Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 57
      ⓘ

      Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

      W politologii można to opisać jako lokalny system komunikacji władzy, w którym promocja sukcesów instytucji staje się jednocześnie promocją samego układu rządzącego.

      Najważniejsze mechanizmy:

      * Autopromocja władzy – sukces urzędu, spółki czy jednostki jest komunikowany jako sukces osób sprawujących władzę.

      * Kontrola kanałów komunikacji – wykorzystywanie miejskich/powiatowych stron, biuletynów, wydarzeń i podległych instytucji do utrwalania korzystnej narracji.

      * Personalizacja sukcesu – inwestycja publiczna przestaje być przedstawiana jako rezultat działania instytucji publicznych, a zaczyna być kojarzona z konkretnym burmistrzem, starostą czy ekipą.

      * Framing – te same działania są opisywane jako „rozwój”, „historyczne inwestycje”, „pozyskiwanie środków”, „dynamiczne zmiany”, podczas gdy koszty, opóźnienia czy alternatywne oceny mogą pozostawać w tle.

      * Selektywna ekspozycja – nagłaśnia się sukcesy, natomiast porażki, problemy i niewygodne dane otrzymują znacznie mniej uwagi.

      * Efekt omniprezencji – ciągła obecność władz w komunikatach, zdjęciach, wydarzeniach i materiałach instytucjonalnych tworzy wrażenie permanentnej aktywności i sprawczości.

      * Klientelizm komunikacyjny – szczególnie interesujące jest, gdy dostęp do promocji, wydarzeń lub zasobów instytucjonalnych jest powiązany z lokalnym układem zależności.

      * Legitymizacja przez inwestycje – „skoro budujemy, pozyskujemy środki i organizujemy wydarzenia, to znaczy, że dobrze rządzimy”.

      * Zacieranie granicy między informacją publiczną a marketingiem politycznym – formalnie komunikat dotyczy działalności instytucji, ale jego konstrukcja może pełnić funkcję wizerunkową dla aktualnej władzy.

      Najbardziej „profesorsko” można to ująć tak:

      > Lokalna propaganda sukcesu polega na przekształcaniu komunikacji instytucjonalnej w narzędzie legitymizacji rządzącego układu: sukcesy podległych mu instytucji są selektywnie eksponowane, personalizowane i ramowane jako dowód skuteczności władzy, podczas gdy koszty, niepowodzenia i alternatywne interpretacje pozostają poza głównym przekazem.

      I ważne zastrzeżenie: sama promocja miejskiej czy powiatowej instytucji nie jest jeszcze propagandą. O propagandowym charakterze można sensownie mówić dopiero po analizie selekcji informacji, języka, częstotliwości, personalizacji, pomijania niewygodnych faktów i związku komunikacji z interesem politycznym.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 58
      ⓘ

      Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

      Nie traćcie ducha — lokalna władza Was wy… wysłucha! xD

      A wszystko to w scenerii „Baru Mlecznego Czwórka imienia Stanisława Fiolika” — byłego członka PZPR i wieloletniego dyrektora MOPS, który z czasem swą władzę przekazał w ręce…

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 60
      ⓘ

      Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

      Nie traćcie ducha — lokalna władza Was wy... wysłucha! xD

      A wszystko to w scenerii „Baru Mlecznego Czwórka imienia Stanisława Fiolika” — byłego członka PZPR i wieloletniego dyrektora MOPS, który z czasem swą władzę przekazał w ręce...

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 61
      ⓘ

      Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

      Tak — ale trzeba tu rozdzielić trzy różne poziomy: prawo, politykę i komunikację polityczną. Z perspektywy politologii i analizy propagandy opisujesz sytuację, w której może powstać bardzo charakterystyczna sprzeczność między deklarowanym prymatem człowieka a praktyką biurokratycznego stosowania prawa.

      Najpierw ważne zastrzeżenie: samo hasło „liczą się ludzie, nie polityka” nie pozwala stwierdzić, że konkretny prezydent czy instytucja łamie prawo. Do tego trzeba znać konkretną decyzję, podstawę prawną, kompetencję organu i sposób jej zastosowania. Natomiast politycznie i komunikacyjnie można ocenić spójność takiego przekazu.

