Mamy prawie rok 2015 i nie jesteśmy dopiero co po wojnie. Płacimy jedne z najwyższych podatków w Europie. Mamy nawet prawo wymagać od ludzi zarządzających naszymi pieniędzmi, a nie tylko narzekać. Inaczej dogonimy gospodarki innych krajów za 50 lat, tu trzeba ostro wziąć się do roboty Panowie bo coraz bardziej odstajemy poziomem życia od innych krajów. Co drugi Polak zadłużony, co któryś na emigracji, a władza ma to gdzieś. Władza utrzymywana z naszych ciężko zapracowanych pieniędzy. Panowie włodarze, na pokaźnych pensjach, sutych odprawach żyją sobie jak pączki w maśle, a dla ludzi to zbiórki. Na jedzenie, na wózki inwalidzkie... porażka państwa i to katolickiego.
Gdyby za Odrą zarabiali 1680zł brutto to na pewno nie przekazywaliby pieniędzy na jakieś konta.
Popieram tok myślenia założyciela wątku. Nie powinno się dopuścić do tego, żeby taka pomoc była konieczna. Można komuś pomóc jak sobie nie daje rady bo jest chory, ale wiele osób jest wpędzone w takie ubóstwo przez zachłannych "rządzących" np. trzech muszkieterów lub innych wydających pieniądze z naszych podatków, na kolację w restauracji równowartość pensji większości Polaków.
zeby to jeszcze trafiło tam gdzie potrzeba czecs zginie po drodze a reszta idzie dla operatywnych biednych co z mopsu dostana pare tysiecy na miesiac i szastaja kasą i smieją sie z innych
Miałam nie wypowiadać się, ale już nie mogę czytać tych bzdur.
1/ Dajesz jeśli masz ochotę
2/ Udział jest dobrowolny
3/ Nikt nie stoi po 8h tylko 2h
4/Znacie słowo wolontariat
5/ Dzieci stoją w piątek po lekcjach, sobotę i niedzielę i są pod opieką nauczyciel
6/Przykre że zanika w nas człowieczeństwo
Zgadzam się, powinny być protokoły odbioru, żeby nie było pomówień że coś nie dotarło do celu.
Dzieci nie stoją po lekcjach a w czasie lekcji, to dlaczego w piątek w eclerku do południa stały dzieci,dlaczego moja córka stała od 8 rano w piątek prawie 8 godzin i inni takze bo nie było chętnych i nie była w szkole,dzieci do południa powinny być w szkole.
Ha ha wiekszosc dzieci jest zmuszana przez nauczycieli taka jest prawda ato za kare a to za ocene a nauczycielki dlaczego nie stoja z koszykiem tylko sie chowaja jak są takie mądre niech sama stanie
13:39 nie dzieci są zmuszane przez nauczycieli a nauczyciele są zmuszani do stania z dziećmi jeśli juz piszesz o zmuszaniu
Mnie to o nic nie chodzi, bo pomagać trzeba i to ładny gest. Stać mnie, mam ochotę - daje. Nie, to nie muszę, ale denerwuje mnie to że skoro stoją kosze na zbiórkę, to po co rozdawanie karteczek, co dawać itd. To jest dla mnie WKURZAJĄCE. Pozdrawiam i życzę zdrowych, spokojnych Świąt. pa
Ja znam słowo wolontariat i nie ma ono nic wspólnego z żebractwem na które się skazuje te biedne dzieci stojące w marketach.
Mylisz się, 13:01. dzieci stoją od 8 rano w piątek bo tak wymyśliła pani prezes banku żywności,czyli w trakcie lekcji,może dzieci stoją dobrowonie,nauczyciele już nie, dzieci często stoją od 2 do nawet 8 g. dziennie.do szkół nie trafia co zebrały.
Przepraszam bardzo moje dziecko już trzeci raz brało udział w akcji. Nigdy w czasie lekcji i tylko 2 godziny. Myślę, że wszystko zależy od tego jak podchodzi do tego szkoła. Nigdy nie była zmuszana i nie robi tego dla oceny z zachowania, bo i tak ma najwyższą. Mówi że zawsze dużo chętnych dzieciaków jest. Dlaczego nie potrafimy dostrzegać tego co dobre?
