Witam,jestem w związku przeszło 20lat,niby wszystko gra ale nie do końca.Przy pierwszej lepszej kłótni,mam wrazenie ze jestem nikim dla niego,potem wraca wszystko do normy,ja wierzę ze mnie kocha,odzyskuję spokój w sobie,i znowu niespodzianka,nie wiem co o tym myśleć,zawsze mówi że odejdzie,wtedy sobię nie poradzę będę siedziała przy świeczkach bo mi prąd odetna,na gaz nie będę miałą i bez opału zostanę,nadmienię że to On pracuje,ja nie mam pracy.Myślę że zyję w cieniu może tej innej,nie wiem czego się spodziewać,poza tym zawsze w kłótni mówi że to moja wina i że jestem niezrównoważona psychicznie,nie wiem już co prawdą jest a co falszem,moze to naprawdę coś ze mną nie tak,kocham go bardzo,ale myślę że czas odciąć tę pępowine między nami,może On chce tej wolności,poszuka tego,czego ja mu nie dalam?
Ile masz lat?
a straszy cie tyran je.... i tyle
aaa to on napewno zdradza Cie z tą nauczycielka 40 - letnią
Dlatego kobieta powinna byc samodzielna finansowo zeby jeden z drugim taki nie myslal sobie ze moze wszystko bo kobita mu wszystko wybaczy byle nie została sama bo sobie nie poradzi . Zacznij od rozglądania sie za pracą
Jeżeli są małżeństwem ponad 20 l, to pani ma ok 50? Ciekawe kto i gdzie panią przyjmie? Zwłaszcza że pani nigdy nie pracowała? Podaj go o alimenty. Uwalisz go na całej linii :-)
Masz rację dobijaj ją jeszcze to się z nim będzie męczyć jeszcze parę lat a na koniec coś sobie zrobi
Macie dzieci?
Daj sobie z nim spokój. Lepiej być samemu niż z takim tyranem. Jak zostaniesz sama to i pracę znajdziesz szybciej a on niech szuka innej ofiary. Jak z nim zostaniesz to cię wykończy
Pewnie zrobił ci "wspaniałe" świata
Mam 45 lat,pracowałam wcześniej,i po Nowym Roku podejmę pracę w innym mieście,taką podjęłam decyzję,Swięta owszem cudownie siedzę w osobnympokoju,a do gościa z 19.o5 i owszem myślę cały czas ze może ze mną coś nie tak,i myślę o psychologu ,aby taki ktoś ocenił sytuację
Ja jestem nieszczęśliwa w małżeństwie :(
idz do psychologa i walcz o zwiazek, przeciez kochasz go. Zostac samej na stare lata? Zawsze mozna naprawic to co psuje sie, tylko trzeba chciec. Ja zostala sama /porzucil mnie/, mam 50+ i teraz borykam sie z depresia. Jest tragedzia. A nie bylam slaba osobowoscia. A teraz nie mam sil na nic.Nie sluchaj nikogo i zmien sie sama, popatrz na wasz zwiazek z innego punktu widzenia.
Trzeba iść do psychologa i próbować naprawić związek. Zawsze można naprawić to co się psuję. Trzeba tylko chcieć. Samej nie jest łatwo. Ja mam 50+, siedzę sama /porzucił mnie/ i teraz borykam się z depresją. Nic mi się nie chce. A nie jestem osobowością słabą.Zazdroszczę kobietą, które mają koło siebie męża, przyjaciela.
Ale chyba nie takiego o jakim tu mowa, więc chyba lepiej być samej niż z kimś kto ci psychikę niszczy.