Dlaczego dziecko z klasy 2 ma zadane 11 stron z polskiego na święta Sp nr3
Piszesz nieprawdę choćby z tak oczywistego powodu, że dziecko w 2 klasie nie ma czegoś takiego, jak lekcje języka polskiego - jest nauczanie zintegrowane. A poza tym dziecko ma zadane 11 stron czego? Ćwiczeń? Wątpie, pewnie większość jest do obejrzenia/przeczytania. Poza tym, skąd pomysł, żeby pisać o tym na forum? Jak nauczyciel będzie miał problem z Twoim dzieckiem, to też ma tu napisać? Czy może jednak porozmawiać bezpośrednio z Tobą? Nie uczę w szkole, ale uwielbiam osoby takie, jak Ty.
a niby to dlaczego nauczyciele nie mają obowiązku zadawania prac domowych na święta ,od dawna tak było i powinno być ,to nie wakacje mamo,niech dziecko się weźmie do nauki
11 stron to przypuszczam że ma coś do przeczytania... zresztą co by to nie było nie zaszkodzi dziecku
Dlatego nie ma się co dzieciom dziwić. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę drodzy rodzice, że takim podejściem krzywdzicie własne dzieci. Najlepiej nic nie robić, a później widać konsekwencje. Systematyczność to podstawa, która procentuje w przyszłości. Ale ręce opadają jak dziecko po kilku dniach nieobecności w szkole nie ma nawet uzupełnionych ćwiczeń i zeszytu bo... rodzicom się nie chciało ;( a później zaległości nie da się nadrobić bo niby jak? W szkole między lekcjami?
A moje dziecko nie ma nic zadane, co uważam, woła pomstę do nieba. Tyle dni wolnych i żadnej pracy. :)
Ileż tych dni wolnych? Niektórzy wyjeżdżają na całe święta i w nocy mieliby u kogoś odrobić? Zwykle ci normalni nauczyciele się nie zmieniają i nadal na święta nie zadają.
Tak działają te przymusowo kupowane ćwiczeniówki,ktoś to wymyślił aby dać zarobić znajomemu wydawcy a nauczyciele nie maja czasu wypełniać tego z dziećmi na lekcji więc kiedy zobaczą że program leci dalej to zaległe strony często bezsensownych ćwiczeń zadają dzieciom i ich rodzicom do domu.Ciągle się zastanawiam czemu to służy i nie mogę zrozumieć po co dźwigać w plecakach te dodatkowe kilogramy i na koniec roku kazać dzieciom wypełniać w domu ćwiczeniówkę do końca bo jeszcze 1/4 część jest pusta.
Kto się odważy i zaprotestuje przeciwko niechcianym ćwiczeniówkom,których ilości się rozrastają do kilku w roku do jednego przedmiotu.
100% racji. W szkole jest teraz mega komercja za ktora najbardziej placa dzieci. Pani jak nie nadaza z programem, to niech zmieni sposob nauczania a nie obarcza nadrabianiem zaleglosci rodzicow. Od wychowania dzieci sa rodzice. Od nauki nauczyciel.
Czyli najlepiej zeby dziecko sie w domu nie uczyło super podejście. To dobrze zejest tez do domu zadawane. Podjerzewam ze tacy rodzicie raczej nie byli wybitni w szkole i pewnie slabo sobie radzili i teraz maja takie problemy. Ja sie ciesze ze dzieci musza tez w domu sie uczyc
11:28 no Ty też raczej do wybitnych nie należałeś, skoro zdania poprawnie sklecić nie umiesz. Ja nie jestem przeciwna pracy domowej, zresztą moje dzieci znają swoje obowiązki a nauka jest tym najważniejszym. Uważam jednak, że czasem przesadą jest zadanie 10stron na jedno popołudnie aby nauczyciel wyrobił się z materiałem. Lepiej żeby dzieciak mądrą książkę poczytał zamiast dyrdymały wypełniał.
Gościu z godz 11:28 mam lat 60 nie byłam wybitna,ale do tej pory radzę sobie z rozwiązaniem zadania ze szkoły średniej(nie jestem nauczycielem) mimo że z ćwiczeniówkami mam do czynienia dopiero u swoich dzieci i wnuków.Mnie uczono w szkole a do domu zadawano mi zadania do rozwiązania w zeszycie i to utrwalało moją wiedzę,ćwiczeniówki nie były potrzebne.Teraz jest to możliwość zarobienia pieniędzy przez wydawnictwa zaprzyjaźnione z osobami które mają wpływ na nauczanie.Trzeba je nosić do szkoły(są do każdego przedmiotu nawet do zajęć technicznych)co powoduje że kręgosłupy nie wytrzymują ciężarów,wypełniać należy je w domu bo w szkole nie ma na to czasu,a pomagać muszą rodzice bo polecenia są często sformułowane w durnowaty sposób.
Pracą domową na Święta Wielkanocne powinno być robienie pisanek wspólnie z rodziną.
Mam 65 lat i odkąd pamiętam zawsze miałam zadawane na wolne dni i to bardzo dużo i to z każdego przedmiotu i nikt nie narzekał płaczące mamuśki od siedmiu boleści.Do przedszkola proszę posłać dzieciaki,gdzie się będą bawiły,a nie uczyły .
Matkom się nie chce pomagać dzieciakom przy lekcjach bo wolą ploty i ............i płaczą jak słodkie idiotki
W przedszkolu też jest nauka. Od twojej edukacji minęły lata świetlne. Ba, żyjemy nawet w innej Polsce, więc zabieranie głosu w temacie, o którym nie ma się pojęcia jest śmieszne. Świat poszedł do przodu. Ty nie.
Kłamiesz 7:43 ani 1 ani 2 klasy złotówki nie zapłaciły za książki do szkoły. Po co komentarz,który mija się z prawdą.