Dzisiaj byłam na Zygmuntówce. Zawiozłam karmę psiakom, którą dostałam od Państwa. Pan miło mnie przywitał. Był trzeźwy (trzeźwego widzę od mojej pierwszej wizyty w sobotę, a byłam też w niedzielę i dzisiaj). Wczoraj były koleżanki i wzięły spaniela do obcięcia kudłów. Jest teraz taki śliczny , że aż go nie poznałam. Pan twierdzi, że nie musi go już wiązać na smyczy przy domu bo mu nie ucieka. Myślę , że skoro pies ma jedzenie w domu to nie musi szukać go w okolicy. Pan powiedZiał, że chciał odwiedzić Hałysię przez ogrodzenie ale nie było jej pod domem , w którym teraz się znajduje. Ten człowiek kocha swoje psy. To widać jak się wobec nich zachowuje kiedy jest trzeźwy. Byłam w środku w domu bo Pan mnie zaprosił. Masakra. Widać, że kiedyś była to porządna rodzina. Ogrom książek i na tamte czasy ładne meble i dodatki jednak upływ lat i zaniedbanie oraz brak kobiecej ręki w domu doprowadziły do tego, że dom wygląda jak po pożarze. Ten człowiek zmartwił się kiedy przyjechałam sama, bo moja koleżanka obiecała mu, że przywiezie chleb jednak nie mogła przyjechać i o obiecanym chlebie zapomniała mi powiedzieć. Pojechałam więc do Biedronki na Sandomierskiej i kupiłam dwa bochenki chleba, dwa słoiki konserwy, kawę i cukier aby miał co zjeść na śniadanię i kolację. Kochani ja generalnie pomagam zwierzętom ale może jest ktoś kto to czyta i zechciałby dać temu człowiekowi jakąś żywność? Chleb, masło , coś do chleba, przetwory własne i inne pokarmy, które pozwolą mu przeżyć. Jego syn zabrał całą rentę i nie wrócił do domu dlatego aż do początku maja ten człowiek nie będie miał pieniędzy aby kupić sobie cokolwiek do jedzenia. Jeśli miałby mu ktoś ochotę coś dać to przypominam, że mieszka ul Zygmuntówka uliczka z numerami 223-233 (po lewej stronie) dom na wprost bez firanek z niebiesko żółtą furtką w bramie. Pan jest grzeczny i nieszkodliwy. Ma długie siwe włosy i długą brodę.