Widzisz tylko to, co chcesz widzieć gościu 17:06. Hipokryzja i obłuda jest wszędzie, w Kościele też ale to nie oznacza że tam jest jej najwięcej. Logika nakazuje by przykład brać z tego co dobre a nie z tego co złe. W Kościele jest też bardzo dużo wspaniałych ludzi i to zarówno po stronie świeckiej jak i duchownej. No ale jak samemu ma się nieczyste sumienie to najprostszym rozwiązaniem na jego uspokojenie jest wytłumaczenie sobie że ktoś jest gorszy.
Ale to gość z 25.03 z 15.28 jako pierwszy zarzucił hipokryzję i obłudę innym broniąc religii w szkole. Czyli idąc twoim tokiem rozumowania on też widzi co chce widzieć i zapewne ma nieczyste sumienie.
Patrząc na wieki działalności Kościoła to ta instytucja zrobiła niestety więcej złego niż dobrego.
Gościu 10:03 no a jak nazwać inaczej kogoś, kto jest niewierzący, religia mu przeszkadza a jednocześnie posyła na nią swoje dziecko i uczy je obłudy? Jeśli to nie hipokryzja to co? Piszemy o konkretnych przypadkach. To samo dotyczy ludzi, którzy posyłają dzieci do pierwszej komunii świętej, mimo iż wcale ich w wierze nie wychowują.
A jak nazwać duchownego, którego obowiązuje celibat, składał śluby czystości, z ambony na kazaniu napomina parafian żeby nie cudzołożyli a sam żyję w grzechu bo ma kochankę i dziecko? Czyż to nie obłuda i hipokryzja? A to tylko jeden z przykładów życia niezgodnego z nakazami własnej religii. W porównaniu z tym posyłanie dziecka na religię tylko dlatego że wszyscy tak robią a nie z przekonania to malutki pikuś. Tu nie ma porównania. Ja swoich dzieci na religię nie posyłam. I są z tego powodu dyskryminowane - nie przez otoczenie a system szkolnictwa - bo nie mają innych lekcji w zamian. Bo nie mają lekcji z powodu rekolekcji. To jest bardzo nie w porządku. To, że państwowa i świecka z założenia szkoła pozwala na taił dyskryminację i faworyzuje jedno wyznanie
Po pierwsze, żeby rzucać takie oskarżenia co do duchownego to trzeba mieć dowody a nie tylko "bo ludzie gadają". Po drugie, to, że ktoś robi źle nie upoważnia nikogo żeby też tak robił. Chyba masz swój rozum gościu 11:58? Każdy odpowiada za siebie i przed Bogiem też kiedyś tak będzie. Nauka Kościoła nie jest wcale zła, tyle że słabi ludzie nie potrafią jej sprostać. Czyżbyś taki właśnie był gościu 11:58? Zło trzeba tępić i negować ale nie można go powielać. Ludzie niewierzący są więc hipokrytami podwójnymi ponieważ nie tylko robią zupełnie inaczej niż mówią ale też próbują oceniać innych (np duchownych) mimo iż moralnie nie mają do tego prawa gdyż sami bez winy nie są. Ot i tyle.
P.S Nikt nikogo nie dyskryminuje z powodu ateizmu. Raczej jest odwrotnie. Człowiek, który w codziennym życiu pokazuje że jest wierzący, np modli się przed jedzeniem naraża się na szykany. Doświadczyłem tego nie raz..
"Ludzie niewierzący są więc hipokrytami podwójnymi ponieważ nie tylko robią zupełnie inaczej niż mówią ale też próbują oceniać innych (np duchownych) mimo iż moralnie nie mają do tego prawa gdyż sami bez winy nie są. Ot i tyle."
Możesz jasniej?
Czyli co? Ktoś cię wyrosło z restauracji, zabrał posiłek, ukarał grzywną? Cóż to za straszne szykany cię spotkały za tę modlitwę przed jedzeniem? Nie bądź śmieszny, nikt w to nie uwierzy - mogłeś co najwyżej napotkać lekkie zdziwienie.
Nie, nikt mnie nie wyrzucał. Jednak te uśmieszki i dogadywania raczej nie były miłe. To też jest szykanowanie. Piszesz, że mogłem napotkać zdziwienie a ja się pytam - dlaczego? Co w tym dziwnego, że człowiek wierzący nie wstydzi się swojej wiary? Jeśli kogoś coś takiego dziwi to znaczy, że już nie jest dobrze i trzeba zrobić wszystko aby nie było gorzej.
Równie dobrze można powiedzieć, że uśmieszki i dogadywanie dotykają ludzi, którzy nie modlą się przed posiłkiem... Nie róbcie reguły z jednostkowych przypadków, ja też nie widziałam nigdy, by komukolwiek przeszkadzała modlitwa, zresztą prawdziwemu katolikowi żadne śmichy chichy w modlitwie nie przeszkodzą. Jeśli jego wiara jest ułomna, to będzie nawet na brzęczenie muchy narzekał albo niskie ciśnienie.
