To są spore pieniądze 1h przynajmniej 50 zł. Kilka osób na raz x 50.
Kiedyś pewna matematyczka z LO brała 6 uczniów na korepetycje na raz. Zadawała zadania i szła gotować obiad bo miała dużą rodzinę. Fajnie co?
21:13 - moja żona udziela korepetycji - ma zarejestrowaną działalność, płaci dodatkowe 280 zł ZUS i płaci podatki. Nie musi wydawać paragonów bo płaci tzw ryczałt. Zmam również innych nauczycieli funkcjonujących na tych samych zasadach. To nie te czasy aby nauczyciel podsyłał drugiemu uczniów na lekcje. Teraz rodzice dowiadują się od znajomych do kogo dać dziecko na lekcje. Aby mieć lekcje trzeba być dobrym w tym przedmiocie którego się uczy. Złych korepetytorów szybko zweryfikuje rynek. Tych co znam nie przyjmują swoich uczniów na korepetycje. Większość jest z innych szkół i nie są to mierni uczniowie, tylko osoby których rodzicom zleży aby dzieci rozszerzały swoją wiedzę wychodzącą poza program szkolny. A tak na marginesie to jest przyjemnie dla nauczyciela jak uczniowie których uczy w szkole nie w domu zdają maturę z jego przedmiotu na 90 i więcej %. A jeszcze przyjemniej jest jak po maturach dzwonią wdzięczni rodzice z lekcji prywatnych mówiąc, dziecko zdało maturę z tego przedmiotu na 100%. Taki korepetytor jest oblegany i nie musi zmuszać ucznia w szkole aby przychodził do niego na lekcje. To tyle w temacie zawistnicy.
Jak dziecko jest zdolne to samo potrafi poszerzyć swoją wiedzę. Korepetycje nie są w niczym potrzebne. To tylko taka nowomoda, nic więcej. Moje dzieci żyją bez korepetycji i bardzo dobrze się uczą.
9:31 pisałam to samo, ale zauważ, że np chemii już samo się nie nauczy, czy matematyki i jesli w domu nie ma kto pomóc to zostają korepetycje. Niech nauczyciel zarabia ale uczciwie.
gościu Wczoraj, 21:46
100% dobry, dużo takich macie? Wyjątkowo dobry korepetytor, albo eugeniusze ;) Ha, ha!
Jacy zawistnicy? Moja córka uczy sie super i bez pomocy korepetytorów. Nauczycielem nie będzie bo jest za inteligentna. Już w rodzinie mam nauczycieli. To ci najsłabsi. No ale moze to akurat tylko w mojej rodzinie?
Jak widzę nauczyciele to temat dyżurny tego forum .Dlaczego? Kto stawia pod ścianą nauczycieli? Nie wierze, że to sa lekarze czy prawnicy?
Na pewno nie lekarze i prawnicy. Jak jest temat o lekarzach to nawet 5 postów niema, lekarze mają co robić. No i mają szacunek społeczeństwa, prawnicy też.
Nauczyciele nie potrafią uczyć matematyki w najmłodszych klasach.
Problemy z logicznym i kreatywnym myśleniem, tabliczką mnożenia oraz trudność w wykorzystaniu wiedzy matematycznej w praktyce – to najczęstsze kłopoty najmłodszych dzieci z nauką tego przedmiotu ścisłego. Eksperci są bezlitośni – to wina nauczycieli, którym wydaje się, że potrafią uczyć maluchy z klas I –
III.http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/595406,nauczyciele_nie_potrafia_uczyc_matematyki_w_najmlodszych_klasach.html
No i mamy odpowiedź skąd tyle korepetycji.
Minister Joanna Kluzik-Rostkowska powiedziała "Rzeczpospolitej", że problem zaczyna się już na etapie nauczania wczesnoszkolnego, czyli w klasach I–III. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że nauczyciele na tym szczeblu edukacji nie muszą mieć kierunkowego wykształcenia matematycznego. (http://www.tvn24.pl)
Problem zaczyna się i kończy w domu. Szkoła nie popsuje dziecka wychowanego przez rodziców ani nie naprawi rozpuszczonego.
Też prawda, choć bardziej pewne jest to, że nie naprawi rozpuszczonego. Z tym psuciem czasem jest inaczej. Nie wina to nauczycieli absolutnie ale rówieśników. Na szczęście nie musiałam posyłać dzieci na korepetycję, głupia nie jestem i wiem, ze one nic nie dadzą. Jak się dzieciak chce nauczyć to i w domu się nauczy.
Kluzikowa - autorytet w dziedzinie matematyki?. Chyba religii.
Problem stanowi tak zwana podstawa programowa. Mam dziecko w 4 klasie szkoły podstawowej, uwierzycie, że nie ma na matematyce mnożenia i dzielenia "w słupku"? Sama uczę dziecko takich prostych sposobów obliczania aby mogła sobie radzić z rachunkami, ale co będzie na dalszych etapach nauczania?
Mamy coraz mądrzejszych ministrów, nauczycieli a sami często musimy sobie radzić z tym z czym ww sobie nie radzą. Dziecko, które chce się uczyć powinno mieć taką możliwość w szkole, a nie czasem wróci bezsilne, że nic nie wie bo akurat ta pani nie umie nic wytłumaczyć, ale już chemii nie opuści, bo nie nadrobi sam w domu, bo akurat nauczyciel jest super.
Moje dziecko uczyła w podstawówce matematyki pani która nie umiała jej ale w buzi to była mądra bo miała poparcie dyrektorki i popisywała się że jest najlepsza ,jak dziecko zmieniło szkołę to okazało się że nic nie umie a u niej miało 4, 5 bo w tej szkole i klasie tak się uczyło matematyki.Musiałem posłać na lekcje w celu nadrobienia dużych braków a nie była to szkoła w mieście a poza miastem a należąca pod Ostrowiec.Smutne ale prawdziwe.Na innych wiedziała co powiedzieć a teraz przycichła bo jest gdzie indziej przeniesiona i poparcia aż takiego brak bo i dyrekcja się zmieniła.
jeden się przykłada a drugi nie i aby dzień zleciał