Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.

KSZO 1929

Ilość postów: 10 | Odsłon: 3385 | Najnowszy post
  • KSZO 1929

    Wiecie moze czy będzie transmisja video z Nowego Targu?

    Kamilo30
    Zgłoś
    Odpowiedz
    • Odp.: KSZO 1929

      Przekształcanie umysłu, by widzieć wyraźniej

      Czego żydowski mistycyzm może nas nauczyć o psychodelikach

      Autor: rabin Jay Michaelson

      Psychodeliki, długo przedstawiane karykaturalnie jako hedonistyczne narzędzia ucieczki od rzeczywistości, w ostatnich latach osiągnęły pewną dojrzałość: kilka substancji zostało dopuszczonych do użytku w kontekstach terapeutycznych i inspiruje znaczącą refleksję duchową oraz teologiczną. W świecie żydowskim psychodeliki były wykorzystywane na wiele sposobów: jako środek do przepracowania i uwolnienia traumy, jako sposób ponownego połączenia z judaizmem oraz jako nowe narzędzia praktyk żydowskiego mistycyzmu, duchowości i objawienia — co jest tematem tego tekstu.

      Pierwsze pytanie, jakie zadaje sobie wielu żydowskich użytkowników psychodelików, brzmi: czy istnieje jakiś żydowski precedens ich użycia? To pytanie ma sens ze względu na charakter tych doświadczeń, które często mają silne religijne i duchowe zabarwienie. Jeśli ktoś czuje emocjonalną więź z judaizmem, naturalne jest zastanawianie się, czy psychodelicznie zapośredniczone doświadczenie duchowe wpisuje się w bycie Żydem. Czy jest podobne do szczytowych doświadczeń duchowych opisanych w świętych tekstach? Czy jest z nimi jedynie luźno powiązane? A może jest błędne i złe — być może stanowi formę *awoda zara* (zwykle tłumaczonej jako bałwochwalstwo, ale dosłownie oznaczającej „obce praktyki religijne”)?

      Jednym ze sposobów odpowiedzi na to pytanie jest przeszukiwanie żydowskiej historii tekstualnej w poszukiwaniu wskazówek, że w przeszłości używano substancji psychoaktywnych. Czy kapłańskie wizje Ezechiela mogły być wywołane przez psychoaktywne opary? Czy Izajasz, Daniel lub Elizeusz mogli znajdować się pod wpływem DMT, które naturalnie występuje w akacjach i rutce syryjskiej rosnących na starożytnym Bliskim Wschodzie? Czy *knei bosem*, składnik oleju namaszczenia używanego w Namiocie Spotkania, to w rzeczywistości konopie?

      Rozumiem atrakcyjność takiego sposobu myślenia — mógłby on potwierdzić wartość doświadczenia psychodelicznego dla niektórych Żydów albo potwierdzić żydowskie objawienie dla niektórych psychonautów. Ostatecznie jednak uważam go za mało przekonujący. Po prostu nie istnieją jednoznaczne dowody w materiale archeologicznym ani tekstowym. Zastanawiam się też, czego właściwie takie dowody mogłyby nas nauczyć.

      Bardziej owocne jest przyjrzenie się temu, co nazywam „gramatyką” żydowskiego doświadczenia prorockiego: formom, wzorcom i strukturom doświadczeń transpersonalnych opisanych w tekstach biblijnych, talmudycznych, filozoficznych i kabalistycznych. „Słownictwo” — czyli metoda osiągania doświadczenia duchowego — może się różnić. Jednak gdy uważnie analizuję zapisy żydowskich proroctw i objawień, znajduję liczne analogie do doświadczeń psychodelicznych — a być może także kilka użytecznych wskazówek. Oto cztery przykłady.

