Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.

Miejska potańcówka

Ilość postów: 107 | Odsłon: 4507 | Najnowszy post | Post rozpoczynający
Aktualny widok mógłby udostępnić posty, które oczekują na weryfikację (m.in. sprawdzenie, czy są zgodne z Zasadami Forum). Jednak w tym wątku brak jest takich postów. Przywróć zwykły widok wątku „Miejska potańcówka”.
            • Odp.: Miejska potańcówka

              Nie wiejska nie miejska zabawa podmiejska

              Gość
              Zgłoś
              Odpowiedz
              • Odp.: Miejska potańcówka

                Będzie plecoklep i wazelinomat

                Gość
                Zgłoś
                Odpowiedz
                • Odp.: Miejska potańcówka

                  Będzie nadstaw tylek jak masz ochotę

                  Gość
                  Zgłoś
                  Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 116

      Odp.: Miejska potańcówka

      # Ostrowiecki T-Rap – Potańcówka dorosłego człowieka

      -

      Potańcówka. Zjawisko społeczne polegające na rytmicznym przemieszczaniu kończyn dolnych i górnych przy akompaniamencie muzyki, z możliwością wystąpienia przytulania, obracania, podrywania oraz innych zachowań o charakterze taneczno-towarzyskim. Wyróżniamy: walca, disco, rock and rolla, przytulańca oraz tak zwane „proszę pani, to tylko jeden kawałek”.

      -

      OstroMieszkańcy znad Kamiennej,

      przybyli na Rynek ochoczo i tłumnie.

      Muzyka z głośników, parkiet się ugina,

      a każda samotna już kogoś podpina.

      -

      Gdy DJ zapodał pierwsze kawałki,

      ruszyły biodrami panie i babki.

      Jedna poprawiła fryzurę przed tańcem,

      druga już patrzy na pana z różańcem.

      Lecz zamiast różańca był łańcuszek złoty,

      a pan miał ochotę na różne obroty / psoty.

      -

      Bo dla mnie, nie wiedzieć czemu,

      Rynek ma zapach damskich perfum.

      Gdy basem zatrzęsie ostrowiecki bruk,

      samotny kawaler wykonuje ruch.

      Jeden przytula, drugi obraca,

      trzeci po chwili partnerkę przeprasza,

      bo nadepnął jej na obuwie,

      lecz ona mówi: „Nic nie czuję!”.

      -

      Na parkiet wkroczyła emerytka,

      figura sprężysta, mina niebrzydka.

      Spojrzała na niego spod rzęs zalotnie:

      „Młody, zatańczysz? Nie wyglądasz samotnie”.

      -

      On na to: „Pani, ja jestem spokojny!”.

      Ona: „To zaraz przestaniesz być hojny!”.

      I tak go zakręciła w rytmie walczyka,

      że biedak zapomniał własnego nazwiska.

      Po trzech obrotach, dwóch przytuleniach

      miał już poważne problemy z krążeniem.

      -

      Taniec dorosłego człowieka

      nie zna granicy, wieku ni leku.

      Gdy partnerka mówi: „Jeszcze raz!”,

      to znaczy, że właśnie nadszedł czas!

      -

      A jeden ostrowiecki tancerz z zawodu

      miał szczególne upodobanie do przodu.

      Nie umiał odróżnić walca od tanga,

      więc każdą partnerkę do siebie przyciągał.

      „Ja panią tylko trochę zespawam!” — wołał,

      „żeby nam związek na parkiecie nie pękał!”.

      Lecz kiedy emerytka zrobiła obrót,

      spawacz stracił kontrolę nad całym przyrządem.

      -

      Zespawał więc dłonie, zespawał spojrzenia,

      zespawał dwa serca — bez zezwolenia.

      A kiedy już chciał zespawać kolana,

      rzekła mu babcia: „Nie bądź baranem!

      To jest potańcówka, nie stocznia, mój panie,

      tu się partnerkę zaprasza do tańca, a nie na spawanie!”.