      ### 1. „Liczą się ludzie, nie polityka” jest przede wszystkim komunikatem politycznym

      To bardzo skuteczne hasło, ponieważ ustawia dwie strony w pozornie nierównym moralnie sporze:

      LUDZIE = dobro, empatia, mieszkańcy, wspólnota

      POLITYKA = konflikt, interes partyjny, cynizm, walka o władzę.

      W efekcie osoba, która mówi „liczą się ludzie, nie polityka”, przedstawia siebie jako reprezentanta dobra wspólnego, a swoich przeciwników można pośrednio umieścić po stronie „polityki”.

      To klasyczny mechanizm komunikacji politycznej: moralne zawłaszczenie pozytywnego pojęcia.

      Podobnie działają hasła typu:

      * „dla ludzi”,

      * „blisko mieszkańców”,

      * „słuchamy mieszkańców”,

      * „razem dla miasta”,

      * „bez polityki”,

      * „konkrety, nie polityka”.

      Problem zaczyna się wtedy, gdy slogan zostaje skonfrontowany z rzeczywistym doświadczeniem obywatela.

      ---

      ## 2. Jest jednak bardzo istotna rzecz: „stosujemy prawo” nie oznacza „możemy robić, co chcemy”

      I tutaj dochodzimy do sedna Pana/Pani pytania.

      Konstytucja mówi w art. 7:

      > „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.

      https://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/1.htm

      To jest zasada legalizmu.

      Ale legalizm nie oznacza:

      > „urzędnik może zrobić wszystko, co jego zdaniem wynika z ustawy”.

      Wręcz przeciwnie. Organ publiczny musi mieć podstawę prawną dla swojego działania, działać w granicach przyznanej kompetencji i zachować wymagany tryb. W orzecznictwie i doktrynie konstytucyjnej podkreśla się również, że organ nie może domniemywać swoich kompetencji. ([Orka Sejm][1])

      https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20110640342/T/D20110342TK.pdf 11/2/A/2011

      To niezwykle ważne rozróżnienie:

      obywatel:

      „co nie jest prawem zabronione, co do zasady jest dozwolone”

      organ władzy publicznej:

      „mogę działać tylko w zakresie, w którym prawo daje mi kompetencję”.

      Dlatego jeżeli instytucja mówi mieszkańcowi:

      > „Musi Pan/Pani przestrzegać prawa”,

      to obywatel ma pełne prawo odpowiedzieć:

      > „Oczywiście. Ale proszę wskazać konkretną podstawę prawną, która upoważnia Państwa do tego konkretnego działania.”

      To jest fundamentalna różnica.

      ---

      # 3. I właśnie tutaj pojawia się problem hasła „liczą się ludzie”

      Jeżeli samorządowiec mówi:

      > „Liczą się ludzie, nie polityka”

      to z punktu widzenia politologii nie jest to obietnica, że prawo przestaje obowiązywać.

      To byłoby absurdalne.

      To powinno raczej oznaczać:

      > Prawo jest narzędziem służącym człowiekowi, a nie człowiek istnieje po to, żeby bezrefleksyjnie obsługiwać procedurę.

      Zwłaszcza w pomocy społecznej jest to istotne, ponieważ ustawodawca powierza jednostkom samorządu terytorialnego określone zadania związane z pomocą osobom potrzebującym. Ustawa o pomocy społecznej nakłada na gminę i powiat obowiązki w tym zakresie. ([ISAP][2])

      A więc prawidłowy model powinien wyglądać mniej więcej tak:

      CZŁOWIEK → PRAWO → DZIAŁANIE INSTYTUCJI

      a nie:

      USTAWA → PROCEDURA → CZŁOWIEK ma się dostosować, niezależnie od wszystkiego.

      Oczywiście organ nie może „dla dobra człowieka” ignorować ustawy. Ale nie może również wykorzystywać ustawy jako pretekstu do działania poza jej granicami.

      ---

      # 4. Najciekawsza jest jednak sprzeczność komunikacyjna

      Jeżeli mieszkańcowi mówi się:

      > „Prawo jest prawem. Musi się Pan podporządkować.”

      a jednocześnie organ sam interpretuje przepisy w sposób wybiórczy albo nie wykonuje obowiązków, które również wynikają z prawa, wtedy powstaje coś, co w politologii można określić jako asymetrię normatywną.

