Skłonność Platformy Obywatelskiej do samooośmieszania jest zadziwiająca. Rząd najpierw wprowadził rygorystyczne przepisy, eliminujące ze szkolnych sklepików m.in. drożdżówki i sól. Teraz minister edukacji mówi o negocjacjach z ministrem zdrowia, by złagodzić przepisy. Negocjacjach. To pokazuje, do czego prowadzi próba wprowadzenia reguł w każdej dziedzinie życia.
Ale takich przykładów jest więcej. Niektóre dotyczą spraw małych, inne wielkich. Do tych pierwszych na pewno trzeba zaliczyć długą batalię o pieprz w barach mlecznych. Zgodnie z prawem przysługują im ulgi podatkowe i dotacje, ale są też obostrzenia, na przykład związane ze stosowaniem przypraw czy mięsa. Mało kto ich przestrzegał, a kontrole skarbowe nakładały na jadłodajnie kilkusettysięczne kary.
Przez to wiele lokali stanęło w obliczu bankructwa, rozpoczęły się oddolne akcje zbierania podpisów i protesty. W niektórych przypadkach sprawa otarła się o sąd. Ostatecznie Ministerstwo Finansów zmieniło przepisy, a Mateusz Szczurek nad talerzem zupy z dumą mówił o prospopołecznej postawie rządu.
natemat pl
Czasami absurdalne pomysły urzędników udaje się powstrzymać. Tak było na przykład z próbą ograniczenia liczby narciarzy na stokach. Każdemu z nich miało przysługiwać 200 m2 śniegu, a na trudnych trasach nawet 400 m2. Ostatecznie ktoś poszedł po rozum do głowy i pomysł porzucono.
Tak kończą się interwencje władz w wolny rynek: politycy i urzędnicy nigdy nie będą w stanie przewidzieć wszystkich swoich decyzji. Doskonale opisał to Friedrich August von Hayek w "Zgubnej pysze rozumu. O błędach socjalizmu". O socjalizmie mówił też Stefan Kisielewski, wskazując, że to ustrój, który "bohatersko walczy z problemami, które sam wytwarza". Teraz bohaterami postanowili zostać politycy PO.
Przepisy typu rozporządzenia wprowadzają poszczególne ministerstwa, a że jak raz trafił się w ministerstwie zdrowia gość uwielbiający dietetyków, to stworzony został potworek