W ostatnich miesiącach w strukturach spółek miejskich w Ostrowcu Świętokrzyskim doszło do kolejnych „przetasowań”. Analiza aktualnych składów Rad Nadzorczych oraz Zarządów, jakie zamieszczone zostały w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miasta Ostrowca Św. w porównaniu z danymi z pierwszej połowy 2025 roku obserwujemy zjawisko migracji tych samych nazwisk między poszczególnymi „podmiotami”. Do gry wraca były prezydent miasta, a niektórzy członkowie zamieniają się miejscami. Kto zmienił fotel w tej „miejskiej układance”?
Straszno coś napisać, skomentować.
Są też ekspresowe awanse.
Nic nowego w naszym mieście ,tak było tak jest i zapewne dłuuuuugo jeszcze będzie.
W Obk jakies awanse?
Pani w kulturze, obierająca z nudów kuleczki ze sweterka szybciutko, po roku pracy awansowała.
Teraz może jeszcze poczytać, w pracy.
Są też posty unvisible:)
Podaj personalia tej pani, bo nie wiem o kim piszesz i chyba inni też nie wiedzą. To po co pisać takie rzeczy? Właściwie o czym ma to świadczyć? To jakieś wykrocznie albo przestepstwo jest? Idź zgłoś na policje, a nie na forum dupę bzdetami zawracach.
Smutny jest fakt, że wiele osób zasiadających w Radach Nadzorczych i pobierających godne wynagrodzenia finansowe, pobiera dobre emerytury i blokuje miejsca pracy dla osób młodych. To samo dotyczy wszelkiej maści prezesów, dyrektorów i innych kierowników będących na posadach gmin czy powiatu gdzie "dobrze zarabiają" a jeszcze im za mało. Młodzież wybywa z Ostrowca bezpowrotnie bo jaśnie panujący łapią po kilka etatów bezwstydnie. Tak ,trzeba mieć krztę godności i krztę postawy obywatelskiej, nie tylko wszystko dla siebie. Nie piszę tu o wszystkich osobach będących w Radach Nadzorczych lecz o pewnej grupie , która winna odejść, korzystać z życia i radości emeryta, aby coś pozytecznego uczynić dla tego miasta i powiatu
Rada nadzorcza spółki nie jest miejscem pracy jak sama nazwa wskazuje ,a to ,że pobiera się pieniądze za udxiał w Radzie to inna bajka.
Tak, w Polsce istnieje oficjalna ścieżka prawna do zostania członkiem rady nadzorczej spółki z udziałem Skarbu Państwa (w tym tak wielkiej jak PGE), ale w praktyce jest ona mocno ograniczona i w bardzo dużej mierze zależy od politycznych rekomendacji.
### Formalna procedura (ustawa o zasadach zarządzania mieniem państwowym + KSH)
Zgodnie z aktualnymi przepisami (stan na 2025/2026 rok):
1. Podstawowe wymagania dla kandydata:
- wykształcenie wyższe
- co najmniej 5 lat doświadczenia zawodowego (praca, działalność gospodarcza, umowy etc.)
- brak skazania za przestępstwa skarbowe, gospodarcze itp.
2. Dodatkowo kandydat musi spełnić jeden z poniższych warunków (art. 19 ustawy):
- tytuł naukowy profesora lub doktora habilitowanego
- MBA (studia podyplomowe Master of Business Administration)
- pozytywne zaliczenie egzaminu państwowego dla kandydatów na członków organów nadzorczych (prowadzi go komisja powołana przez Ministra Aktywów Państwowych)
- inne szczególne uprawnienia (np. biegły rewident, doradca inwestycyjny w niektórych przypadkach)
3. Kluczowy element – pozytywna opinia Rady do spraw spółek z udziałem Skarbu Państwa i państwowych osób prawnych
To ciało (składające się z przedstawicieli KPRM i MAP) wydaje opinie o kandydatach. Bez tej opinii Skarb Państwa praktycznie nie może wskazać kandydata.
4. Ostateczne powołanie → odbywa się przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (w praktyce – Skarb Państwa lub spółka dominująca z pakietem kontrolnym). Głosowanie tajne, bezwzględna większość.
Czy są otwarte, konkurencyjne konkursy na członków rad nadzorczych?
Nie ma ich w sensie powszechnym i obowiązkowym .
Ustawa nie nakłada obowiązku ogłaszania otwartych konkursów na radnych nadzorczych (w przeciwieństwie do członków zarządów w wielu spółkach, gdzie konkursy są bardzo częste i ogłaszane publicznie – patrz strona PGE, gdzie w 2024–2025 regularnie pojawiały się konkursy na prezesa/wiceprezesów).