      -

      Lecz chemia parkietu działała niezmiennie,

      panowie patrzyli na panie odmiennie.

      Jedna miała wdzięk, druga temperament,

      trzecia wyglądała jak cały parlament.

      -

      I wtedy pojawił się patron honorowy.

      Prezydent miasta — człowiek gotowy.

      Czy tańczył? Tego nie wiemy dokładnie,

      więc nie będziemy dopisywać mu tańca na siłę bezpodstawnie.

      Lecz gdyby wkroczył na parkiet z fasonem,

      to Rynek zatrząsłby się pod jego balkonem.

      -

      MyStetsky zagrał, publika szalała,

      a później muzyka do rana niemal trwała.

      DJ Gomezzz podkręcał obroty,

      więc każdy zapomniał o troskach i flocie.

      Młodzi i starsi, panowie i panie,

      wszyscy znaleźli swoje zadanie.

      -

      Bo dla mnie, nie wiedzieć czemu,

      wolność ma zapach damskich perfum.

      Potańcówka działa jak afrodyzjak,

      gdy człowiek tańczy, to młodnieje w mig.

      Jedna emerytka mówi: „Nie przesadzaj!”,

      druga już pyta: „Kiedy następna impreza?”.

      -

      A kiedy ucichły ostatnie dźwięki,

      zostały na Rynku ślady tej męki.

      Ktoś zgubił obcas, ktoś zgubił krawat,

      ktoś numer telefonu, a ktoś własny aparat.

      -

      I tylko spawacz siedział pod latarnią

      z miną zmęczoną, lecz bardzo ofiarną.

      „Nie zespawałem żadnej kobiety,

      lecz kilka serc połączyłem, niestety.

      I choć mi życie nie dało fachu,

      to dziś na parkiecie zrobiłem trochę strachu!”

      -

      Potańcówka. Zjawisko społeczne polegające na rytmicznym przemieszczaniu kończyn, podczas którego może dojść do przypadkowego połączenia dłoni, spojrzeń, serc, a w wyjątkowych przypadkach — do umówienia się na następny taniec.

      -

      Metody łączenia: walc, disco, przytulanie, obrót oraz ostrowiecka metoda spawalnicza.

      -

      Uwaga: metoda spawalnicza nie posiada atestu Urzędu Dozoru Technicznego i nie powinna być stosowana wobec emerytek bez ich wyraźnej zgody.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Miejska potańcówka

        Można zrobić korektę tekstu, żeby się dobrze rymowało, np.:

        Nie zespawałem żadnej kobiety,

        lecz wychlapałem ze trzy... sekrety.

        Jeden przytula, drugi obraca,

        trzecia masuje jego... bicepsa.

        Jeden przytula, drugi obraca,

        trzeciej się beka jego... kiełbasa.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Miejska potańcówka

          DJ Gomezzz podkręcał obroty,

          panie traciły resztki swej... floty.

          -

          Bo dla mnie, nie wiedzieć czemu,

          wolność ma zapach starego dżemu.

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
          • Odp.: Miejska potańcówka

            I tak go skręciła w rytmie walczyka,

            że biedak zapomniał swego języka.

            Po trzech obrotach i dwóch fortepianach

            miał już poważne skrzypienie w kolanach.

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
      • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 118

        Odp.: Miejska potańcówka

        DJ Gomezzz podkręcał obroty,

        panie traciły resztki swej... floty.

        -

        Bo dla mnie, nie wiedzieć czemu,

        wolność ma zapach starego dżemu.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 121

      Odp.: Miejska potańcówka

      - Malkontentem u nas trudno nie być! Ścierpieć niepodobna, gdy się widzi, jak zacni obywatele haniebnemu ulegają ograniczeniu wolności osobistej przez arbitralność rządowej władzy!...

      # Nasi mieszkańcy miasta i malkontenci :)

      W Ostrowcu Świętokrzyskim istnieją równolegle dwa miasta.