      ### Przekształcanie umysłu, by widzieć wyraźniej

      W popularnej wyobraźni „halucynogeny” wytwarzają iluzje — mandarynkowe drzewa i marmoladowe niebo, jak śpiewali Beatlesi. Jednak w tradycjach biblijnych i mistycznych techniki zmieniające stan umysłu nie są ucieczką w iluzję, lecz sposobem na wyraźniejsze dostrzeżenie głębszych poziomów rzeczywistości. Najczęściej stosowaną z nich jest post (zob. Wj 34,28; 1 Sm 28,20; Dn 10,2; Sdz 20,26; Jl 1,14; Zohar 1:4a-b) | (see Exodus 34:28, I Samuel 28:20, Daniel 10:2, Judges 20;26, Joel 1:14, Zohar 1:4a-b). Inną jest trans, omawiany m.in. w książce Jonathana Garba *Shamanic Trance in Modern Kabbalah*. W takich praktykach wywołuje się odmienny stan świadomości, aby uzyskać pewien rodzaj proroctwa lub objawienia: czasem konkretny przekaz prorocki, a innym razem objawienie Boskości.

      Zarówno dawniej, jak i dziś, umysł zmienia się nie po to, by „się odurzyć”, lecz by oczyścić „drzwi percepcji” i zobaczyć rzeczywistość. Jak wskazuje sam termin psychodelik („ujawniający umysł”), to, co zostaje odsłonięte, może obejmować wzorce umysłu, struktury rzeczywistości, wglądy lub wizje — a wszystkie one mają potencjalną wartość objawieniową.

      ### Liczą się owoce

      Żydowskie doświadczenia prorockie, podobnie jak psychodeliczne, często obejmują potężne wizje: Izraelici na górze Synaj widzący „stopy” Boga; Ezechiel oglądający boski rydwan i dziwaczne istoty, które go prowadzą (lub stanowią); Baal Szem Tow wstępujący do nieba, by spotkać Mesjasza. Jednak we wszystkich tych przypadkach efekty wizualne są drugorzędne wobec wglądów, które z nich wynikają.

      Widać to także w fragmentach Tory czytanych w tych tygodniach przez Żydów na całym świecie, gdzie teofania na Synaju jest opisana bardzo skrótowo, natomiast szczegóły Dziesięciu Przykazań — niezwykle dokładnie. Kaba­liści spotykają Mesjasza nie po to, by pławić się w jego chwale, lecz by zapytać, kiedy nadejdzie, by złagodzić cierpienie — i co oni sami mogą zrobić, by to przyspieszyć. Nawet objawienie Ezechiela, bardziej szczegółowe niż inne, stanowi wstęp do następujących po nim rozdziałów proroctw.

      Podobnie jest z „prorockimi” doświadczeniami wywołanymi przez psychodeliki. Owszem, niezwykle złożone wizje są zdumiewające. Jednak ten wizualny spektakl jest znacznie mniej trwały niż uzdrowienie, wgląd czy komunikacja, które mogą się w jego trakcie wydarzyć. I choć samo doświadczenie nieuchronnie zanika, integracja uzyskanych wglądów może mieć długotrwały wpływ.

      ### Nie dla przypadkowych podróżników

      Zarówno tradycja żydowska, jak i odpowiedzialna praktyka psychodeliczna jasno wskazują, że takie podróże nie są dla każdego. W tradycji żydowskiej najsłynniejszym ostrzeżeniem jest opowieść o czterech rabinach, którzy weszli do *pardes* (dosłownie „sadu” lub „raju”, rozumianego jako mistyczna wyprawa do boskiego wymiaru). Jeden zmarł, jeden oszalał, a jeden stał się heretykiem — tylko rabin Akiba powrócił niezmieniony. To niezbyt dobre statystyki, zwłaszcza dla nieprzygotowanych „turystów”. Podobnie tradycja ostrzega przed praktykowaniem kabały bez lat przygotowania, nauki i zakorzenienia we wspólnocie — granice te wyznaczono po mesjanistycznych herezjach Szabtaja Cwi i Jakuba Franka.

      Współczesne podejście do psychodelików również podkreśla, że takie doświadczenia najlepiej przechodzić z przygotowaniem, odpowiednim prowadzeniem i późniejszą integracją. W najlepszym razie mogą one odsłonić części naszego „cienia”, które dotąd pozostawały ukryte [1]. Czasem jednak — zwłaszcza bez przewodnika — skutki bywają tragiczne. To nie przesada: znam dwóch młodych mężczyzn, którzy przy różnych okazjach odebrali sobie życie pod wpływem psychodelików. Niezależnie od tego, czy stan mistyczny wywołany jest transem, postem, substancjami psychodelicznymi czy innymi środkami, może on prowadzić do transformacji — ale może też zniszczyć osobę nieprzygotowaną i pozbawioną wsparcia.