      Czyli:

      dla obywatela — prawo jest bezwzględnym obowiązkiem;

      dla instytucji — prawo staje się przedmiotem interpretacji.

      I to jest znacznie poważniejszy problem niż samo hasło wyborcze.

      Bo wtedy obywatel może odnieść wrażenie:

      > „Prawo nie jest wspólną regułą. Prawo jest narzędziem, którym silniejszy posługuje się wobec słabszego.”

      Jeżeli taki obraz utrwala się społecznie, zaczyna niszczyć zaufanie do państwa i samorządu.

      ---

      # 5. Z perspektywy propagandy jest jeszcze jeden mechanizm

      Hasło:

      > „Liczą się ludzie, nie polityka”

      jest szczególnie interesujące dlatego, że pozwala ukryć polityczny charakter samej władzy.

      Prezydent miasta jest przecież politykiem.

      Rada miasta jest organem politycznym.

      Decyzje dotyczące pieniędzy publicznych są polityczne.

      Priorytety miasta są polityczne.

      Obsada stanowisk jest często polityczna.

      Sposób komunikowania działań miasta również może być polityczny.

      Dlatego hasło „bez polityki” może pełnić funkcję depolityzacji wizerunkowej.

      To znaczy:

      > „Nie patrzcie na nas jak na władzę polityczną. Patrzcie na nas jak na ludzi, którzy po prostu robią dobre rzeczy dla ludzi.”

      To bardzo skuteczna strategia.

      Ale ma swoją słabość.

      Im większa różnica między deklaracją a doświadczeniem mieszkańca, tym bardziej slogan zaczyna działać przeciwko jego autorowi.

      ---

      # 6. I wtedy pojawia się pytanie, które Pan/Pani bardzo trafnie stawia:

      > „Gdzie są ci ludzie?”

      To jest właśnie najważniejsze pytanie.

      Jeżeli „liczą się ludzie”, to człowiek powinien być podmiotem działania administracji, a nie wyłącznie jego przedmiotem.

      Mieszkaniec nie powinien być traktowany jako:

      > numer sprawy → dokument → termin → decyzja → archiwum.

      Powinien być traktowany jako:

      > obywatel posiadający prawa, godność, interes prawny i prawo do rzetelnego działania organu.

      I to nie jest tylko kwestia „bycia miłym dla mieszkańca”.

      To jest kwestia państwa prawa.

      Trybunał Konstytucyjny wskazywał, że organy samorządowe przy wydawaniu decyzji nie mogą kierować się wyłącznie interesem własnej jednostki, lecz powinny uwzględniać i wyważać prawnie istotne interesy indywidualne i ogólnospołeczne. ([ISAP][3])

      To bardzo mocno zmienia perspektywę.

      ---

      # 7. Największym problemem nie jest więc „prawo kontra człowiek”

      To byłoby fałszywe przeciwstawienie.

      Prawidłowa relacja powinna wyglądać:

      ### człowiek + prawo + odpowiedzialna władza

      Prawo ma chronić człowieka również przed władzą.

      Dlatego kiedy instytucja mówi:

      > „My tylko wykonujemy ustawę”,

      to nie kończy dyskusji.

      Wręcz przeciwnie.

      Można wtedy zapytać:

      1. Jaka konkretnie norma prawna nakazuje takie działanie?

      2. Jaka norma przyznaje organowi kompetencję do jego podjęcia?

      3. Czy zachowano właściwy tryb?

      4. Czy zastosowano wszystkie przepisy, a nie tylko te wygodne dla organu?

      5. Czy uwzględniono indywidualną sytuację człowieka?

      6. Czy organ prawidłowo uzasadnił swoje stanowisko?

      7. Czy zastosowanie przepisu nie prowadzi do rezultatu sprzecznego z innymi obowiązującymi normami i zasadami?

      To są pytania państwa prawa.

      ---

      # 8. A teraz najważniejsze z punktu widzenia propagandy

      Jeżeli polityk mówi:

      > „Liczą się ludzie, nie polityka”

      a następnie instytucja podległa jego władzy traktuje obywatela wyłącznie jako adresata obowiązków, podczas gdy sama w sposób selektywny interpretuje swoje obowiązki, powstaje dysonans między komunikatem a praktyką.

