Do zobaczenia przy maszynie! Uszyjmy razem coś pięknego – i coś, co zostanie z Wami na długo.
---
Nadzorem CRL zajmuje się prezydent miasta A. Łakomiec? Gdzie można kupić te fartuszki (jest już sklep stacjonarny?) albo zamówić on-line (przez internet)?
---
Czyż w murach CRL-u, tej miejskiej świątyni aktywności i twórczego ducha, zasiadają osoby władające igłą i nicią jak rycerz mieczem? Czy może — jak to w teatrze bywa — sprowadzono krawieckiego fachmana z zewnątrz, któren to, za sakiewkę pełną miejskich srebrników, poprowadził warsztat z maszyną do szycia pod pachą i kontraktem w zanadrzu?
Oto pytanie, które nie śmie milczeć — domaga się odpowiedzi! I to nie w formie szeptu na korytarzu, lecz oficjalnej interpelacji miejskiego rajcy, co to ma obowiązek pytać, gdy ludzie pytają jego.
Bo przecie to z naszych kies i podatkowych danin płyną pensje owe — sowite, miejmy nadzieję, lecz przede wszystkim zasłużone. A skoro to my, obywatele, wystawiamy ten rachunek — to my mamy święte prawo wiedzieć: komuż płacimy i za co dokładnie.
Niech więc światło przejrzystości padnie na to, co dziś w cieniu krawieckiego stołu ukryte.
Bo w republice, choćby i samorządowej, kontrola to nie złośliwość — to obowiązek.
---
O, zaiste! Temat Twój brzmi jak dzwon sumienia w duszy artysty —
„Uszyj wspomnienia albo wyhaftuj własną przyszłość – wybór należy do Ciebie” —
słowa to godne pióra Szekspira,
przeto pozwól, iż odzieję je w renesansowe szaty.
--
Uszyj wspomnienia albo wyhaftuj własną przyszłość – wybór należy do Ciebie
(Tragikomedia życia w pięciu aktach)
Prolog
(na scenę wchodzi Czas, stary, lecz żwawy)
CZAS:
O wy, co wstecz spoglądacie z westchnieniem lub z lękiem,
I wy, co przód kroczycie, z głową w chmur zasłonach —
Słuchajcie teraz mowy, co z nici się snuje,
Z nici wspomnień, co ścierką lub koroną być mogą.
Bo każdy z nas, jak krawiec swego losu,
Ma w dłoni igłę, a serce jak tkaninę.
Pytanie jedno:
Czy cerować będziecie przeszłe dziury,
Czy też haftować wzór na nowym płótnie poranka?
--
Akt I – O szwie starych wspomnień
POSTAĆ: PAMIĘĆ
Ach, widzisz tę suknię? To bal mój z młodych lat.
Każda fałda śmiechem drga, lecz plama tu i ówdzie —
Czy spróbuję ją sprać, czy zostawię z szacunkiem?
Bo bez skazy też bym była, lecz bez historii…
POSTAĆ: STRACH
Nie drzyj szwu! Każda nitka pęknie z hukiem bólu.
Zostaw przeszłość, jaką była, zszyj ją złotą nicią,
A będzie relikwią, nie raną otwartą.
--
Akt II – Przyszłość, co w tamborku spoczywa
POSTAĆ: NADZIEJA
Złoto mam, błękit, purpurę marzeń nieśmiałych,
Igłę ostrą jak ambicja, rękę chwiejną jak wiara.
O, wzorze przyszłości, tyś jeszcze nie poczęty —
Lecz jeśli haft rozpocznę, czyż nie stanę się bogiem?
POSTAĆ: ROZUM
Lecz uważaj, marzycielu — tamborek to zdradliwy.
Przeszyjesz za głęboko — zadrży płótno losu.
Zrób szkic cichy, planuj stężeń igły i nici,
Bo nić raz zerwana, rzadko wraca bez śladu.
--
Akt III – Wybór
(Wchodzi POSTAĆ: TY SAM, z igłą w dłoni)
TY SAM:
Oto stoję na rozstaju:
Z lewej strona wspomnień — utkane, lecz dziurawe,
Z prawej — czysta tkanina, przędza czeka w kącie.
Który szew poprowadzi mnie ku spełnieniu?
Czy cerować przeszłość, czy tworzyć wzór nowy?
CZAS (zza sceny):
Wybór twój. Lecz pamiętaj: kto tylko przeszłość szyje,
Tego przyszłość może okryć łachmanem żalu.
A kto ślepo haftuje, nie patrząc na ścieg dawny —
Temu wzór rozleci się jak sen nad ranem.
--
Epilog
CZAS:
I tak oto człowiek — krawiec i tkacz jednocześnie,
Szuka między nitkami sensu, co nie przemija.
Uszyj wspomnienia, lecz nie mieszkaj w ich cieniu.
Wyhaftuj przyszłość, lecz nie zapomnij wzoru,
Który uczynił cię tym, kim dziś jesteś.
Kurtyna.