      ### Od „ja” do „my”

      Wreszcie, żydowskie doświadczenie prorockie oscyluje między jednostką a wspólnotą. Z wyjątkiem zbiorowego objawienia na Synaju, doświadczenia te zazwyczaj zachodzą w samotności lub w bardzo małych grupach. Jednak to wspólnotowe formy i normy kształtują zarówno przebieg tych doświadczeń, jak i ich integrację w życie etyczne i rytualne. Na przykład opis „wzniesienia duszy” Baal Szem Towa jest uwarunkowany żydowskimi kategoriami, przeniknięty żydowską mitologią i wyrażony w żydowskim języku.

      Podobnie jest dziś. Wielu użytkowników psychodelików poszukuje języka, ram pojęciowych i wspólnoty, które pozwolą im zrozumieć głębokie doświadczenia, jakich doświadczyli. Choć kontekst żydowski nie jest jedynym możliwym, dla wielu stanowi potężne narzędzie integracji. Wchodzimy na świętą górę samotnie, ale ostatecznie wracamy do wspólnot znaczeń na dole.

      Co oznacza fakt, że zasady wywiedzione z literatury żydowskich doświadczeń duchowych mają zastosowanie także do doświadczeń psychodelicznych? Wydaje się, że wskazuje to na ciągłość doświadczenia duchowego, mimo nowości środków prowadzących do jego osiągnięcia. Robimy tu coś podobnego — my, mistycy różnych epok — choć tak wiele nas różni. A to brzmi jak bardzo żydowska prawda.

      Artykuł pierwotnie ukazał się w biuletynie szabatowym „Recharge” serwisu *My Jewish Learning* 10 lutego 2024 roku. https://www.myjewishlearning.com/article/altering-the-mind-to-see-more-clearly/

      ---

      [1]: At the very least, spiritual journeys may uncover parts of our shadows that we may have comfortably hidden from view.

      Kluczowe jest tu zachowanie metafory „shadow” (w sensie jungowskim) i lekko refleksyjnego stylu.

      Oto dopracowane propozycje tłumaczenia:

      Najlepsza, wyważona wersja: „W najlepszym razie duchowe podróże mogą ujawnić te części naszego „cienia”, które dotąd wygodnie ukrywaliśmy przed samymi sobą.”

      Alternatywy:

      1. Bardziej naturalna (mniej „psychologiczna”): „W najlepszym razie duchowe podróże mogą odsłonić te aspekty nas samych, które dotąd wygodnie trzymaliśmy poza zasięgiem wzroku.”

      2. Bardziej wierna metaforze: „W najlepszym razie duchowe podróże mogą ujawnić te obszary naszego „cienia”, które dotąd skrzętnie ukrywaliśmy.”

      3. Bardziej literacka: „W najlepszym razie duchowe podróże pozwalają zobaczyć to, co dotąd pozostawało w cieniu — bo było przez nas wygodnie ukrywane.”

      Jeśli chcesz zachować spójność z resztą tekstu (który jest raczej eseistyczny, ale przystępny), pierwsza wersja będzie najlepszym wyborem.

      ---

      https://forum.dmt-nexus.me/threads/why-you-should-not-take-dmt.324117/

      https://forum.dmt-nexus.me/threads/the-handbook-another-way-to-understand-dmt-entities.358665/

      https://forum.dmt-nexus.me/forums/dmt-experience-reports.22/

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: KSZO 1929

        Odp.: Spacery z Królem - polecam

        Łakomczuch na tropie Mlecznej Gali (opowieść pełna zwrotów akcji, intryg, słodkości i z morałem, który warto zapamiętać)

        Rozdział I: Łakomczuch i zapomniana legenda

        Na końcu wielkiego Lądu Słodyczy, tuż za Syropową Doliną, gdzie drzewa rodziły lizaki, a potoki płynęły karmelem, mieszkał Łakomczuch. Nie był to potwór, choć niektórzy tak o nim mówili. Był raczej… pasjonatem. Pasjonatem smaków. Degustatorem wszystkiego, co miało choćby cień lukru.