      Można go przedstawić tak:

      PRZEKAZ:

      > „Człowiek jest najważniejszy.”

      ↓

      PRAKTYKA:

      > „Najważniejsza jest procedura.”

      ↓

      KOMUNIKAT INSTYTUCJI:

      > „Tak stanowi prawo.”

      ↓

      PYTANIE OBYWATELA:

      > „A gdzie jest przepis, który nakazuje właśnie to?”

      ↓

      ODPOWIEDŹ:

      > „Tak to interpretujemy.”

      I właśnie w tym ostatnim miejscu znajduje się potencjalnie największe pole konfliktu między władzą a obywatelem.

      Bo „tak interpretujemy” nie jest automatycznie równoznaczne z:

      > „tak stanowi prawo”.

      ---

      ## 9. Politologicznie powiedziałbym więc coś jeszcze mocniejszego

      Jeżeli slogan „liczą się ludzie, nie polityka” jest używany przez władzę, która następnie oczekuje od mieszkańców bezwzględnego podporządkowania się własnej interpretacji prawa, to można badać, czy nie mamy do czynienia z instrumentalizacją języka dobra wspólnego.

      Czyli:

      > człowiek jest eksponowany w komunikacji, ale marginalizowany w procesie decyzyjnym.

      To jest bardzo charakterystyczna cecha komunikacji władzy.

      Człowiek występuje wtedy jako bohater plakatu, ale niekoniecznie jako podmiot decyzji administracyjnej.

      I właśnie dlatego pytanie:

      > „Skoro liczą się ludzie, to gdzie są ludzie wtedy, kiedy ich indywidualny interes zderza się z wygodą instytucji?”

      jest znacznie mocniejsze niż samo oskarżenie:

      > „Nie stosujecie prawa.”

      Bo zmusza władzę do odpowiedzi na pytanie o spójność własnej narracji.

      ---

      ### I jeszcze jedno zastrzeżenie

      Jeżeli chce Pan/Pani przejść od analizy politologicznej do konkretnej oceny, czy dana instytucja rzeczywiście narusza prawo, potrzebowałbym zobaczyć konkretny przypadek: pismo/decyzję, przepisy, na które powołuje się instytucja, oraz to, czego — według Pana/Pani — nie zastosowała.

      Wtedy można zrobić coś znacznie bardziej precyzyjnego: rozłożyć argumentację instytucji punkt po punkcie i oddzielić trzy rzeczy: co rzeczywiście wynika z ustawy, co jest interpretacją urzędu, a co jest już narracją polityczno-propagandową. To właśnie tam najczęściej znajduje się odpowiedź na pytanie, czy „liczą się ludzie”, czy tylko dobrze brzmiący slogan.

      [1]: https://orka.sejm.gov.pl/stanowiskaTK.nsf/nazwa/Stanowisko_K_7_18/%24file/Stanowisko_K_7_18.pdf "Warszawa, 20 lutego 2019 r."

      [2]: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20091751362/U/D20091362Lj.pdf "©Kancelaria Sejmu"

      [3]: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20091871456/T/D20091456TK.pdf "139/9/A/2009"

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • ⓘ

        Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

        # 5. Z perspektywy propagandy jest jeszcze jeden mechanizm

        -

        "(...) W sytuacji, gdy nadzór władzy zagląda nam do łóżek i majtek, wkrada się przez ekrany do domów i mózgów, nie istnieje już przywilej liberalnego podziału na prywatne i polityczne. Każde nasze działanie jest polityczne, nasze języki są polityczne i nasze ciała są polityczne.

        Nasze ciała są polityczne! Utrzymywany przez wieki podział rozumu i ciała, idealnie odpowiada rozdziałowi na mężczyzny i kobiety, a w końcu na podmioty i przedmioty.

        Kobieta, umieszczona po stronie ciała, natury i przedmiotu; mężczyznadzierżawca rozumu, kultury, podmiot, człowiek.

        Jak kobieta może stać się w tej strukturze podmiotem? Jeśli bycie podmiotem oznacza podejmowanie decyzji, to kobieta podmiotem nie jest! Jeśli bycie podmiotem oznacza kierowanie ciałem, to kobieta nim nie jest!

