U mnie w firmie kadrowa to wielka pani. Siedzi, pije kawę i czyta gazetę. Jak idę do kadr to czuję się jak intruz, zło konieczne, bo przeszkadzam w "pilnych" obowiązkach (czytaj: udawaniu że pracuje). Najgorsze jest to, że to kolejna ostrowiecka firma, w której pracuję, gdzie jest to samo i nawet wizualnie kadrowa jak kopia (100 kg żywej wagi). Czy to jakaś specyfika tego zawodu czy ja mam po prostu pecha?
Pomyliłeś chyba kadrowe z księgowymi, a to nie to samo.
He, moja też. Nie waży 100 kg, ale będąc tuż przed emeryturą nie ma pojęcia o tym czym się zajmuje. Niechętna aby coś pomóc, podpowiedzieć, ba nawet robi łaskę, że jakiś druczek wypisze. Dobrze, że już za chwilę emeryturkaaaa