Są w życiu sytuacje kryzysowe i pokonywanie ich,to chyba doświadczenie i codzienność każdego dorosłego człowieka.Fajnie,jak wtedy mamy wsparcie ze strony rodziny,partnerów,kolegów,koleżanek,znajomych.Podobno nie ma sytuacji bez wyjścia, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności,nieszczęścia często chodzą parami i wszystko,co dotąd zbudowaliśmy wali się w gruzy.Na przykład tracimy pracę i na skutek stresu nasze zdrowie zaczyna szwankować.Przerażająca wizja niezapłaconego czynszu,rachunków za media,braku środków na życie paraliżuje nas tak,że nie umiemy i nie mamy siły ruszyć z miejsca.Wszelkie próby wyjścia z kryzysu nie dają żadnych efektów.Przeklęty mur nie do pokonania i wrażenie,że jesteśmy na bezludnej wyspie,a wokół nas wzburzone morze.Znajomi jakoś nie maja dla nas czasu,choć jeszcze niedawno,gdy coś znaczyliśmy,coś mogliśmy, poklepywali nas po ramieniu i podziwiali.Teraz "nic nie mogą","pomyślą,zobaczą" i znikają.Nie umiemy tego zrozumieć,bo przecież zawsze nas lubili,chętnie korzystali z naszej pomocy,wiedzy i wpływów.To, jak to jest z tym dobrem i złem,które podobno powracają?Gonitwa myśli-rzucić to wszystko,skończyć z tym strasznym bólem wewnętrznym i odczuciem niesamowitego ciężaru,który przygniata nas do ziemi.Jednak szkoda życia i kiedyś przecież było fajnie,to może dalej walczyć?Ale nie mamy już odwagi prosić o pomoc, bojąc się kolejnego odrzucenia.Jak wyjść z tego zaklętego kręgu?Wszystkie nasze pomysły okazały się tylko pobożnymi życzeniami,bez możliwości realizacji,a zawsze wydawało się nam,że jesteśmy wyjątkowo operatywni,kontaktowi,lubiani.....Mur,straszliwy mur nie do pokonania i coraz mniej sił,mimo jeszcze młodego wieku.Żadne kredyty,ani pożyczanie pieniędzy na codzienne życie nie wchodzą w grę,bo mamy świadomość,że to jeszcze bardziej nas pogrąży.Jak się odnaleźć w tym okropnie nieprzyjaznym świecie?Pewnie wielu z Was przeżyło taki życiowy zakręt.Jak udało się Wam wyjść na prostą?Każdy pomysł i doświadczenie może być bardzo cenne,aby zobaczyć to przysłowiowe światełko w tunelu.
Przedstawiony przypadek nie jest apelem o wsparcie materialne,a oczekiwaniem na pozytywne przykłady,że komuś się udało wyjść na prostą mimo braku pomocy ze strony dawnych "przyjaciół" i przysłowiowej "samotności w tłumie".Każdy pozytywny przykład może dać nadzieję i sens dalszej walki o przetrwanie.Wiem,że dramat bezsilności,to dla każdego bardzo osobista sprawa, ale każdy pozytywny przykład,to też ogromne wsparcie.Pozdrawiam.
Wiesz co to dynamit? To jest 100% rozwalacz murów. A tak poważnie, pomysłów jak wyjść jest pełno i nie będę się rozpisywał. Zacznij od małych rzeczy żeby z nimi sibie poradzić. Jeśli ogarniesz dół środek pójdzie już łatwiej, a później te problemy z góry. Praca poza normalną dodatkowa/dorywcza lub co może być dziwne zbieractwo. Zawsze parę groszy do przodu. Rodzina i znajomi... zostaną tylko Ci którzy będą coś warci, a reszte olej ciepłym moczem bo szkoda na nich czasu. Ja musiałem wyjechać na długo za granice i co mc przesyłałem grosze żeby wszystko jakoś wyszło.
nie koniecznie trzeba za granicę! W rodzinie mam osoby , które w ostrowcu szukały pracy bezskutevznie nawet rok.Depresja , w domu awantury, constans totalny.Wreszcie odwazy krok, praca w Warszawie w sumie żadna rewelacja ale od czegoś trzeba zacząć, wynajęty pokoik przy rodzinie i po opłaceniu powinności starcza na podstawowe wydatki.ale nowe mośliwości, dużo ofert pracy bo to stolica przecież i wreszcie jest coś lepszego w sumie państwowa robota/bez znajomości/.Wreszcie pojawia się osoba która jakby była ta drugą połówka jabłka .Dziś są szczęśliwą rodziną , dwoje dzieci , dobre zarobki, dom w budowie.Moze warto iść taką droga?Pozdrawiam, będzie dobrze ,trzeba się odwazyc wychylić nos trochę dalej.
Wielkie dzięki za dobre słowa.Czytam Wasze wypowiedzi po kilka razy i nie ukrywam,że bardzo mnie wzruszyły,bo jesteście obcymi osobami i znaleźliście czas i chęć(co najważniejsze)żeby zatrzymać się nad czyimś problemem.Temat z wyjazdem super.Trochę się boję ale w końcu,co za różnica,gdzie człowiek jest sam....A może spotkam tam też takich życzliwych ludzi,jak Wy.Jeszcze raz dziękuję.
Nie jesteś w kryzysie niestety sam. Ja tez tego doświadczam i rozumiem wszystkie bolączki tego świata. Taki los zgotowała wielu ludziom władza!
Nie jest prosto wyjść na prostą, a pseudo przyjaciele też nie wspierają,
po prostu odeszli. Zrozumie Cię tylko ktoś taki jak ja. Też szukam drogi wyjścia.
Dla pocieszenia:
Ktoś kiedyś powiedział:
W Państwie dobrze zarządzanym
wstyd jest być biednym, a w Państwie źle zarządzanym wstyd jest być
bogatym.
Magi to co napisałeś w pierwszym poście to tak jakby to były moje słowa
tylko na karku mam więcej lat.
Pozdrawiam i życzę siły w działaniu.
A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. - sprawdź kto to powiedział
bóg daje każdemu taki krzyż, jakiktos może unieść....
Mnie się prawie udało. Pracodawca w Starachowicach nie płacił mi przez 3 miesiace to sie zwolniłem. Złozyłem pozew do sądu- wygrałem. Dałem sprawę komornikowi- odzyskał połowę, reszty sie nie da. Szukałem pracy. Po 3 miesiącach dostałem się do jednej firmy na starym zakładzie. Ale po 3 miesiącach cieżkiej pracy ( okresie próbnym) - rozczarowanie i znów bezrobocie. Pojechałem na kurs i po 6 miesiącach znów praca w Ostrowcu za marne grosze, na umowę o dzieło, potem umowę zlecenie potem własna działalnośc. Wytrzymałem 9 miesięcy ciągłego kontrolowania i motywowania do ciężkiej pracy. Ale... Cały czas szukałem następnej, brałem 1 dniowe urlopy i jeździłem na rozmowy kwalifikacyjne. I dostałem super pracę 30 km od Ostrowca za 3500zł na rękę.To trwa już rok , oby jak najdłużej. Rada: próbuj nie poddawaj się
Czasami mam wrażenie, że nasze miasto jest jakby obłożone klątwą. Czyżby Ostrowiec nadal pozostał "czerwony", mimo że cała Polska poszła do przodu?