Pracuje od niedawna moim problemem jest to ze nie umiem pogodzić obowiązków domowych z pracą nie mam czasu na nic wiecznie jest nie posprzątane nie uprane itd. .jedynie co to obiad zrobie .Mam 2 dzieci trzeba je wozic do szkoły potem odebrać czasem to nawet nie ma jak jak nam się z mezem zmiany zejdąKiedy mam jakiś wolny dzień to nie wiem w co rece włożyć.Podpowiedzcie jak sobie z tym radzicie
Więcej werwy dziewczyno ,może Ci ktoś z rodziny pomoże ,mama lub ktoś inny .
Mam dwoje dzieci,mąż tylko w weekendy w domu do tego latem jeżdżę 17km do teściów, bo mam truskawki, porzeczki itd a pracuję na cały etat. Chyba jesteś nauczycielką, skoro tak ci ciężko to zorganizować. Moja siostra właśnie nią jest i ciągle narzeka jak jej ciężko a mama pomaga, ona pracuje po 4h i mąz po 16 w domu, a bałagan ma jak nikt.
Weź się w garść. Mam troje małoletnich dzieci,na pomoc męża w obowiązkach domowych nie mam co liczyć (sama go nauczyłam,że ja to zrobię lepiej, a teraz mam)
My kobiety tak mamy za bardzo jesteśmy ambitne by pokazać, że kobieta ma prawo być zmęczona, niezadowolona. Czasami dzieci dają w kość, ale pocieszam się, że czas szybko leci, a one szybko rosną i zaraz młodsza dwójka pójdzie do szkoły. A póki co dobra organizacja w ciągu dnia, trzeba mieć poukładany w głowie jakiś plan. Ja na przykład z rana włączam pranie, w tym samym czasie sprzątam, później szykuję obiad, praca,wieczorem odrabiamy lekcję, czas na kąpiel dzieci, prasowanie, no i jeszcze nocne karmienie. Głowa do góry i alleluja do przodu:)
Pozytywne podejście do życia to podstawa. po pracy jasne, że jesteś zmeczona, ale najważniejsze jest to, żeby dzieci były zadowolone z twojej obecności, żebyś dla nich miała czas, napiszcie z mezem grafik obowiazków czy coś bo niekiedy jest dość dużo roboty przy dzieciach i w domu.
zatrudnij pomoc może w postaci dziadków czy kogokolwiek z rodziny, a jeśli nie to bierz sie w garść. dobrze zorganizowane życie i zobaczysz, że pojawi sie sporo wolnego czasu nie tylko dla samej siebie, ale i dla wspólnych chwil z mężem:)
A jeśli trochę bałaganu w domu będzie to też się tym nie przejmuj. Mieszkanie to nie muzeum i nie zwracaj uwagi na to co mówią koleżanki. Najważniejsze aby porządek był w głowie, dzieci były czyste, najedzone i lekcje odrobione bo wtedy są wszyscy są milsi dla siebie i szczęśliwi.
Zgadzam sie_nie rob niczego dla innych tylko dla dobra swojej rodzinki a ze czasem bedzie balagan-trudno
Ale Cię pocieszyły. Przede wszystkim - wyluzuj. Nie da się zrobić wszystkiego. Jak nie posprzątasz - świat się nie zawali. Podobno wysprzątany do jest oznaką zmarnowanego życia :) Jest tyle ważniejszych rzeczy na świecie niż szorowanie podłogi i wanny. Najważniejsze, że dajesz radę z obiadem. Pranie - w międzyczasie. Ja piorę wieczorem, wieszam rano albo jak znajdę czas. Sprzątam całą niedzielę :) Na tydzień musi starczyć czystości. Gary - zmywarka konieczna. Prasowanie - wieczorem rzeczy konieczne, wszystkie w niedzielę. Z czasem sama sobie zorganizujesz prace domowe najlepiej dla siebie, przyzwyczaisz się. I luz, kobieto, luz, nie jesteś robotem do wszystkiego. Jak domownikom nie pasuje - niech sobie sami robią co im potrzeba.
