U mnie w firmie kadrowa to wielka pani. Siedzi, pije kawę i czyta gazetę. Jak idę do kadr to czuję się jak intruz, zło konieczne, bo przeszkadzam w "pilnych" obowiązkach (czytaj: udawaniu że pracuje). Najgorsze jest to, że to kolejna ostrowiecka firma, w której pracuję, gdzie jest to samo i nawet wizualnie kadrowa jak kopia (100 kg żywej wagi). Czy to jakaś specyfika tego zawodu czy ja mam po prostu pecha?
He, moja też. Nie waży 100 kg, ale będąc tuż przed emeryturą nie ma pojęcia o tym czym się zajmuje. Niechętna aby coś pomóc, podpowiedzieć, ba nawet robi łaskę, że jakiś druczek wypisze. Dobrze, że już za chwilę emeryturkaaaa
Moja też 100 nie waży ale poprosić o jakieś zaświadczenie to masakra i tydzień trzeba czekać.
To masz szczęście, zgaga, bo tak się jakoś składa, że kadrowa w mojej firmie to też taka Herod-baba i mogłabym zamiast czytać prasę spokojnie drwa rąbać albo węgiel nosić ;) Cokolwiek u niej załatwić, zapytać to zaraz mina jakbyś jej w łyżce zupy całą rodzinę utopił!
Moja jeszcze lepsza- od wrzesnia proszę ją o moją umowę. Wiem ze została mi przedłużona na czas nieokreslony i wolałabym miec ją u siebie w domu.Jednak pani kadrowa ( zresztą równiez księgowa, zaopatrzeniowiec i Bóg wie co jeszcze w jednym ) twierdzi ze ma czas zeby mi umowę wydac.
Muszę Cię zmartwić dżentelmenie z 09:27 - ta chwila może potrwać jeszcze z parę lat, a po drugie nie wiadomo ile tobie pisane w tej firmieeee ...))