Jak to nie znamy warunków?? Przecież Dyrekcja udostępnia ofertę rodzicom i kto chce, może się z nią zapoznać.
komitet obowiązkowy nie jest, a dziecko mam ubezpieczone w osobnej firmie
możesz ubezpieczyć dziecko poprzez swój zakład pracy i w szkole nie musisz
U nas o wysokości składki na Komitet Rodz. decyduje rada rodziców, pieniądze zbiera przedstawiciel trójki klasowej i przekazuje skarbnikowi Rady Rodz. O sposobie wydatkowania także decyduje Rada Rodz. na zebraniu. Wybór ubezpieczyciela i wys. składki także pozostaje w gestii Rady Rodz. , na pierwszym zebraniu wrześniowym wspólnie wybieramy składkę i firmę. Informacje przekazujemy dyrektorowi, ubezp. zbierają już n-le, bo tak łatwiej i są terminy. Rodzice, którzy nie interesują się życiem szkoły stoją przed szkołą i plotą farmazony, buntują się nawzajem dopatrując, kto na tym robi kokosy. Jak się czyta takie "ostrzeżenia" to odechciewa się pracować w Radzie Rodz. I bez tych plot trudno dobrać się konkretnie, żeby się wszystkim chciało coś robić, a nie plotkować i patrzeć, co się komu należy i co kto z czego ma.
Ostrzegali w tv wczoraj, cóż w tym takiego jeśli to prawda to co jest w linku? Nie musisz być w radzie. Ja do szkoły nie chodzę tylko dzieci więc nie obserwuję co robią mamusie, którym się nudzi i codziennie idą do szkoły. A jeśli chodzi o ubezpieczenie to zobaczę na wywiadówce jak to jest, czy rodzice wybierają czy nie mamy na to wpływu. Wiem, że w poprzedniej szkole (poza Ostrowcem) na 1szej wywiadówce nauczyciel mówił jaka to kwota i płaciliśmy i rzeczywiście jak większośc nie byłam świadoma tego, że mogę ubezpieczyć dziecko poza szkołą.
To poczytaj sobie gościu z 13:06. tam jest kilka linków do TVN Uwaga.
Każdy ma dzieci i wie jak to wygląda. Rada rodziców zawsze się podlizuje dyrektorowi szkoły i wychowawczyni i chyba to oczywiste. To taki "organ" z przymrużeniem oka. Najlepiej gdyby jasno bez owijania robiła takie rzeczy szkoła.
nie ma sensu ubezbieczac dzieci w szkolach bo kazda szkola "jako szkola" musi byc ubezpieczona od m.in. NNW i jak cos sie dziecku stanie w szkole to szkola wyplaca odszkodowanie.
ubezpieczenia dla dzieci to naciaganie na kase rodzicow.
Ludzie bardzo mnie dziwi ta dyskusja. Dawniej rzeczywiście płaciło się ubezpieczenie jako obowiązkowe. Od kilku lat wiemy, że tak nie jest. Jestem świadoma, że nie muszę płacić za ubezpieczenie dziecka. Jednak zawsze tak robiłam i będę robiła. Gdy dziecko złamało rękę od ubezpieczyciela ze szkoły otrzymało 350 zł, natomiast z firmy w której jesteśmy ubezpieczeni całą rodziną i płacimy grubą kasę - 95 zł. Ale to nie o zarobek chodzi, ale o zabezpieczenie. Ja płacę i nawet gdy szkoła dostanie prowizję, to co? Przecież idzie na potrzeby szkoły czytaj dzieci. Komitet płacę, bo płacili moi rodzice, ja i moje dziecko też. I też zawsze wiemy na co pieniądze są wydane.
12:37 to zalezy na jaką sumę dziecko jest ubezpieczone, jak wspomniałam wczoraj za 4 szwy na głowie mój syn miał wypłacone 350 zł.
13:39 jak nie masz wpływu to zgłoś się do Rady rodziców w przyszłym roku szkolnym i bedziesz wiedział jak to wygląda. Na pierwszej wywiadówce wybira się trójki klasowe, jak szukają chętnych to wszyscy się migają: pracą, dojazdami, dziećmi małymi.Każdy ma to w doopie. A poźniej do komentowania to wszyscy migacze.
U mnie same się zgłaszały :)
Oj, gdzie się migają? Zwykle te same i miałam okazję zauważyć nawet walkę o "stołki" na wsi. Mnie się nie nudzi i nie chce mi się biegać za mamusiami i zakładać za nie na kwiaty dla nauczycieli, bywało tak, bo jako młoda mama byłam 3lata w radzie i niestety ale na dzień kobiet musiałam za swoje kupić coś dla nauczycielki, ponieważ większosć mam była nieuchwytna a nie wypadało nic nie dać. Zmądrzałam. Za miękkie mam serce. A teraz w Ostrowieckiej szkole nie widzę problemu, mamusie chcą być w radzie, bo mimo, że dzieci już duże niektóre mamy są bardzo często w szkole. Nie mam pojęcia po co.
21:21 skąd te durne wnioski? Uwierz, że nie z każdym nauczycielem da się współpracować. Póki co nie oceniam nowej nauczycielki córki, ale mam wrażenie, że drugiej takiej, jak była w zeszłym roku nie będzie. Nauczyciel, który spotka dziecko w wakacje i przytuli, po roku nauczania. Taki mądry z sercem do dzieciaków. Kurcze, szkoda, że tak mało mamy tych, którzy zasługują na ogromny szacunek. Sama tu nieraz pluję na nauczycieli, bo się nóż w kieszeni otwiera, że starsza się boi iśc na lekcję jak zresztą prawie cała klasa a najlepsi wysyłani są na wcześniejszą emeryturę.