        Zamieszkiwał chatkę z piernika (z cementem z masy krówkowej) i codziennie urządzał sobie wyprawy: raz na ciastkowe wzgórza, innym razem na bezowe pustynie. Ale Łakomczuch czuł, że coś mu umyka.

        Pewnego dnia natrafił na stary zwoj z karobowego papieru, zakopany pod cukrowym głazem. Nosił tytuł:

        „Mleczna Gala – napój, który zmienił świat”

        Czytał z wypiekami (dosłownie, bo miał bułeczki w kieszeni):

        „Powstała raz na Północy, gdzie mleko było gęstsze od chmur, a miód kapał z nieba. Mleczna Gala – napój o smaku tak doskonałym, że przywracał zmysły, godził zwaśnione królestwa i leczył pęknięte serca. Lecz jeden człowiek chciał go tylko dla siebie…”

        Łakomczuch przełknął ślinę. – Muszę to odnaleźć – powiedział sobie. – Nie po to, żeby mieć, ale żeby zrozumieć.

        Rozdział II: Droga przez Kremową Pustynię

        Wkrótce ruszył w podróż. Na plecy zarzucił torbę z narzędziami cukiernika i kompasy smaków. Szedł przez Kremową Pustynię, gdzie w dzień ubijała śmietana, a w nocy kłuły igły lukrecji. Spotkał tam Karmelowych Nomadów, którzy żyli z przetapiania słońca.

        – Mleczna Gala? – zapytali z uznaniem. – Dawno nie słyszeliśmy tego imienia. Mówią, że ostatnia jej kropla zaschła w Jaskini Lodu, gdzie czai się Vanilak, strażnik legend i niszczyciel przepisów.

        – Vanilak? – zdziwił się Łakomczuch. – To przecież tylko bajka.

        Nomadzi spojrzeli po sobie.

        – Może. Ale bajki często są prawdziwe, tylko dobrze zamaskowane.

        Rozdział III: Kraina Bez Smaku

        Przekroczywszy Dolinę Dżemu, Łakomczuch trafił do miejsca, które mroziło serce – dosłownie i w przenośni. To była Kraina Bez Smaku – obszar rządzony przez Szarych Kucharzy, którzy uwierzyli, że emocje przeszkadzają w kuchni. Wszystko było tam bez przypraw, bez tekstury, bez duszy.

        Złapano go niemal natychmiast. Zaciągnięto przed Trybunał Smaku.

        – Przyszedłeś tu z opowieściami o Galach i magii? – zadrwił jeden z Szarych. – Nie ma miejsca na takie rzeczy. Tu tylko kontrola, standardy, zero indywidualizmu.

        Ale Łakomczuch, zamiast się bronić, wyjął z kieszeni mały cukierek – ostatnią wiśnię w czekoladzie. Położył ją na stole.

        – Spróbujcie – powiedział.

        Jeden z kucharzy odważył się. Gdy zjadł, jego twarz zadrżała. Oczy zrobiły się mokre.

        – To… przypomina mi dzieciństwo. Moja mama tak robiła… zanim wszystko musiało być zgodne z normą ISO-SMAKU-9001.

        Łakomczuchowi udało się uciec – nie przez walkę, ale przez wspomnienie.

        Rozdział IV: Spotkanie z Vanilakiem

        Wreszcie dotarł do Jaskini Lodu. Czuł, że jest blisko. A potem… zobaczył go.

        Vanilak nie był potworem. Był człowiekiem. Starym, zmęczonym, z zamarzniętą duszą. Trzymał w rękach małą fiolkę – ostatnią kroplę Mlecznej Gali.

        – Szukasz tego? – zapytał, bez złości.

        – Tak – odparł Łakomczuch. – Ale nie chcę jej wypić. Chcę, żeby świat znów o niej usłyszał.

        Vanilak uśmiechnął się gorzko.

        – Wiesz, co się stanie, gdy ludzie znów poczują jej smak? Będą chcieli więcej. Znów powstaną fabryki, wojny o recepturę, kopiowanie, podróbki…

        – Ale może – przerwał mu Łakomczuch – może wystarczy jedna kropla, by przypomnieć im, czym jest prawdziwy smak. I prawdziwe życie.

        Po długim milczeniu Vanilak podał mu fiolkę.

        – Nie oddawaj jej nikomu. Ale pokaż wszystkim.