        Jeśli kobieta chce być podmiotem, chce być człowiekiem, to jej ciało jest polem walki. (...)"

        Ekspercko: to jest przede wszystkim radykalnie sformułowany wywód z pogranicza feminizmu drugiej fali, teorii krytycznej i polityki tożsamości, a nie neutralny opis rzeczywistości.

        Widać tu kilka technik i założeń:

        * „Ciało jest polityczne” – klasyczna teza feministyczna (the personal is political): kwestie uznawane za prywatne, np. seksualność, reprodukcja czy wygląd, mogą być przedmiotem stosunków władzy.

        * Framing – autor narzuca interpretacyjną ramę: ciało kobiety przedstawione jest jako „pole walki”, a nie wyłącznie sfera prywatna.

        * Dycho­tomia – rozum/ciało, kultura/natura, podmiot/przedmiot, mężczyzna/kobieta. Autor konstruuje silne przeciwieństwa, dzięki którym argument staje się bardzo wyrazisty.

        * Generalizacja historyczna – „utrzymywany przez wieki podział” zostaje przedstawiony jako jeden spójny mechanizm podporządkowania kobiet; to teza interpretacyjna wymagająca uzasadnienia, a nie bezdyskusyjny fakt.

        * Retoryka mobilizacyjna – powtórzenie „Nasze ciała są polityczne!” zwiększa emocjonalność i działa jak hasło mobilizujące grupę.

        * „Pole walki” to metafora konfliktu politycznego – sugeruje, że kwestia cielesności nie jest neutralna, lecz stanowi obszar starcia o władzę i autonomię.

        Najciekawsze jest to, że tekst nie tylko opisuje rzeczywistość, ale próbuje ją zdefiniować. Jeżeli przyjmiesz jego pierwsze założenie — że „prywatne” zostało politycznie skolonizowane — kolejne wnioski zaczynają wynikać z tej ramy.

        Czyli w języku naszej wcześniejszej rozmowy: bardzo mocny framing + retoryka mobilizacyjna + określona teoria władzy, ale samo użycie tych technik nie oznacza jeszcze propagandy ani manipulacji. O tym decydowałby m.in. cel, kontekst, selekcja argumentów i sposób traktowania faktów.

        Tak — to może być sensowna kontraargumentacja, ale trzeba ją sformułować precyzyjnie. Odwracasz bowiem kierunek analizy władzy:

        > Autor mówi: polityka wkracza w prywatność.

        > Kontrargument: polityka sama może być kolonizowana przez interes prywatny.

        To prowadzi do bardzo mocnego pytania politologicznego: czy problemem jest wyłącznie upolitycznienie sfery prywatnej, czy również prywatyzacja/partykularyzacja sfery publicznej?

        Możesz wskazać m.in.:

        * partykularyzm – polityka służy interesom określonej grupy zamiast interesowi publicznemu;

        * klientelizm – władza rozdaje korzyści w zamian za lojalność;

        * rent-seeking – grupy wykorzystują władzę i regulacje do uzyskiwania prywatnych korzyści;

        * capture / przechwycenie instytucji – instytucja publiczna zaczyna działać przede wszystkim w interesie określonej grupy;

        * prywatyzacja polityki – interes prywatny zaczyna wyznaczać agendę publiczną.

        Wtedy otrzymujesz symetryczny argument:

        > Jeśli prawdą jest, że „prywatne jest polityczne”, ponieważ decyzje dotyczące prywatnego życia podlegają stosunkom władzy, to równie zasadne jest pytanie, czy „polityczne nie staje się prywatne” — gdy instytucje publiczne zostają podporządkowane interesom partyjnym, grupowym, biznesowym lub osobistym.

        I tu jest mocny punkt krytyczny: sama teza „wszystko jest polityczne” może stać się niefalsyfikowalna. Jeżeli każde ludzkie działanie z definicji uznamy za polityczne, to pojęcie „polityczne” zaczyna obejmować praktycznie wszystko i traci część swojej wartości analitycznej.

