Tyle że to działa w obie strony. Jeśli szef jest roszczeniowy i chamski to żadne pracownik nie powinien mu ustępować.
Trochę trącą demagogią te Twoje hasła. W 90% przypadków to się nie sprawdza, bo szef jest roszczeniowy i tylko wymaga i wymaga, a od siebie nic nie daje, nawet dobrego słowa i pochwały.
"Pracownik nie jest winien swemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę, będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem". Ludwig von Mises
Ale pracownik też nie robi łaski, że w ogóle raczy coś zrobić. Bo niektórzy to oczekują pochwał za to, że w ogóle pojawili się w pracy. Bez przesady - nikt nikomu łaski nie robi. Ja nigdy od pracowników żadnych przysług ani wykonywania dodatkowych obowiązków nie wymagam, tylko to co w umowie. Ale z drugiej strony nie pozwalam też na żadne wcześniejsze wychodzenie czy załatwianie swoich spraw podczas pracy. A niestety widzę, że oczekuje się od szefa, że będzie "elastyczny" i jak nie pozwala na takie rzeczy to już jest wrogiem dla pracowników.
Elastyczność polega na ustępstwach na podobnym poziomie. Jeśli pracownik chce kiedyś wyjść wcześniej z pracy, to rozumiem że odrobi to i kiedyś zostanie dłużej albo przyjdzie wcześniej w podobnym wymiarze. Nie będzie to na podobnym poziomie jeśli za wyjście wcześniej szef powie że dzisiaj ma zrobić to to i tamto, co wykracza poza zakres jego obowiązków, bo kiedyś wyszedł 30 min wcześniej z pracy. To nie jest fair deal.
Szanowni.
Cała rozmowa jest w systemie binarnym 0-1 ,lub czarny-biały. Należy pamiętać, że jeszcze jest 0.24, 0.53, 0.7, oraz 0.93. Zaś w drugim jest całe spektrum szarości, od jasnoszarej do ciemno szarej. Każdy powinien mieć tyle samodyscypliny i wyczucia sytuacji aby obie strony były usatysfakcjonowane. Nie ma wzoru aby to rozwiązać, należy to właśnie robić z taktem. Tego co widzę z dyskusji brak, działa w jedną lub drugą stronę.
czyli nie pozwalasz na wczesniejsze wychodzenie z pracy w uzasadnionych przypadkach i sporadyczne ? nie boje sie ciezkiej pracy i przez 28 lat nigdy lekkiej nie mialem jednak pracodawcy w ostatnich czasach juz przeginaja bo nawet na te 15 minut przerwy zejsc ze stanowiska nie wolno (przerwa = dodatkowa praca) i w soboty chca aby przychodzic i pracowac w czynie spolecznym (za dzien do odbioru ktorego nigdy odebrac nie wolno - tlumaczenie "jutro nie bo trzeba to i to zrobic" i tak jest co dzien) tu widze jedynie elastycznosc a raczej poddanstwo i niewolnictwo ze strony pracownika a z drugiej strony totalny wyzysk
A jakie to są według ciebie te "uzasadnione przypadki"? Wywiadówka, przedstawienie w przedszkolu ? Bez przesady, mnie naprawdę nie interesuje życie prywatne pracowników. Chyba wymaganie obecności w pracy w wyznaczonych godzinach nie jest wygórowanym wymaganiem.
A w razie rzeczywistej potrzeby typu nagła ciężka choroba kogoś bliskiego czy jakiś inny poważny wypadek losowy można skorzystać z urlopu.
z tym jak najbardziej się zgodzę bo o wywiadówce czy przedstawieniu wiadomo jest dużo wcześniej jednak mam na myśli coś co zdażyło się w czasie gdy pracownik jest w pracy tzw nagły wypadek losowy i oczywiście godziny są lub będą odpracowane na wszystkie pozostałe jak najbardziej urlop
trzeba wyjechac i szukac pracy za granica lepssze życieee
Zawsze można w tym mieście iść na pół roku na staż za 850 zł miesięcznie o ile spełni się długa listę wymagań postawionych kandydatowi wypisaną w punktach. A potem MOŻE dostanie się umowę o pracę, z dużym prawdopodobieństwem na poziomie najniższej krajowej. A wtedy od razu można startować z kupnem mieszkania, samochodu i zakładaniem rodziny - bo przecież 1300 zł na rękę wystarcza do normalnego życia. Dlatego właśnie ludzie masowo z tej dziury wyjeżdżają, a w skali makro z kraju - bo nie mają czasu na rąbanie pańszczyzny i szkoda im życia na kopanie się z koniem i liczenie że kiedyś będzie lepiej, bo za granicą mają to na starcie.
by żyło się lepiej a te 1300zł to chyba z premią bo min.na rękę to 1243 zł .
Najniższa krajowa w 2015 to 1293 zł.
Tak, kupno domu czy mieszkania za granicą mają na starcie, akurat....
Przynajmniej mają gdzie mieszkać i co jeść, mogą normalnie żyć a nie wegetować.
Taaak? Mieszkanie w wynajętym pokoju, czasem dzielonym jeszcze ze współlokatorem, w domu gdzie gnieździ się jeszcze kilkunastu nierzadko ludzi z różnych stron świata nazywasz normalnym mieszkaniem? To jak mieszkałeś w Polsce - pod mostem?
Wyjeżdżają tylko odważni, kreatywni i wierzący w siebie. Potrafiący coś zrobić. Roszczeniowcy zostają i pisza, że 1500 to niech sobie włoży szef w buty. Powodzenia w zaufaniu o własnej wartości. Ja potrafię reszta to frajerzy. Do spotkania na sienkiewce lub w szlifierni. (przedwojenne miejsce gdzie spotykali się bezrobotni przed wojną w Ostrowcu).Zapytajcie dziadka to Wam powie gdzie to było.