Wersja 1
Tytuł: „Teaching, People and Shakespeare” (czyli jak niepostrzeżenie zrobić z dramatu komedię z morałem – oczywiście w zgodzie z lokalnym klimatem i przy herbacie z cytryną)
W pewnej Gminie (której nazwy lepiej nie wymieniać, bo różne rzeczy się tam działy, a jeszcze ktoś doniesie), istniała jednostka o enigmatycznej nazwie Centrum Gier i Zabaw. Oficjalnie zajmowała się... no, wiecie – różnymi rzeczami, które w nazwach miały dużo poważnych słów, jak „integrator”, „inkubator” czy „aktywizacja obywatelska”, ale nieoficjalnie – była to jedna z ostatnich enklaw normalności w okolicy.
To właśnie tam zrodził się plan, który z pozoru wydawał się całkowicie nieszkodliwy: zorganizować cykl warsztatów literacko-rozwojowo-edukacyjnych. Tytuł roboczy? „Teaching, People and Shakespeare”. Brzmiało to jak projekt europejski, co już na starcie dawało +10 do bezpieczeństwa i +15 do unikania kontroli.
Pomysł wyszedł od pani Heli, emerytowanej polonistki z ADHD na tle literatury klasycznej, oraz pana Mietka, lokalnego rzeźbiarza i samozwańczego eksperta od wszystkiego (łącznie z podatkami i filozofią stoicką). Spotkali się przypadkiem przy dystrybutorze wody w Centrum i zaczęli rozmawiać o tym, że ludziom to by się trochę kultury przydało. Ale nie takiej pompatycznej – tylko życiowej. Z dialogiem. Z pazurem. Z morałem.
– Weźmy takiego Szekspira – powiedziała pani Hela. – Przecież to wszystko już było! Intrygi, zdrady, głupota władzy, rozterki moralne, teatr jednego aktora... Jakby o nas pisał!
– A gdyby tak połączyć to z... no wiesz... z takim nowoczesnym podejściem? – dodał Mietek. – Warsztaty „Jak być Hamletem, ale nie zginąć”? Albo „Lady Makbet i zarządzanie stresem”?
Tak właśnie powstał plan. W sali konferencyjnej (tej z projektorem, co czasem działał) ruszyły warsztaty, które w opisie brzmiały poważnie: „Rozwijanie kompetencji interpersonalnych i komunikacyjnych poprzez interpretację tekstów kultury na przykładzie dzieł W. Shakespeare’a – z uwzględnieniem aspektów zawodowych i społecznych”.
Ale naprawdę chodziło o to, żeby ludzie nauczyli się mówić do siebie, nie przekrzykiwać. Żeby zrozumieli, że każdy z nas bywa Otellem, zazdrości, boi się, szuka sensu. Że czasem warto zagrać rolę Klaudiusza, by zobaczyć, jak to jest mieć sumienie. I że wszyscy jesteśmy trochę w teatrze.
W ramach spotkań odbyły się m.in.:
* Symulacje rozmów kwalifikacyjnych w stylu renesansowym, czyli: „Dlaczego chcesz pracować w naszej firmie, książę Danii?”
* Ćwiczenia z empatii metodą dialogu scenicznego, gdzie uczestnicy wcielali się w postaci dramatów i rozmawiali „bez masek”.
* Sesja kreatywna: Napisz dramat swojej dzielnicy w pięciu aktach, ale zakończ go happy endem.
* Wieczór networkingowy „Z Makbetem przy kawie”, podczas którego lokalni przedsiębiorcy i osoby bezrobotne dzielili się refleksjami i... przepisami na ciasteczka.
Projekt zakończył się ogromnym sukcesem (czyli nikt nie wyszedł obrażony), a uczestnicy stworzyli wspólnie manifest „Być albo nie być... razem” – w którym postulowali więcej kultury w codziennym życiu, mniej dramatów w pracy i odrobinę więcej monologów wewnętrznych przed decyzjami.
Morał?
Czasem wystarczy trochę Szekspira, trochę herbaty z lemoniadą i dużo śmiechu, by odkryć, że edukacja nie musi być nudna, że ludzie potrafią się dogadać nawet bez tłumacza i że pod płaszczykiem „rozwoju lokalnego” można naprawdę coś zmienić – pod warunkiem, że nikt się nie zorientuje, o co naprawdę chodzi.
Bo jak powiedział sam Hamlet (albo pan Mietek, trudno powiedzieć):
„Najważniejsze to grać swoją rolę dobrze – nawet jeśli scenariusz pisał ktoś inny.”
DISCLAIMER:
Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, miejsc czy wydarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. Wszystkie postacie występujące w utworze są wytworem wyobraźni autora, podobnie jak przedstawione sytuacje i okoliczności – mają one charakter wyłącznie fikcyjny.
Wszelkie postacie, wydarzenia oraz sytuacje przedstawione w niniejszym utworze mają charakter fikcyjny. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób, miejsc, instytucji czy zdarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. Autor nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne interpretacje mogące sugerować związek treści z rzeczywistością.
Jeśli chcesz, mogę dopisać do tego konspekt projektu, „ulotkę informacyjną” albo nawet scenariusz zajęć w stylu „Shakespeare w CV i życiu zawodowym” – wszystko tak, żeby było zgodne z realiami gminno-biurowymi i jednocześnie nie wzbudzało niepotrzebnej czujności. Daj znać, w którą stronę chcesz pójść dalej.