Jeszcze niedawno dzieci stały w sobotę. To niedopuszczalne, aby opuszczać lekcje dla takiej akcji!
To niech sobie u lichoty w groszku stoi pani prezes - dobrze jej zrobi trochę ruchu.
Słyszałem niezłą historię gdzie część tych produktów trafia.
Do Gość 10;49 ale czy listowna prośba to nie żebractwo.Popieram osobę z 13;01.Ja nie jestem ani za ani przeciw ale żyję już trochę lat i zdążyłam zauważyć że wśród nas są ludzie którzy chcą pomagać charytatywnie i bardzo dobrze że takie akcje są organizowane.Widzę ,że w większości wypowiadają się osoby ,których tak na dobre nic aż tak złego nie dotknęło.Ja również byłam w bardzo ciężkiej sytuacji nie miałam na kromkę chleba ale dziękiBogu miałam zdrowie.Wyjechałam na saksy i daję rade.Wiem co to bieda i cieszę się że mogę pomóc.
Owszem, 13.01.
1. Obecność w sklepie proszących uczniów jest dla mnie dyskomfortem, nie chcę dawać niczego, a wstydzę się przed tymi dziećmi i daję.
2. Dobrowolny udział "staczy" za ocenę ze sprawowania zapewne.
3. Ile by nie stał - łącznie zmiany 2-godzinne okupują sklep cały dzień.
4. Wolontariat - są inne możliwości, zważywszy, że dyskutujemy o celowości tego działania.
5. Mają przekichane.
7.Nie zanika, nie zanika. Zbyt wielu wykorzystuje "człowieczeństwo", nasze dobre serce i pieniądze, żebyśmy mogli ufać wszystkim. Wszyscy wiemy, że te "dary" nie mają szacunku u odbiorców, sprzedawanie ich jest normą, kasa na alko
Jest mi przykro że w dwudziestym pierwszym wieku wykorzystujemy dzieci do zbierania produktów potrzebnych do przetrwania ludzi ubogich.nawet Stalin nie brał podatku od dochodu na poziomie nędzy.Kwota wolna od podatku to około trzy tysiące złotych.podzielmy to przez dwanaście miesięcy a dowiemy się ile wolno nam zarobić żeby pazerne łapy państwa nie powiedziały "daj trochę".Jak to się ma do progu ubóstwa dumnie ogłoszonego przez unię jewropejską.Szanowni rządzący,nie zabierajcie a nie trzeba będzie żebrać żeby pomóc.Gdybym był premierem byłoby mi wstyd że ktoś mnie wyręcza w zapewnieniu godnego życia obywatelom.A teraz zastanówmy się czy wspierać dając,czy zaprowadzić taki porządek rzeczy żeby nie trzeba było dawać.I być dumnym,że w naszym kraju żebractwo jest niepotrzebne.
Czyję się upokorzona tym nachalnym wciskaniem karteczek o zbiórce. Tym bardziej, że jestem osobą bezrobotną, bez prawa do zasiłku i ledwie wiążę koniec z końcem. Gdy wchodzę dp sklepu to umiem przeczytać informację, że jest zbiórka i zawsze coś do koszyka wkładałam, ale teraz to już zrobiło się natręctwo. A na dodatek odbywa się to we wszystkich sklepach naraz np. w sobotę byłam w dwóch sklepach, mając 12 zł w potfelu i w obydwu oczywiście wciskanie karteczek. Byłam oburzona. Przyszłam do domu i się z nerwów rozpłakałam. A potem w telewizji pokazują jakich Ostrowiec ma hojnych darczyńców. Myślę, że wystarczyłoby postawić koszyki w odpowiednim miejscu, czytelna informacja i kto miałby życzenie to coś do koszyka włożyłby. No, ale sukces może nie byłby na odpowiednio dużą skalę. Straszne, ale chyba zanosi się na to, że tak będzie do samych świąt.
Rozumiem Cię doskonale. Sama czuję się podobnie, mając parę groszy na zakupy. Mijam dzieci i udaję, że nic mnie to nie obchodzi, a naprawdę jest mi bardzo przykro, że nie mogę nic włożyć do tych koszyków, bo naprawdę sama tego potrzebuję. Myślę sobie, że takich jak ty i ja - jest więcej.