6:53 maturę zdałam na piątki, czwórki, ale podstawy jakie miałam po szkole podstawowej dały mi bardzo wiele. Coś dziś nie gra skoro dzieciaki nie mają życia poza szkołą. Ostatnio namawiałam córkę na wyjście do kina ale niestety, miała tak dużo nauki, że jedynie weekendy może spędzić inaczej niż rycie w książkach. Teraz jeszcze nauczyciele straszą, że się ocen nie da poprawić, tak więc jest gorzej niż rok temu. Ja w liceum miałam czas na wszystko, moje dziecko w gimnazjum nie ma czasu na nic i dodam, że nie jest kujonem, uczy się tylko tyle ile musi. Po prostu jak twierdzi marnują czas w szkole.
Nie, absolutnie. Wracałam o 14,15. Praca domowa i po wszystkim. Jednak jak ja chodziłam do szkoły nauczyciele nie zadawali tak dużo. Na lekcji robiło się zadania, nie było korepetycji a wszyscy umieli. Nauczyciele tłumaczyli do skutku nawet tym "tępszym" jakkolwiek by to nie brzmiało.
7:12 czas jest na wszystko, ale to zawsze kosztem czegoś. Dzieci powinny mieć czas na naukę. No i największy problem u mniejszych dzieci to ciężar plecaków... Plecy mnie bolą jak o tym myślę. No ale do samego j. polskiego 3 książki, ponieważ jeszcze nauczyciel jeszcze nie wie z czego będą korzystać. Kiedyś w małej szkółce były moje dzieci, owszem poziom... poniżej poziomu, jednak były szafki i dzieciaki zostawiały część książek.
Powiem tak: kto nie ma dzieci w dzisiejszych czasach, ten nie zrozumie.
Minęły już te lata, kiedy dzieci wychowywały się pod blokiem.
Teraz mają mnóstwo zajęć dodatkowych w szkole (typu kółka przedmiotowe, itp.), na których obecność jest wskazana.
W szkole spędzają tyle czasu ile my w pracy. Czy to jest w porządku???
Myślę że coś jest nie tak...
Gdyby nauczyciele mniej zadawali do domu (a nie jak pani od angielskiego sześć ćwiczeń, od matematyki cała strona w ćwiczeniówce, od polskiego trzy....), dzieci chętniej angażowałyby się w zajęcia nieobowiązkowe szkolne - np. chór, kółka, samorząd, itp.
Moje dziecko zdało doskonale maturę i tylko w 3 klasie liceum chodziło na korepetycje z rozszerzonej fizyki i angielskiego. Raz w tygodniu, dokładnie rzecz biorąc. Miało czas na pasje i rozrywkę. Nie sądzisz, że może jest to kwestia ilorazu inteligencji, zdolności? A za to odpowiadają geny, czyli rodzice, nie nauczyciele.
Najgorzej jeśli to jest w-f lub muzyka a bywa i tak. Teraz już nauczycielom w-fu ograniczyli ocenianie ucznia i też im się to podobno nie podobało, słyszałam w radiu, że są przeciw. Oczywiście nie wszyscy ale jak ja chodziłam do szkoły(lata temu) to n-l w-fu uwielbiał gnębić dzieci. Później córka miała epizod z takim nauczycielem. Na szczęście dziś jest ok a młodsza uwielbia w-f, a to chyba zasługa nauczyciela. Zresztą moja młodsza córka uwielbia ogólnie szkołę,(jedynie uczyć się nie chce) takie bezproblemowe dziecko:-)
same idiotki
Niech idą do żłobka... Sfrustrowane mamusie...
Ty z 20:47 naucz się pisać i nie dój za dużo z tej buteleczki, ponieważ ci nie służy. I pieluchę zmień bo czasu na odejście od kompa zapewne nie masz.