jakis powod musiał byc jestem w szoku:(
Jakbyś go znał, wiedziałbyś, a tak to po co?
Jeśli nikt nie wspomniał o kogo chodzi skąd ma wiedzieć, czy znał czy nie? Nie z każdym trzeba mieć mnóstwo wspólnych znajomych, żeby miał kto donieść. A sam ten chłopak go już nie poinformuje.
Ale co , chcecie się za niego pomodlić, pomóc rodzinie, czy tak z nudów?
Chłopak był pełnoletni, nie należał do Kościoła katolickiego. Wszyscy przejmujemy się, nie miał wrogów. Nikomu nie skarzył się, że ma jakiekolwiek problemy czy pretensje. Nie mówił, że ma dosyć życia, Porozmawiajcie z młodzieżą. Oni mówią, że nie powinno się rezygnować z życia, bo krzywdzi się wielu niewinnych ludzi. Mam nadzieję, że rozumiecie. Jesteśmy właśnie po pogrzebie.
Wkurza mnie to- może...
Wspólczuje rodzinie, szkoda dziecka życie przed nim bylo a teraz zgaslo smutne.Rozmawiajmy ze swoimi dziećmi to bardzo ważne nie żyjmy obok nich tylko z nimi
zastanówcie sie co piszecie, pomyślcie co teraz czują osoby dla których był bliski, co czuje matka, ojciec rodzina, wychowawczyni koledzy z klasy, w takich sytuacjach moze znaleźć sie każdy z nas, każdy z nas moze stracić w taki sposób bliskiego lub sam tak zakończyć życie. zamiast oceniać chłopaka zawsze uśmiechniętego pomyślcie czy w waszym otoczeniu nie ma osoby która moze potrzebuje pomocy ? moze jest załamana ? jego juz niestety z nami nie ma ale można uratować innych w podobnej sytuacji. a druga sprawa po co zakładacie wątki na takie tematy ? chcielibyście o swojej rodzinie czytac takie rzeczy ?
Nie gadajcie jak sprawy nie znacie. Bo kogoś ocenic anonimowo to łatwo jest.
Nikt nie ocenia,nikt nie neguje mysle ze to tylko krzyk rozpaczy bo poprostu był zbyt mlody tak???młodziez mówi to co chcemy usłyszc czesto a tak naprawde swoje prawdziwe emocje kazdy lub wiekszosc tłumi w sobie....zreszta nie tylko młodziez ale chyba kazdy z nas.:(
Emocje emocjami - każdy z nas ma lepsze i słabsze dni. ale to nie znaczy, żeby myśleć o najgorszym. Wyobrażam sobie , co teraz przezywają najbliżsi, koledzy... Zresztą widziałam. Nie wolno nam zadawać takiego bólu i skazywać na pytania typu: czy ja też przyczyniłem się niechcący. Uważam, że gdy mamy kryzys, powinniśmy wtedy myśleć nie tylko o sobie, ale zastanowić się, kogo skarzemy na piekło już tu na ziemi.
Gość M. ty przeżywałeś kiedyś kryzys/depresje? Bo chyba nie. Uwierz, że ciężko jest wtedy myśleć o ludziach wokół nas. Człowiek jest tak rozdarty wewnętrznie, to jest taki...ból duszy, że naprawdę osobom bardzo wrażliwym ciężko sobie z tym poradzić. Traci się sens życia. Człowieka ogarnia taka niechęć i chyba tylko silny charakter nie jest w stanie się temu poddać. To jest trudny temat i na pewno nie do zbyt łatwej oceny czyjegoś postępowania.
Mam pytanie. Czy nikt nic nie widział? Nikt nic nie podejrzewał? Gdzie zainteresowanie rodziców, przyjaciół? Ot znieczulica ogólna.
Od rodziców to bym się raczej odczepiła. Wystarczający cios dostali. Przyjrzałabym się innym. Rodzice to ewentualnie jak dojdą do siebie mogą szukać przyczyn i wiadomo, szkoła. Tam zwykle więcej wiedzą niż matka, bo to już dorosły chłopak.
Twoje pytanie jest mocno nie nas miejscu. Skoro jesteś tak bardzo zainteresowany losem innych, to najpierw sam zobacz, czy komuś obok Ciebie nie dzieje się krzywda. Rzeczywiście, wszystko widzisz i wiesz, czy jesteś ogarnięty znieczulicą?!
Bardzo smutne, takie młode życie przerwane , została zrozpaczona rodzina i przyjaciele. Smutne to i tragiczne