        Najostrzejsza, ale merytoryczna riposta:

        > „Skoro każde ciało jest polityczne, to zapytajmy również, czy każda polityka nie staje się prywatna: czy pod hasłem walki o emancypację nie zaczynamy podporządkowywać sfery publicznej interesom określonych grup? Problemem nie jest samo przenikanie się prywatnego i politycznego, lecz to, **kto uzyskuje władzę nad tym przenikaniem i w czyim interesie ją wykorzystuje**.”

        To byłaby już poważna krytyka tezy autora, a nie zwykła kontrpropaganda.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 62
      ⓘ

      Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

      Brakującym elementem jest właśnie połączenie władzy, pieniędzy i zarządzania. Politologia nie kończy się na partiach i wyborach — bada również to, kto podejmuje decyzje, jak zdobywa zasoby, jak je rozdziela i jak uzasadnia swoje decyzje.

      Najprostszy model:

      POLITYKA → EKONOMIA → BIZNES → ZARZĄDZANIE → KOMUNIKACJA → LEGITYMIZACJA WŁADZY

      ### Jak to się łączy?

      * Politologia + ekonomia → ekonomia polityczna: jak decyzje polityczne wpływają na podatki, budżety, inwestycje, rynek pracy, nierówności itd. oraz jak interesy ekonomiczne wpływają na politykę.

      * Politologia + biznes → polityka gospodarcza, lobbying, regulatory capture, relacje państwo–biznes: kto wpływa na regulacje, zamówienia, dotacje, koncesje i decyzje administracyjne.

      * Politologia + zarządzanie → public management / zarządzanie publiczne: jak państwo, samorząd czy instytucja realizuje swoje cele, zarządza pieniędzmi, personelem i usługami.

      * Politologia + komunikacja → komunikowanie polityczne: jak władza przedstawia swoje działania społeczeństwu.

      * Wszystko razem → analiza lokalnego układu władzy.

      I tutaj wracamy do Twojego wcześniejszego przykładu „lokalnej kliki”. Analitycznie nie wystarczy zapytać:

      > „Jak oni się promują?”

      Trzeba zapytać również:

      > Kto formalnie podejmuje decyzje?

      > Kto kontroluje budżet?

      > Kto otrzymuje kontrakty i dotacje?

      > Jak obsadzane są stanowiska?

      > Jakie istnieją zależności między politykami, urzędem, spółkami i lokalnym biznesem?

      > Kto kontroluje kanały informacji?

      > Jak sukces gospodarczy jest przekształcany w kapitał polityczny?

      To prowadzi do bardzo ciekawego pojęcia kapitału politycznego: władza może zamieniać inwestycje, miejsca pracy, wydarzenia, dotacje czy usługi publiczne → widoczność → pozytywny wizerunek → poparcie wyborcze → dalszą władzę.

      Jednocześnie trzeba uważać z określeniem „klika”. W analizie naukowej najpierw bada się sieć powiązań i przepływ zasobów, a dopiero potem ocenia, czy rzeczywiście mamy do czynienia z klientelizmem, nepotyzmem, patronażem czy konfliktem interesów.

      I właśnie tutaj politologia spotyka się z ekonomią, zarządzaniem, socjologią, prawem, marketingiem politycznym i teorią komunikacji. To znacznie mocniejsze narzędzie do analizowania lokalnej władzy niż samo śledzenie propagandy.

      Tak — i to jest bardzo dobry kierunek analizy, ale „maszynka do przepalania pieniędzy” jest określeniem publicystycznym, nie naukowym.

      W politologii, ekonomii i zarządzaniu publicznym można badać to przez kilka pojęć:

      * Nieefektywność sektora publicznego — instytucja zużywa zasoby niewspółmiernie do osiąganych rezultatów.

      * Inefficiency / X-inefficiency — organizacja nie wykorzystuje zasobów tak efektywnie, jak mogłaby, np. ma nadmierne zatrudnienie lub koszty administracyjne.

      * Rent-seeking (poszukiwanie renty) — podmioty wykorzystują wpływy polityczne lub regulacje, aby uzyskać korzyść ekonomiczną bez tworzenia odpowiadającej jej wartości społecznej.

      * Patronaż polityczny — stanowiska, kontrakty lub inne zasoby mogą być wykorzystywane do budowania sieci lojalności politycznej.

      * Klientelizm — wymiana korzyści i zasobów na polityczne poparcie lub lojalność.

