"Otworzyłem właśnie okno w nadziei, że usłyszę syreni głos pani Lempart drącej japę o piekle kobiet, po tej tragicznej sytuacji z policjantką w Piasecznie. I jest cisza.
Otworzyłem sobie dzisiejszą Gazetę Wyborczą, bo prenumeruję cyfrowo (tak bezpieczniej, bo kto wie, czy ten Adaś Michnik z nienawiści do Polski i Polaków nie dodaje trucizny do tuszu) i czytam, że od stycznia przestały działać dwa kolejne oddziały ginekologiczno-położnicze na Podkarpaciu - w Lesku i Leżajsku. Czytam, że "Ciężarne kobiety w stresie, pytają, gdzie będą rodzić. Szpital też nie wie".
I Lempartowa nawet nie piśnie. Dziewczyny z tych aborcyjnych dream teamów też są zajęte. Czym? Handlem pigułami i wynajmem lokali pod Sejmem za kasę ze zbiórek. No co Wy? Przestaliście stać po stronie kobiet?
A Ministerstwo Zdrowia, które za uśmiechniętego rządu miało rozwiązać wszystkie problemy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapowiadało organizację porodów na izbach przyjęć lub SOR-ach oraz uruchomienie całodobowego transportu medycznego. I wiecie co? Szpitale nadal nie mają ani rozporządzeń ani pieniędzy od resortu.
Powstaje więc całkiem zasadne pytanie... czy panie, które chodziły z czarnymi parasoleczkami i darły japę na ulicach, że są "wk***one", nie czują się choć trochę oszukane? Czy tam jest jakiś przebłysk świadomości? Czy tam pojawiła się taka myśl: "Matko, jaka ja głupia byłam"?
Puenta narzuca się sama, choć boli jak zimny prysznic. Bo może wcale nie chodziło o Ciebie, kobieto? Może nigdy nie chodziło o Twoje bezpieczeństwo, o porodówki, o lekarzy, o realne życie zaczynające się nie na transparencie, tylko na oddziale? Może chodziło wyłącznie o Twoją emocję? O Twój wrzask, o tłum pod kamerę TVN, o wrażenie moralnej wyższości i chwilową euforię z bycia "po właściwej stronie historii"? Może chodziło o to, żebyś poszła i dała władzę rudemu, patologicznemu kłamcy?
Bo dziś, gdy kobieta z Podkarpacia zastanawia się, czy urodzi w karetce, czy na SOR-ze między pijanym awanturnikiem, a ofiarą wypadku, nie ma już komu krzyczeć. Nie ma parasolek, nie ma fleszy, nie ma dramatycznych konferencji. Jest cisza. Taka cisza, która zawsze zapada wtedy, gdy kończy się darcie japy, a zaczyna odpowiedzialność.
I może właśnie to jest najbardziej gorzkie. Że "piekło kobiet" było hasłem sezonowym, a nie zobowiązaniem. Że rewolucja była eventem, nie planem. Że walka o prawa kończy się tam, gdzie zaczyna się żmudna robota: rozporządzenia, kontrakty, dyżury, pieniądze i lekarze, których nikt nie wyczaruje z ideologicznego sloganu.
Bo łatwo jest krzyczeć na ulicy. Trudniej zadbać, żeby kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży nie musiała pytać wujka Google’a, gdzie urodzi dziecko. A najtrudniej przyznać, że ktoś nas po prostu użył - do zdjęć, do tweetów, do politycznego performansu. I zostawił dokładnie w tym miejscu, w którym jesteśmy dziś: z zamkniętą porodówką, otwartymi ustami i pytaniem, na które nikt już nie chce odpowiedzieć.
Ja tych czarnych parasolek bym nie wyrzucał. Bo jak śnieg pada, to może dobrze będzie trzymać ją podczas porodu? No i takie symboliczne wspomnienie wywalczonej wolności. Aaa... to już wcale nie chcecie rodzić? A widzicie... to może właśnie też o to chodziło? Mniej Polaków, mniej stresu u wrogów i Donald uśmiechnięty."
11.53 ty to ta psychiczna baba co chodzi po miescie i zrywa z aut znaczki opla bo widzi piorun?
Mówiłem morda podpierdalaczu je*any
20.27 ładniejsza morda niż twoj plebejski ryj bez cienia intelektu suchoklatesie bez szkoły xdxd