Jesli ktos rozjechalby mi psa, to nie moglbym patrzec na to, jak lezy martwy na ulicy i byc moze nawet ktos co rusz przejezdza po nim autem. W glowie mi sie nie miesci jak moglas swojego 5letniego kota, o ktorego robisz afere na forum, tam zostawic, a jego 'uprzatniecie' zostawic gminie, obcym ludziom, ktorzy potraktowali go jak kawal miesa.
Skoro dwa Twoje koty zostaly juz rozjechane to wydaje mi sie jednak, ze stworzyly zagrozenie - byly tam, gdzie byc nie powinny, czyli na jezdni. Wam, Animalsom, wydaje sie, ze cale prawo i wszystkie zasady maja byc dostosowane pod zwierzeta. Przeczytaj sobie kodeks drogowy - nigdzie tam nie ma, ze jezdnia jest dla kotow wbiegajacych nagle pod kola. I rowniez pierwsze slysze, ze jest kara za nieudzielenie pomocy przejechanemu zwierzeciu.
Kiedyś przy Samsonowicza leżała zabita sarna. Dwa dni tak leżała w upale. I nikt nie chciał po nią przyjechać. Gmina nie bo to dzikie zwierze, leśnicy nie bo to pas drogowy. Trzeba było dużo szumu zrobić żeby padlina nie leżała aż ją psy rozwłóczą.
Do zaplątanego w bramie jelonka przyjechała policja, weterynarz i nadleśnictwo - to może do zabitego też trzeba by wezwać taki sztab? Przyznaję, że nie wiem,a to istotne sprawy.
Wy sobie jaja robicie czy tylko mi sie wydaje? Jak macie zwierzęta to jesteście za nie odpowiedzialni! Owszem zwierze ma prawo przebywać na dworze, ale nie może latać samopas po jezdni, gdzie jeżdżą samochody! Nie poważni jesteście?
Zwierze ma być zabezpieczone tak aby nie wybiegło, jak widzę tych wszystkich kochających pieski właścicieli to aż coś mi sie robi. Bramy pootwierane, psy latają po ulicy. Co chwila coś wylatuje niespodziewanie na ulicę. To jest miłosć do zwierzęcia?
Mojemu chłopakowi też pies wyleciał pod koła centralnie i wyobraź sobie, ze jechał z dozwoloną prędkością. Nagle jak strzała jakiś pies mu wleciał piod samochód. Zatrzymał sie, wrócił, szukał, nigdzie go nie znalazł, musiał gdzieś uciec w szoku. A my? Mamy uszkodzone podwozie i kilkaset zł w plecy. Bo ktoś nieodpowiednio zabezpieczył podwórko.
Spacerowicze przy głównych drogach, pies zamiast na smyczy to lata i niekiedy zdarzy mu sie wbiec na ulicę. wiec co? kierowca ma jechać 10/20 km na godzinę, bo jakiś kotek czy piesek może sobie nagle skądś wybiec?
Kot nieprzechodzi przez jezdnie tylko wbiega i to nieraz zza krzaków i nawet niema szans wogóle zareagować a co mówić żeby samochód zatrzymać,lub przechodzi i nagle gdy samochód dojezdża robi zwrot i susem pod koła to czesto sie takie zachowanie spotyka
A co nie mozesz sie zatrzymać i tego jeża wziąć z ulicy tylko musisz go rozjezdzac? Co do kotów to ich sie nie da upilnowac, bo mają taką naturę. Na smyczy je wiązać przed domem?
Może czasem nie ma jak się zatrzymać? Moze każdego ślimaka jeszcze przenosić?
Kota nie da się upilnować? ok niech lata samopas po jezdni, ale niech paniusia nie ma pretensji i niech nie ubliża innym jak mu sie krzywda stanie. Bo to nie kierowca ma obowiązek uważać na koty tylko właściciel ma obowiązek zadbać o bezpieczeństwo swojego zwierzęcia i tyle w temacie.
Za niedopilnowanie zwierza i przez niego wypadek własciciel strata mienia
Wiesz co, powiem Ci tak. Szkoda zwierzaka i w ogóle zwierząt rozjechanych. Lecz często jadąc z nakazaną prędkością nie ma szansy nie najechać kota, który wyskoczy nagle z krzaków.