Mój Boże 17:17 siostra siostrze zazdrości. Jakie mamy czasy człowiek człowiekowi wilkiem co ja piszę siostra siostrze.
Zazdroszczę? A czego? Niezaradności,narzekania, nieradzenia sobie z niczym? Absolutnie nie zazdroszczę, wręcz współczuję i jej i mamie.
ja nie wiem, to chyba kwestia organizacji. wychodzę z domu przed ósmą wracam po 18. Dwoje dzieci w wieku szkolnym, praca, dom, i daje radę. Pranie nastawiam na noc, wywieszam rano, wieczorem gotujr obiad na następny dzien, prasuje w weekendy, rano mam czas na ogarniecie domu, poodkurzanie, pomycie podłóg. Ale wstaje o 5 robie co mam robić.
Powiem tak: same z siebie robicie niewolnice. Ja też pracuję i to nie na etacie tylko prowadzę własną działalność , mam dwoje dzieci, które trzeba po południe wozić na dodatkowe zajęcia oraz dom i ogródek. Do głowy by mi nie przyszło wstawać o 5 rano i myć podłogi!!! Albo po nocach gotować obiady. Z pracy wracam zmęczona wieczorem (wychodzę rano) i mam prawo do odpoczynku! Na sprzątanie poświęcam sobotnie dopołudnie i wszyscy domownicy w tym uczestniczą bez wyjątku. I to ma wystarczyć. Domowe obiady mamy w weekendy, wtedy dopieszczam rodzinkę kulinarne z przyjemnością. Na tygodniu każdy sprząta po sobie, obiady na stołówce i na mieście. Bez przesady, od kobiety pracującej zawodowo nikt nie powinien wymagać prowadzenia domu w taki sposób jak od gospodyni domowej, która nie pracuje.
Nie dajcie się zwariować, kobiety i tak mamy trudniej. I jeszcze zamiast dać dziewczynie jakieś dobre rady to się jedna przez drugą chwali ile się musi narobić i jaka to zaradna.
Sorry ale dla mnie fakt, że kobieta pracująca zawodowo w nocy gotuje obiad a o 5 rano myje podłogi to nie powód do dumy ale dowód raczej porażki i głupoty - że tak dała się zapętlić.
A męża nie masz? Dzieciom należy się domowy obiad jeśli niecodziennie to chociaż co drugi dzień. Ja nie pracuję, mąz ma dg i dużo mi pomaga. Nie wyobrażam sobie sprzątać raz w tg, bo odkurzać trzeba co drugi dzień, żeby to był dom a nie chlew, ale nie robię wszystkiego sama, a to, że nie pracuję zawodowo nie oznacza, że przy małych dzieciach siedzę i maluję paznokcie. Mąż to partner i jeśli u was tak nie jest to znaczy, że coś nie gra.
Mąż pracuje zawodowo i w domu też tak jak ja.Kto ma w danej chwili czas to robi co jest do zrobienia . A co to znaczy, że dzieciom się należy? Od obiadów w szkolnej stołówce jeszcze nikomu się krzywda nie stała, po to są żeby dzieci korzystały. Gdybym nie pracowała to z przyjemnością zajmowałam się domem więcej. Ale pracuję więc zajmuję się mniej. Życie nie polega na samym sprzątaniu, są ważniejsze sprawy niż czysta podłoga - na przykład spacer z własnym mężem:). Na pewno nie uważam, że kobieta powinna kosztem własnego odpoczynku i zdrowia stawiać sobie za punkt honoru wypucowany dom i obiad codzienne na stole jeśli jednocześnie chce się realizować w pracy. Z czegoś trzeba zrezygnować niestety, bo i tak nie zrobisz wszystkiego. Zadbany dom i jednocześnie zaangażowanie w pracy - super, tylko że to utopia i dążenie do niej odbywa się zawsze kosztem własnego zdrowia. A z mojej obserwacji wynika, że nierzadko i dobrem małżeństwa.
To jej pomóż kochana siostro:)