      Pierwsze to miasto oficjalne. W nim rozwija się przemysł, powstają inwestycje, pracują dźwigi, piszą się strategie, realizują projekty, a przyszłość — jak można wywnioskować z samorządowych wypowiedzi — jest zasadniczo w dobrych rękach. Drugie miasto zamieszkują natomiast ludzie, którzy stojąc przy kasie, patrzą na rachunek i pytają: „A właściwie co tu się rozwija?”.

      To właśnie ci drudzy zostali ostatnio odkryci na nowo jako „malkontenci”. Sam prezydent Artur Łakomiec użył tego określenia, pytając publicznie: „Jak ma być w tym mieście dobrze i fajnie jak tylu malkontentów”. [1]

      I tu zaczyna się historia godna Bułhakowa.

      W Mistrzu i Małgorzacie Moskwa również miała swoją wersję miasta oficjalnego i miasta rzeczywistego. Jedno funkcjonowało według regulaminów, formularzy i urzędowych przekonań, drugie zaś miało tę nieznośną właściwość, że ludzie widzieli w nim rzeczy, których władza wolała nie zauważać.

      Ostrowiec nie potrzebuje jednak Wolanda. Wystarczy Facebook.

      Tam bowiem rozpoczyna się wielki seans prawdy. Ktoś napisze, że „Ostrowiec to miasto kebabów i tanich usług”, ktoś inny odpowie, że przecież przemysł się rozwija. Pierwszy pokaże pusty lokal po kolejnym zamkniętym sklepie. Drugi pokaże wizualizację inwestycji. Trzeci przypomni, że gdzieś powstaje hala. Czwarty zapyta, czy w tej hali będzie praca dla niego. Piąty napisze, że „malkontenci zawsze będą narzekać”.

      I już mamy pełnoprawny seans w Variétés.

      Najzabawniejsze jest jednak to, że kebab nie jest żadnym dowodem upadku miasta. Kebab jest po prostu kebabem. Podobnie jak fryzjer, lombard, sklep z telefonami czy kolejny lokal gastronomiczny. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna z tych wszystkich drobnych elementów budować wielką teorię o stanie miasta.

      Z drugiej strony trudno się mieszkańcowi dziwić, że właśnie po takich rzeczach poznaje swoją codzienność.

      Nie widzi bowiem strategii rozwoju o szóstej trzydzieści rano.

      Widzi za to witrynę.

      Nie widzi wzrostu nakładów inwestycyjnych, kiedy wraca z pracy.

      Widzie dziurę w drodze.

      Nie czyta o potencjale gospodarczym miasta podczas zakupów.

      Kupuje kebaba.

      A potem, o zgrozo, może jeszcze napisać komentarz w internecie.

      I tutaj dochodzimy do zjawiska szczególnie ostrowieckiego: malkontent nie jest człowiekiem, który uważa, że nic się nie dzieje. Malkontent jest człowiekiem, który chciałby zobaczyć, że coś się dzieje również u niego.

      To subtelna różnica.

      Władza mówi: „Miasto się rozwija”.

      Mieszkaniec odpowiada: „To pokażcie mi to miasto, w którym się rozwija”.

      Władza pokazuje inwestycję.

      Mieszkaniec pyta: „A ile będzie miejsc pracy?”.

      Władza odpowiada: „Rozwój to proces”.

      Mieszkaniec: „Dobrze. A kiedy będzie efekt?”.

      I w tym momencie gdzieś w tle powinien pojawić się Korowiow, poprawić krawat i powiedzieć:

      „Towarzyszu, efekt jest w trakcie realizacji.”

      Co ciekawe, Ostrowiec ma nawet swój własny folklor kulinarny, który znakomicie pasuje do tej dyskusji. W internecie można znaleźć pytania mieszkańców w rodzaju: gdzie kupić albo zjeść smażoną rybę z Kamiennej. Sam pomysł jest zresztą cudowny. Miasto przemysłowe, rzeka Kamienna, a mieszkańcy zamiast pytać o wielkie strategie gospodarcze pytają:

      „A rybkę z rzeki ktoś smaży?”

