W zeszłym tygodniu internet obiegła infografika jednego z szefów krakowskiej firmy mieszczącej się w biurowcu. Zauważył on, że przyjęci do jego firmy na okres próby stażyści częściej przyjeżdżają do pracy samochodem niż ich przełożeni. On sam przybiega, a jego najważniejsi menedżerowie dojeżdżają tramwajami lub rowerami.
Szefowie przychodzą do pracy ze snobizmu, dla kaprysu czy też zdrowia. Stażysta natomiast przyjeżdża samochodem, aby się dowartościować, nie dlatego że taki bogaty.
Nie dziwi mnie to ani trochę. Na początku swojej drogi zawodowej, będąc najniższym szczeblem w firmowej drabinie i najmniejszym trybikiem - na stanowisku także biurowym - spędzałam w pracy najwięcej ze wszystkich, znacznie więcej niż szefostwo. Dlatego Gościa z 9:59 oraz Gościa z 11:44 zapewniam, że jakbyście kilka dni posiedzieli w papierach w godzinach typu od 8 do 23, to też nie w głowie byłoby Wam przybieganie do pracy lub przyjeżdżanie do niej rowerem, tylko wybieralibyście auto, byleby zyskać dodatkowe pół godziny snu i czasu dla siebie.
Coś w tym jest. To jak palenie papierosów. Bogaci rzucili ten nałóg, biedota nadal pali..
11.28 gratulacje podejscia do higieny pracy, zawał po 50tce murowany, pracuj dłuzej
gościu 11:58 ta jak nazywasz "higiena pracy" to nie kaprys a konieczność.
do 11:28
jeżeli auto macie to nie ma wyboru a co do szefa,który w firmie jak mówisz jest krócej to tylko po to,żeby w domu pracować dalej ,ale tego niestety już pracownicy nie widzą.
Uczciwego i kompetentnego szefa najczęściej już nawet nie stać na samochód; względnie oszczędza na benzynie.Tyle daje ta uczciwa praca dla Polski.
Samochód teraz nie jest żadnym wyznacznikiem bogactwa. To tak jakby powiedzieć, że ktoś jest bogaty bo ma prąd w domu, automatyczną pralkę i telewizor.
Samochód nie jest wyznacznikiem bogactwa, ale trudno powiedzieć, że biednego stać na jego posiadanie i utrzymanie.
W Krakowie szybciej dojedziesz komunikacją miejską czy rowerem niż samochodem.
pracowałem we francji u szefa marketu ala castorama, dojeżdżał do pracy scigaczem ew. służbowym furgonem, a w czasie wolnym uprawiał biegi, skoki spadochronowe, snowboard i wiele innych, także uważam że, szukacie na siłę sensacji, ew. ten pseudomenager w ten sposób broni się przed podwyżkami dla pracowników, wymyślając takie durnoty.
Pooddajcie symbole biedy, biednym, chętni się napewno znajdą
dzisiaj prawie kazdego stac na samochod to o niczym nie swiadczy.
ja chętnie bym oddal samochod za rower i pensje mojego szefa...