Polska 2015/2016 to kraj, który wyeksportował blisko 700 tysięcy osób z wyższym wykształceniem (dane CBOS). To półtora razy tyle, ile osób rocznie kończy w Polsce studia. Sektor publiczny wchłonął ponad dwa kolejne roczniki. Ludzi, którzy wiedzą, że nie ma dla nich miejsca w sektorze prywatnym, że ich doświadczenia zawodowe są często równie fikcyjne, co ich wykształcenie. Sama wzmianka o przesunięciach w strukturach administracji budzi w nich strach.
Przez osiem lat Platforma Obywatelska i PSL (przez 20 lat) w oparciu o strukturę administracji państwowej, spółek skarbu państwa, agencji rządowych i firm żyjących z rządowych kontraktów budowała olbrzymi network zależności politycznych. Łańcuszek zobowiązań idący od prezesa w dół, często aż do najniższych szczebli w drabinie zatrudnienia.
Strach jest zrozumiały i jest zjawiskiem, które obserwujemy w większości demokracji po wyborach. Zwłaszcza tych, w których udział wydatków państwa jest tak wysoki, jak w Polsce - powyżej 40 proc. PKB. Ale dla młodego pokolenia polskich "niezatrudnialnych" to będzie pierwsza tak gwałtowna wolta. W 2007 roku wielu dopiero co wychodziło ze swoimi "niby-dyplomami". Zrozumiały jest strach, na który nakłada się brak umiejętności, pozwalających im funkcjonować poza partyjno-państwowym networkiem. Prysnąć mogą resztki złudzeń, że choć zarobki są marne, to oni sami wciąż należą do jakiejś lepszej kasty.
Większość z nich oczywiście utrzyma swoje stanowiska i powoli zacznie się stabilizować. Marsze KOD zaczną tracić paliwo. Ale problem zostanie. Uczelnie nie przestają produkować "niezatrudnialnych" absolwentów - ludzi, na których nawet przy spadającym bezrobociu nie ma popytu. Rozbudowane struktury akademickie wykładowców socjologii, filozofii, marketingu i zarządzania dalej będą przerośnięte. Z tymi wszystkimi ludźmi coś trzeba będzie zrobić, znaleźć im pracę i to w czasach niżu demograficznego. Jak każda odkładana w czasie reforma, tak i ta będzie bolesna. W innym razie frustracja dalej będzie wylewała się na ulice. Pretekstów nie zabraknie.
Ciekawy wpis. Polska po wojnie przeżyła kilka okresów cięć i gruntownych reform w administracji, które mniej więcej pokrywały się z latami największych napięć politycznych. Teraz sytuacja jest szczególna - bo dochodzą napięcia na scenie międzynarodowej, które wymagają rozbudowy sił zbrojnych, a jednocześnie chwieje się integracja europejska - rozumiana w dotychczasowy sposób.
W ostatnich latach powstały całe piony w urzędach centralnych i samorządowych, które zajmowały się obsługą dotacji. Co się stanie, jeśli UK opuści Unię Europejską, a przyznawanie dotacji zostanie np. zawieszone?
W sytuacji kiedy dwóch naszych sąsiadów toczy wojnę, w trzech sąsiednich państwach istnieją siły polityczne wysuwające roszczenia do części naszego terytorium, mamy obowiązki sojusznicze wobec państw bałtyckich zagrożonych agresją - polska armia jest 4 razy mniej liczna niż to było za komuny. Za to armia urzędników jest ponad 4 razy bardziej liczna. Te proporcje muszą się odwrócić.
Co do funkcjonowania partyjno-państwowych networków, stworzonych przez dawniej rządzące, a teraz opozycyjne partie takie jak PO i PSL, to trzeba stosować metodę Targalskiego - likwidację w całości zbędnych zespołów, lub wymianę w całości w ramach instytucji niezbędnych.
Co do "niezatrudnialnych" absolwentów - są to ludzie po prostu oszukani przez branżę edukacyjną. Ci którzy uzyskali realną wiedzę - otrzymają pracę w swoich specjalnościach. Pozostałym pozostaje przekwalifikowanie się. Tych pozostałych nazywam oszukanymi dlatego, że będą w gorszej sytuacji niż absolwenci zawodówek i techników - ze względu na co najmniej kilka lat mniejszą praktykę oraz wydatki poniesione na kilka lat zbędnej edukacji.
Doradcy i eksperci od PR Tuska wychodzili z założenia, że wykształcenie, nawet jeżeli jego jakość zostawia sporo do życzenia, uczy tolerancji i otwartości na świat. Rozbudza ambicje każące wspierać establishment, którego beneficjentami stają się nowi urzędnicy. Nic bardziej mylnego. Doświadczenia innych państw pokazują, że nadprodukcja osób z wyższym wykształceniem, pozbawionych umiejętności pozwalających im znaleźć pracę adekwatną do aspiracji, prawie zawsze źle się kończy. Jest przyczyną ogromnych napięć i konfliktów społecznych.
(...)Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie… Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli. — mówił Jan Zamoyski 500 lat temu. Mierny historyk nic z tego nie zrozumiał.
http://forum.gazeta.pl/forum/w,95165,159992772,159992772,Wazelina_lekiem_na_cale_zlo_.html