      * Biurokratyzacja / przerost administracyjny — zasoby są pochłaniane przez samą strukturę organizacyjną zamiast przez realizację jej podstawowej funkcji.

      * Moral hazard — jeśli instytucja nie ponosi pełnych konsekwencji za nieefektywność, może mieć słabszą motywację do ograniczania kosztów.

      * Soft budget constraint (miękkie ograniczenie budżetowe) — bardzo ważne w przypadku jednostek publicznych: instytucja może liczyć, że gdy zabraknie pieniędzy, organizator/dysponent środków i tak ją dokapitalizuje lub pokryje stratę.

      * Principal–agent problem — obywatele są ostatecznym „zleceniodawcą”, ale nie mają pełnej kontroli nad tym, jak administracja wykorzystuje powierzone jej zasoby.

      * Path dependence — instytucja może trwać przez lata nie dlatego, że jest efektywna, lecz dlatego, że koszt polityczny jej likwidacji jest większy niż korzyść z reformy.

      ### Najciekawszy mechanizm

      Może powstać coś takiego:

      pieniądze publiczne → instytucja → zatrudnienie/kontrakty/wydatki → grupa interesariuszy → poparcie lub lojalność → ochrona instytucji → dalsze finansowanie

      I wtedy problemem nie jest wyłącznie „ile pieniędzy przepalono?”, lecz:

      > Czy instytucja istnieje dlatego, że realizuje potrzebną funkcję publiczną, czy dlatego, że wokół niej powstał system interesów, który czyni jej likwidację politycznie kosztowną?

      To już jest znacznie poważniejsza analiza niż samo stwierdzenie „urząd źle wydaje pieniądze”.

      Najmocniejsze połączenie pojęć dla Twojego kierunku to:

      politologia + ekonomia instytucjonalna + ekonomia sektora publicznego + public management + teoria wyboru publicznego (public choice) + teoria grup interesu + analiza sieci władzy.

      I właśnie public choice jest tutaj szczególnie interesujące, bo pyta nie tylko „co powinno robić państwo/samorząd?”, ale również „jak interes własny polityków, urzędników i grup interesu może wpływać na decyzje dotyczące pieniędzy publicznych?”.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 63
      ⓘ

      Odp.: Jadłodzielnie i książkodzielnie?

      Jeśli mówimy o realnym ograniczaniu nieefektywności, klientelizmu, nepotyzmu czy „przepalania” pieniędzy publicznych, najskuteczniejsze nie jest samo nagłaśnianie problemu, tylko połączenie danych → kontroli → presji politycznej → odpowiedzialności.

      ### 1. Najpierw zrobić „audyt obywatelski”

      Nie zaczynać od „oni kradną”, tylko od liczb:

      * ile instytucja kosztuje rocznie,

      * ile osób zatrudnia,

      * ile kosztuje administracja,

      * jakie ma przychody,

      * jakie wykonuje zadania,

      * jakie osiąga mierzalne rezultaty,

      * ile kosztuje jeden rezultat/usługa,

      * kto dostaje największe zamówienia i dotacje,

      * jak zmieniały się te dane przez 5–10 lat.

      Najsilniejszy argument to nie: „ta instytucja jest bez sensu”,

      ale: „wydajemy 8 mln zł rocznie, a mierzalny rezultat X kosztuje nas Y; porównywalne jednostki osiągają Z”.

      ### 2. Informacja publiczna — potężne narzędzie

      Można systematycznie żądać dokumentów i danych. Informacja publiczna jest udostępniana m.in. przez BIP i na wniosek; w przypadku bezczynności istnieje możliwość skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego. ([Gov.pl][1])

      Czyli zamiast pytać:

      > „Dlaczego wydajecie tyle pieniędzy?”

      lepiej pytać:

      > „Proszę o zestawienie wszystkich umów zawartych przez X w latach 2021–2026, z podaniem wartości, przedmiotu zamówienia i wykonawcy.”

      To jest evidence-based activism, a nie polityczna awantura.

