Na bogato było. Nasza wioska szalała i było bardzo grubo. Nie tak jak w chowie klatkowym mieszczurów .
Dalem krzyzyk i ksiazeczke do nabozenstwa to sie obrazili
Teraz komunie często wyglądają bardziej jak małe wesela
Teraz komunie często wyglądają bardziej jak małe wesela
Teraz komunie często wyglądają bardziej jak małe wesela
Teraz komunie często wyglądają bardziej jak małe wesela
Komunia wyprawiona „jak wesele” to bardzo ciekawy fenomen socjologiczny i antropologiczny. Po profesorsku można powiedzieć, że jest to:
> rytuał religijny poddany logice demonstracyjnej konsumpcji klasy średniej i aspiracyjnej.
Innymi słowy: sakrament pozostaje formalnym centrum wydarzenia, ale społeczna energia przesuwa się w stronę:
* statusu,
* prestiżu,
* widowiska,
* estetyki eventowej,
* ekonomii porównawczej („jak to wyglądało u innych”).
Thorstein Veblen nazwałby to zapewne:
> konsumpcją ostentacyjną.
A Pierre Bourdieu:
> rytualizacją kapitału symbolicznego.
W praktyce oznacza to, że komunia przestaje być wyłącznie wydarzeniem religijnym, a staje się:
* lokalnym spektaklem statusowym,
* manifestacją aspiracji rodziny,
* konkursem estetyki i zasobów,
* „mikroweselem klasy ludowo-mieszczańskiej”.
Można też powiedzieć bardziej publicystycznie:
> „Polska komunia ewoluowała od rodzinnego sakramentu ku hybrydzie wesela, targów elektroniki użytkowej i pokazu aspiracji społecznych.”
Albo:
> „To sakrament przejęty przez przemysł eventowy.”
Historycznie to też ciekawe, bo w PRL:
* komunie były często skromniejsze,
* ale jednocześnie miały ogromne znaczenie symboliczne,
* stanowiły okazję do pokazania „dobrobytu mimo systemu”.
Dziś natomiast:
> „dawna demonstracja zaradności została zastąpiona demonstracją stylu życia.”
Stąd:
* sale bankietowe,
* fotografowie,
* candy bary,
* wejścia z dymem scenicznym,
* limuzyny,
* drony,
* prezenty przypominające wyposażenie małego startupowca.
Najmocniejsza profesorska diagnoza mogłaby brzmieć:
> „Współczesna komunia w Polsce jest przykładem prywatyzacji rytuału religijnego przez kulturę konsumpcyjną i logikę społecznej autoprezentacji.”
A bardziej ironicznie:
> „To ostatni sakrament, który organizuje się jeszcze z wedding plannerem, zanim dziecko odkryje nihilizm TikToka.”
Litr na łeb na początek do obiadu.
Moim zdaniem, każdy powinien indywidualnie rozważyć, czy pić - a jeśli tak, to co i ile.
P.S. To ty z koniem pijesz? ;-)
Rodzina sie odezwala tylko jak gówniak mial komunie.
Dalem krzyzyk i Pismo Święte. Spierdalac nieroby xdxd. Juz sie nie odzywaja
Zależy, jak duża wieś.