Gdy czytam takie wpisy oczerniające i poddające w wątpliwość sens walki i oporu wobec zbrodniczego systemu, nasuwa mi się na myśl że robią to osoby albo mające coś na sumieniu z tamtych czasów, lub tacy co są z takimi osobami bezpośrednio związani.
Bo czy syn, córka, wnuk czy wnuczka mogą być dumni z przodka, który był zwykłym zaprzańcem, co dla kariery i stanowisk podpisał pakt z diabłem?
No i przeważnie do obecnej chwili spijają miód za "bohaterskie" czyny przodka, tutaj też szukałbym przyczyny że wiele faktów spowitych mgłą tajemniczości, dopiero po ponad 26 latach wychodzi na światło dzienne... choć bardzo powoli.
Pierwszy wpis to jeden z tysięcy dowodów na to czym na prawdę była ta heroiczna walka powojennych bohaterów. I kogo tak pod niebiosa teraz wychwalamy. Najczęściej zwykłych morderców, bandziorów, złodziei i gwałcicieli.
Czyżby "Laura" coś tam wstydliwego wiedziała o swoich przodkach? Zaczyna się stara śpiewka o tym, czy to dzieci powinny odpowiadać za grzechy ojców?
A może gdyby to właśnie dziadowie i ojcowie, my obecnie też, zanim zrobimy coś podłego powinniśmy zastanowić się czy aby nasze dzieci za to nie będą się za nas wstydzić? W końcu czy nie robimy wszystkiego dla naszych pociech?
Może wtedy zła na świecie byłoby mniej?
Bardzo szara ta opowieść, szkoda tylko że liczne fakty potwierdzają coś zupełnie odmiennego.
O wiele więcej materiałów przemilczanych mówi coś zupełnie innego.