No sorry, ale jak nie wiesz po co kobiecie jest seks, to nie czuje się na siłach, by Ci to wytłumaczyć. Ciężko komuś wytłumaczyć coś, co się czuje zmysłami.
Jak niewidomemu od urodzenia opisać kolor i wygląd np.: nieba?
P.S. Większość kobiet zasadniczo lubi seks. Nie tylko faceci mają fantazje i swoje potrzeby. Jedyne co je rożni od facetów, to to, ze potrzebują zaangażowania by kogoś dopuścić w strefę swoich intymnych potrzeb i marzeń. Dotyczy to nawet własnego partnera.
Oczywiście są wyjątki od reguły po obu stronach. Jak to zwykle w zyciu bywa ;-)
Tennessee to co piszesz to tylko piękna teoria, która według Was kobiet powinna działać i obowiązywać w zdobywaniu Was przez mężów czy partnerów.Zdecydowanie zgadzam się, że tak to mniej więcej powinno wyglądać jak piszesz. Jednak niejedno w życiu widziałem i mogę powiedzieć, że w związku z dłuższym stażem na większość z Was kobiet żadne tego typu zabiegi ze strony Waszego partnera już nie mają szans zadziałać. Jeśli zrobiłby to inny facet to tak, ale swój .... nie ma szans. Przykre to jest, ale po wielu niepowodzeniach faceci ograniczają się jedynie do pytania np : "czy będzie dziś seks". I tak się koło zamyka. Jestem przeciwnikiem zdrad, ale monogamia nie służy, ani jednej stronie, ani drugiej. Wystarczy prosty przykład, gdzie mąż mówi żonie, że pięknie dziś wygląda. Tysiąc razy mocniejszy skutek będą miały te same słowa powiedziane przez kolegę z pracy lub po prostu obcego faceta choć jako kobiety będziecie z uporem twierdzić, że to nieprawda.
Marku, bo to jest tak.... żeby relacje z drugą stroną się dobrze układały (nie chodzi tu tylko o sex) zaangażowane muszą być dwie strony. Czyli oboje muszą podlewać ten kwiat zwany: związkiem, miłością, zaufaniem.
Gdy jedna strona zaczyna sobie odpuszczać, to żeby druga strona nawet miodem mu życie wysmarowała, to nic z tego nie wyjdzie.
I masz rację, odpuszczają zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nie zganiałabym tego niechlujstwa i beztroski tylko na jedną płeć. Ludzie łączą się w pary - jest miłość, kaskada uczuć, a po ślubie często sobie odpuszczają myśląc biednie, iz są sobie zaklepani i już tak się wysilać nie trzeba.
Czy zdrada jest rozwiązaniem? Z całą pewnością nie. Lepiej sie juz rozstac lub zagrozic takim rozstaniem, by móc przebudowac swój zwiazek i ponownie przewalutowac uczucia i oczekiwania jakie w nim mamy. Jesli coś sie wypaliło - rozpalić na nowo się nie da. No nie da się i już. Każdy ma jedna szanse i albo dmucha, by to uczucie zawsze sie paliło mniejszym lub wiekszym ogniem, albo wskrzesać sie go juz nie da. po co więc dodatkowo sobie komplikować życie zostając z kulą u nogi i wchodzac w zdrade?
Wbrew pozorom, najbardziej zdrada rani samego zdradzajacego. Nawet gdy na poczatku jest fajnie, beztrosko, inaczej, dodaje mu sił, skrzydeł podnosi morale i poczucie wartości... to tylko po to by człowiek mocniej i boleśniej spadł.
Zawsze kiedys sie to wyda, ale to nie jest najgorsze. Kiedys bedzie musiał taki sam człowiek skonfrontowac siebie sam ze sobą, własna moralnoscia i własną oceną i krytyką. Mozna kazdego oszukać, mozna grac sto ról - siebie, swojego serca nigdy nie oszukasz. To bardzo krytyczny cenzor naszej biografii.
