Powiedzcie mi co można za przeciętną wypłatę w ostrowcu? Jaki jest start kredyt na mieszkanie jeśli w ogóle ci go dadzą, zostaniesz dłużnikiem na kolejne ok 20l, dzieci, fajny samochód itd.? tj. życie na pograniczu ubóstwa. Większość młodym ludziom w kupnie przeciętnego mieszkania pomagają rodzice z oszczędności zbieranych przez lata. Dziecko, żona itd.? Potem siedzisz na tyłku, martwisz się czy starczy do wypłaty jesteś parobkiem i wykonujesz kretyńskie polecenia przełożonych bo niby na twoje miejsce czeka setka innych. Tyrasz w święta, chodzisz w weekend do pracy, nie płacą za nadgodziny tylko możesz je odebrać. A dziwicie się, że nie widać ludzi po 30stce na mieście skoro ich nie stać na wyjście, wyjazd itp. Ja się pytam za co założyć rodzinę za 1700 zł?? Przecież 80% osób przed 30stką właśnie taki ma przeciętny dochód, tj. jałmużna, wegetacja :)
Masz bardzo pesymistyczne podejście do życia. Nikt kredytu Ci nie każe brać ale on wcale nie jest taki zły, jeśli oczywiście Cię na niego stać. Lepsze to niż płacić za wynajem lub mieszkać z rodzicami.Gdyby iść Twoim tokiem rozumowania to człowiek zamartwiałby się wszystkim bo przecież podatki i rachunki też trzeba płacić i to do końca życia. Oczywiście nie piszę że jest dobrze bo nie jest. Chodzi mi tylko o to, że człowiek powinien cieszyć się z małych rzeczy, wtedy będzie szczęśliwy. Zarobki oczywiście powinny być większe, nie ma tu dyskusji. Tylko jaki my mamy na to wpływ? Ano żaden. Nie zgodzę się z tym, że za 1700 zł nie da się rodziny założyć. Mnie się udało i wcale nie narzekam. Dwie wypłaty po 1700 spokojnie wystarczą do normalnego życia. Oczywiście nie mówię tu o luksusach ale da się żyć i naprawdę nie jest źle. Wszystko zależy od potrzeb i oczekiwań.
Wiesz ja mysle ze 1700 zł netto to marzenie niejednej osoby? Ja zarabiam 1500zl. i mam dwoje dzieci.
Po pierwsze to nie jest rozkmina egzystencjalna, ale raczej wegetatywna ;) Wszystko zależy od potrzeb. Tak naprawdę człowiekowi do życia nie jest potrzebne wiele, ale to kwestia podejścia. Czasy ciężkie? Nie ma wojny, nie ma głodu.
Pewnie, że można żyć za 1500. Ale drodzy minimaliści - można też żyć za 4000 i na pewno jest to przyjemniejsze. Inni mają gorzej? Patrzmy na tych, co mają lepiej i dążmy do tego. Gdyby ludziom zawsze wystarczało to, co mają nadal może chodzilibyśmy w skórach z nożem z kła mamuta w dłoni.
Słusznie zauważył gość 22:20. Nie ściągajmy innych w dół, żeby mieli tak samo źle jak my, tylko dążmy (ale też żądajmy), żebyśmy my mieli co najmniej tak, jak oni. A choćby w wątku o nauczycielach jedno tylko przebija z wpisów: "oni mają lepiej, zabrać im, obciąć, zlikwidować". Osoby tak piszące według mnie popełniają kolosalny błąd: całą energię i całą złość wykorzystują nie po to, żeby same miały lepszą sytuację, tylko po to, żeby ktoś inny miał gorzej (niż ma).
Przedmówcy. Jeśli maszyna się zepsuje oceniam czy umiem zrobić czy nie. Zgłaszam szefowi, że zrobię lub nie bo to specjalistyka i brak narzędzi do diagnostyki oraz, że mogę popsuć. Zazwyczaj woła się serwis. Przyglądam się lub pomagam. W dobrym tonie jeśli jest to po godzinach to w miarę możliwości zostaje. Czasami potrzebuję wcześniej wyjść lub później przyjść, więc czas jest na 0. Sam byłem szefem i właśnie przez roszczeniowych pracowników zakład przestał istnieć. 12 osób poszło na bezrobocie. Teraz ja pracuje u szefa i staram się wczuć w jego rolę. Wszystko z taktem i wyczuciem. Nawet jeśli operator skomplikowanego serwera czasami podmiecie śmieci to nie jest, że się nie ceni, tylko, że dba o swoje miejsce pracy. Ale tego się nie da nauczyć w szkole, tego uczy życie. Nie pytaj co może dać ci Ameryka, spytaj co Ty możesz dać Ameryce. Tak było w 45 i patrzcie co USA reprezentuje.
Trochę trącą demagogią te Twoje hasła. W 90% przypadków to się nie sprawdza, bo szef jest roszczeniowy i tylko wymaga i wymaga, a od siebie nic nie daje, nawet dobrego słowa i pochwały.
"Pracownik nie jest winien swemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę, będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem". Ludwig von Mises
Ale pracownik też nie robi łaski, że w ogóle raczy coś zrobić. Bo niektórzy to oczekują pochwał za to, że w ogóle pojawili się w pracy. Bez przesady - nikt nikomu łaski nie robi. Ja nigdy od pracowników żadnych przysług ani wykonywania dodatkowych obowiązków nie wymagam, tylko to co w umowie. Ale z drugiej strony nie pozwalam też na żadne wcześniejsze wychodzenie czy załatwianie swoich spraw podczas pracy. A niestety widzę, że oczekuje się od szefa, że będzie "elastyczny" i jak nie pozwala na takie rzeczy to już jest wrogiem dla pracowników.
czyli nie pozwalasz na wczesniejsze wychodzenie z pracy w uzasadnionych przypadkach i sporadyczne ? nie boje sie ciezkiej pracy i przez 28 lat nigdy lekkiej nie mialem jednak pracodawcy w ostatnich czasach juz przeginaja bo nawet na te 15 minut przerwy zejsc ze stanowiska nie wolno (przerwa = dodatkowa praca) i w soboty chca aby przychodzic i pracowac w czynie spolecznym (za dzien do odbioru ktorego nigdy odebrac nie wolno - tlumaczenie "jutro nie bo trzeba to i to zrobic" i tak jest co dzien) tu widze jedynie elastycznosc a raczej poddanstwo i niewolnictwo ze strony pracownika a z drugiej strony totalny wyzysk
A jakie to są według ciebie te "uzasadnione przypadki"? Wywiadówka, przedstawienie w przedszkolu ? Bez przesady, mnie naprawdę nie interesuje życie prywatne pracowników. Chyba wymaganie obecności w pracy w wyznaczonych godzinach nie jest wygórowanym wymaganiem.
A w razie rzeczywistej potrzeby typu nagła ciężka choroba kogoś bliskiego czy jakiś inny poważny wypadek losowy można skorzystać z urlopu.
z tym jak najbardziej się zgodzę bo o wywiadówce czy przedstawieniu wiadomo jest dużo wcześniej jednak mam na myśli coś co zdażyło się w czasie gdy pracownik jest w pracy tzw nagły wypadek losowy i oczywiście godziny są lub będą odpracowane na wszystkie pozostałe jak najbardziej urlop