach takich jak PCPR, gdzie dane te są łatwo dostępne publicznie na stronach internetowych.
W związku z tym proszę o odpowiedź:
* dlaczego w Ostrowcu Świętokrzyskim brak jest publicznie dostępnej listy pracowników MOPS/CUS,
* czy istnieją jakiekolwiek przeszkody prawne lub organizacyjne w jej udostępnieniu,
* czy urząd planuje zwiększenie transparentności w tym zakresie.
Z punktu widzenia mieszkańców przejrzystość instytucji publicznych buduje zaufanie do samorządu i eliminuje wszelkie wątpliwości co do zasad zatrudnienia w jednostkach finansowanych ze środków publicznych.
Proszę o merytoryczną odpowiedź i ewentualne wskazanie harmonogramu działań w tym zakresie.
___
## Wersja ostrzejsza (polityczna, pod wybory / debatę publiczną)
Jawność albo uznaniowość? Pytanie o MOPS/CUS w Ostrowcu
W wielu samorządach w Polsce podstawowe dane dotyczące struktury zatrudnienia w jednostkach takich jak MOPS czy CUS są publicznie dostępne. Nie chodzi tu o prywatność pracowników, lecz o transparentność instytucji finansowanych z pieniędzy mieszkańców.
W Ostrowcu Świętokrzyskim brak takiej przejrzystości budzi pytania o standardy informowania opinii publicznej.
Dlatego pytam wprost:
dlaczego w naszym mieście nie funkcjonuje publicznie dostępna informacja o strukturze zatrudnienia w MOPS/CUS, skoro inne jednostki samorządowe w Polsce takie dane publikują?
Transparentność nie jest „opcją”, tylko fundamentem zaufania do administracji publicznej. Jeżeli nie ma nic do ukrycia, nie ma też powodu, by ograniczać dostęp do podstawowych informacji o funkcjonowaniu instytucji publicznych.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak działa system, który finansują.
---
## Wersja krótka „forum / Facebook – petarda”
Dlaczego w Ostrowcu Świętokrzyskim nie ma jawnej listy pracowników MOPS/CUS, skoro w innych gminach to normalnie jest publiczne?
Instytucja za publiczne pieniądze = minimum przejrzystości. Tu nie ma miejsca na „tajemnice”.
Dlaczego ludzie mylą feministę z femboyem?
Bo jeden walczy o równe prawa, a drugi walczy z szafą, bo znowu „nie ma się w co ubrać” — i oba tematy potrafią być bardzo emocjonujące, tylko w zupełnie innych dziedzinach.
Albo krócej: Feminista mówi o równości w społeczeństwie, a femboy o tym, że różowa koszula jednak lepiej pasuje do nastroju niż czarna.
---
Czym się różni socjalny feminista od femboya?
Socjalny feminista zastanawia się, jak wyrównać szanse w społeczeństwie…
a femboy, czy ta sama bluza jeszcze pasuje do tej samej spódnicy — i czy to już styl, czy jeszcze eksperyment.
Albo krócej:
Socjalny feminista mówi o równości i systemie,
a femboy mówi: „równość równością, ale ten outfit i tak wygrywa”. | trochę suchar? cóż...
Nie zrobię „ostrego” dowcipu, który wyśmiewa albo przeciwstawia ludzi na podstawie tożsamości czy ekspresji. Mogę za to zrobić satyryczny, lekko zadziorny żart o zderzeniu dwóch bardzo różnych światów poglądów i stylu:
---
Co mają wspólnego feminista socjalny i femboy?
Obaj potrafią wywołać konsternację wśród ludzi, którzy przyszli „tylko po cichu pożyć sobie po swojemu”.
Albo krócej: Obaj łamią stereotypy — tylko jeden robi to na poziomie systemu, a drugi na poziomie garderoby.
---
Feminista socjalny spotyka femboya i mówi: „Walka o równość zaczyna się od systemu!”
Femboy patrzy na niego i odpowiada: „Spoko, ale najpierw wyrównajmy szanse w szafie, bo ja mam za dużo czerni, a ty chyba w ogóle nie masz kolorów.” xD
Albo krócej. Spotykają się:
– „System trzeba zmienić!”
– „A ja tylko chcę, żeby mi różowy leżał lepiej niż wczoraj.”
I nagle wszyscy się zgadzają, że życie jest bardziej skomplikowane niż deklaracje.