Od lat jestem zdania, że nic nie zachęca bardziej do życia w celibacie, niż ukazujące piękno życia w rodzinie Listy Pasterskie Episkopatu Polski na (wypadające 28.12) święto Świętej Rodziny.
Nie wiem, kogo biskupi biorą do ich pisania. Mam jednak wrażenie, że gdyby wynajęty przez nich specjalista, chciał przekonać do zamieszkania w przepięknym domu, w którym człowiekowi będzie dobrze i będzie szczęśliwy, zrobiłby to mniej więcej tak:
"Kupuj ten dom, bracie i siostro! Bo jeśli nie kupisz, jesteś socjopatą: skąpcem i tchórzem oraz skrajnym egotykiem. A jeśli jednak kupisz, to pamiętaj: wokół są złodzieje, co żyją niezgodnie z naturą. I oni przebiorą się za sąsiadów i będą chcieli cię okraść! A ty sam mieszkając w tym domu możesz się znudzić (bo wielu przed tobą już się tym domem znudziło), nie będzie ci się chciało mieć czasu, zaufania i szacunku! I wtedy wszystko zniszczysz! Albo nawet może zechcesz zostać zabójcą dzieci! Pamiętaj, żebyś nie został! A jak się tak zmęczysz, że się wyprowadzisz to uważaj, bo już nie wrócisz! Pamiętaj, żeby się nie wyprowadzać! A poza tym - bądź radosny i święty (następują cytaty z kilku Papieży, wspomnienie o Roku Miłosierdzia, plus błogosławieństwo)".
Nic, tylko brać!
Emotikon smile
Ludzie, którzy nigdy w życiu nie zmienili płci, nie zawarli gejowskiego związku, nie zabili dziecka oraz się nie rozwiedli (obstawiam, że jakieś 80 proc. tych, którzy stali obok mnie w kościele), a którzy potrzebują pewnie najbardziej siły i nadziei, by wytrywać i by zobaczyć w kolorze coś, co może zdążyło już zszarzeć, dziś usłyszeli z ambony parę zdań o tym, że "trzeba nam radosnych i świętych małżeństw" oraz litanię przestróg przed genderem, aborcją i uporczywym trwaniem w grzesznych związkach (to do rozwodników).
W związku z powyższym, mam taki racjonalizatorski wniosek. Znam wielu polskich biskupów, i to naprawdę super ludzie, kłopot zaczyna się zwykle wtedy gdy zaczynają przemawiać łącznie, na piśmie, jako Episkopat Polski. Może zaczęli by więc do nas, każdy z nich z osobna, mówić w to piękne święto nie chórem, a własnym, osobistym głosem? Może tak udałoby się im przekonać nieprzekonanych, zamiast przekonywać tych, co przekonani zostali już dawno?
Oczywiście to moje prywatne wrażenia. Zachęcam do lektury listu, może ktoś będzie miał inne.
Szymon H.
Owieczki potrzebują, nie bydło. Ty tutaj próbujesz być pasterzem, tylko nie bardzo ci wychodzi, sorry, nie masz nic ważnego do powiedzenia
Fajnie ująłeś w słowa moje dzisiejsze myśli.Wydaje mi się ze KK nie potrafi się ,,sprzedać".Nie znam biskupów ale znam kilku zwykłych księży.To świetni ludzie ,umiejący słuchać,czasem nasuną jakąś myśl,mówią ludzkim głosem.Ale gdy zaczynają przemawiać,stają się sztuczni.Ci którzy mają sporadyczny kontakt z kościołem widzą go jako twór nie do zrozumienia, język kościoła jest trudny.Ale nie słowa a czyny się liczą.Mam nadzieje że ten list nie zniechęci wielu bo był tak monotonny że przełączyli się na modlitwę.Tak zrobiłam ja a mąż mój chyba drzemał.
Pasterza to owce potrzebują.Ile i jak dużo ,ten cały KK bedzie mieszał ludziom w głowach?Tak czy inaczej .Owieczki ,przestańcie żreć trawę i szykujcie koperty.Pasterz zbliża się.
Masz trochę racji. Ojciec Franciszek jest bardziej komunikatywny, może da im jakieś nowe wskazówki.