Wszystko dla Ciebie jest vzarno- białe. I strasznie idealizujesz i radykalizujesz. To nie tak, że nie da się rozpalić na nowo, czy że nie da się wybaczyć zdrady. Ludzie się kochają, zdradzają, jedni się rozstają, inni nie jeszcze inni potrafią do siebie wrócić na nowo, jedni się kochają bardzo a mimo to wciąż krzywdzą nawzajem, inni są obojętni ale potrafią mimo to być dla siebie dobrzy....
Mam za sobą 25 lat małżeństwa i różnie bywało. Nie staramy się jakoś specjalnie podtrzymywać ognia ale jesteśmy dla siebie wyrozumiali i nie trujemy sobie na co dzień. Nie oczekujemy fajerwerków, miewamy okresy lekkiego oddalenia na przemian z wybuchami czułości. Nie stawiamy sobie wymagań i nie idealizujemy naszego związku. Wiemy, że jesteśmy w stanie wiele sobie wybaczyć. Może dlatego proza życia nam nie szkodzi.
Mam super pomysł założycielu tego wątku:Weź rozwód i szukaj ty sobie ile chcesz pocieszycielek.Żonkosiowi się zachciało chędożyć na boku z kobietkami oj nieładnie....nieładnie tak sobie psuć reputacje
Tam gdzie jest miłość jeszcze, tam jest zrozumienie i wybaczanie. Miłość to umiejętność wybaczenia takze i zdrady, co nie oznacza, ze zdradzać można. to miecz obusieczny. Zreszta, wybaczyc mozna, ale jak odbudowac zaufanie? Zagwozdka.
Gdzie nie ma miłosci ludzie sa ze soba z przyzwyczajenia lub z obowiazku. Nie wiem co gorsze. Ale nawet w takim zwiazku, wymagają od siebie lojalności i szacunku.
I nie, zgaszonego raz ognia, nigdy już nie rozpalisz. Ani w tej samej kobiecie, ani w tym samym mężczyźnie. Tlacy się związek mozna jeszcze uratowac, rozdmuchac. Wypalony lub zgaszony o jedną łzę za duzo, juz nie.
Jeżeli jest zdrada to co tu o miłości prawić. Zdrada zabija miłość i gasi ogień. Piszesz z miłości wybaczyć trzeba zdradę?
Chyba kpisz. Zdradzi raz ,wybaczysz ,spokornieje na trochę i na bank zdradzi następny raz. Wybaczysz i zaufasz po zdradzie? Nigdy bo to właśnie ten kto wybacza krzywdzi siebie najbardziej a nie zdradzający. On ciągnie to dopóki się druga strona nie dowie a potem kaja się kłamie bo boi się konsekwencji,alimentów , utraty mieszkania itp. I to jest związek do odbudowania?
Na jakim świecie żyjesz? Bujasz w obłokach albo za dużo romansów się naoglądałaś. Zdrady nikt nie wybacza. No chyba że nic nie warty osobnik który wie że na tę zdradę zasłużył bo jest zerem.
Oj, Tennessee Ty to jeszcze młoda musisz być... Po 60 inaczej się myśli, dziecko. Nie dramatyzuj tak :)
Tu prawdę piszą Tobie MW,jak masz pełen portfel to znajdziesz pocieszycielek wiele a jeśli w portfelu panuje gruźlica to zapomnij o jakiejkolwiek pocieszycielce...chyba że flache se kupisz i walniesz ale osobiście tego typu pociechy nie proponuje z prostej przyczyny.Rano wytrzeźwiejesz i kicha,chyba że będziesz walił non stop w gardło to popadniesz w alkoholizm.Tak źle i tak niedobrze ,jedyna dobra rada to bierz się chłopie do roboty,zarobisz kasę i pocieszycielka się po wypłacie znajdzie.