Rada ds. spółek z udziałem Skarbu Państwa nie prowadzi konkursów – jedynie opiniuje wskazanych kandydatów.
### Praktyka – słowa Artura Bartoszewicza są bardzo trafne
Bartoszewicz był w radzie nadzorczej PGE w okresie rządów PiS (ok. 2016–2017, odwołany po kilku miesiącach i zastąpiony przez Radosława Winiarskiego). Jego opis jest klasyczny i powtarzany od lat przez wielu byłych członków rad:
- większość miejsc w radach nadzorczych wielkich spółek Skarbu Państwa to nagrody polityczne dla działaczy, samorządowców, osób utrzymujących lokalne/układowe układy koalicyjne
- ekspertów (ekonomistów, prawników korporacyjnych) ściąga się dopiero wtedy, gdy zaczyna się robić naprawdę poważny problem (audyt, kontrola NIK, groźba strat, sprawa sądowa)
- bardzo często jest 1 prawnik + 1 ekonomista na 7–9 osobową radę, reszta to „ludzie resortowi”
To zjawisko było bardzo mocno krytykowane zarówno za PiS, jak i za poprzednich ekip, i niestety w dużej mierze przetrwało zmianę władzy w 2023/2024 roku (mimo zapowiedzi odpolitycznienia).
### Podsumowanie – realne sposoby dostania się do rady nadzorczej wielkiej spółki typu PGE
| Sposób | Realność w praktyce (2025/2026) | Jak duża szansa bez „znajomości”? |
| Silna rekomendacja polityczna | Bardzo wysoka | ~0–5% |
| Pozytywna opinia Rady + zaproszenie od MAP/KPRM | Wysoka | ~5–15% |
| Egzamin państwowy + aktywny networking w środowisku spółek/MAP | Średnia | ~10–25% |
| Wygrana w prawdziwym, otwartym konkursie | Praktycznie nie występuje | <1% |
Krótko mówiąc: oficjalna droga istnieje, ale jest w bardzo dużym stopniu fasadowa.
Bez politycznych „pleców” lub bardzo silnego wsparcia z kręgów rządzących (nawet jeśli ma się wszystkie papiery i egzamin) szanse są znikome. Dlatego wypowiedź Bartoszewicza z kwietnia 2025 roku dobrze oddaje rzeczywistość, z którą mierzyło się (i nadal mierzy) wielu ekspertów wchodzących do tych struktur.
Czytając ten tekst, człowiek ma wrażenie, że Ostrowiec to nie miasto, tylko plansza do gry w „Chińczyka kadrowego”. Pionki krążą, krążą… i zawsze wracają do bazy. Zmienia się tylko kolor czapeczki i tabliczka na drzwiach.
Fakty są – trzeba oddać sprawiedliwość – skrupulatnie przepisane z BIP-u. Daty są, nazwiska są, wszystko się zgadza. Tyle że sposób podania przypomina trochę reportaż sportowy z ligi, w której zawsze grają ci sami zawodnicy, tylko w innych koszulkach. „Transfer”, „roszada”, „karuzela” – jeszcze chwila i zabraknie tylko paska: breaking news: ten sam skład, ale w nowym ustawieniu.
Najlepsze są pytania retoryczne. Uwielbiam je. To taki dziennikarski odpowiednik mrugnięcia okiem: „Ja nic nie mówię… ale wszyscy wiemy, o co chodzi”. Czy zwiększenie składu rady to dodatkowe koszty? No kto by pomyślał, że więcej ludzi = więcej wynagrodzeń. Szok i niedowierzanie. Czekam na kolejny tekst w stylu: czy woda jest mokra i kto za to zapłaci?
Całość czyta się jak publicystykę z ambicjami śledczymi, ale bez tej niewygodnej części śledztwa, gdzie trzeba odpowiedzieć na pytania: po co, na jakiej podstawie, według jakich kryteriów i czy to w ogóle jest coś nadzwyczajnego w samorządzie. Zamiast tego dostajemy narrację: „kręci się, krąży, wraca” — czyli sugestię bez tezy, idealną do wywołania emocji, a jednocześnie bezpieczną jak kask na rower.
I jeszcze jedno: lokalne media lubią mówić, że „patrzą władzy na ręce”. Super. Tylko szkoda, że czytelnik nie bardzo wie, kto patrzy, z czego żyje i z jakiego balkonu. Transparentność kończy się tam, gdzie zaczyna się trudne pytanie o finansowanie i inne aktywności. Ale spoko — przecież czytelnik nie musi wiedzieć za dużo, bo jeszcze zacznie patrzeć wszystkim na ręce.
