Wszyscy czekali na kolejny występ Mariusz Pudzianowskiego w klatce. Tym razem jego rywalem był 40-letni australijski zawodnik sportów walki Peter Graham, który w przeszłości próbował swych sił w boksie oraz kick-boxingu. To było starcie gigantów, w końcu spotkali się ze sobą najciężsi na zawodach w Londynie zawodnicy (do 120 kg).
Od początku Polak starał się powalić rywala i sprowadzić walkę do parteru. Szybko mu się to udało, jednak po chwili sędzia zaczął upominać „Pudziana", że ten jest zbyt pasywny. Polski wojownik zaczął więc zadawać silne ciosy. Kiedy Australijczyk się podniósł, wyprowadził silne uderzenie na głowę Mariusza. Stało się to równo z gongiem!
Widać było, że Pudzianowski mocno ucierpiał przy tym ataku rywala, podejrzewano nawet złamanie którejś z kości twarzy. Polak wyszedł jednak na drugą rundę i próbował powalić przeciwnika. Role jednak szybko się odwróciły i to Graham okładał naszego rodaka. Nie wyglądało to najlepiej i można było podejrzewać, że sędzia zakończy pojedynek. Australijczyk okładał Pudzianowskiego w twarz ciosami młotkowymi, czyli łokciem. Arbiter przerwał więc walkę.
Wokół oktagonu można było słyszeć gwizdy kibiców, którzy przyszli wspierać Polaka. Niestety Mariuszowi Pudzianowskiemu nie udało się ich zadowolić.
I bardzo dobrze, lubiłem Pudzianowskiego, szanowalem jako najsilniejszego człowieka świata. Teraz mu nie kibicuje. Znielubilem go po jakiejś walce która ewidentnie przegrał, sędziowie byli zdania innego, a pan Mariusz się z tego werdyktu cieszył. A poza tym jest to ściema i sposób na zarabianie kasy.