      To jest właśnie prawdziwa lokalna demokracja.

      Bo można człowiekowi opowiadać o rozwoju przemysłu, innowacyjności i gospodarczym potencjale regionu, ale wcześniej czy później mieszkaniec Ostrowca zada pytanie fundamentalne:

      „Dobra, a gdzie można zjeść dobrą rybę?”

      I nie należy się z tego śmiać.

      Miasto nie istnieje wyłącznie na slajdach prezentacji. Miasto istnieje także w kebabowni, na targowisku, w autobusie, na chodniku, w kolejce do lekarza, w sklepie, w zakładzie pracy i — szczególnie — w komentarzach na lokalnym forum.

      Dlatego może warto pogodzić oba Ostrowce.

      Ten od przemysłu.

      I ten od kebaba.

      Ten od inwestycji.

      I ten od smażonej ryby.

      Ten, który wierzy w przyszłość.

      I ten, który pyta, czy ta przyszłość będzie miała normalne miejsce parkingowe.

      Bo jeśli mieszkańcy mówią, że widzą przede wszystkim kebaby, tanie usługi i pustoszejące miejsca, niekoniecznie oznacza to, że są malkontentami. Być może po prostu mówią o tym mieście z perspektywy chodnika, a nie z perspektywy prezentacji PowerPoint.

      A przecież Bułhakow już dawno ostrzegł nas przed miastami, w których wszystko jest dokładnie takie, jak powinno być.

      Wystarczy więc wyobrazić sobie, że Woland przyjeżdża do Ostrowca.

      Patrzy na fabryki.

      Patrzy na inwestycje.

      Patrzy na dźwigi.

      Potem idzie na kebaba.

      Na koniec pyta:

      A gdzie są ci malkontenci?

      Korowiow odpowiada:

      — Wszędzie.

      — To dobrze — mówi Woland. — Czyli przynajmniej mieszkańcy jeszcze interesują się swoim miastem.

      I znika.

      A rano na Facebooku pojawia się komentarz:

      „Malkontenci znowu narzekają.”

      I tak właśnie, drodzy Państwo, Ostrowiec rozwija się dalej.

      [1]: https://www.facebook.com/lakomiec.artur/posts/dzi%C5%9B-w-ostrowcu-%C5%9Bwi%C4%99tokrzyskim-podpisana-zosta%C5%82a-umowa-na-dofinansowanie-wa%C5%BCnego/902038102956156/ "Dziś w Ostrowcu Świętokrzyskim podpisana została ..."

      Artur Konrad Łakomiec Prezydent Ostrowca Św.: - (...) wokół stadionu będą ustawione namioty i prezentacja spółek właśnie z tej branży (...) także tu też będzie można zobaczyć i usłyszeć pewne niespodzianki, czyli tak jak już powiedziałem: od 13-tej prezentacja spółek hutniczych. Oczywiście prym będą wiodły zakłady Celsa, WOST, Metalowiec, BCLDS, Grant, Hutnik. Także to są znane nam zakłady i wbrew temu, co często się mówi w mediach społecznościowych, że Ostrowiec Świętokrzyski - ci malkontenci, którzy mówią, że to jest miasto kebabów, fryzjerów i ewentualnie usług tanich - przemysł ma się, hutniczy ma się bardzo dobrze. Przemysł w ogóle w Ostrowcu się rozwija - chcę powiedzieć. Sam od 2 dni Jestem wśród naszych przedsiębiorców - czasami przecieram oczy ze zdumienia, jak mocno rozwijają się tu nasze firmy działające w Ostrowcu świętokrzyskim. Kilka firm za chwilkę kapitał wprowadzić do Ostrowca Świętokrzyskiego. To jest bardzo ważne. Przypomnę tylko drodzy państwo, że sam proces inwestycyjny to nie jest proces kilku miesięcy, tylko często to jest rok, 1,5 - bo to decyzje środowiskowe, różnego rodzaju dokumenty, wiec wszystko przed nami. Będziemy z nadzieją czekać właśnie na rozwój tych przedsiębiorstw (...)