        Rozdział V: Gala

        Łakomczuch wrócił do swojej krainy. Nie sprzedał fiolki. Nie zamknął jej w muzeum. Zamiast tego zrobił to, co umiał najlepiej.

        Zaczął gotować.

        Nie kopiował Mlecznej Gali. Inspirował się nią. Przemycał jej ideę do deserów, napojów, zup i nawet do słodko-słonych opowieści. Zorganizował Wielką Galę Smaku – bez biletów, bez sponsorów. Tylko ludzie, jedzenie i rozmowa.

        Wieść o tym rozeszła się po całym świecie. A Mleczna Gala? Cóż – jej smak już nie był w jednej fiolce, ale w sercach tych, którzy potrafili się zatrzymać, spróbować i... poczuć.

        Morał? Czasem największy skarb nie polega na posiadaniu czegoś wyjątkowego, ale na umiejętności dzielenia się jego duchem.

        W świecie pełnym sztucznego smaku i pogoni za nowością, prawdziwa wartość tkwi w tym, co autentyczne – i w tych, którzy nie konsumują, ale doświadczają.

        Łakomczuch nie zdobył Mlecznej Gali.

        On sprawił, że świat znów o niej śnił.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: KSZO 1929

          Znowu ten debil się obudził.

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
          • Odp.: KSZO 1929

            MMA panowie i panie, MMA... Popuś, czy to Ty? xD https://www.youtube.com/watch?v=3n9dmmQixYs

            Ty też jak ja, możesz królem być

            Tylko uwierz w to, nigdy się nie poddawaj

            Walcz, nie żałuj krwi tak jak ja

            Tak jak ja, nigdy się nie poddawaj

            Jestem królem, więc wszyscy ku*** łapy w górę!

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
        • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 17

          Odp.: KSZO 1929

          Odp.: Żelazne Skrzydła Biznesu?

          „Skrzydlata sprawka, prezydencka wyprawka" – po raz pierwszy w Ostrowcu Świętokrzyskim odbywa się Żelazna Gala Biznesu. Statuetki żelaznych skrzydeł przygotowane… i wręczone… no i proszę – bocian chyba z prezydentem dogadał się na boku, bo zamiast pieluszek i smoczków rozdali hutnikom, walcownikom i klimatyzatorom ciężkie, metalowe skrzydła.

          Celsa Huta Ostrowiec dostała je pewnie za to, że od lat hartuje stal i nerwy mieszkańców, Walcownie WOST awansowały na Ambasadora Roku (bo kto inny wytrzyma tyle lat w jednym mieście i nie zwariuje?), a Climatic chyba za to, że w lecie ratuje przed zawałem, a w zimie udaje, że grzeje.

          Cała gala w Państwówce Muzycznej – elegancko, dostojnie, czerwony dywan… tylko zamiast „Serce matki” leciało cicho w tle „We are the champions”, bo każdy laureat czuł się właśnie tak – jakby właśnie wygrał mundial w kategorii „najlepiej przetrzymać 2025 rok w Ostrowcu”.

          Gratulacje dla organizatorów – w końcu ktoś wpadł na pomysł, żeby zamiast kolejnych bożonarodzeniowych paczek dla seniorów rozdać dorosłym chłopcom i dziewczynom po kilkanaście kilo żelastwa i powiedzieć: „Macie, lećcie z tym koksem!”. No i polecieli – tyle że nisko, bo ciężkie te skrzydła, a pas startowy to tylko ulica Denkowska.

          A my czekamy na drugą edycję – może wtedy dodadzą kategorię „Najbardziej żelazna mina po otrzymaniu statuetki” albo „Najlepszy tekst na afterparty: +200 do charyzmy, -47 do kręgosłupa”. Brawo Ostrowiec, lecicie… powoli, ale w dobrym kierunku!

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 18

      Odp.: KSZO 1929

      Odp.: Ostrowiec Św.: Czym jest „redakcja zewnętrzna” i czego obawia się władza?

      Kto jest królem lokalnego dziennikarstwa śledczego?

      (przeróbka z jeszcze bardziej zajebistą, kwaśną ironią – refren wzmocniony)

      -

      Kto jest królem? Kto jest królem? Kto jest królem? Kto?

      Kto jest królem? Kto jest królem? No dalej, powiedz to głośno… hah?