---
Wersja 2
Tytuł: „Teaching, People and Shakespeare” (czyli jak niepostrzeżenie zrobić z dramatu komedię z morałem – oczywiście w zgodzie z lokalnym klimatem i przy herbacie z cytryną)
W pewnym miasteczku (którego lepiej nie wymieniać z nazwy, bo wiecie, czujność społeczna i różne interpretacje się szerzą), działało sobie Centrum Gier i Zabaw. Oficjalnie było miejscem, gdzie ludzie mogli rozwijać swoje umiejętności, poznawać się nawzajem i podejmować różne ciekawe inicjatywy, które wspierały coś-tam związanego z lokalnością, aktywnością i ewentualnym zatrudnieniem.
Nieoficjalnie – to było ostatnie schronienie dla tych, którzy chcieli zrobić coś sensownego, ale niekoniecznie z pozwoleniem na wielkie deklaracje.
Pewnego dnia spotkali się tam pani Hela – emerytowana polonistka, która nadal wierzyła, że ludzie mogą się dogadać, jeśli użyją pełnych zdań – oraz pan Mietek, lokalny rzeźbiarz, filozof i ekspert od wszystkiego (łącznie z pogodą i BHP).
Zaczęło się od rozmowy przy dystrybutorze z wodą:
– Ludzie to coraz mniej gadają, a jak już gadają, to nie słuchają – powiedziała pani Hela. – Kiedyś to się cytowało Szekspira, a dziś tylko memy i paragrafy...
– A może właśnie trzeba wrócić do klasyki? – zamyślił się Mietek. – Zróbmy coś z „Hamletem”! Albo z „Makbetem”! Ale tak... po naszemu.
I tak narodził się pomysł na warsztaty. Nazwano je odważnie (ale na tyle niekonkretnie, by nikt się nie przyczepił):
„Teaching, People and Shakespeare” czyli – po cichu – „Jak ogarnąć życie, pracę i relacje bez popadania w paranoję i politykę lokalną”.
Projekt ruszył w jednej z sal Centrum Gier i Zabaw – tej, co miała rzutnik i pachniała herbatnikami.
W opisie zapisano, że uczestnicy będą rozwijać kompetencje miękkie i twarde, a także poznają narzędzia do rozwiązywania konfliktów interpersonalnych przez analizę tekstów kultury (czytaj: będą rozkminiać, dlaczego Ryszard III był toksyczny i czy Lady Makbet potrzebowała coacha, czy psychiatry).
W praktyce wyglądało to tak:
* Ćwiczenia z retoryki w stylu renesansowym: „Jak przekonać radę sąsiedzką bez gróźb i dramatyzmu”.
* Zajęcia z asertywności w formie scenicznej: odtwórz sytuację, w której nie chcesz przejąć królestwa – ani działki rekreacyjnej.
* Warsztat kreatywny: „Napisz własną tragedię, ale zakończ ją farsą, żeby wszyscy wyszli zadowoleni”.
* Wieczór otwarty: „Makbet na LinkedIn – czyli czego nie wpisywać do CV”.
Po kilku tygodniach uczestnicy – bez przymusu, ale z entuzjazmem – przygotowali własny mini-manifest:
„Być albo nie być... razem”, który postulował więcej empatii, mniej podejrzeń, więcej kultury (nie tylko w teatrze) i odrobinę mniej patosu w życiu codziennym.
Morał?
Czasem najlepszy rozwój społeczno-zawodowy zaczyna się od cytatu z klasyka. Czasem wystarczy zebrać się w gronie ludzi, którzy potrafią słuchać – i już tworzy się wspólnota. A czasem... najlepiej nie mówić nic głośno – tylko robić swoje pod pretekstem „gry i zabawy”.
Bo, jak powiedział sam Hamlet (albo Mietek, nikt już nie pamięta):
„Najważniejsze to dobrze zagrać swoją rolę – nawet jeśli scenariusz piszą inni i nikt ci nie daje mikrofonu.”
DISCLAIMER:
Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, miejsc czy wydarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. Wszystkie postacie występujące w utworze są wytworem wyobraźni autora, podobnie jak przedstawione sytuacje i okoliczności – mają one charakter wyłącznie fikcyjny.
Wszelkie postacie, wydarzenia oraz sytuacje przedstawione w niniejszym utworze mają charakter fikcyjny. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób, miejsc, instytucji czy zdarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. Autor nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne interpretacje mogące sugerować związek treści z rzeczywistością.
Jeśli chcesz, mogę przygotować też wersję do druku jako PDF lub zrobić graficzną "ulotkę promującą warsztaty z Szekspirem i rozwojem osobistym" – oczywiście wszystko w tonie rozrywkowo-metaforycznym.
Czemu admin puszcza watki tego oszoloma,w końcu bedzie musial forum zamknąc jak tak dalej pojdzie .Kopiuje i wkleja
To jakiś staruszek na emeryturze który odkrył AI. Niestety nie potrafi korzystać