      https://swietokrzyskie.cozadzien.pl/ostrowiec-swietokrzyski/tegoroczne-swieto-miasta-bedzie-mocno-osadzone-w-hutniczych-tradycjach-ostrowca-swietokrzyskiego/82805

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 122

      Odp.: Miejska potańcówka

      Tak — teraz ten motyw można wpleść znacznie lepiej. I znalazłem dokładnie scenę, o której myślisz: Torgsin przy Smoleńskim Rynku, w rozdziale 28, „Ostatnie przygody Korowiowa i Behemota”. Behemot najpierw pochłania mandarynki, potem czekoladę razem z papierkami, a następnie wkłada łapę do beczki z napisem „Śledź kerczeński wyborowy”, wyciąga dwie ryby i połyka je, wypluwając ogony. [1]

      Co ważne, nie był to przypadkowy sklep spożywczy, lecz Torgsin — sklep walutowy, będący symbolem ówczesnego systemu niedostępnych dla zwykłych obywateli dóbr. Korowiow urządza tam przy okazji swoją demaskatorską awanturę. [2]

      Do Twojego tekstu proponuję taki krótki twist:

      I być może właśnie dlatego niektórym mieszkańcom Ostrowca co jakiś czas śni się koszmar z Behemotem w roli głównej.

      Kot przechadza się nocą po mieście, zagląda do lokali, czyta komentarze w internecie i, jak przystało na prawdziwego demona obżarstwa, szuka czegoś do zjedzenia. W końcu trafia na beczkę.

      Podchodzi.

      Czyta napis: „Śledź kerczeński wyborowy”.

      Behemot nie zastanawia się ani chwili. Wkłada łapę, wyciąga dwie sztuki i połyka je razem z ogonami. Tak właśnie zrobił w słynnym Torgsinie u Bułhakowa — wcześniej rozprawiając się jeszcze z mandarynkami i czekoladą, tej ostatniej nie fatygując się nawet rozpakować. [1]

      Ale w ostrowieckim śnie beczka ma inny napis: „RYBA Z KAMIENNEJ — PYTANIE MALKONTENTÓW”.

      Behemot czyta, marszczy wąsy i mówi:

      Z rzeki?

      Z rzeki.

      — To po co mi mapa rozwoju przemysłu?

      I wyciąga rybę.

      Wtedy zjawia się Korowiow.

      — Drogi Behemocie! — woła. — Nie wolno ci jeść ryby z Kamiennej. To przecież pytanie strategiczne!

      A ja jestem kotem strategicznym — odpowiada Behemot. — Jak widzę rybę, to jem rybę.

      Po czym połyka ją jednym kłapnięciem.

      I wtedy mieszkańcy budzą się zlani potem.

      Bo oto okazuje się, że największym ostrowieckim malkontentem nie jest wcale człowiek, który mówi, że w mieście jest źle.

      Największym malkontentem jest Behemot.

      On bowiem nie pyta, czy przemysł się rozwija.

      On pyta: „A gdzie jest moja ryba?”

      I, jak to u Bułhakowa, jest to pytanie znacznie bardziej niebezpieczne, niż początkowo mogłoby się wydawać.

      [1]: https://m-bulgakov.ru/glavnyj-roman/recepty-bljud-iz-romana-master-i-margarita/kerchenskaja-seld-otbornaja "Михаил Булгаков | «Мастер и Маргарита» | Рецепты блюд из романа «Мастер и Маргарита» | Керченская сельдь отборная"

      [2]: https://m-bulgakov.ru/glavnyj-roman/po-sledam-geroev-romana/byvshij-torgsin "Михаил Булгаков | «Мастер и Маргарита» | По следам героев романа | Торгсин"

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 123

      Odp.: Miejska potańcówka

      Można to zrobić w podobnym, bułhakowskim tonie, ale lepiej uderzyć w absurd biurokracji i wizję miasta, a nie w pacjentów psychiatrycznych jako obiekt żartu. Na przykład:

      ### Koszmar drugiej nocy

      Tej samej nocy mieszkańcy Ostrowca mieli kolejny sen.