Nauczanie religi w szkołach wyrządziło więcej szkód niż przyniosło korzyści, oczywiście poza tymi materialnymi. Państwo płaci nauczającym, ubezpiecza ich a że coraz więcej uczniów nie uczęszcza na religię to już pikuś.
Wprowadzenie religii do szkół było ogromnym błędem.
Moje dziecko chodzi do 1 klasy gimnazjum. Ma tylko zaledwie jedną godzinę biologii i jedną chemii w tygodniu, za to aż dwie godziny religii. Które spędza na niczym w świetlicy ponieważ na religię nie chodzi
Dla mnie to totalna bzdura.
Ja też jestem za wycofaniem religii ze szkoły. Nie dlatego, że jestem ateistką. wręcz przeciwnie - jestem wierząca, chodzę do kościoła. Ale uważam, że nie należy mylić dwóch pojęć-nauczania szkolnego z praktykowaniem wiary. W szkole dzieci mają się uczyć tego co pozwoli im później zdobyć dobry zawód. A religię powinno się traktować indywidualnie dla każdego. I nikt nie powinien się czuć w żaden sposób zmuszany do uczęszczania na takie zajęcia. z wiele większą chęcią posyłałabym dziecko na religię do sali katechetycznej przy kościele. Sama uczęszczałam na taką formę religii. Religia była dla chętnych, nikt nikogo nie zmuszał do chodzenia, a na tych lekcjach dużą miarę przykładano do utworzenia np scholi dziecięcej. Są wśród nas wyznawcy różnych religii bądź też ateiści. Każdy z nich zasługuje na takie samo traktowanie w szkole. I każdy uczeń powinien mieć taką samą ilość lekcji w szkole.
W tym konflikcie tak na prawdę są trzy strony:
1. ateiści - nie chcą aby KK wtrącał się do ich życia, mówił im co jest słuszne i nie chcą aby ich podatki szły na zmarnowanie, czyli karmienie KK.
2. wierzący i praktykujący, do których nie dociera, że są ludzie o innych przekonaniach i cały ten teatrzyk ich nie obchodzi a wielu śmieszy, że jeśli katolik chce finansować kościół, to niech daje na tacę nie 5zł ale 500 i wszyscy będą zadowoleni
3. księża - Ci mi przypominają takie prosiaczki przy korytku, merdają ogonkami, chrumkają i zażerają do pełnego żołądka zadowolone z życia.
Jest takie przykazanie - nie kradnij. Dla mnie - ateisty - dawanie pieniędzy z moich podatków jest po prostu zalegalizowanym złodziejstwem. I dziwi mnie, że księżom to nie przeszkadza :) Żartowałem, nie dziwi mnie :D
Wystarczy oddzielić na serio kościół od państwa, opodatkować wierzących na kościół i problem zniknie.
Za bardzo to uprościłeś gościu 13:34. Dlaczego to niby ateiści mają prawo decydować na co idą ich podatki a wierzący i praktykujący już takiej możliwości mają nie mieć? Dlaczegóż to my, wierzący mielibyśmy być dodatkowo opodatkowani? Jeśli już taki tok rozumowania obrałeś to uważam, że każdy wierzący powinien móc przeznaczyć część swojego podatku na Kościół, zaznaczając równocześnie na co pieniądze z jego podatków mają nie iść. To samo tyczyłoby ateistów. Wtedy byłoby sprawiedliwie bo to, co Ty proponujesz jest nie do przyjęcia.
Ależ ja się zgadzam i powiem więcej. Podatek powinien być liczony od najniższych zarobków a nie procentowo od tego co zarabiasz.
Logicznie mysląc ten co zarabia mniej lub więcej nie ma większych potrzeb niż inni.
Ja tylko nie chcę aby moje pieniądze trafiały w pazerne łapy KK, a Ty im dawaj ile tylko chcesz :)
I jeszcze odpowiedź dla tych katolików, którzy nie chcą dofinansowywać invitro i antykoncepcji.
W roku 2012 na dofinansowanie WSZYSTKICH leków kupowanych w aptekach poszło 6,8mld złotych, 2013 - 7,2. Z tego może 1/100 promila to antykoncepcja. Szukałem ale nie znalazłem szczegółowych danych.
W 2014 kościół dostał z budżetu ponad 1,8 miliarda.
Licząc, że w kraju żyje 38mln ludzi, to każdy miał zrefundowane 184zł na leki i dał kościołowi 47zł.
Co znaczy, że moja 4-osobowa ateistyczna rodzina zapłaciła KK prawie 200zł, a z refundowanej antykoncepcji nie skorzystała, bo żona ma spiralkę :D
Pytanie do katolików - czy to jest uczciwe?
A z czyich podatków księża i katecheci mają pensje?Jestem wierząca ale ile tu ludziska jadu wylewacie poczytajcie najpierw i uświadomcie się dopiero coś piszcie.
Odpowiadam: z podatków obywateli Rzeczypospolitej Polskiej - wierzących w Buddę, Allacha, Jehowę, Potwora Spaghetti... i ateistów.
Uświadomiłem ci to?