Przecież w Ostrowcu podobno korupcji nie ma i nigdy nie było, a więc dlaczego brakuje pienięzy w budżecie na pomoc potrzebujący? http://www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/kto-mowi-prawde-a-kto-klamie/s2/
Brakuje faceta jako dyrektora takiej instytucji, Fiolik scalał tą jednostkę idealnie, obecnie chaos zaś" praca zdalna nie jest obca". Ciekawe kto daje przyzwolenie na takie zarządzanie jednostką samorządową, rotacja pracowników bardzo duża, przesunięcia, a ilu studentów ?
Weź spadaj z tym Fiolikiem. Komunista z PZPRu. Niby tak wszyscko cacy było, jak był dyrektorem? Nie żrtuj sobie. Interesanci byli gnojeni jak się tylko dało.
o ludzi dbał, i był swój, a legenda miejska głosi, że prezydentem miał być
Możesz to ująć spokojnie, rzeczowo i „instytucjonalnie”, pokazując różnicę między opinią a argumentem opartym na prawie i zasadach życia publicznego.
Stwierdzenie „bo tam sami swoi” nie jest żadnym argumentem w sensie prawnym ani merytorycznym, lecz jedynie oceną emocjonalną i insynuacją.
W państwie prawa kwestie jawności działania jednostek samorządowych ocenia się na podstawie konkretnych przepisów – przede wszystkim zasad dostępu do informacji publicznej, ochrony danych osobowych oraz zakresu funkcji publicznych.
Sama okoliczność, że urząd nie publikuje pełnej listy pracowników, nie stanowi automatycznie dowodu nepotyzmu czy nieprawidłowości. Aby formułować takie zarzuty, potrzebne są fakty, dokumenty i konkretne podstawy, a nie sugestie.
Debata publiczna powinna opierać się na argumentach i stanie prawnym, a nie na hasłach typu „sami swoi”, które niczego nie wyjaśniają i nie mają wartości dowodowej.
Albo bardziej „sędziowsko” i chłodno:
To nie jest argument, lecz publicystyczna teza pozbawiona wartości dowodowej.
Brak jawnej listy pracowników może wynikać zarówno z przyjętej praktyki organizacyjnej, jak i z konieczności wyważenia prawa do informacji publicznej z ochroną danych osobowych pracowników niepełniących funkcji publicznych.
Jeżeli ktoś twierdzi, że dochodzi do nepotyzmu lub nadużyć, powinien wskazać konkretne fakty i podstawy prawne. W przeciwnym razie pozostajemy wyłącznie na poziomie insynuacji, a nie rzeczowej dyskusji o standardach jawności życia publicznego.