      Śniło im się, że znaleźli się w wielkim miejskim szpitalu, którego korytarze ciągnęły się bez końca, a na każdych drzwiach wisiała tabliczka: „Rozwój”, „Inwestycje”, „Aktywizacja”, „Przyszłość”.

      Wreszcie trafili do stołówki.

      Na stole stała wielka waza zupy.

      — Co dzisiaj? — zapytał jeden z pacjentów.

      — Zupa rozwojowa — odpowiedziała pielęgniarka.

      A z czego?

      Z perspektyw.

      Każdemu przyniesiono jedną łyżkę.

      Mieszkańcy spojrzeli po sobie.

      — Ale my jesteśmy głodni.

      — Jedna łyżka na mieszkańca — odparła pielęgniarka. — Proszę się nie malkontencić. To program pilotażowy.

      A dokładka?

      — Przewidziana w strategii na lata 2027–2035.

      Wtedy przez drzwi wszedł Korowiow z tacą.

      — Spokojnie, obywatele! — zawołał. — Przecież zupa jest! Sam fakt, że znajduje się w mieście, świadczy o rozwoju gastronomii!

      Za nim pojawił się Behemot.

      Spojrzał na swoją łyżkę, potem na pustą miskę.

      A gdzie śledź?

      Zapadła cisza.

      I właśnie wtedy wszyscy się obudzili.

      Tylko jeden mieszkaniec, jeszcze przez sen, wyszeptał:

      — Panie prezydencie… ja naprawdę nie narzekam. Ja tylko chciałem drugą łyżkę.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Wiejska potańcówka

        Wazelinomat to na monety czy na karte bedzie?

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Wiejska potańcówka

          Obie opcje nadstaw tyłek

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
      • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 127

        Odp.: Miejska potańcówka

        ### Dziesięć śledzi

        Następnej nocy mieszkańcy Ostrowca znów mieli sen.

        Tym razem stali przed wielkimi drzwiami miejskiego urzędu i jeden przez drugiego pytali:

        A w jaki sposób mamy teraz dziękować za wszystko?

        — Bo wazelina się skończyła — powiedział ktoś z tłumu.

        Zapadła konsternacja.

        Wtedy z cienia wyszedł Behemot. Był tłusty, najedzony i wyraźnie zadowolony z życia. Otarł pysk łapą i spojrzał na mieszkańców z pobłażaniem.

        — Wazeliny nie potrzeba — oznajmił. — Czasy się zmieniają. Należy być nowoczesnym.

        — To co mamy przynosić?

        Behemot zamyślił się.

        — Dziesięć śledzi kerczeńskich wyborowych.

        — Dziesięć?!

        — Dziesięć. Nie dziewięć. Nie osiem. Dziesięć jest liczbą rozwojową.

        Jeden z mieszkańców nieśmiało zapytał:

        A można zamiast śledzi przynieść coś lokalnego?

        Behemot spojrzał na niego surowo.

        — Można.

        — Co?

        — Dwadzieścia śledzi.

        I właśnie wtedy z oddali dobiegł głos Korowiowa:

        — Nie zapominajcie, obywatele, że wdzięczność jest procesem!

        Behemot zaś uśmiechnął się szeroko.

        A ja jestem bardzo procesowy.

        I otworzył szeroko paszczę.

        Wszyscy się obudzili.

        Następnego ranka na forum pojawiło się pytanie:

        „Gdzie w Ostrowcu można kupić dziesięć śledzi kerczeńskich wyborowych?”

        Malkontenci milczeli.

        W końcu przecież trzeba jakoś podziękować za rozwój miasta.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 144

      Odp.: Miejska potańcówka

      Mały piesek, wielka draka,

      szczeka głośno jak wataha,

      choć malutki jest jak kłębek,

      to potrafi dać już w bęben!

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
23 posty w tym wątku zostały wyłączone z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:Dodaj firmę