      Kto jest królem polskiego śledztwa? No kto, kurwa, kto?

      -

      Jesteś królem, jak umiesz pisać jak król lokalnego kliku

      Z duszą pełną „misji obywatelskiej” i portfelem napchanym grantami z Brukseli

      Jak ten Król…

      Tylko zamiast Gracelandu masz apartament z widokiem na Pałac Prezydencki

      A ciało dziennikarskiej uczciwości nigdy nie zostanie znalezione.

      -

      Czuję szczura na zapleczu newsroomu

      Ale to nie były czasy, kiedy jeszcze ktoś miał jaja

      Najtwardszy dziennikarz w mieście siedzi w pierdlu za „mowę nienawiści”

      A co robi Don King lokalnego śledztwa?

      Pozwala swojemu najlepszemu człowiekowi gnić w celi

      Bo jego własne konto w Szwajcarii rośnie w tempie inflacji.

      -

      Refrren (wzmocniony, mega sarkastyczny):

      Nie śpij, musisz robić ruchy!

      Nikt się nie rusza… nikt nie dostaje po ryju… *oficjalnie*.

      Nie śpij, musisz robić ruchy!

      Nikt się nie rusza… ale jak ruszysz niewłaściwy temat, to już leżysz, bracie.

      -

      Nikt się nie rusza – nikt nie dostaje po ryju

      A jednak jak ktoś ruszy „niewygodny” temat, to dostaje tak, że Rodney King przy tym wyglądał jak pieszczota.

      I dlaczego nie możemy się wszyscy dogadać?

      Bo jak się dogadasz z władzą, to już nie jesteś dziennikarzem – jesteś ich uroczym pudelkiem na smyczy z logo „niezależność”.

      -

      Skaczesz wysoko z dumą w biało-czerwono-unijnym szalu

      Czy to przez dreszczyk, przez lajki, przez kolejny milion z funduszu?

      Król daredevil lokalnego śledztwa

      Zrobił z siebie Evel Knievela… tylko zamiast skoków nad kanionem robi kaskaderskie uniki przed prawdziwymi aferami.

      -

      Refrren (jeszcze mocniej, z jadem):

      Nie śpij, musisz robić ruchy!

      Nikt się nie rusza… nikt nie dostaje po ryju… *przynajmniej nie publicznie*.

      Nie śpij, musisz robić ruchy!

      Nikt się nie rusza… dopóki nie ruszysz tych, co naprawdę rządzą.

      -

      [Darryl Jenifer style – z jamajskim flow i pełnym przekąsem]

      Dog Eat Dog, chcecie wiedzieć kto jest di king?

      Ale dinga-linga-ling, dzwonek na przerwę w redakcji już dzwoni, youth

      Najpierw musisz wiedzieć, jaki rodzaj gówna dzisiaj wlewasz do tekstu

      Bo tu nie ma prawdy, tu jest tylko „narracja odpowiedzialna”, Jah man.

      -

      Słuchajcie teraz:

      Michael Jackson był królem popu

      Don King – królem boksu i przekrętów

      Elvis – królem rocka

      -

      Run-D.M.C. – królowie hip-hopu

      Ale lokalny Dog Eat Dog…

      to jest absolutny cream of the crop polskiego dziennikarstwa śledczego.

      -

      Tylko zamiast Selassie I na wysokim tronie

      Siedzi sobie gość z wielkiej stacji / portalu / gazety

      z oczami błyszczącymi od reflektorów studyjnych i konta pękającego w szwach.

      -

      Kto jest królem?

      Ten, co nigdy nie gryzie ręki, która go karmi.

      Ten, co wie dokładnie, które tematy są „ważne dla demokracji”, a które „szkodzą społeczeństwu”.

      Ten, co ma najwięcej lajków, najmniej procesów… i zero pierdolnięcia o prawdę.

      -

      Król jest nagi.

      Tylko że w studiu wygląda jak w zbroi z moralnej wyższości, z napisem „walczymy o prawdę” na piersi.

      I wszyscy klaszczą.

      Bo w polskim dziennikarstwie śledczym nie wygrywa ten, co znajduje prawdę.

      Wygrywa ten, co najładniej i najgłośniej sprzedaje jej brak… z uśmiechem pełnym troski o „standardy”.