Podsumowując: dobry materiał do czytania, słabszy jako czysta informacja. Bardziej felieton niż raport. Bardziej „zobaczcie, jak to wygląda” niż „tak to dokładnie działa”. Jeśli ktoś czyta to z dystansem i poczuciem humoru — okej. Jeśli bierze każdą metaforę dosłownie — to już może mu się zakręcić głowa szybciej niż tej całej karuzeli.
Ale spokojnie. Karuzela kręci się dalej. Bilety ważne, miejsca te same.
Czytam i mam deja vu: te same nazwiska, te same twarze, tylko inne tabliczki na drzwiach. To nie „karuzela kadrowa”, to stała obsada objazdowego teatru samorządowego.
Fakty z BIP-u się zgadzają, ale narracja robi robotę: „transfery”, „roszady”, „karuzela” – wszystko, żeby zasugerować sensację, nie mówiąc nic wprost. Klasyka: ja tylko pytam, a resztę sobie dopowiedzcie.
Pytania retoryczne o koszty? Serio? Więcej ludzi = więcej pieniędzy — odkrycie roku. Czekam na tekst: „Czy deszcz pada z góry na dół i kto za to odpowiada?”.
To jest publicystyka przebrana za informację. Czyta się lekko, ale kto bierze to na serio bez dystansu, temu może się zakręcić w głowie szybciej niż tej całej karuzeli.
Kto finansuje wszystkich bez wyjątku urzędników jak nie podatnicy?
Więcej ludzi to więcej pieniędzy.
A jak z sensownością zatrudniania tych ludzi, ich faktyczną przydatnością i wydajnością?
Ładnie ię bawicie, dzieci drogie!
Zdzisław Feliks Klauza - Karuzela
Karuzela się kręci na niej siedzą dzieci .
Jest kilkanaście krzesełek , wszystkie kolorowe .
Żółte , czerwone , niebieskie , zielone i różowe .
Dzieci są szczęśliwe z wyśmienitej zabawy .
Tylko jedno jest popsute , krzesełko brązowe .
Trzeba je naprawić , gdyż stwarza zagrożenie .
Tata jednego z dzieci przyjdzie i śruby po dokręca
bo pracy jest niewiele .
Dzieci nadal jeżdżą na kolorowej karuzeli .
Ich rodzice będą więcej czasu dla siebie mieli .
Karuzela kręci się wśród dziecięcych śmiechów
i okrzyków .
Miło jest w niedzielny poranek bawić się w parku
na placu zabaw wśród słonecznych promyków.
„Karuzela” to polski magazyn satyryczny i humorystyczny, który ukazywał się regularnie od lat 50. XX w. aż do 1992 roku. Nie było to pismo specjalnie adresowane do dzieci — jego charakter był raczej rozrywkowy i przeznaczony dla ogólnej publiczności dorosłych, podobnie jak inne satyryczne tygodniki tamtej epoki.
„Karuzela” była wydawana w Łodzi — głównie przez Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą „Prasa” (później jako część instytucji państwowej Prasa-Książka-Ruch, państwowego monopolu prasowego w PRL).
Była to struktura wydawnicza związana z systemem państwowego wydawnictwa prasowego w czasach PRL — wszystkie tego typu periodyki przechodziły przez centralne struktury RSW.
Zawartość „Karuzeli” obejmowała:
* satyryczne felietony i dowcipy inspirowane rzeczywistością społeczno-polityczną, czasem delikatnie ironizujące jej absurdy;
* humorystyczne rysunki i kreskówki — często z lokalnymi wydarzeniami albo śmiesznymi obserwacjami;
* prace rysowników i satyryków publikowanych w tamtym okresie (m.in. rysunki znanych grafików);
* krzyżówki, quizy i łamigłówki, które też mogły być elementem rozrywki dla szerokiego grona czytelników; w praktyce przypominało to raczej humorystyczny tygodnik niż tradycyjne czasopismo dziecięce.
Czy to pismo dla dzieci?
* Mimo że określenie „karuzela” może kojarzyć się z zabawą i rozrywką dla dzieci, w kontekście PRL Karuzela nie była pismem dziecięcym. Była to satyra dla dorosłych czytelników — podobnie jak znane z tamtych lat tygodniki satyryczne.
Jeśli pamiętasz, że „Karuzela” była pismem dziecięcym albo łączysz ją z ilustracjami bajkowymi, możliwe, że chodziło o inne pismo (np. Świerszczyk, Płomyczek, Miś itp. — które faktycznie były adresowane do dzieci). Jeśli chcesz, mogę przygotować krótkie porównanie tych tytułów!
[1]: https://ru.wikipedia.org/wiki/Karuzela
[3]: https://en.wikipedia.org/wiki/Prasa-Ksi%C4%85%C5%BCka-Ruch