Na Dalekim Wschodzie zdarzył się przypadek, że po kilkudziesięciu latach od II wojny światowej wyszedł z lasów „partyzant” japoński (b. żołnierz cesarza Hirohito). U nas też w latach 50. wyszedł z lasów niemiecki żołnierz (bodaj na Opolszczyźnie, pisano o tym w „Karcie”).
Ci osobnicy sami się ujawnili, wcale nie chodzili za nimi antropolodzy, ani etnolodzy.
Okazuje się, że w Polsce mamy partyzanta z okresu stanu wojennego, którego nie złapał ani Wojciech Jaruzelski, ani nawet po 1989 roku Lech Wałęsa (który nawet go zatrudnił), ani Bronisław Komorowski, wszak chadza do lasów jako myśliwy.
cleofas
Pismenie w Ostrowcu było z 5 -10 osób internowanych za organizowanie strajku,działalności antykomunistycznej. Spytaj się ich po której stronie stoją w sprawie marszu zorganizowanego 13 grudnia w rocznicę stanu wojennego nawet Twój prorządowy Bujak ukrywający się w Stanie Wojennym w sposób dyplomatyczny wymigał się z zajęcia stanowiska w sprawie marszu!!!!!!!!!!