Takie zdarzenie: padający deszcz, pod kołami ubity śnieg/lód, ulica w mieście, na chodniku dzieci ze szkoły, między zaparkowanymi samochodami skrada się pies. Kątem oka widzę go, zwolniłem wcześniej, gdy wjechałem na tą ulicę, bo lód, bo dzieci i ten pies. Jechałem około 20 km/h, gdy ten pies mi wyskoczył i choć wiedziałem, że to zrobi odruchowo depnąłem na hamulec i to pozbawiło minie kontroli nad autem. Ułamek sekundy i odzyskałem kontrolę, ale morał z tego taki, że zawsze będę się starał nie reagować na zwierzę. Trudno, ale tak myślę. Przez głupiego psa mogłem wpaść w dzieci, a dla mnie ważniejsza jest choćby złamana noga dziecka niż życie psa.
A teraz kamienie, biorę to na swoją zapadłą i lichą klatę.
Masz świętą rację. O jakiegoś kota czy psa, którego nie pilnuje właściciel, pomijając bezpańskie, zginać może człowiek! Ale co tam, ważniejszy kot Agaty.
Mnie tir by skasował, bo zahamowałam z tego względu, ze nagle wbiegł mi pies pod koła, dobrze, ze i tir wyhamował, bo by ze mnie miazga została. No ale przecież pies czy kot ważniejszy w sumie prawda?
SCZ ja sie z Toba zgadzam. Zawsze życie człowieka jest ważniejsze od życia zwierzęcia.
Tu jednak trzeba sie wrócić do poczatku tego posta. Nie chodzi o wybór miedzy swoim życiem a psa, jeża, wiewiórki e.t.c. Wiekszość zwierząt ginie na drogach dlatego, że ludzie zwłaszcza nocą nadmiernie zapierdzielają. Bo pusta droga (sic!).
Pomijam fakt, gdy ktoś specjalnie przejeżdża zwierze, zwłaszcza małe - tak, spotkałam się z takimi przejawami s... odczłowieczenia.
Nastepną ważną kwestią - jesli potraciłeś zwierze (nie mówie personalnie do Ciebie tylko potencjalnego kierowcy), zatrzymaj się, zobacz czy zyje - udziel pomocy, nie bądz obojetny. Jak nie zyje, przynajmniej sciagnij je na pobocze.
To takie proste i ludzkie jednoczesnie - przynajmniej miano człowieka do czegos zobowiazuje.
ludzie nie maja serca taki delikwent co rozjezdza zwierze musi sie zatrzymac i zajac nim ludzie powinni reagowac i ci co takie sytuacje widza powinni zapamietywac rejestracje ii zglaszac na policje
Musi to dbac o siebie i swoja rodzine za kierownica a nie za zwierze na drodze
Spróbujmy podsumować. Kiedy potrącę zwierzaka powinienem:
- zadzwonić po weterynarza (proszę o wpisy tych z Państwa, którzy są w stanie przyjeżdżać w nocy wraz z numerami telefonów)
- czekać aż weterynarz przyjedzie i udzieli pomocy (jaki będzie czas reakcji)
- zapłacić za usługę (dojazd, zabiegi - jaki koszt)
- co zrobić później ze zwierzęciem - kwestia wzięcia odpowiedzialności za zwierzę po kuracji. Jeśli kuracja będzie dłużej trwała, czy będę musiał czekać i zabrać zwierzę, ewentualnie szukać właściciela?
Gosciu z 8:39 - zadzwonic do Pani Agaty najlepiej, zalozycielki watku.
Nie twierdze, ze nic nie nalezy robic jak sie przejedzie zwierze, ale czasem po prostu juz nic sie nie da zrobic. Sa ludzie, dla ktorych zwierzeta sa tylko zwierzetami i sie nie rozczulaja nad rozjechanym jezem czy kotem. Rozumiem rowniez i ich.
Tak to jest bardzo dobry pomysł. Pani Agato skoro jest Pani społecznikiem walczącym o prawa zwierząt to proszę zostawić na forum swój numer telefonu. Jak będzie jakiś przypadek na drodze z udziałem zwierząt forumowicze zadzwonią nawet o 3 rano do Pani. Pokaże Pani wtedy jak postępować w takich przypadkach tzn. wezwie Pani weterynarza i zajmie się całą sprawą.
Kiedy i gdzie będzie pogrzeb????