Uzasadnienie jest bardzo ciekawe. Według prokuratora brak jest uzasadnionego podejrzenia, aby doszło do rozpowszechniania utworu bez zezwolenia w rozumieniu prawa autorskiego. Przestępstwo z art. 116 ust. 1 i 4 prawa autorskiego jest bowiem przestępstwem umyślnym, więc sprawca musi mieć świadomość rozpowszechniania cudzego utworu bez zezwolenia i co najmniej godzić się na to (mówi o tym też art. 9. § 1. k.k – przyp. red.).
Wynika z tego, że samo przyłączenie się do roju wymieniających się plikiem peerów w sieci BitTorrent nie jest równoznaczne z rozpowszechnianiem z naruszeniem prawa autorskiego, w znaczeniu założonym przez ustawodawcę. Trudno odmówić temu racji: przeciętny użytkownik nie ma pojęcia o architekturze sieci, specyfikacji protokołów P2P, jest zainteresowany pozyskaniem filmu, by obejrzeć go samemu, czy co najwyżej z rodziną lub przyjaciółmi. W tej sytuacji trudno uznać, by był świadomy, że pozyskując film z Sieci popełnia przestępstwo i działa w kierunku rozpowszechniania cudzego utworu. Prokurator pamiętał też najpewniej o art. 28 § 1 k.k. mówiącym, że czynu zabronionego nie popełnia umyślnie osoba, pozostająca w błędzie co do okoliczności stanowiącej jego znamię.