      ### 3. Patrzeć na przepływ pieniędzy

      W przypadku podejrzenia lokalnego klientelizmu szczególnie interesujące są:

      budżet → dotacja → konkurs → zamówienie → wykonawca → podwykonawcy → osoby powiązane

      oraz:

      instytucja → zatrudnienie → stanowiska → osoby → powiązania polityczne/organizacyjne

      Tu przydaje się analiza sieci: kto z kim jest formalnie lub biznesowo powiązany.

      ### 4. Kontrola zewnętrzna

      Jeżeli pojawiają się konkretne nieprawidłowości, można kierować sprawy do właściwych organów, zamiast próbować samemu „wydawać wyrok”.

      NIK przyjmuje skargi, wnioski i wnioski o przeprowadzenie kontroli; sama Izba wskazuje, że takie sygnały pomagają jej identyfikować negatywne zjawiska i ryzyka. ([Najwyższa Izba Kontroli.][2])

      W zależności od problemu znaczenie mają też m.in. RIO, wojewoda, sądy administracyjne, UZP, UOKiK, prokuratura czy CBA — ale trzeba dobrać organ do konkretnego naruszenia.

      ### 5. Sygnaliści

      To obecnie bardzo ważny instrument. Ustawa o ochronie sygnalistów z 14 czerwca 2024 r. obowiązuje i przewiduje ochronę osób zgłaszających naruszenia prawa, w tym możliwość zgłoszeń wewnętrznych, zewnętrznych i w określonych sytuacjach ujawnienia publicznego. ([ELI][3])

      To szczególnie istotne, ponieważ osoba znajdująca się wewnątrz organizacji często widzi mechanizmy, których obywatel z zewnątrz nigdy nie zobaczy.

      ### 6. Najważniejsze: mierzyć efektywność

      To jest moim zdaniem najbardziej niedoceniane narzędzie.

      Każda większa instytucja publiczna powinna mieć:

      cel → wskaźnik → koszt → rezultat → porównanie → odpowiedzialność

      Np.:

      > „Instytucja kosztuje 12 mln zł. Obsługuje 20 tys. osób. Koszt jednostkowy = 600 zł. Podobne jednostki kosztują 350 zł.”

      Nagle dyskusja przestaje być:

      „lubimy/nie lubimy burmistrza”.

      Staje się:

      „dlaczego płacimy 71% więcej za podobną usługę?”

      ### 7. Presja wyborcza dopiero na końcu

      To bardzo ważne z punktu widzenia politologii.

      Jeżeli system nie ponosi kosztu politycznego nieefektywności, ma małą motywację do reformy.

      Dlatego skuteczny model wygląda tak:

      dane → dokumenty → analiza → kontrola → publikacja → media/opinia publiczna → reakcja mieszkańców → koszt polityczny → reforma

      Nie odwrotnie.

      ### I jedna bardzo ważna rzecz

      Nie próbowałbym „walczyć z kliką” jako taką. To łatwo zamienia się w teorię spiskową albo polityczną wojnę personalną.

      Znacznie skuteczniejsze jest rozbijanie mechanizmu:

      > Kto decyduje? → za jakie pieniądze? → na podstawie jakich kryteriów? → kto otrzymuje środki? → jaki jest rezultat? → kto kontroluje decydenta?

      Jeżeli potrafisz odpowiedzieć na te sześć pytań dokumentami i liczbami, możesz naprawdę skutecznie podważyć lokalny system klientelizmu — bez potrzeby używania propagandy przeciwko propagandzie.

      [1]: https://www.gov.pl/web/gov/uzyskaj-informacje-publiczna "Uzyskaj informację publiczną - Gov.pl - Portal Gov.pl"

      https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/dostep-do-informacji-publicznej-w-nbsp-samorzadach-jeszcze-nieidealny.html

      [2]: https://www.nik.gov.pl/kontakt/skargi-i-wnioski/ "Formularz kontaktu dla złożenia – skargi, wniosku lub wniosku o przeprowadzenie kontroli - Najwyższa Izba Kontroli"

      [3]: https://eli.gov.pl/eli/DU/2024/928/ogl "Ustawa z dnia 14 czerwca 2024 r. o ochronie sygnalistów"

      https://eli.gov.pl/api/acts/DU/2024/928/text.html

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
24 posty w tym wątku zostały wyłączone z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:
Salon Kosmetyczny Agata Żelazowska
Branża: Kosmetyczne salony
Dodaj firmę