      ---

      Kto jest królem lokalnego dziennikarstwa śledczego?

      (przeróbka „Who’s the King?” – Dog Eat Dog, z pełnym sarkazmem i kwasem)

      -

      Kto jest królem? Kto jest królem? Kto jest królem? Kto?

      Kto jest królem? Kto jest królem? No dawaj, wyduś to… hah?

      Kto jest królem polskiego śledztwa? No kto, kurwa, kto?

      -

      Jesteś królem, jak umiesz pisać jak król lokalnego kliku

      Z duszą pełną „obywatelskiego obowiązku” i oczami na granty z UE

      Jak ten Król…

      Tylko że zamiast Gracelandu masz willę w Konstancinie

      A ciało prawdy nigdy nie zostanie znalezione.

      -

      Czuję szczura na zapleczu newsroomu

      Ale to nie były czasy, kiedy jeszcze ktoś walczył

      Najtwardszy dziennikarz w mieście siedzi teraz w Białołęce za „hej hejt”

      A co robi Don King lokalnego dziennikarstwa?

      Pozwala swojemu głównemu człowiekowi gnić

      Bo jego własne konto rośnie w tłustym tempie.

      -

      Nie śpij, bo musisz robić ruchy

      Nikt się nie rusza – nikt nie dostaje po ryju… oficjalnie.

      -

      Nikt się nie rusza – nikt nie dostaje po ryju

      A jednak jak ktoś ruszy temat „właściwych ludzi”, to dostaje tak, że Rodney King wygląda przy tym jak masaż tajski.

      I dlaczego nie możemy się wszyscy dogadać?

      Bo jak się dogadasz z władzą, to już nie jesteś dziennikarzem – jesteś ich maskotką na smyczy.

      -

      Skaczesz wysoko z dumą w biało-czerwono-unijnym szalu

      Czy to przez dreszczyk, przez lajki, przez kolejny grant?

      Król daredevil lokalnego śledztwa

      Zrobił z siebie Evel Knievela… tylko zamiast kaskaderskich skoków robi kaskaderskie uniki przed prawdziwymi tematami.

      -

      Nie śpij, bo musisz robić ruchy

      Nikt się nie rusza – nikt nie dostaje po ryju

      Nie śpij, bo musisz robić ruchy

      Nikt się nie rusza… no właśnie.

      -

      [Darryl Jenifer style – z jamajskim flow, ale po polsku, z lekkim przekąsem]

      Dog Eat Dog, chcecie wiedzieć kto jest di king?

      Ale dinga-linga-ling, dzwonek na przerwę już dzwoni, ziom

      Najpierw musisz wiedzieć, jaki rodzaj gówna dzisiaj serwujemy

      Bo tu nie ma prawdy, tu jest tylko narracja, Jah man.

      -

      Słuchajcie teraz, youth, sprawdzam listing:

      Michael Jackson był królem popu

      Don King – królem boksu (i oszustw)

      Elvis – królem rocka

      -

      Run-D.M.C. – królowie hip-hopu

      Ale lokalny Dog Eat Dog…

      to jest cream of the crop polskiego dziennikarstwa śledczego.

      -

      Tylko zamiast Selassie I na tronie

      Siedzi sobie gość z TVN24 / Polsat / Gazeta Wyborcza / Onet / WP

      z oczami błyszczącymi od reflektorów i konta w szwajcarskim banku.

      -

      Kto jest królem?

      Ten, co nigdy nie gryzie ręki, która go karmi.

      Ten, co wie, które tematy są „ważne dla demokracji”, a które „szkodzą”.

      Ten, co ma najwięcej lajków, najmniej procesów… i zero pierdolnięcia o prawdę.

      -

      Król jest nagi.

      Tylko że w studiu wygląda jak w zbroi z moralnej wyższości.

      I wszyscy klaskają.

      Bo w polskim dziennikarstwie śledczym nie wygrywa ten, co znajduje prawdę.

      Wygrywa ten, co najlepiej sprzedaje jej brak.

      -

      http://www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/bar-mleczny/s5/

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
11 postów w tym wątku zostało wyłączonych z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:
Biuro Rachunkowe "Complex"
Branża: Biura rachunkowe
Dodaj firmę